werandcountry.pl weranda.pl
  • W podróży
  • W podróży

Bieszczady: atrakcje poza szlakiem

autor: Katarzyna Kazimierowska

Pod względem popularności wśród turystów Bieszczady ustępują tylko Tatrom.

Przyrodnicy z coraz większym zaniepokojeniem patrzą w stronę zatłoczonych połonin, martwiąc się o dobrostan tamtejszej natury. Na szczęście, położone na samym wschodzie polskich Karpat pasmo, to nie tylko park narodowy. W niższych partiach gór wciąż można znaleźć ciszę, spokój i namiastkę dawnej dzikości.


1/4 Bieszczadzki worek

Nie dość, że to teren parku narodowego, to jeszcze położony w strefie nadgranicznej. Swoboda poruszania się po najdzikszej części polskich Bieszczadów jest tym samym mocno ograniczona. Samochodem można dojechać tylko do Bukowca, potem pozostają już tylko własne nogi. Szlak „W dolinie Górnego Sanu” jest o tyle nietypowy, że prowadzi niemal po płaskim terenie.

worek bieszczadzki bieszczady atrakcje

To wycieczka na pół dnia, niezapętlona, więc wracać trzeba tą samą drogą, którą szło się do celu. Ten cel jest wyjątkowy – to umowne, jedno z kilku źródeł Sanu, położone na styku granic Polski i Ukrainy. Zabawnie patrzy się na rubieże Unii Europejskiej, które od ziem dawnego Związku Radzieckiego oddziela ciek wodny szeroki na metr czy dwa. Nieopodal końca Polski znajdują się zgliszcza dawnej wsi Sianki. Jej wciąż tętniąca życiem – choć jest to tętno raczej senne – część ukraińska widoczna jest z punktu widokowego, z którego obserwować można też mozolnie sunącą wzdłuż Sanu elektriczkę.


2/4 Jeziorka Duszatyńskie

To już zachodnie krańce Bieszczadów i pewien krajobrazowy fenomen z całkiem młodą metryką. Jeziorka powstały wskutek osunięcia się zbocza Chryszczatej w kwietniu 1907 r. Osuwisko utworzyło naturalne zapory na jednym z potoków, a woda zebrała się w trzech całkiem sporych oczkach.

jeziorka duszatyńskie bieszczady atrakcje
bieszczady atrakcje jeziorka

Według legendy przerażeni mieszkańcy Duszatyna, przekonani, że kataklizm jest zwiastunem końca świata, chronili się w cerkwiach pobliskich wsi, m.in. Smolnika. Początkowo jeziorka były trzy, dziś zostały tylko dwa, które na dobre zadomowiły się na współczesnych mapach. Nie są głębokie – mają raptem dwa, dwa i pół metra głębokości. Nadrabiają jednak malowniczością. Pod wodą łatwo wypatrzeć kikuty martwych już drzew. Jeziorka znajdują się na Głównym Szlaku Beskidzkim. To wycieczka na kilka godzin.

 

3/4 Opuszczone wsie

Przed drugą wojną światową bieszczadzkie doliny tętniły życiem. Na dawnych mapach w każdej ze wsi widać dziesiątki, setki zabudowań, a zdjęcia, wspomnienia i relacje dawnych mieszkańców mówią o gęstej zabudowie. Trudno to sobie wyobrazić zanurzając się dziś w zarośnięte lasem tereny. W wyniku powojennej akcji „Wisła” władze PRL wysiedliły całą rdzenną ludność Bieszczadów. Po Łemkach zostały tylko fundamenty i zdziczałe sady, które jak echo dawnych czasów wciąż owocują na śródleśnych polanach.

Poszukiwanie śladów dawnych wsi to prawdziwa detektywistyczna robota. Nie tylko dla hobbystów. Dziś dawne austriackie mapy katastralne galicyjskich wsi dostępne są bezpłatnie w internecie. Porównując je z współczesnymi mapami topograficznymi i terenem możemy choćby w wyobraźni obudzić dziesiątki dawnych dolin: Balnicy, Caryńskiego, Tworylnego, Łopienki, Sianek i wielu, wielu innych.


4/4 Pogórze Przemyskie

Wracając z Bieszczadów warto pojechać na północ przez Ustrzyki Dolne i Krościenko w kierunku Arłamowa, a potem zatrzymać się na terenie projektowanego Turnickiego Parku Narodowego. Idea jego powołania jest niemal stuletnia, ale mimo wysiłków naukowców i przyrodników wciąż niezrealizowana. W efekcie tereny te, choć równie cenne przyrodniczo jak obszary paru innych parków narodowych, wciąż nie są należycie chronione. Szlaków jest niewiele, a poprowadzone na mapach nie zawsze mają odwzorowanie w terenie.

pogorze przemyskie atrakcje bieszczady
fot. Shutterstock

Szlaków jest niewiele, a poprowadzone na mapach nie zawsze mają odwzorowanie w terenie. To już nie są góry, a pogórze. Niższe wyniesienia, ale i gęstszy las. W czasach PRL Arłamów i okolice były prywatnym folwarkiem partyjnej wierchuszki, która ciągnęła w przedbieszczadzką dzicz na polowania. Teren był ogrodzony tak, by zwierzyna mogła wchodzić do środka, ale już nie wyjść na zewnątrz. W efekcie populacja jelenia wielokrotnie przekroczyła naturalny stan, czego echa rozbrzmiewają do dziś. Na Pogórzu Przemyskim roi się od dzikich zwierząt, a zimą tropy wilka czy rysia można znaleźć nawet na asfaltowej drodze z Arłamowa na Trójcę. Bazą noclegową dla okolicy oprócz luksusowego ośrodka, który upodobała sobie reprezentacja Polski w piłkę nożną (a w którym w latach 80. internowano Lecha Wałęsę), jest Kalwaria Pacławska.

 

Polecamy

Zostań z nami

Bądź na bieżąco