- W podróży
W Tatrach tłumy, a tu pusto. 7 górskich miejsc na jesienny weekend
W Beskidzie Niskim można przejść doliną nieistniejącej wsi, w Rudawach Janowickich zajrzeć między granitowe skały, a w Beskidzie Sądeckim odpocząć na polanie z widokiem na Tatry. Jeśli szukacie pomysłu na jesienny weekend w górach, warto pojechać właśnie tam. Jest co oglądać i gdzie chodzić, także bez zdobywania wysokich szczytów.
We wrześniu i październiku szczególnie dobrze wędruje się po niższych górach. Bukowe lasy stopniowo zmieniają kolory, chłodniejsze poranki ułatwiają podejścia, a trasę można zaplanować tak, żeby po powrocie zdążyć jeszcze na obiad i spacer po okolicy. Na dwudniowy wyjazd wystarczy jedna miejscowość i kilka szlaków w pobliżu.
Pusto nie będzie oczywiście wszędzie. Jagodna, Biskupia Kopa czy najbardziej znane zakątki Rudaw przyciągają turystów również jesienią. Warto wyjść rano, wybrać dłuższe dojście albo zajrzeć poza główną atrakcję pasma. W tych siedmiu miejscach jest z czego wybierać.
Zobacz nasze materiały wideo
Beskid Niski. Śladami wsi, której już nie ma
W Świerzowej Ruskiej najlepiej zwolnić. Przez teren dawnej łemkowskiej wsi prowadzi ścieżka przyrodniczo-kulturowa Magurskiego Parku Narodowego. Biegnie wzdłuż potoku Świerzówka, od strony Świątkowej Wielkiej ku przełęczy Majdan, niedaleko Bartnego.
To wycieczka, podczas której przydaje się odrobina ciekawości. Zamiast wypatrywać szczytu, patrzymy na dolinę i próbujemy wyobrazić sobie jej dawnych mieszkańców. Na ośmiu przystankach opisano historię wsi, kulturę Łemków i zmiany zachodzące w przyrodzie po opuszczeniu tego miejsca przez ludzi. Bez przeczytania tych opowieści łatwo potraktować trasę jak zwykły spacer przez las. Ścieżka ma około czterech kilometrów w jedną stronę i łagodny przebieg. Magurski Park Narodowy podaje około dwóch godzin na jej przejście; powrót trzeba doliczyć osobno. Z postojami spokojnie zajmie pół dnia.
Na weekend można zatrzymać się w okolicach Świątkowej Wielkiej albo Bartnego. W sobotę przejść dolinę, a niedzielę zostawić na poznawanie okolicznych wsi i krótszą wędrówkę. Beskid Niski dobrze nadaje się na taki wyjazd, bez codziennego pakowania samochodu i przenoszenia się w kolejne miejsce.
Góry Opawskie. Biskupia Kopa i skalne zakamarki
Pokrzywna i Jarnołtówek leżą u stóp Gór Opawskich i stąd najłatwiej zacząć poznawanie pasma. Najbardziej znanym celem jest Biskupia Kopa, licząca 890 metrów wysokości. Warto przeznaczyć na nią jeden dzień, a drugi zostawić na krótszą trasę w okolicy.
Sporo wrażeń dostarcza Gwarkowa Perć. Szlak przechodzi przez dawne wyrobisko, między odsłoniętymi skałami. Jest tu również wysoka metalowa drabina przy skalnej ścianie. Ten fragment wymaga ostrożności, szczególnie po deszczu, i nie każdemu będzie odpowiadał. Jeśli ktoś źle znosi wysokość, lepiej wybrać inną drogę.
W Górach Opawskich można też zaplanować wędrówkę w rejonie Olszaka lub Bukowej Góry. Niższe wzniesienia przydadzą się zwłaszcza w niedzielę, kiedy przed powrotem do domu zostaje jeszcze kilka godzin na las. Sama Biskupia Kopa bywa popularna, dlatego na jej szlak dobrze ruszyć wcześnie.
Góry Bystrzyckie. Przez las na Jagodną
Na Jagodną ze Spalonej prowadzi szeroka leśna droga, oznaczona niebieskim szlakiem. Podejście jest łagodne, ale nie należy mylić go z krótkim spacerem wokół schroniska. W obie strony wychodzi około ośmiu–dziewięciu kilometrów, czyli mniej więcej trzy godziny samego marszu.
Przez większość czasu widoki zasłaniają drzewa. Dopiero wieża na szczycie pozwala spojrzeć ponad las i zobaczyć okoliczne pasma Sudetów. Przy dobrej pogodzie warto zostać na górze dłużej, zamiast od razu rozpoczynać zejście.
To propozycja dla tych, którzy lubią po prostu chodzić: bez stromych skalnych odcinków, za to przez kilka godzin w lesie. Jesienią przydadzą się nieprzemakalne buty, bo po opadach nawet łagodna trasa potrafi być mokra i błotnista.
Jagodna ma wielu zwolenników, więc w słoneczne weekendy przy schronisku i wieży może być gwarno. Wczesne wyjście ma tu sens. Na drugi dzień można zostawić Bystrzycę Kłodzką i spacer po mieście.
Rudawy Janowickie. Skały i zamek po drodze
W Rudawach Janowickich trudno narzekać na monotonię. Między drzewami pojawiają się granitowe ściany, skalne szczeliny i ruiny zamku. Jednym z ciekawszych celów są Starościńskie Skały, niewielkie skalne miasteczko z półkami, wąskimi przejściami i fantazyjnymi formacjami.
Można podejść do nich ze Strużnicy albo zaplanować dłuższą wycieczkę z Janowic Wielkich. Ten drugi wariant pozwala połączyć wędrówkę z zamkiem Bolczów i Skalnym Mostem. Warto zostawić sobie większą część dnia, bo przy skałach i zamkowych murach zwykle spędza się więcej czasu, niż wynikałoby z samego dystansu.
Jesienią szczególnie ładnie wyglądają fragmenty ruin otoczone przebarwiającymi się drzewami. To dobry kierunek na wyjazd z aparatem, ale też dla osób, które lubią oglądać coś po drodze, a nie tylko na końcu podejścia.
Rudawy nie są odludziem. Przy znanych atrakcjach spotkamy innych wędrowców, zwłaszcza w pogodną niedzielę. Lepiej też nie planować zbyt szybkiego przejścia: mokry granit i liście na kamieniach wymagają uważnego stawiania kroków.
Beskid Sądecki. Przerwa na polanie nad Wierchomlą
Do Bacówki PTTK nad Wierchomlą warto wybrać się w dzień z dobrą widocznością. Z polany przy schronisku można oglądać pasmo Radziejowej, a przy sprzyjającej pogodzie również Tatry. Dobrze mieć zapas czasu, żeby po podejściu usiąść i nacieszyć się panoramą.
Bacówka leży w paśmie Jaworzyny Krynickiej, przy szlaku między Runkiem a Pustą Wielką. Prowadzi do niej między innymi czarny szlak od Wierchomli Wielkiej przez Wierchomlę Małą. Od punktu przy wodospadzie do schroniska jest około czterech kilometrów. Na podejście trzeba liczyć mniej więcej godzinę i trzydzieści pięć minut, zależnie od tempa.
Można potraktować bacówkę jako cel całej wycieczki, zjeść coś i wrócić tą samą drogą. Osoby mające ochotę na dłuższe chodzenie mogą zaplanować dalszą trasę, uwzględniając czas potrzebny na zejście. Na jesienny weekend to wygodna propozycja: nocleg w dolinie, dzień na szlaku, a po powrocie czas na odpoczynek. Nie trzeba od razu układać wielogodzinnej wyprawy przez całe pasmo.
Góry Złote. Z Lądka-Zdroju na Trojak
Lądek-Zdrój pozwala połączyć chodzenie po górach ze spacerami po uzdrowisku. Na początek warto wybrać Trojak, wznoszący się nad miejscowością na wysokość 766 metrów. Na jego skałach znajduje się platforma widokowa. Widać z niej dolinę Białej Lądeckiej i okoliczne góry, w tym masyw Śnieżnika. To dobry cel na tę część dnia, na którą prognoza zapowiada najwięcej przejaśnień. Przy niskich chmurach spora część panoramy może pozostać ukryta.
Wycieczka zostawia jeszcze czas na Lądek-Zdrój. Można więc spędzić przedpołudnie w lesie, a później wrócić do miejscowości, bez pośpiesznego schodzenia tuż przed zmrokiem.
Drugiego dnia warto rozważyć Jaskinię Radochowską. Zwiedza się ją z przewodnikiem, dlatego wcześniej trzeba sprawdzić terminy wejść. Po dniu na szlaku to ciekawa zmiana, bo zamiast kolejnego podejścia są podziemne korytarze i skalne komory.
Góry Bardzkie. Widok na miasto i zakole Nysy
Bardo to dobry adres na krótki wyjazd, podczas którego chcemy trochę pochodzić i zobaczyć coś więcej niż las. Z miejscowości można wyruszyć w stronę tarasu nad Obrywem Skalnym. Z góry widać zabudowania, Nysę Kłodzką i otaczające miasto wzniesienia.
Obryw powstał w wyniku osunięcia zbocza w 1598 roku. Dziś przychodzi się tu przede wszystkim dla widoku na rzekę i Bardo. Jesienią, gdy drzewa na stokach nabierają kolorów, warto zabrać aparat i nie ograniczać postoju do jednego zdjęcia.
Do tarasu prowadzi leśna ścieżka odbijająca od zielonego szlaku. W planie pobytu można uwzględnić także wejście na Kalwarię, dokąd wiedzie z Barda droga krzyżowa.
To propozycja również na weekend, podczas którego nie chcemy spędzać całych dni na szlakach. Po zejściu zostaje czas na miejscowość i spokojny posiłek. Jesienią taki zapas jest przydatny, a dzień szybko się skraca, a powrót przez las lepiej zakończyć przed ciemnością.
Fot. Shutterstock
