- W podróży
Najpiękniejsze polskie winnice jesienią. Dokąd pojechać na winobranie?
Jesienią polskie winnice pachną dojrzałymi gronami i świeżym moszczem. To dobry moment, by zobaczyć je nie tylko podczas winobrania, lecz także w czasie spokojnego weekendu: od Zielonej Góry i Dolnego Śląska, przez Małopolski Przełom Wisły i Sandomierz, aż po Podkarpacie.
Jak ja nie lubię słowa „enoturystyka”. Brzmi luksusowo, tajemniczo i nowobogacko. Wprawdzie zawiera w sobie element starogrecki świadczący o prestiżu, w którym słowo „οίνος” oznaczało wino, ale jednocześnie jest jakieś takie odpychające, nieapetyczne i śliskie. Wcale nie czuje się przy nim dreszczyku emocji czy ekscytacji przed czekającą podróżą degustacyjną. Przecież znacznie lepiej dla ucha brzmią rdzennie polskie neologizmy: winopodróże, winoznawstwo terenowe, gronoturystyka, wycieczka gastrowiniarska, smakowiniarstwo po Polsce czy wyprawa winokulinarna. Nawet jeśli nie lepiej, to na pewno bardziej swojsko.
Gdy jesień barwi już liście, a słońce mami jeszcze końcem lata, przychodzi pora, aby spakować walizkę i ruszyć szlakiem polskich winnic, które nakarmią i dobrze napoją. Przyjemny jest bowiem cierpki smak wina na języku na pożegnanie kanikuły.
Zobacz nasze materiały wideo
W sercu lubuskiej tradycji
Pierwsze wzmianki o winnicach wschodnich krańców pradoliny Toruńsko-Eberswaldzkiej, ciągnącej się od okolic Płocka i Włocławka aż do niemieckiego Fehrbellin, pochodzą z bulli papieskiej z 1136 roku. Wino zaczęli produkować mnisi do celów liturgicznych, lecz wkrótce trafiło też na świeckie stoły.
Na tradycje winiarskie w tym regionie wpłynęło ukształtowanie terenu. Choć pradolina kojarzy się głównie z dnem doliny i rzekami, to jej północna krawędź uformowana została z morenowych wzgórz. Te pagórki i słońce stworzyły mikroklimat idealny do uprawy winorośli.
Gdy poranne mgły snują się nad doliną Odry, a zbocza winnic mienią się miedzią i złotem, w powietrzu unosi się słodki zapach miażdżonych gron. To nie Toskania ani dolina Loary – to ziemia lubuska w barwach polskiej jesieni. Tu tradycja winiarska przeżywa swój wielki renesans.
Wrzesień w Zielonej Górze i okolicznych gminach, takich jak Zabór czy Cigacice, ma smak świeżo wytłoczonego moszczu. W powietrzu czuć jeszcze letnie ciepło oddawane przez wygrzane piaszczysto-gliniaste gleby, ale chłodne noce już zapowiadają winobranie.
Centralnym punktem lubuskiej jesieni pozostają Dni Zielonej Góry w pierwszej połowie września, ale winnice można zwiedzać też w innym terminie. Wystarczy się umówić. Wówczas władzę w mieście przejmuje Bachus, a rynek zamienia się w tętniące miasteczko winiarskie. Jednak prawdziwa magia dzieje się z dala od jarmarcznego zgiełku, na parcelach Lubuskiego Centrum Winiarstwa w Zaborze, gdzie skupisko kilkunastu producentów tworzy unikalny mikrokosmos.
Można tu zobaczyć winogrona odmiany Solaris, której grona osiągają w tym okresie optymalną dojrzałość cukrową i aromatyczną. Solaris daje wina o gęstej strukturze, pełne nut brzoskwini, dojrzałej gruszki i miodu akacjowego, zbalansowane wciąż żywą, rześką kwasowością. Ze względu na dużą zawartość cukru z tej odmiany, nawet w chłodnych rejonach, można wytwarzać deserowe, naturalne słodkie wina.
Nieopodal, w winnicach takich jak Saint Vincent w Borowie Wielkim czy Winnica Julia w Starym Kisielinie, do głosu dochodzi klasyka gatunku. Obok odpornych na chłody hybryd doskonale radzą sobie krzewy Pinot Gris, Gewürztraminera oraz tradycyjnego dla regionu Rieslinga.
Uzupełnieniem tej wędrówki są wizyty w zabytkowych, ceglanych piwnicach winiarskich, ukrytych w zielonogórskich kamienicach przy ulicy Sowińskiego czy Jedności, gdzie stała temperatura i wilgotność od stuleci sprzyjają dojrzewaniu szlachetnych trunków.
Alchemia bąbelków
Kierując się na południe, ku Wzgórzom Trzebnickim i masywowi Ślęży, krajobraz nabiera surowszego, bardziej zróżnicowanego charakteru. Dolny Śląsk to winiarski raj o jednym z najdłuższych okresów wegetacyjnych w kraju. Tutaj lessowe gleby, nawiewane przez tysiąclecia na polodowcowe wzniesienia, tworzą idealne podłoże dla winorośli potrzebującej głębokiego ukorzenienia i bogactwa minerałów. Październik na Wzgórzach Trzebnickich, potocznie nazywanych Kocimi Górami, zachwyca feerią rdzawych odcieni. W winnicach takich jak Winnice Wzgórz Trzebnickich czy Winnica Jakubów w okolicach Radwanic, jesień to czas bezustannej pracy.
W tym regionie winiarze nie boją się konfrontacji z najbardziej wymagającymi odmianami winnej latorośli. Wzgórza Trzebnickie słyną z fenomenalnych interpretacji Pinot Noir i Chardonnay, które stanowią bazę pod najwyższej próby wina musujące, tworzone według klasycznej metody szampańskiej z wtórną fermentacją w butelce.
Podczas jesiennych wizyt degustacyjnych w winnicy można prześledzić ten żmudny proces – od zbioru gron o podwyższonej kwasowości, przez leżakowanie na osadzie drożdżowym (polega na celowym pozostawieniu trunku w kontakcie z obumarłymi komórkami drożdży po zakończeniu fermentacji), po rytuał remuażu (stopniowe obracanie i pochylanie butelek, aby zgromadzić osad drożdżowy w szyjce butelki) na tradycyjnych drewnianych pulpitach i finalne degorżowanie (usuwanie osadu drożdżowego z szyjki butelki). W kieliszku dolnośląski mousseux zachwyca drobnym, kremowym perleniem, aromatem pieczonej brioszki, zielonego jabłka i kredową mineralnością, która doskonale komponuje się z chłodnym jesiennym powietrzem.
W cieniu tajemniczej góry Ślęży, na której Prasłowianie dokonywali religijnych obrzędów, winiarze eksperymentują z winami macerowanymi na skórkach, potocznie zwanymi winami pomarańczowymi lub bursztynowymi. Odmiany winogron Johanniter czy Hibernal, poddane kilkutygodniowej fermentacji ze skórkami w glinianych amforach lub dębowych kadziach, nabierają intrygującej taniczności, nut suszonej moreli, skórki pomarańczowej, ziół i tytoniu. Tego typu wina okazują się genialnym towarzyszem lokalnych specjałów kulinarnych – dolnośląskich serów łomnickich z mleka koziego czy pieczonej gęsiny, która tradycyjnie pojawia się na stołach późną jesienią.
Wisła i jurajskie wapienie
Gdy ruszymy na wschód, wzdłuż biegu królowej polskich rzek, trafiamy do krainy o wyjątkowym, niemal śródziemnomorskim mikroklimacie. Małopolski Przełom Wisły – od okolic Puław, przez Kazimierz Dolny, aż po Janowiec – to region zdominowany przez wapienie i zbocza, które kumulują promienie słońca. Winnice zawieszone na wysokich skarpach, takie jak Winnica Dom Bliskowice, Winnica Modła czy Winnica Widok Wojszyn, tworzą malowniczą wstęgę, którą najlepiej odkrywać pieszo lub rowerem podczas rześkich, słonecznych dni października.
Wapienne podłoże nadaje powstającym tu winom unikalny, słonawy sznyt. Odmiany Seyval Blanc i Johanniter zyskują tu niespotykaną nigdzie indziej precyzję, krystaliczną czystość oraz nuty krzemienne i cytrusowe. Z kolei czerwony Regent, często traktowany w Polsce z rezerwą, na janowieckich wapieniach potrafi zaskoczyć głębią ciemnego owocu, leśnej jeżyny i dojrzałej wiśni, tracąc charakterystyczną dla hybryd rustykalność na rzecz aksamitnych tanin.
Nieco dalej na południe, w sercu Sandomierza i na przyległych lessowych płaskowyżach, jesień osiąga swój kulminacyjny moment podczas listopadowego Święta Młodego Wina. Sandomierskie winnice, w tym słynna Winnica św. Jakuba prowadzona przy klasztorze dominikanów – kontynuująca tradycje z trzynastego wieku – oraz Winnica Sandomierska w Dwikozach, w trzeci weekend listopada zapełniają wąskie uliczki zabytkowego grodu radosną fiestą. W piwnicach pod rynkiem turyści i kiperzy spotykają się, by ocenić pierwsze efekty tegorocznych zbiorów, kosztując win jeszcze mętnych, pełnych pierwotnej energii i soczystego owocu. Dla zmiany smaku przegryzają regionalny ser sandomierski i wędzone śliwki szydłowskie.
Przemieszczając się ku Jurze Krakowsko-Częstochowskiej i Dolinie Prądnika, natrafimy na kolejny bastion winiarski. Podkrakowskie poletka, rozrzucone wokół Skały, Ojcowa czy Woli Przemykowskiej, korzystają ze zjawiska inwersji temperatur i wapiennej gleby. Winnica Krokoszówka Górska, Srebrna Góra malowniczo położona u stóp klasztoru Kamedułów na Bielanach czy Winnica Wieliczka prowadzona w reżimie biodynamicznym udowadniają, że winopodróże mogą łączyć się z głęboką refleksją nad naturą. Jesienny spacer wśród żółknących liści z widokiem na bielańskie eremy, z kieliszkiem mineralnego Chardonnay lub Pinot Noir w dłoni, pozostawia wrażenia, które na długo zostają w pamięci smakosza.
Góry i niepokorny duch
Ostatnim, lecz niezwykle istotnym etapem jesiennej wędrówki jest Podkarpacie – kolebka nowoczesnego polskiego winiarstwa. To właśnie tutaj, w okolicach Jasła i Krosna, pod koniec lat osiemdziesiątych i w latach dziewięćdziesiątych Roman Myśliwiec zakładał swoją legendarną Winnicę Golesz, udowadniając sceptykom, że w surowym podgórskim klimacie można z powodzeniem uprawiać winorośl i tworzyć trunki najwyższej próby.
Podkarpacie jesienią zachwyca drapieżnym, melancholijnym pięknem. Zalesione stoki Pogórza Dynowskiego, Ciężkowickiego i Strzyżowskiego płoną całą paletą brązów, czerwieni i złota, a winnice usytuowane na stromych południowych stokach przypominają krajobrazy Styrii czy północnych Włoch. Kluczowym wydarzeniem winiarskim w regionie są Międzynarodowe Dni Wina w Jaśle, odbywające się na przełomie sierpnia i września, które otwierają sezon zbiorów na Podkarpaciu.
Specyfika podkarpackich upraw wymagała selekcji odmian o podwyższonej odporności na przymrozki i choroby grzybowe. Królują tu odmiany hybrydowe, które pod okiem utalentowanych hodowców dają wina o zadziwiającej złożoności. Białe odmiany, takie jak Seyval Blanc, Bianca czy Jutrzenka – polska odmiana wyhodowana przez Romana Myśliwca, charakteryzująca się unikalnym bukietem mięty, czarnej porzeczki i eukaliptusa – tworzą trunki o wybitnie gastronomicznym profilu. Czerwone Rondo i Regent, leżakowane w beczkach z polskiego lub francuskiego dębu, rozwijają nuty dojrzałej śliwki węgierki, gorzkiej czekolady, pieprzu i skóry, idealnie komponując się z jesienną dziczyzną, grzybami leśnymi zbieranymi w pobliskich lasach oraz słynnymi proziakami podawanymi z czosnkowym masłem.
Gronoturystyka na Podkarpaciu ma charakter niezwykle kameralny i osobisty. Gospodarze winnic, takich jak Winnica Dwie Granice, Winnica Sztukówka czy Winnica Vanellus, przyjmują gości w progach swoich domów, oferując noclegi w pokojach gościnnych z widokiem na zamglone doliny. Wieczorne rozmowy przy kominku, połączone z degustacją starszych roczników i opowieściami o walce z kaprysami aury, pozwalają zrozumieć, że polskie wino to nie tylko produkt handlowy, lecz przede wszystkim owoc pasji, odwagi i bezkompromisowej miłości do ziemi.
Sztuka świadomego podróżowania
Polska jesień w winnicach to zjawisko totalnie angażujące wzrok, węch, smak i dotyk. Złociste światło zachodzącego słońca, chłód wilgotnej ziemi o poranku, szelest opadających liści i ciężar kieliszka trzymanego w dłoni składają się na doświadczenie, które redefiniuje nasze spojrzenie na rodzimy krajobraz kulturowy. Planując jesienną podróż polskim szlakiem winnym, warto przyjąć perspektywę wędrowca niespiesznego, który przedkłada jakość doznań nad liczbę odwiedzonych miejsc.
Okres od września do końca października to dla winiarzy najintensywniejszy czas w całym roku kalendarzowym, dlatego wizyta w winnicy wymaga wcześniejszego kontaktu i rezerwacji. Większość profesjonalnych gospodarstw winiarskich dysponuje dziś rozwiniętą infrastrukturą: nowoczesnymi salami degustacyjnymi, a nierzadko również bazą noclegową w standardzie butikowych pensjonatów czy ekologicznych domków glampingowych ukrytych bezpośrednio w szpalerach winorośli. Niezwykła atmosfera i malownicze krajobrazy dopełniają całości bez dodatkowych opłat.
