- W podróży
Góry bez barier. Ratownicy otwierają Pieniny dla osób z niepełnosprawnościami
Na Wysoki Wierch docierają na specjalnym wózku, wzdłuż Dunajca jadą tandemem, a potem płyną kajakiem. Fundacja Przyjaciele Gór pokazuje, że pobyt w Pieninach nie musi kończyć się na oglądaniu szczytów z doliny.
Jeszcze niedawno dostępny wyjazd oznaczał najczęściej hotel z podjazdem, windę i krótki spacer po równej nawierzchni. W górach wybór był znacznie mniejszy. Trasy kończyły się tam, gdzie zaczynały się kamienie, schody i strome podejścia.
Teraz to się zmienia. Dzięki specjalistycznym wózkom, rowerom i pomocy doświadczonych ratowników osoby z niepełnosprawnościami ruszają na prawdziwe szlaki. W Pieninach wjeżdżają na Wysoki Wierch, przemierzają Wąwóz Homole, jadą do Czerwonego Klasztoru i próbują sportów wodnych. Nie są to symboliczne wycieczki po najłatwiejszym odcinku trasy, lecz pełne górskie wyprawy.
Zobacz nasze materiały wideo
Dostępność nie kończy się na promenadzie
Pieniny uchodzą za stosunkowo łagodne góry, ale wiele tutejszych szlaków pozostaje niedostępnych dla osób poruszających się na zwykłych wózkach. Nawet popularne trasy prowadzą po kamieniach, przez kładki, schody i błotniste odcinki.
Fundacja Przyjaciele Gór chce, aby pobyt osoby z niepełnosprawnością nie ograniczał się do spaceru po uzdrowisku. Jej uczestnicy jeżdżą na rowerach, pływają kajakami, próbują aktywności linowych i ruszają na szczyty.
Każda taka wyprawa wymaga osobnego przygotowania. Trzeba dopasować trasę do możliwości uczestnika, sprawdzić pogodę, zorganizować odpowiedni sprzęt i zebrać zespół, który potrafi się nim posługiwać.
Na Wysoki Wierch specjalnym wózkiem
Jedna z wypraw prowadziła przez Durbaszkę na Wysoki Wierch. To widokowy szczyt w Małych Pieninach, z którego można zobaczyć Tatry, Pieniny i Beskid Sądecki. Nie prowadzi na niego wygodna, utwardzona droga. Są kamienie, nierówności i fragmenty, które po deszczu mogą stać się bardzo śliskie.
Na szczyt dotarł Piotr, który po poważnych problemach z krążeniem stracił nogę. Dzięki współpracy Fundacji Przyjaciele Gór z Zakładem Aktywności Zawodowej w Goleniowie mógł przyjechać w Pieniny i wrócić do aktywności, z których wcześniej musiał zrezygnować.
– Marzeniem Piotra było zobaczyć Pieniny, znów móc pojeździć na rowerze. Bez nogi? O kulach? Czemu nie? – mówi Maciej Gębala z Fundacji Przyjaciele Gór.
Do wyjścia wykorzystano specjalny trzykołowy wózek przeznaczony do poruszania się w trudnym terenie. Trasa nie została sprowadzona do krótkiego spaceru. Prowadziła na Durbaszkę, a następnie żółtym szlakiem na Wysoki Wierch.
– Zrobiliśmy z Piotrkiem naprawdę wymagającą trasę. Piotrek mówił nam, że takich widoków nie zapomni do końca życia – wspomina Patrycjusz Ceran.
Tandemem wzdłuż Dunajca
Wyprawa w góry była tylko jednym z punktów pobytu Piotra w Pieninach. Fundacja wypożyczyła również tandem przystosowany do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Piotr pojechał nim w stronę Czerwonego Klasztoru po słowackiej stronie Dunajca.
Droga Pienińska łącząca Szczawnicę z Czerwonym Klasztorem ma około dziesięciu kilometrów. Biegnie przez Przełom Dunajca, pomiędzy rzeką a stromymi pienińskimi skałami. To jedna z najbardziej widokowych tras rowerowych w regionie, dostępna również dla pieszych i osób poruszających się na wózkach.
Był także spływ kajakiem. Piotr w czasie jednego wyjazdu wrócił więc na rower, popłynął rzeką i dotarł na górski szczyt.
– Takimi małymi zmianami, drobnymi krokami można zrobić całkiem wielką rzecz. Piotrek zaraża innych tym, co przeżył, tą pozytywną energią – mówi Maciej Gębala.
Wąwóz Homole i tyrolka
W wyprawach organizowanych przez fundację uczestniczyła również Asia. Wcześniej korzystała ze stałej pomocy rodziców i rzadko miała okazję próbować aktywności wymagających specjalistycznego sprzętu.
W Pieninach przejechała na górskim wózku przez Wąwóz Homole. Szlak prowadzi wzdłuż potoku Kamionka, przez kamieniste odcinki, kładki i schody. Dla osoby na zwykłym wózku jest niedostępny, ale przy odpowiednim sprzęcie i wsparciu zespołu można go pokonać.
Asia popłynęła także kajakiem, wzięła udział w zajęciach linowych i zjechała na tyrolce.
– Mówiła, że nigdy w życiu nie miałaby okazji czegoś takiego przeżyć, nawet spróbować. Była wzruszona, zachwycona, szczęśliwa – wspomina Marek Ciaś.
Po kilku dniach wyjazdu Asia powiedziała rodzicom, że chce spróbować samodzielnego życia. Wyprowadziła się z rodzinnego domu i zaczęła mieszkać sama.
– To, co z nami przeżyła, zmieniło jej postrzeganie świata, życia i siebie. Uwierzyła, że da radę. W ten sposób pomogliśmy nie tylko jej, ale także jej rodzicom – mówi Patrycjusz Ceran.
Pieniny mają dostępne szlaki
Nie każda wyprawa wymaga specjalistycznego wózka terenowego. W Pieninach wyznaczono kilka tras dostępnych dla osób z ograniczeniami ruchowymi.
Najbardziej znana jest Droga Pienińska ze Szczawnicy do Czerwonego Klasztoru. Pieniński Park Narodowy wskazuje również odcinek prowadzący z Krościenka do Krasu, drogę ze Sromowiec Niżnych do schroniska Trzy Korony oraz trasę w Czorsztynie biegnącą w stronę pętli u stóp ruin zamku.
Przystosowana do potrzeb osób z niepełnosprawnościami ruchowymi jest także ścieżka w rezerwacie Biała Woda w Małych Pieninach. Trasa ma około 2,7 kilometra, prowadzi wzdłuż potoku i została wyposażona w kładki oraz miejsca odpoczynku.
To dobry początek, ale dostępna turystyka nie może ograniczać się do kilku przygotowanych odcinków. Osoby z niepełnosprawnościami chcą jeździć na rowerach, pływać, wychodzić wyżej i poznawać góry w taki sam sposób jak inni turyści.
Potrzebni są ludzie i sprzęt
Fundację Przyjaciele Gór stworzyli Marek Ciaś, Maciej Gębala i Patrycjusz Ceran. Są ratownikami związanymi z GOPR i od lat prowadzą działania oraz szkolenia w górach.
Marek Ciaś jest starszym instruktorem górskim Grupy Podhalańskiej GOPR. Maciej Gębala zajmuje się m.in. technikami ratownictwa na górskich rzekach, a Patrycjusz Ceran uczestniczy w projektach realizowanych ze służbami z innych krajów.
Podczas wyjazdów wykorzystują wiedzę zdobytą w ratownictwie. Oceniają trasę i możliwości uczestnika, dobierają sprzęt oraz ustalają, ile osób będzie potrzebnych do bezpiecznego przeprowadzenia wyprawy.
– My jesteśmy od lat ratownikami górskimi. Ta przestrzeń dla osób z niepełnosprawnościami była i wciąż jest trochę zaniedbana. Próbujemy to zmienić, ale jesteśmy młodą fundacją i ciężko jest się przebić – mówi Marek Ciaś.
Własny wózek oznacza więcej wypraw
Fundacja większość potrzebnego sprzętu nadal musi wypożyczać. Jej najpilniejszym celem jest zakup profesjonalnego wózka górskiego ze wspomaganiem elektrycznym. Koszt takiego urządzenia wynosi około 40 tys. zł.
Własny sprzęt pozwoliłby częściej organizować wyprawy i ustalać terminy bez sprawdzania, czy odpowiedni wózek jest akurat dostępny. W dalszych planach jest stworzenie bazy urządzeń przeznaczonych do różnych aktywności i dopasowanych do potrzeb uczestników.
Fundacja planuje również charytatywny rajd rowerowy wokół Gorców i zbiórkę pieniędzy (nr konta fundacji: PKO BP 09 1020 3466 0000 9102 0212 4147).
– Chcielibyśmy móc powiedzieć: mamy sprzęt, mamy termin i jesteśmy w stanie wam to zorganizować. Na razie próbujemy, walczymy – podsumowuje Maciej Gębala.
Góry nie stały się nagle łatwe, a kamienie i strome podejścia nie zniknęły ze szlaków. Zmienia się jednak sposób myślenia o podróżach. Osoba z niepełnosprawnością nie musi już otrzymywać osobnego, znacznie uboższego programu. Może pojechać na rowerze, popłynąć kajakiem i ruszyć w góry – inną metodą, ale po te same widoki.
Fot. materiały prasowe
