werandcountry.pl weranda.pl astromagia.pl
  • W podróży

Chorwacki Adriatyk z pokładu katamaranu. Pięć dni między wyspami i zatokami

autor: Jakub Juszyński

Pięć dni na katamaranie wystarczyło, by zobaczyć Chorwację z zupełnie innej perspektywy. Zamiast zatłoczonych kurortów były niewielkie porty, kąpiele w spokojnych zatokach, poranki na pokładzie i delfiny płynące tuż obok łodzi.

Są podróże, w których głównym bohaterem staje się miejsce. Są też takie, w których najważniejsze okazuje się tempo. Pięciodniowy rejs katamaranem po chorwackim Adriatyku należał zdecydowanie do tej drugiej kategorii. Nie był wyścigiem od atrakcji do atrakcji ani próbą zobaczenia jak największej liczby miejsc. Przypominał raczej powrót do prostych przyjemności: porannej kawy wypijanej na pokładzie, moczenia nóg w przejrzystej wodzie i wieczorów spędzanych w niewielkich portach, gdzie czas zdaje się płynąć wolniej niż gdziekolwiek indziej.

Zobacz nasze materiały wideo

Nocny widok na port i oświetloną starówkę Trogiru w Chorwacji.
Kamienne nabrzeże w Trogirze z palmami.
Zabytkowy kościół i kamienna dzwonnica na placu w Trogirze.
Podróż katamaranem to nie tylko przygoda, ale oryginalny sposób na zwiedzanie nadmorskich miasteczek portowych.

Trogir na dobry początek 

Nasza podróż rozpoczęła się w Trogirze, jednym z najpiękniejszych miast Dalmacji. Położone na niewielkiej wyspie historyczne centrum od wieków przyciągało kupców, podróżników i żeglarzy. Kamienne uliczki, romańskie i renesansowe pałace oraz weneckie detale sprawiają, że spacer po starówce przypomina przechadzkę przez kolejne rozdziały historii Adriatyku. Warto przyjechać tu dzień wcześniej, usiąść w jednej z kawiarni przy promenadzie i obserwować życie toczące się między mariną a starym miastem. To właśnie tutaj najlepiej zrozumieć, dlaczego Dalmacja od wieków związana jest z morzem.

Trogir jest również świetną bazą wypadową dla żeglarzy. Wystarczy wypłynąć z portu, by po chwili znaleźć się w zupełnie innym świecie, pełnym wysp, zatok i niewielkich miejscowości rozsianych pośród błękitnych wód Adriatyku.

Zachód słońca nad Adriatykiem i fale rozbijające się o kamienistą plażę.
Niewielka łódź unosząca się na przejrzystej turkusowej wodzie Adriatyku.
Adriatyk to w dzień przejrzysta woda, a wieczorem mocniejszy wiatr, krótkie fale i słońce odbijające się w powierzchni morza.

Slow life na katamaranie

Już pierwszego dnia zauważyłem, że na morzu czas biegnie inaczej. Nie wyznaczają go godziny spotkań ani powiadomienia w telefonie. Rytm dnia zależy od pogody, kierunku wiatru i miejsca, w którym planujemy spędzić noc. Właśnie dlatego rejs tak dobrze wpisuje się w ideę slow travel. Nie chodzi o to, by zobaczyć jak najwięcej, ale by naprawdę być tam, gdzie się jest.

Naszym domem był Lagoon 42, przestronny katamaran zapewniający komfort porównywalny z niewielkim apartamentem. Szerokie pokłady, wygodne kabiny i duża przestrzeń wspólna sprawiają, że nawet kilka dni na wodzie mija bardzo wygodnie. Najchętniej spędzałem czas na dziobie lub przy sterówce, obserwując morze i kolejne wyspy pojawiające się na horyzoncie.

A te potrafią zachwycać. Dalmatyńskie wyspy są niezwykle różnorodne. Jedne porastają gęste sosnowe lasy, schodzące niemal do samej wody. Inne mają bardziej surowy charakter, kamieniste zbocza, niewielkie winnice i stare gaje oliwne. Z perspektywy morza widać również to, czego często nie dostrzegają turyści podróżujący samochodem: ukryte zatoczki, samotne plaże i niewielkie przystanie dostępne wyłącznie od strony wody.

Szczególne wrażenie zrobiły na mnie małe wyspiarskie porty. To miejsca, w których wieczorami spotykają się żeglarze, rybacy i mieszkańcy. Kilka stolików ustawionych przy nabrzeżu, kamienne domy odbijające się w spokojnej wodzie oraz zapach świeżo grillowanych ryb i kalmarów tworzą atmosferę, której trudno szukać w popularnych kurortach. Po zachodzie słońca życie zwalnia jeszcze bardziej. Rozmowy toczą się niespiesznie, a jednym z nielicznych dźwięków pozostaje stukot lin o maszty zacumowanych jachtów.

Po drodze nie brakowało również miejsc pokazujących kulturowe bogactwo Dalmacji. Niewielkie miasteczka z kamienną zabudową pamiętającą dawne czasy, kościoły ukryte pomiędzy wąskimi uliczkami oraz nadmorskie place, na których mieszkańcy spotykają się każdego wieczoru. To właśnie tutaj można poczuć prawdziwy charakter chorwackiego wybrzeża, daleki od folderowych obrazków i turystycznego pośpiechu.

żagiel katamaranu
Osoba przeglądająca mapy na pokładzie katamaranu
Łodzie zacumowane w niewielkim chorwackim porcie na tle kamiennych domów.
Pokładowa logistyka uczy cierpliwości, ale także pozwala odpocząć w rytmie slow, bez pośpiechu.

Delfiny, nocne porty i pięć dni bez pośpiechu

Jednym z najbardziej niezwykłych momentów całej podróży było spotkanie z delfinami. Pojawiły się niespodziewanie, gdy katamaran spokojnie przecinał taflę morza. Przez kilka minut płynęły obok nas, co chwilę wynurzając się z błękitnej wody. Na pokładzie zapadła cisza. Wszyscy po prostu patrzyli. Był to jeden z tych momentów, których nie sposób zaplanować, a które pozostają w pamięci na długo.

Podczas rejsu organizowanego przez More Sailing szybko okazało się, że największą atrakcją nie są konkretne miejsca, lecz sama droga. Poranne wypłynięcia z portów, postoje w zatokach z turkusową wodą, wspólne posiłki na pokładzie i wieczory spędzane pod rozgwieżdżonym niebem tworzyły doświadczenie, które trudno porównać z tradycyjnymi wakacjami.

Po pięciu dniach wróciliśmy do Trogiru. Teoretycznie nie był to długi wyjazd. Miałem jednak wrażenie, że minęło znacznie więcej czasu. Być może dlatego, że na morzu dni nie są mierzone kalendarzem. Liczą się wschody słońca oglądane z pokładu, kąpiele w zacisznych zatokach i kolejne wyspy wyłaniające się z porannej mgły.

W świecie, który nieustannie przyspiesza, Adriatyk oglądany z pokładu katamaranu okazuje się czymś więcej niż kierunkiem wakacyjnej podróży. Przypomina, że czasem największym luksusem nie jest to, dokąd płyniemy, lecz fakt, że wreszcie nigdzie nie musimy się spieszyć.

Fot. J. Juszyński