werandcountry.pl weranda.pl
  • W podróży

Albania. Piękny kraj z trudną historią

autor: Tomasz Nowak

Albania potrafi zachwycić już po pierwszych kilometrach, ale nie jest krajem z folderu. Ma turkusowe jeziora i plaże, surowe góry, dobrą kuchnię, chaotyczny ruch drogowy i historię, która wciąż wychodzi spod ziemi w postaci bunkrów.

Albania jest bardzo piękna. Łączy w sobie górską surowość z lazurową łagodnością morza, a wszystko okraszone jest zabytkami wielu wieków i narodów. Chociaż jest trochę zacofana, jak Polska w latach 90., i tak warto ją odwiedzić.

Nad przepiękne, ukryte w górach, turkusowe jezioro zaporowe Bovilla na rzece Tërkuzë, które jest rezerwuarem wody dla Tirany, dojechaliśmy dość zadbaną, jak na standardy albańskie, żwirową drogą. Udało nam się nawet dotrzeć do restauracji znajdującej się w pobliżu. Gdy zapytałem kelnera, pokazując mapę, czy możemy pojechać tą drogą dalej, odpowiedział: „Tak, ale na osiołku”. Droga była oznaczona na mapie grubą żółtą linią jako lokalna.

Drogi w Albanii są zróżnicowane. Główne trasy, na przykład Tirana-Durrës czy A1, płatna Rruga e Kombit za około 5 euro, są dość dobrej jakości. Gorzej jest na prowincji i w górach. Tam drogi są wąskie, dziurawe, nieoświetlone i często pozbawione barierek ochronnych.

Zobacz nasze materiały wideo

Flaga Albanii z czarnym dwugłowym orłem na tle plaży, morza i kamienistego wybrzeża.
Albania łączy wakacyjny obraz morza z silnym poczuciem własnej historii i tożsamości, widocznym nawet przy plażach i turystycznych promenadach.

Nie tylko osiołkiem, czyli jak jeździ się po Albanii

Autostrady, takie jak A1 i A2, oraz drogi krajowe SH są zazwyczaj asfaltowe i w przyzwoitym stanie, choć zdarzają się „chwilowe niedobory asfaltu”. Drogi lokalne i górskie bywają wąskie, kręte, dziurawe, bez poboczy i zabezpieczeń, a czasem, jak w przypadku tej nad jeziorem, bez samej drogi. Konieczna jest wysoka ostrożność, szczególnie po zmroku. Należy uważać na zwierzęta gospodarskie, nieoświetlonych pieszych i pojazdy, a także na osuwiska kamieni.

Największym zaufaniem Albańczycy darzą Mercedesa i zapewne dlatego większość poruszających się po tym kraju aut jest właśnie tej marki. Są to samochody zarówno nowe, jak i, tych jest zdecydowanie więcej, wiekowe. Sporo jeździ rowerów. Na autostradach zwykle pod prąd.

Albańczycy jeżdżą chaotycznie, jak wszyscy południowcy. Kierowcy zazwyczaj przestrzegają limitów prędkości, gorzej jest, gdy przychodzi pokonać ronda, które są główną formą skrzyżowań na „dużych” drogach. Z fantazją wykorzystują każdą lukę w sznurze aut, aby się na nie dostać. Nie ma znaczenia pierwszeństwo przejazdu, byle do przodu.

Kiedy już pojemność ronda zostanie wykorzystana, a ruch się zatrzyma, nagminnie któryś z kierowców przypomina sobie właśnie o zakupach albo pilnej rozmowie telefonicznej i w tym momencie parkuje auto z włączonymi światłami awaryjnymi. Między auta chodzą piesi, wjeżdżają rowery, a czasem motocykl lub skuter. Wówczas z absolutnym spokojem i zaskakująco sprawnie Albańczycy zaczynają opuszczać skrzyżowanie. Liczy się spryt i zdrowy rozsądek. Tamtejsza policja ostrzega, że już wkrótce zacznie wymagać respektowania przepisów ruchu drogowego.

Można się zastanawiać, czemu w kraju, który aspiruje do bycia członkiem Unii Europejskiej, jest tak mało dróg, a kierowcy jeżdżą tak ekspresyjnie. Odpowiedź jest zaskakująco prosta. Pierwsze prywatne auto w Albanii zarejestrowano w 1991 roku. Wcześniej było ich zaledwie 5000-7000 i wszystkie były państwowe. Biorąc pod uwagę, że stanowcza większość z nich to były maszyny ciężarowe, ewentualnie autobusy prowadzone przez zawodowych kierowców, rozwinięta sieć dróg nie była potrzebna.

Dziś, aby sprawnie zwiedzić Albanię, trzeba przyjechać do niej autem lub wynająć je na miejscu. Najlepiej z nieco wyższym zawieszeniem, aby uniknąć przygody, która była naszym udziałem, czyli urwania filtra cząstek stałych przez płytkę chodnikową na parkingu restauracji. Była jak żywa, stanęła dęba, gdy na nią najechałem.

Widok na nabrzeże w Durrës w Albanii z morzem, nowoczesną zabudową, portem i promenadą.
Durrës jest jednym z tych miejsc, gdzie wakacyjny rytm portowego miasta miesza się z szybką modernizacją i codziennością albańskiego wybrzeża.

Stacjonarne czołgi i Albania po latach izolacji

W latach komunizmu Albania była najbardziej odizolowanym państwem w Europie. Turystyka międzynarodowa w tym kraju ma swoje korzenie dopiero pod koniec lat 80. ubiegłego wieku. Wówczas, po latach kompletnej izolacji, nastąpiła pewna odwilż i do kraju wpuszczono pierwszych zagranicznych turystów.

Pierwszy hotel, Dajti, od lat 70. był przeznaczony wyłącznie dla cudzoziemców odbywających podróże służbowe. Turystów zagranicznych gościł Hotel Tirana, ale dopiero po 1985 roku. Budynek, symbol socjalistycznej architektury, w charakterystycznym stylu radzieckim, z użyciem prefabrykowanych paneli i białego marmuru, służył jako miejsce spotkań dygnitarzy. Wszystkie pokoje obu hoteli były bogato wyposażone w aparaturę podsłuchową i w pełni inwigilowane przez służbę bezpieczeństwa Sigurimi.

Na powitanie, zanim mogli cieszyć się morzem, goście hotelu musieli odbyć „estetyczną kwarantannę”. Wiązała się z wizytą u fryzjera, gdzie przymusowo golono brodę. Włosy mogły mieć długość najwyżej 4 cm. Reżim korygował także ubiór, zgodnie z surowymi standardami narzuconymi przez dyktaturę. Na szczęście dziś postanowiono odrzucić te normy. Więcej historii, także takich o prześladowaniu i podporządkowywaniu reżimowi własnych obywateli, znajdziemy w muzeum Bunk’Art 2 w centrum Tirany i Bunk’Art 1 na jej obrzeżach.

To nie są jedyne bunkry w Albanii. Po upadku Envera Hoxhy było ich, według Bunk’Art, 173 371. Inne źródła mówią o 600 000, a nawet milionie. Enver w swej paranoicznej nieufności uznał, że cały świat jest przeciwko Albanii. To wymagało szczególnej strategii obronnej. Trzeba było ją stworzyć z niedoborów „przejściowo” występujących w budowanym właśnie systemie społecznej szczęśliwości. Dyktator podjął więc decyzję o budowie bunkrów, dziś niezwykłej atrakcji turystycznej, które miały służyć do tworzenia pozycji obronnych na terenie całego kraju. Bunkry miały stać się stacjonarną namiastką czołgów.

Jakup, leciwy już właściciel świetnego butikowego hoteliku, w którym mieszkaliśmy na starym mieście w Durrës, wspominał. że gdy upadł komunizm, nikt nie stanął przed sądem.

– W ludziach narastała złość. Szukali odwetu. Ponieważ nie mieli możliwości znaleźć go na swoich oprawcach, zaczęli niszczyć bunkry. Zakopywali je, spychali z klifów do morza, używano nawet czołgów. Inną metodą było rozpalanie opon we wnętrzu, a potem oblewanie rozgrzanego betonu wodą. Później rozbijano je, a gruz i zbrojenia umieszczano w fundamentach domów – opowiada nasz gospodarz. – Chyba można powiedzieć, że nowa Albania stoi na fundamentach zbudowanych z bunkrów – śmieje się Jakup.

Faktycznie, bunkry i schrony są wszędzie. Stały się rodzajem symbolu Albanii. Można je nawet kupić na stoiskach z pamiątkami, tyle że wykonane nie z betonu, a z polerowanego kamienia, metalu, plastiku czy szkła.

Górski krajobraz Albanii z zieloną doliną, rzeką, wzgórzami i oddalonymi pasmami górskimi.
Poza kurortami Albania pokazuje zupełnie inną skalę, z zielonymi dolinami, stromymi zboczami i drogami, które potrafią sprawdzić cierpliwość kierowcy.

Albańskie plaże, od Adriatyku po Riwierę Albańską

Albania jest niewielkim krajem. Ma powierzchnię 28 748 km kw., a zamieszkuje ją około 3 mln mieszkańców. Pod względem obszaru i zaludnienia przypomina województwo wielkopolskie. Jeszcze do niedawna była jednym z najrzadziej odwiedzanych państw w Europie. Jednak od kilku lat znajduje się w czołówce miejsc obieranych na cel wakacyjnego wypoczynku. Decyduje o tym nie tylko koszt, bo Albania jest tania, ale także bogate dziedzictwo archeologiczne i kulturalne kraju. Sięga ono czasów greckich. W kraju znajdziemy ślady Rzymian, Bizancjum, Wenecjan, Turków, ale także piękne plaże i krajobrazy górskie.

Albania oferuje zróżnicowane plaże, od piaszczystych na północy po rajskie, turkusowe zatoki na południu. Wybrzeże Jońskie słynie z krystalicznej wody, a Adriatyckie z łatwego dostępu i bogatej infrastruktury.

Dla rodzin z dziećmi wygodniejsze będą plaże piaszczyste. Spokojnie można polecić Borsh. Jest to najdłuższa, spokojna, piaszczysto-żwirowa plaża na Riwierze Albańskiej, ma około 7 km. Kolejna warta odwiedzenia to Ksamil. Słynie z białego piasku, turkusowej wody i małych wysepek, do których można dopłynąć wpław. Uznawana jest za najpiękniejszą w kraju, ale bywa zatłoczona. Wioska Dhërmi oferuje dostęp do plaży Drymades. To długie, żwirowo-piaszczyste plaże z krystaliczną wodą, otoczone gajami oliwnymi, łączące luksus z naturą. W piasku plaży zaparkowały dwa porzucone „stacjonarne czołgi”. Kolejna fajna miejscowość to Saranda z plażą Mirror Beach. Saranda jest centrum rozrywki, a pobliska Mirror Beach słynie z pięknych widoków.

Gdyby ktoś preferował bardziej odludne miejsca, z całą pewnością można polecić Gjipe. To dzika, ukryta plaża u wylotu kanionu, dostępna pieszo lub łodzią. Kolejne miejsce to Zatoka Grama, dostępna głównie od strony morza, otoczona wysokimi klifami i zwykle dość odludna. Znajduje się tam częściowo zalana jaskinia, do której można wpłynąć. Warto odwiedzić również mniej znane plaże, takie jak Livadhi czy Lukovë.

Nadmorska promenada w Albanii z palmami, nową zabudową hotelową i szerokim chodnikiem przy plaży.
Nadmorskie miasta Albanii szybko się zmieniają. Przy szerokich promenadach rosną nowe hotele, ale wystarczy odejść kilka kroków, by zobaczyć mniej pocztówkową stronę kraju.

Berat, Gjirokastra, Tirana i miejsca, które warto zobaczyć w Albanii

W Albanii wszędzie możemy poczuć „ducha komunizmu”, głównie za sprawą budowli w koncepcji realizmu socjalistycznego. Warto odwiedzić Alpy Albańskie, zamoczyć nogi w jeziorze Szkoderskim, podziwiać wpisany na listę UNESCO Berat, zwany miastem tysiąca okien, czy Gjirokastrę, zwaną miastem srebrnych dachów.

Do zwiedzenia jest oczywiście Tirana z piramidą i monumentalnym placem Skanderbega, portowe Durrës, gdzie w centrum starego miasta możemy odszukać łaźnie rzymskie i amfiteatr. W Krui znajdziemy Cytadelę Skanderbega, władcy i dowódcy wojskowego, ważnej postaci w historii Albanii, ale też Polski. Miłośnicy mocnych wrażeń w górzystej części Albanii mogą liczyć na kanioning, czyli spływanie wpław w dół górskich strumieni i wodospadów, albo rafting.

Planując wyprawę samochodową do Albanii, trzeba zaplanować noclegi w kilku miejscach kraju, bo dojazd z punktu stacjonarnego do nawet niezbyt odległej atrakcji jest czasochłonny. Średnia prędkość poruszania się po kraju jest sporo mniejsza niż 40 km na godzinę. Czterdziestokilometrowa wyprawa na fajną plażę może nam zabrać nawet 2 godziny.

Kamienny zabytkowy kościół w Albanii z widocznym krzyżem na pierwszym planie i ruinami obok budowli.
Albania ma w sobie także cichsze, bardziej surowe miejsca, gdzie ślady dawnych epok stoją blisko morza i przypominają o wielowarstwowej historii kraju.

Po plażowaniu jeść się chce, czyli kuchnia albańska

Kuchnia albańska to mieszanka smaków śródziemnomorskich i bałkańskich, oparta na świeżych warzywach, jagnięcinie, oliwie i serach. Koniecznie trzeba spróbować byreka, czyli ciasta filo z nadzieniem z mięsa, sera lub szpinaku. Jest trochę podobne do greckiej spanakopity czy tiropity, ale lepsze. Tavë kosi, czyli jagnięcina w jogurcie, uznawana jest za narodowe danie Albanii. Nie można odpuścić fërgesë, czyli gęstej potrawy z papryki, pomidorów, cebuli i białego sera, często serwowanej w glinianym naczyniu.

Kolejna potrawa o swojsko brzmiącej nazwie qebapa ma niewiele wspólnego z kebabem. To grillowane mięsne paluszki lub kotleciki, często z ziołami. Jeśli ktoś lubi, na południu są dostępne w dużej ilości i niskiej cenie midhje, czyli owoce morza. Popularne są małże, kalmary, krewetki i grillowane ryby, głównie dorada i okoń morski. Na upały można zamówić sobie tarator, chłodnik z ogórkiem, a na przekąskę japrak, czyli liście winogron faszerowane ryżem i mięsem. Na deser gliko, co oznacza słodkie przetwory z owoców, na przykład fig lub orzechów.

Nie można odpuścić czemuś, co nazywa się trilece, a jest bałkańskim ciastem mlecznym. Składa się na nie biszkopt nasączony mlekiem i śmietanką tak, że aż cieknie. Uwaga! Są restauracje, które podają je gratis gościom zamawiającym szczególnie obfity posiłek. To powinno być karalne. Żołądek pełny po brzegi, a tu wjeżdża deser, przed zjedzeniem którego nie da się powstrzymać.

Po wielkim żarciu trzeba zamówić na pobudzenie kawę espresso, którą Albańczycy kochają i parzą świetną, a na trawienie raki, czyli lokalny mocny bimber z winogron. Naprawdę smaczny.

Nie zawsze łatwo jest znaleźć restaurację z potrawami regionalnymi, za to prawie wszędzie możemy skosztować znakomitej włoskiej kuchni w przyzwoitych cenach i naprawdę świetnej pizzy. Tylko smakosze jedzenia śmieciowego będą rozczarowani. Tirana to jedyna europejska stolica bez barów McDonald’s. Poza stolicą też ich nie znajdziemy. W Albanii takie coś się nie przyjęło.

Fot. T. Nowak