• Od kuchni
  • Restauracje

Wrocław w pięciu smakach: gdzie na pyszną azjatycką kuchnię

autor: Agnieszka Szydziak | 12 marca 2018

Moda na azjatycką kuchnie nie słabnie. Zdaje się, że we Wrocławiu jest wręcz u swojego szczytu,
bo coraz więcej miejsc serwuje autentyczne smaki z Dalekiego Wschodu. Odkryjecie tu dania, które często nie mają punktów odniesienia w tym, co jedliście do tej pory. Jeśli odwiedzicie miejsca wskazane poniżej, gwarantuję że wasza podróż będzie fascynująca.


1/5 NABE by Sushi Corner: bulwar Dedala 12a

rez. 608 419 585, www.nabe.pl

NABE to młodsze dziecko twórców Sushi Corner, którzy marzyli o większej przestrzeni, gdzie w pełni mogliby wyrazić swoje umiłowanie do kuchni japońskiej. I rzeczywiście pięknie się urządzili, w znacznej odległości od centrum, we wnętrzach nowoczesnego osiedla przy bulwarze Dedala. Chłodny i minimalistyczny beton miesza się z dodatkami zieleni, drewna, uroczymi detalami i kolorowymi grafikami spójnymi z całą identyfikacją.

Macie niepowtarzalną szansę zjeść tu jedyne w tej części kraju nabemono, czyli potrawę przygotowywaną w ceramicznym naczyniu, które umieszczane jest na palniku na stole gościa. We wrocławskim NABE zawiera bulion (mięsny lub rybny), makaron lub ryż i surowe dodatki (grzyby, warzywa, owoce morza, mięso), które podczas przyrządzania dochodzą do idealnej postaci – takiej którą chcecie uzyskać, bo to Wy przy nabemono jesteście panami sytuacji.

fot. Nabe
fot. Nabe
fot. Nabe

Kolejną ważną sekcją, zmieniającego się co jakiś czas menu, są donburi, czyli miski wypełnione po brzegi smakowitościami oblanymi sosem i ułożonymi na ryżu, podawane z czarką zupy miso. Wśród nich znajdziecie opcję wegetariańską z tofu, jajkiem w koszulce i grzybami albo ze schabem w panko i jajkiem lub mój ulubiony Teryaki Don, czyli z łososiem, tamago, kawiorem tobikko i warzywami.

Załoga prowadząca NABE to totalni zajawkowicze, oprócz sprawdzonych kompozycji sushi proponują zestawy omakase, a nawet prawdziwe uczty. Jak choćby ostatnia, której mistrzem ceremonii był szef Wojciech Popow, na co dzień dowodzący restauracją Beaverbrook w Anglii.

Od marca macie też okazję ucztowania w sposób inspirowany stylem izakaya. Na stół trafi wiele mniejszych dań, którymi można dzielić się z towarzyszami biesiady, np. boczek z kimchi, yakitori, antrykot na gorącym talerzu, bakłażan w miso, okonomiyaki. Do tego, jak tradycja nakazuje, warto napić się sake, więc zawczasu nauczcie się japońskiego „na zdrowie!” – „Kampai!”.


2/5 Yemsetu Sushi Bar: pl. Piłsudskiego 5

rez. 667 222 006, www.yemsetu.pl

Marzyliście kiedyś, by jak bohaterowie serialu „Przyjaciele”, mieć takie miejsce jak Central Perk? Móc tam wpadać w kapciach i zawsze spotykać bliskich sobie ludzi? Takie miejsca istnieją we Wrocławiu naprawdę i jednym z nich jest właśnie Yemsetu. Sushi bar założony przez dwójkę kumpli, w którym panuje absolutnie niezobowiązująca atmosfera. Malutka przestrzeń i bezpośredni kontakt niektórych mogą onieśmielać. Ale pierwsze lody z pewnością przełamie jedzenie. Możecie wybrać je z pokaźnego menu sushi – nigiri, futomaki, uramaki, hosomaki lub wypowiedzieć magiczne „Omakase!”, by za chwilę dostać coś specjalnego od szefa kuchni. 

fot. Agnieszka Szydziak
fot. Agnieszka Szydziak
fot. Agnieszka Szydziak

Poza tym w Yemsetu mają ramen, który powinno się pisać z wielkiej litery. Warto dla niego przyjechać z drugiego końca miasta. Można się też o niego kłócić, czy zrobiony zgodnie ze sztuką, czy wbrew zasadom. Jedno jest pewne – to wynik niemalże alchemicznych eksperymentów nad tym, by smak przynosił ze sobą jak największe pokłady przyjemności. Szczęście w misce znajdą zarówno mięsożercy – kuchnia przyrządza buliony z różnego rodzaju drobiu, wołowiny i owoców morza, jak i weganie, wegetarianie, dla których jest ramen grzybowy, czy dyniowo-kokosowy.

Spróbujcie tu również wymagającego cierpliwości, ale robionego na miejscu kimchi, czy wędzonych owoców morza. Miejcie na oku ich Facebooka, z którego możecie dowiedzieć się o wyjątkowych ofertach, takich jak nigiri z polędwicą z jelenia, wołowiną, czy kanapkach banh mi.


3/5 KAME Bar - kuchnia japońska: ul. Robotnicza 70j

rez. 791 370 111, Facebook.com/kame.wro/

Jeśli szukacie autentycznych miejsc, które karmią w japońskim stylu – koniecznie odwiedźcie KAME, prowadzone przez dwie Japonki od kilku lat mieszkające we Wrocławiu. Lokal jest malutki, połączony
z „otwartą kuchnią” – piszę to w cudzysłowie, bo wygląda raczej jak pokój z aneksem kuchennym.

fot. Monika Szeffler
fot. Monika Szeffler
fot. Monika Szeffler

Doskonale wpasował się w okolicę pełną zakładów pracy i codziennie serwuje inny domowy japoński obiad, na który wpada grono wiernych sąsiadów. Zwykle jest to obento – składające się z ryżu lub makaronu, kawałka mięsa, pikli, sałatki, tamago i zupy miso – całkowity koszt zestawu, to 20 zł. Karta menu nie istnieje, ale zawsze można zamówić jeszcze onigiri, ciasto, japońską herbatę, czasem pojawiają się takoyaki, okonomiyaki, czy urocze taiyaki.

Jeśli jesteście otwarci na format, który trudno porównać z totalną większością lokali gastronomicznych
w Polsce, koniecznie tu wpadnijcie. To najbardziej „kawaii” miejsce we Wrocławiu, gdzie choć trochę poczujecie ducha prostej i ciepłej kultury Japonii.  


4/5 Woo Thai: ul. Hubska 74b, ul. Rybacka 11, ul.Grunwaldzka 67

Woothai.pl

Teraz przenieśmy się na kulinarny południowy-zachód, a dokładnie do Tajlandii. We Wrocławiu prym w przyrządzaniu potraw z tego kraju wiedzie rozrastająca się sieć Woo Thai, gdzie  na kuchni zatrudnia się rodowitych Tajów i obecnie karmi już w 3 lokalizacjach. Dwie z nich mają bardziej street foodowy klimat (ul. Hubska 74b, ul. Rybacka 11), a największa (ul. Grunwaldzka 67), to miejsce do zasiedzenia się przy obfitej tajskiej uczcie. We wszystkich z nich zjecie różne rodzaje curry, w tym rzadko spotykane massaman nua, phad thai’e, czy smażony ryż z dodatkami, rozgrzewającą zupę tom yum, łagodniejszą tom kha i miskę łagodnego bulionu wypełnionego delikatnymi won tonami.

W głównym lokalu Woo Thai (ul. Grunwaldzka 67) czeka obfita sekcja z owocami morza, dania główne,
w których centralnym produktem jest mięso, na przykład nau pad nam man hoi, czyli smażone kawałki wołowiny w sosie ostrygowym, kai phad ma moung – smażone kawałki z kurczaka z orzechami nerkowca. Szef kuchni ma nawet propozycje dań dla dzieci – spaghetti tajskie z makaronem udon, szaszłyki z kurczaka z frytkami i smażony ryż z warzywami.

fot. Monika Szeffler

A dla tych, którzy czerpią dużo przyjemności z samodzielnego przyrządzania posiłku – uwaga – Woo Thai na Grunwaldzie to chyba jedyne miejsce z hot pot’ami we Wrocławiu. Przy składaniu zamówienia wybieracie trzy rodzaje mięsa lub owoców morza i bulion, a do tego dostajecie pół kilo warzyw i sosy, które później grillujecie i dusicie w bulionie. W weekendy spodziewajcie się tutaj również specjalnych dań spoza karty. Duży plus dla twórców miejsca za to, że zatroszczyli się również o sekcję alkoholową, a nawet więcej – podeszli do niej w kreatywny sposób i przygotowali koktajle inspirowane smakami Tajlandii.


5/5 Baszta: ul. Krasińskiego 14

rez. 603 510 835, Baszta.wroclaw.pl

Na koniec wege miejsce, które eksperymentuje ze smakami Azji. Baszta w swojej kuchni fusion upodobała sobie szczególnie tajskie receptury, które przekształca zgodnie z autorskimi pomysłami. Dania oparte są o polskie produkty sezonowe, w związku z czym jej menu zmienia się wraz z porą roku. Jedno jest tutaj od początku niezmienne – ilość kolorów, które znajdziecie w curry, smażonym makaronie, czy ramenie, jest czymś, co nie pozwoli pomylić ich dań z żadnymi innymi. Smaki są wyraziste i niosą sporą dawkę umami.   

fot. Monika Szeffler
fot. Monika Szeffler
fot. Monika Szeffler

Będąc w Baszcie nigdy nie odmawiajcie sobie tutejszych deserów, to od nich zaczęła się przygoda Jarki, właścicielki miejsca, z gastronomią. Piekła najpierw dla bliskich, potem grono wiernych klientów bardzo się rozrosło, a receptury na tofurniki, brownie, serniki, czy wspaniałe torty z masami orzechowymi, zostały doprowadzone do perfekcji. Latem zajrzyjcie do lodówki z wegańskimi lodami.

Baszta to miejsce wyjątkowe także jeśli chodzi o przestrzeń, w której powstało – nie bez znaczenia jest tutaj nazwa i motyw niedźwiedzia, który pojawia się w logo i na muralach wewnątrz lokalu. Znajduje się on bowiem w średniowiecznej baszcie wchodzącej w skład systemu fortyfikacyjnego Wrocławia, nazywanej Basztą Niedźwiadka. Miejsce wyjątkowe, do częstego bywania!
 

Mapa

Zostań z nami

Bądź na bieżąco