werandcountry.pl weranda.pl
  • W podróży

Karnawał poza utartym szlakiem. Sześć kierunków, które zimą zaskakują bardziej niż Rio

autor: Agnieszka Kaszuba

Karnawał to nie tylko Rio i Wenecja. Zimą coraz więcej podróżników wybiera miejsca, w których świętowanie ma lokalny rytm, głębsze znaczenie i odbywa się bez barierek między widzem a wydarzeniem.

Zimą podróżujemy inaczej niż latem. Szukamy światła, kolorów i emocji, które pozwalają na chwilę oderwać się od codziennego rytmu. Karnawał w wydaniu pozaeuropejskim coraz częściej staje się pretekstem do wyjazdu, który łączy wypoczynek z realnym doświadczeniem miejsca, jego kultury i ludzi.

Nie chodzi już tylko o wielkie parady oglądane z trybun. Coraz większą popularność zyskują kierunki, gdzie karnawał wciąż jest częścią lokalnej tożsamości, a uczestnik wydarzeń staje się jego naturalnym elementem. To właśnie takie miejsca przyciągają zimą osoby zmęczone przewidywalnością klasycznych destynacji.

Republika Zielonego Przylądka, Dominikana, Zanzibar, Oman, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Tajlandia pokazują, że świętowanie może mieć wiele form. Od ulicznych rytuałów i muzyki na żywo po nowoczesne festiwale światła i kultury. Każdy z tych kierunków oferuje inny sposób przeżywania karnawału, ale łączy je jedno: autentyczność, która zostaje w pamięci na długo.

Karnawał w Mindelo na wyspie São Vicente, Republika Zielonego Przylądka
Karnawał w Mindelo na wyspie São Vicente w Republice Zielonego Przylądka. Uliczne parady odbywają się bez trybun, a uczestnicy i widzowie mieszają się w centrum miasta.

Republika Zielonego Przylądka. Karnawał Mindelo i kreolska codzienność

Mindelo, stolica wyspy São Vicente, to miasto portowe, trochę surowe, trochę rozśpiewane, z kolonialną zabudową nadgryzioną przez słońce i wiatr znad Atlantyku. Na co dzień żyje tu muzyka, rozmowy przy kawie i powolny rytm wysp. W czasie karnawału ten rytm przyspiesza, ale nie zmienia swojego charakteru. Nadal jest lokalnie, blisko i bez dystansu.

Karnawał w Mindelo bywa określany jako najbardziej widowiskowy w Afryce, ale to określenie niewiele mówi o samym doświadczeniu. Najważniejsze jest to, że nie ma tu wyraźnej granicy między uczestnikami a widzami. Platformy z tancerzami suną wąskimi ulicami, ludzie stoją niemal na wyciągnięcie ręki, a momentami po prostu wchodzą w środek wydarzeń. To karnawał, który dzieje się na poziomie ulicy, bez trybun i barierek.

Tradycja świętowania łączy wpływy portugalskie, brazylijską sambę i kulturę kreolską, która na Cabo Verde jest czymś więcej niż folklorem. To sposób bycia, mówienia, poruszania się. W paradach dominują kolorowe stroje, pióra, maski i rytm bębnów, ale szczególną rolę odgrywają grupy Mandinga. Ich występy są bardziej surowe, cielesne, momentami niemal rytualne. Ciała pokryte farbą, ciężkie ruchy i gęsty dźwięk perkusji kontrastują z lekką sambą i pokazują drugą, mniej pocztówkową twarz karnawału.

Kulminacja przypada na wtorek przed Środą Popielcową. To wtedy całe Mindelo wychodzi na ulice. Parady trwają godzinami, a po ich zakończeniu miasto nie zasypia. Życie przenosi się do barów przy porcie, małych knajp i klubów, gdzie muzyka morna i coladeira miesza się z rozmowami, śmiechem i improwizowanymi tańcami. Nikt się nie spieszy. Karnawał nie jest tu wydarzeniem „do zaliczenia”, ale naturalnym przedłużeniem codziennego życia.

To właśnie ta bliskość i brak scenicznej przesady sprawiają, że wielu podróżników wraca z Cabo Verde z poczuciem uczestnictwa, a nie obserwacji. Karnawał w Mindelo nie jest spektaklem dla turystów. Jest świętem miasta, do którego można dołączyć, jeśli tylko pozwoli się wciągnąć w jego rytm.

Karnawał w La Vega na Dominikanie, postać Diablos Cojuelos podczas ulicznej parady.
Karnawał w La Vega na Dominikanie to jedno z najbardziej symbolicznych świąt na Karaibach. Postacie Diablos Cojuelos w charakterystycznych maskach i kostiumach wypełniają ulice miasta podczas wielotygodniowych obchodów.

Dominikana. Taniec z „Kulawymi Diabłami”

Karnawał w La Vega jest głośny, chaotyczny i momentami onieśmielający, zwłaszcza dla tych, którzy po raz pierwszy trafiają w sam środek wydarzeń. To jeden z najstarszych i najbardziej symbolicznych karnawałów na Karaibach, głęboko zakorzeniony w historii kolonialnej, religijnej i społecznej Dominikany. Tutaj nie ma lekkiej zabawy pod publiczkę. Jest intensywne doświadczenie, które wymaga uważności.

Centralną postacią są Diablos Cojuelos, czyli „Kulawi Diabłowie”. Ubrani w ciężkie, bogato zdobione stroje i misternie wykonane maski z papier-mâché, poruszają się po ulicach w rytmie bębnów. Ich wizerunki są groteskowe, czasem przerażające, pełne zębów, rogów i jaskrawych kolorów. Maski nie są przypadkowe. Każda z nich niesie znaczenie, odnosi się do historii miasta, lokalnych legend albo komentarza społecznego, który bez słów trafia do mieszkańców.

Najbardziej charakterystycznym elementem tego karnawału są nadmuchane pęcherze bydlęce, którymi Diablos Cojuelos uderzają uczestników stojących zbyt blisko trasy przemarszu. Ten gest nie jest aktem agresji, ale rytuałem. Symbolicznie „wypędza zło” i przypomina, że karnawał w La Vega to przestrzeń, gdzie porządek codzienności zostaje na chwilę zawieszony. Dla niewtajemniczonych bywa to zaskakujące, dlatego doświadczeni obserwatorzy radzą znaleźć stały punkt widokowy i nie podchodzić zbyt blisko bez rozeznania.

To, co wyróżnia karnawał w La Vega, to jego lokalny charakter. Nie jest inscenizowany pod turystów, nie ma wyraźnie wydzielonych stref ani scen. Ulice należą do mieszkańców, a goście są jedynie dopuszczeni do obserwowania i uczestnictwa na zasadach wyznaczonych przez tradycję. Rozmowa z Dominikańczykami szybko pokazuje, że ten karnawał to nie tylko święto, ale też forma opowiadania historii miasta i jego tożsamości.

Warto zwrócić uwagę na satyryczny wymiar wydarzeń. Stroje, gesty i zachowania Diablos Cojuelos często komentują aktualne problemy społeczne, politykę lub codzienne bolączki mieszkańców. To karnawał, który śmieje się, ale robi to w sposób ostry i bezpośredni. Humor bywa tu narzędziem krytyki, a nie jedynie elementem zabawy.

Po zakończeniu ulicznych przemarszów La Vega nie cichnie od razu. Muzyka przenosi się do bocznych uliczek, podwórek i domów. Karnawał trwa w rozmowach, wspólnym jedzeniu i improwizowanych spotkaniach. Dla podróżnych to okazja, by zobaczyć Dominikanę inną niż ta znana z kurortów i plaż all inclusive. Bardziej surową, ale też znacznie bliższą codziennemu życiu mieszkańców.

Sauti za Busara w Stone Town, Zanzibar, muzyczny pochód uliczny.
Muzyczny pochód podczas festiwalu Sauti za Busara w Stone Town na Zanzibarze. W lutym miasto zamienia się w scenę afrykańskiej muzyki.

Zanzibar. Sauti za Busara i afrykański rytm miasta

Luty na Zanzibarze nie zaczyna się od ciszy. Już od popołudnia wąskie uliczki Stone Town wypełnia dźwięk bębnów, głosów i instrumentów, które mieszają się z odgłosami miasta. Zabytkowe dziedzińce, mury dawnego fortu i place, które na co dzień są przestrzenią codziennego życia, zamieniają się w sceny festiwalu Sauti za Busara. To nie jest karnawał w klasycznym znaczeniu, ale przez kilka dni pełni podobną funkcję i wytrąca miasto z rutyny i pozwala zobaczyć je w innym rytmie.

Sauti za Busara, co w języku suahili oznacza „Głosy Mądrości”, skupia się na muzyce Afryki Wschodniej i całego kontynentu. Tradycyjne bębny ngoma spotykają się tu z nowoczesnym afropopem, a koncerty często przechodzą płynnie w taniec publiczności. Granica między wykonawcami a słuchaczami bywa umowna. Artyści schodzą ze sceny, a publiczność wchodzi w sam środek wydarzeń, tworząc wspólną, pulsującą masę.

Stone Town, wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO, w czasie festiwalu nabiera nowego znaczenia. Miejsca naznaczone historią handlu, kolonializmu i wielokulturowych wpływów stają się tłem dla współczesnej afrykańskiej tożsamości. Muzyka nie przykrywa przeszłości, ale prowadzi z nią dialog. W przerwach między koncertami łatwo usłyszeć rozmowy o historii wyspy, języku suahili i codziennym życiu mieszkańców.

To, co przyciąga podróżnych na Zanzibar zimą, to możliwość połączenia intensywnego doświadczenia kulturowego z odpoczynkiem. Po wieczornych koncertach wystarczy kilkanaście minut, by znaleźć się na spokojnej plaży, z dala od tłumu i dźwięków. Ten kontrast jest częścią uroku wyspy. Karnawałowy rytm miasta nie dominuje całego pobytu, ale staje się jego wyraźnym, zapamiętywalnym akcentem.

Sauti za Busara nie próbuje być spektaklem dla przyjezdnych. To wydarzenie tworzone przez Afrykę i dla Afryki, do którego turyści są zapraszani jako goście. Dzięki temu doświadczenie jest bardziej autentyczne i mniej przewidywalne. Dla wielu to właśnie ten festiwal staje się pretekstem do zobaczenia Zanzibaru poza utartym schematem rajskich plaż i resortów.

Muscat Festival w Maskacie, Oman, tradycyjni muzycy podczas występu.
Muzycy podczas Muscat Festival w Maskacie w Omanie. Festiwal zimowy prezentuje lokalną kulturę, muzykę i tradycje w przestrzeni otwartej dla mieszkańców i gości.

Oman. Magia Orientu na piaskach pustyni

Oman nie potrzebuje masek ani konfetti, by świętować. Zamiast klasycznego karnawału proponuje wydarzenie, które jest bliższe spotkaniu z codziennością niż spektaklowi. Muscat Festival odbywa się zimą i przez kilka tygodni staje się jednym z najważniejszych momentów w kalendarzu kulturalnym kraju. To czas, gdy Omańczycy wychodzą z domów, a przyjezdni mają rzadką okazję zobaczyć ich świat bez pośpiechu i turystycznych skrótów.

Centrum festiwalu stanowi rozległa przestrzeń w Parku Naturalnym Al Qurm, gdzie powstaje wioska dziedzictwa narodowego. Nie jest to rekonstrukcja w muzealnym sensie, lecz żywa opowieść o kraju, który bardzo świadomie łączy nowoczesność z tradycją. W jednym miejscu spotykają się muzycy, rzemieślnicy, tancerze i rodziny z dziećmi. Każdy element ma swoje miejsce i rytm, a wydarzenia nie nachodzą na siebie w sposób przypadkowy.

Największą wartością Muscat Festival jest możliwość obserwowania codziennych praktyk kulturowych. Tradycyjne tańce wykonywane są nie na scenie, lecz na otwartej przestrzeni, często w kręgu widzów. Rzemieślnicy pokazują, jak powstają srebrne ozdoby, tkaniny czy elementy tradycyjnego stroju, nie przyspieszając pracy na potrzeby widowni. To festiwal, który uczy cierpliwości i uważności, a nie tylko dostarcza wrażeń wizualnych.

Wieczorami przestrzeń festiwalu wypełnia się światłem. Delikatne iluminacje podkreślają architekturę stoisk i pawilonów, a zapach kadzideł i lokalnej kuchni miesza się z dźwiękami muzyki. Nie ma tu jednego punktu kulminacyjnego. Świętowanie rozlewa się równomiernie, pozwalając uczestnikom poruszać się między wydarzeniami we własnym tempie.

Dla podróżnych Muscat Festival bywa zaskoczeniem. Oman kojarzy się często z pustynią, surowym krajobrazem i ciszą. Tymczasem zimowe święto kultury pokazuje kraj jako przestrzeń gościnną, uporządkowaną i bardzo świadomą swojej tożsamości. To karnawał bez nadmiaru bodźców, ale z dużą dawką treści. Dla wielu właśnie ta powściągliwość okazuje się najbardziej poruszająca.

Chiński Nowy Rok w Tajlandii, nocna parada z kolorowym smokiem.
Obchody Chińskiego Nowego Roku w Tajlandii. Uliczne procesje z podświetlanymi smokami zastępują klasyczny karnawał i łączą świętowanie z rytuałem.

Tajlandia. Chiński Nowy Rok zamiast karnawału

Tajlandia nie ma karnawału w klasycznym znaczeniu tego słowa. Nie ma platform, samby ani wielodniowych parad. A jednak zimą, szczególnie w lutym, ulice Bangkoku i starego Phuket przeżywają moment, który pod względem intensywności i symboliki niewiele ustępuje największym karnawałom świata. Chiński Nowy Rok staje się tu alternatywą dla tych, którzy szukają świętowania opartego na rytuale, duchowości i wspólnocie.

W dzielnicach zamieszkanych przez społeczność chińską przestrzeń miasta zmienia się niemal z dnia na dzień. Dominują czerwień i złoto, a ulice wypełniają się zapachem kadzideł i dźwiękiem bębnów. Zamiast tancerzy na platformach pojawiają się kilkudziesięciometrowe smoki i lwy, prowadzone przez zespoły, które poruszają się w precyzyjnie wypracowanym rytmie. Ich taniec nie jest wyłącznie widowiskiem. To rytuał oczyszczania, mający przynieść szczęście i dobrobyt na nadchodzący rok.

W Bangkoku szczególnie wyraźnie widać, jak świętowanie splata się z codziennym życiem miasta. Procesje przechodzą obok straganów, sklepów i świątyń, a mieszkańcy włączają się w obchody bez wyraźnego podziału na aktorów i widzów. W Phuket obchody mają bardziej lokalny charakter, mocniej związany z historią wyspy i jej chińskimi korzeniami. Tu celebracja jest wolniejsza, bardziej kameralna, ale równie intensywna w symbolice.

Istotnym elementem Chińskiego Nowego Roku w Tajlandii jest duchowość. Odwiedziny w świątyniach, składanie ofiar i modlitwy są równie ważne jak uliczne pochody. Świętowanie przenika się z życiem rodzinnym i wspólnym jedzeniem. Street food, uznawany za jeden z najlepszych na świecie, staje się integralną częścią doświadczenia. Jedzenie nie jest dodatkiem do wydarzeń, ale ich naturalnym przedłużeniem.

Dla podróżnych Tajlandia zimą oferuje coś więcej niż tylko ucieczkę od chłodu. To możliwość zobaczenia kraju w momencie szczególnym, gdy tradycja i codzienność łączą się w jednym rytmie. Brak klasycznego karnawału okazuje się atutem. Zamiast spektaklu przygotowanego dla widza, dostajemy święto, które żyje własnym tempem i zaprasza do uczestnictwa bez konieczności rozumienia wszystkich symboli.

Sheikh Zayed Festival w Abu Zabi, Zjednoczone Emiraty Arabskie
Strefa rozrywki podczas Sheikh Zayed Festival w Abu Zabi. Karnawałowe świętowanie w Emiratach łączy folklor z nowoczesną formą festiwalu.

Zjednoczone Emiraty Arabskie. Karnawał przyszłości

W Zjednoczonych Emiratach Arabskich karnawał nie odwołuje się do jednej tradycji ani jednego rytuału. Jest raczej pokazem możliwości, wizją świętowania, które wybiega kilka kroków przed to, co znamy z innych części świata. Sheikh Zayed Festival, organizowany w Abu Zabi, to wydarzenie o skali trudnej do porównania z czymkolwiek innym. Tu folklor spotyka się z technologią, a przeszłość sąsiaduje z przyszłością w jednym, starannie zaplanowanym spektaklu.

Festiwal rozrasta się do rozmiarów miasta w mieście. Pawilony reprezentujące kilkadziesiąt krajów prezentują muzykę, taniec, kuchnię i rzemiosło z różnych stron świata. Nie jest to jednak klasyczny jarmark. Każda przestrzeń zaprojektowana jest tak, by działać na zmysły. Dźwięk, światło i ruch tworzą scenografię, w której widz nie stoi z boku, ale przemieszcza się wraz z wydarzeniami.

Wieczorami festiwal zmienia charakter. Tradycyjne występy ustępują miejsca pokazom dronów, laserów i wielkoformatowych instalacji świetlnych. Niebo nad Abu Zabi staje się ekranem, na którym wyświetlane są choreografie zsynchronizowane z muzyką. To właśnie wtedy najłatwiej zrozumieć, dlaczego Emiraty nazywane są laboratorium przyszłości. Karnawał przestaje być wyłącznie świętem, a zaczyna funkcjonować jako demonstracja technologicznych ambicji kraju.

Jednocześnie w tym futurystycznym krajobrazie wciąż obecne są elementy lokalnej kultury. Tradycyjne wioski beduińskie, pokazy rzemiosła i regionalnej kuchni przypominają, że nowoczesność Emiratów nie wyrosła w próżni. To zestawienie nie jest przypadkowe. Sheikh Zayed Festival pokazuje ciągłość, a nie zerwanie z przeszłością.

Dla podróżnych to doświadczenie intensywne i momentami przytłaczające. Skala wydarzenia sprawia, że trudno zobaczyć wszystko. Ale właśnie ta nadmiarowość jest częścią koncepcji. Karnawał w Emiratach nie stawia na kameralność ani intymność. Stawia na efekt, rozmachem opowiadając historię kraju, który w krótkim czasie nauczył się myśleć globalnie.

To propozycja dla tych, którzy chcą zobaczyć, jak może wyglądać świętowanie w świecie zdominowanym przez technologię. Karnawał przyszłości nie odcina się tu od tradycji, ale opakowuje ją w nowy język światła, dźwięku i skali.

Fot. Shutterstock