werandcountry.pl weranda.pl astromagia.pl
  • W podróży

Szwedzkie szkiery, czyli Bałtyk, którego nie znasz. Archipelagi, żeglarstwo i wędkowanie w Szwecji

autor: Tomasz Nowak

To zupełnie inny Bałtyk niż ten, który znamy z polskiego wybrzeża. Zamiast szerokich plaż są tysiące granitowych wysp, zamiast zatłoczonych kurortów, cisza, natura i przestrzeń. Szwedzkie szkiery zachwycają surowym pięknem, ale wymagają szacunku do przyrody i dobrego przygotowania. To miejsce stworzone dla kajakarzy, żeglarzy, wędkarzy i wszystkich, którzy chcą zobaczyć najbardziej dzikie oblicze Morza Bałtyckiego.

Szwedzkie szkiery, archipelagi tysięcy skalistych wysepek, to surowy świat, gdzie granice między lądem a morzem niemal całkowicie się zacierają. To przestrzeń rządzona przez skandynawskie zasady współistnienia z naturą, w której człowiek jest jedynie gościem.

Polskie i szwedzkie wybrzeże Morza Bałtyckiego to dwa zupełnie różne światy. Południowy brzeg zdominowany jest przez piasek. Szerokie, jasne plaże w okolicach Łeby, Ustki czy Kołobrzegu miękko oblewają fale. To krajobraz otwarty, narażony na bezpośrednie działanie wiatrów, które nieustannie przesuwają wydmy i podcinają brzegi. Kultura wypoczynku na polskim wybrzeżu jest masowa, głośna i skupiona wokół infrastruktury kurortów. Letni dzień mierzy się tu gwarem, a przestrzeń porządkuje rytm kolorowych parawanów.

Na północy ta monotonia zostaje całkowicie przełamana. Skandynawskie szkiery są dziedzictwem tej samej epoki lodowcowej, która na polskim wybrzeżu pozostawiła piasek, jednak krajobraz wygląda zupełnie inaczej.

Ogromny ciężar lodu, który przez tysiąclecia pokrywał te tereny, dosłownie zmiażdżył ląd, a przesuwające się masy wygładziły twarde podłoże. Gdy lodowiec ustąpił, skorupa ziemska zaczęła powoli, centymetr po centymetrze, odzyskiwać sprężystość i unosić się ku górze. Proces ten, zachodzący z prędkością kilku milimetrów rocznie, trwa do dziś. Z morza wyłonił się hipnotyzujący labirynt wygładzonych, obłych skał z szarego i czerwonego granitu.

Zamiast piaszczystych plaż dominują tu kamienne, granitowe bochny różnej wielkości, gwałtownie opadające do ciemnej wody. Klimat jest bardziej surowy, a morze, dzięki izolacji wyspiarskich labiryntów od otwartego Bałtyku oraz licznym dopływom rzecznym, ma znacznie mniejsze zasolenie.

Ruch turystyczny jest rozproszony. Nie spotkasz tu ryczących głośników ani grodzenia przestrzeni parawanami. Szwedzka kultura wypoczynku opiera się na ciszy, poszanowaniu prywatności innych i minimalnej ingerencji w krajobraz.

Zobacz nasze materiały wideo

Skaliste wybrzeże i spokojna zatoka wśród szwedzkich szkierów nad Bałtykiem.
Granitowe skały i spokojne wody archipelagu to najbardziej charakterystyczny krajobraz szwedzkich szkierów.

Oblicza szwedzkich wysp

Szwedzkie wybrzeże nie jest jednolite. Każdy z jego głównych regionów ma własny charakter, mikroklimat i krajobraz, dzięki czemu przyciąga zupełnie innych podróżników.

Archipelag Sztokholmski to zielony labirynt liczący blisko 30 tysięcy wysp, wysepek i skał. Rozpoczyna się tuż za granicami stolicy i wcina niemal 60 kilometrów w głąb morza. Jego wygląd zmienia się wraz z oddalaniem od lądu.

Wyspy wewnętrzne, położone bliżej Sztokholmu, są duże, gęsto porośnięte lasami i usiane charakterystycznymi drewnianymi domami malowanymi na kolor czerwieni faluńskiej (faluröd). Im dalej na wschód, tym krajobraz staje się bardziej surowy. Zewnętrzne szkiery to już nagie, smagane wiatrem i falami skały, na których rosną jedynie porosty. To również miejsce lęgowe licznych kolonii ptaków morskich.

Zbudowane z różowego granitu wybrzeże Bohuslän, położone na zachodnim brzegu Szwecji przy granicy z Norwegią, zachwyca wyjątkową kolorystyką skał. O zachodzie słońca granit wydaje się świecić własnym światłem. Region pozostaje wystawiony na bezpośrednie uderzenia fal Morza Północnego przez cieśninę Skagerrak.

Drzewa są tutaj rzadkością, a te, którym udało się przetrwać, przybierają fantazyjne, karłowate kształty wyrzeźbione przez wiatr. To kraina surowego piękna, znana z głębokich wód i wielowiekowych tradycji rybackich.

Położone w południowo-wschodniej części kraju szkiery Sankt Anna należą do najbardziej dziewiczych miejsc w Szwecji. Wyspy są niewielkie, gęsto rozsiane i poprzecinane niezliczonymi wąskimi kanałami. To region niemal całkowicie pozbawiony dużej infrastruktury turystycznej i większych osad.

Labirynt wysp jest tak gęsty, że już kilkaset metrów od zewnętrznej linii archipelagu trudno rozpoznać, gdzie kończy się morze, a zaczyna ląd.

Nadmorska osada z czerwonymi drewnianymi domami nad wodami szwedzkiego archipelagu.
Niewielkie nadmorskie miejscowości od wieków są częścią krajobrazu szwedzkich szkierów.

Lekko słone drapieżniki

Krajobraz szkierów, dziś postrzegany głównie przez pryzmat rekreacji, przez stulecia był przestrzenią trudnej, nierzadko tragicznej walki o przetrwanie rybaków, latarników i pilotów morskich. Na szczęście – jak głosiły dawne wierzenia – w pokonaniu surowej przyrody pomagała im Sjörå, morska nimfa, jedna z najbardziej tajemniczych postaci skandynawskiego folkloru.

Z przodu przypominała piękną kobietę o długich, zielonkawych włosach, jednak jej plecy wyglądały jak spróchniały pień drzewa porośnięty wodorostami lub odwrócona łódź. Zamieszkiwała samotne, oddalone od ludzi skały. Rybacy wierzyli, że ma władzę nad wiatrami i ławicami ryb, dlatego przed wypłynięciem wrzucali do morza drobne monety, licząc na bezpieczny rejs i udane połowy. Z kolei pycha i hałasowanie w pobliżu jej legowisk miały sprowadzać gwałtowne sztormy rozbijające łodzie o podwodne skały.

Ryby od zawsze stanowiły podstawę życia mieszkańców szkierów, a otaczające je wody tworzą wyjątkowe środowisko przyrodnicze. Niewielkie zasolenie sprawia, że obok gatunków typowo morskich licznie występują tu również ryby słodkowodne. To właśnie tutaj bije serce skandynawskiego wędkarstwa nastawionego na duże drapieżniki: szczupaki, okonie oraz trocie wędrowne.

Lokalne łowiska należą do wymagających. Szczupaki nie stoją na głębokiej, otwartej wodzie, lecz patrolują płytkie, dobrze nasłonecznione zatoki porośnięte roślinnością oraz strefy przybrzeżne, gdzie granitowe ściany gwałtownie opadają w kilkumetrowe głębiny. Wędkarstwo wymaga tu stosowania odpowiednich sztucznych przynęt prowadzonych tuż pod skalnymi nawisami lub nad podwodnymi łąkami trawy morskiej. To właśnie stamtąd błyskawicznie wyskakują zielonkawe, cętkowane szczupaki, bez najmniejszego respektu atakując błystki.

Pierwsze atrakcyjne łowiska znajdują się zaledwie kilkanaście minut spacerem od terminalu promowego w Karlskronie. Na pokładzie promów regularnie można spotkać wędkarzy z niewielkimi plecakami, którzy przypływają rano, cały dzień łowią ryby w pobliżu portu, a wieczorem wracają do Polski.

My wolimy jednak inny scenariusz i tygodniowe, jesienne wyprawy, które zapewniają wspomnienia na całą zimę. Plan jest prosty. Umawiamy się w cztery osoby, wynajmujemy czerwony domek nad samym morzem wraz z łodzią, pakujemy samochód i ruszamy w drogę. Dodatkową atrakcją jest już sam nocleg na promie Gdynia–Karlskrona.

Większość żywności zabieramy z Polski, ponieważ na interesujących nas odludziach trudno o sklepy. Zanim wybierzemy miejsce noclegu, godzinami analizujemy mapy, wypytujemy zaprzyjaźnionych wędkarzy i przeglądamy relacje w internecie. Założenie jest niezmienne – ma być pięknie, dziko, zróżnicowanie i rybnie. Na szczęście ryby zwykle dopisują.

Praktycznie nigdy nie zdarza się, byśmy wracali z poczuciem niedosytu. Każdy z nas wspomina swoje największe szczupaki, a okazy przekraczające metr długości wcale nie należą do rzadkości. Ryby łowimy zgodnie z zasadą Catch & Release (Złów i Wypuść). Zabieramy jedynie te, które planujemy przygotować na miejscu.

Szwedzki model zarządzania zasobami rybnymi opiera się na bardzo restrykcyjnych zasadach ochrony przyrody. Choć łowienie w wodach morskich jest bezpłatne i nie wymaga wykupywania licencji, obowiązują surowe przepisy.

Na wybrzeżu Bałtyku można zatrzymać wyłącznie szczupaki o długości od 40 do 75 centymetrów. Większe osobniki, stanowiące najcenniejszy materiał genetyczny, muszą zostać natychmiast wypuszczone. Obowiązuje również limit, maksymalnie trzy szczupaki dziennie na jednego wędkarza.

Wiosną wiele zatok zostaje całkowicie zamkniętych z powodu okresu tarła. Za złamanie przepisów grozi konfiskata łodzi oraz wysokie grzywny nakładane przez szwedzką straż przybrzeżną (Kustbevakningen).

Czerwony dom i zacumowane łodzie nad spokojną zatoką w szwedzkich szkierach.
Wiele domów w archipelagach ma własne pomosty i niewielkie przystanie dla łodzi.

W plątaninie wodnych ścieżek

Dla miłośników kajakarstwa morskiego szwedzkie wybrzeże należy do najciekawszych i najbardziej satysfakcjonujących miejsc na świecie. Kluczem do zrozumienia tego regionu jest pełna samowystarczalność. Kajakarze pakują namioty, ciepłą odzież, palniki i zapasy żywności do szczelnych luków bagażowych, po czym wyruszają na wielodniowe wyprawy bez kontaktu z cywilizacją.

Geometria archipelagu zapewnia wyjątkowe warunki do pływania. Zewnętrzny pas wysp działa jak ogromny naturalny falochron, który przejmuje uderzenia fal otwartego morza. Dzięki temu wewnątrz archipelagu woda często przypomina taflę szkła, nawet gdy na pełnym morzu panują trudne warunki.

Ta osłona jest jednak pozorna i niesie ze sobą własne zagrożenia. Siedząc nisko nad wodą w kajaku, widzimy jedynie kolejne nagie granitowe skały. Brakuje wysokich punktów orientacyjnych – wież, budynków czy latarni. Krajobraz szybko staje się powtarzalny.

Bez papierowej mapy i kompasu bardzo łatwo stracić orientację. Nawet nowoczesny GPS nie zawsze wystarcza. W gęstym labiryncie wysp to umiejętność czytania terenu decyduje o bezpieczeństwie, zwłaszcza gdy urządzenia tracą zasięg.

Z własnego doświadczenia wiem, że odnalezienie drogi powrotnej potrafi być poważnym wyzwaniem, szczególnie po zmroku lub wtedy, gdy nad wodą pojawia się gęsta mgła.

Sporym problemem dla kajakarzy są również wąskie przesmyki pomiędzy wyspami. Działają one jak dysze – wiatr, który na otwartej przestrzeni wydaje się umiarkowany, w ciasnych kanałach gwałtownie przyspiesza, tworząc krótką, stromą falę zdolną wywrócić nawet dobrze załadowany kajak ekspedycyjny.

Mimo że woda w wielu miejscach ma bardzo niewielkie zasolenie, nie nadaje się do picia. Każda wyprawa wymaga więc dokładnego planowania punktów uzupełniania zapasów na zamieszkanych wyspach albo transportowania kilku litrów wody dziennie na osobę. 

Łoś stojący wśród drzew i wysokich traw w lesie na terenie szwedzkiego archipelagu.
Łosie należą do najbardziej charakterystycznych dzikich zwierząt, które można spotkać podczas podróży po szwedzkich szkierach.

Między niebezpieczeństwem a wolnością

Żeglarze i motorowodniacy pływający po szwedzkich szkierach muszą wykazać się zupełnie innymi umiejętnościami niż podczas rejsów po otwartym morzu czy dużych jeziorach. Największym zagrożeniem są ukryte tuż pod powierzchnią wody formacje skalne, zwane przez Szwedów blindskär. Nie są one oznaczone stałymi znakami nawigacyjnymi, bo jest ich po prostu zbyt wiele.

Rozsądek podpowiada, by bezwzględnie trzymać się wyznaczonych torów wodnych, oznaczonych specjalnymi tyczkami, bojami, a czasem nawet plastikowymi butelkami. Opuszczenie szlaku bez echosondy i dokładnych map batymetrycznych może skończyć się poważnym uszkodzeniem kadłuba.

W przeciwieństwie do południowego Bałtyku, gdzie jachty nocują głównie w marinach, w Szwecji standardem jest cumowanie „na dziko”, bezpośrednio do skał. Polega ono na zrzuceniu kotwicy, ostrożnym podejściu do granitowego brzegu i wysadzeniu członka załogi, który mocuje liny do specjalnych haków wbijanych w naturalne szczeliny skały lub przywiązuje je do pni wytrzymałych sosen.

Ta swoboda nie jest przypadkowa. Wynika z Allemansrätten, wpisanego do szwedzkiej konstytucji prawa powszechnego dostępu do natury. Dzięki niemu można legalnie cumować przy wyspach, spacerować po nich, a nawet rozbić namiot na jedną noc, niezależnie od tego, czy teren jest prywatny, czy państwowy. Obowiązuje jednak jedna, nadrzędna zasada: „nie przeszkadzaj i nie niszcz”.

Prawo to nakłada również konkretne obowiązki. Nie wolno rozpalać ognisk bezpośrednio na granitowych skałach, ponieważ wysoka temperatura powoduje ich pękanie i trwałe uszkodzenia. Jest to traktowane jako przestępstwo przeciwko środowisku.

Każdy turysta musi zabrać ze sobą wszystkie śmieci. Zabronione jest także biwakowanie w zasięgu wzroku zamieszkanych domów letniskowych. Obecność właścicieli najczęściej sygnalizuje podniesiona na maszcie flaga Szwecji, niebieski prostokąt z żółtym krzyżem.

Chmury odbijające się w spokojnej tafli wody na szwedzkim archipelagu.
Cisza i rozległe przestrzenie sprawiają, że szwedzkie szkiery zachwycają o każdej porze dnia.

Pamięć skandynawskiego wybrzeża

Izolacja niewielkich społeczności żyjących na odciętych od świata wyspach sprzyjała powstawaniu niezwykłych legend. Jedną z najbardziej znanych są opowieści o szkierowych piratach.

Przed wiekami ubodzy mieszkańcy wysp mieli rozpalać fałszywe ogniska sygnalizacyjne na granitowych wzgórzach podczas jesiennych sztormów. Nawigatorzy statków handlowych brali je za bezpieczne światła prowadzące do portów i nieświadomie kierowali swoje jednostki prosto na podwodne skały.

Po katastrofie mieszkańcy wypływali łodziami, by przejąć cenny ładunek – przyprawy, tkaniny, beczki z towarami czy monety. Zdobyte dobra ukrywano później w głębokich szczelinach granitowych skał.

Do dziś badacze i miłośnicy historii przeszukują jaskinie oraz skalne zakamarki archipelagów w nadziei na odnalezienie śladów dawnych katastrof i ukrytych skarbów.

Według miejscowych legend należy jednak zachować ostrożność. Skarbów mają strzec duchy marynarzy, którzy zginęli podczas katastrof i nigdy nie zostali pochowani w poświęconej ziemi.

Ta tajemnicza warstwa historii, połączona z geologiczną wyjątkowością szkierów i współczesną kulturą życia w zgodzie z naturą, tworzy miejsce niepodobne do żadnego innego w Europie.

Szwedzkie szkiery nie oferują łatwego wypoczynku ani gotowych atrakcji. Wymagają przygotowania, pokory i szacunku wobec przyrody. W zamian dają coś, czego coraz trudniej doświadczyć we współczesnym świecie: autentyczną ciszę, ogromną przestrzeń i poczucie prawdziwej wolności.

Fot. T. Nowak