- W podróży
Rzymianie, kajaki i rowerowy obłęd. Słowacki hit rzut beretem od Polski
Czy da się jednego dnia zaliczyć podróż w czasie do starożytnego Rzymu, spłynąć rzeką bez większego wysiłku, zawisnąć na drzewie niczym Tarzan po przejściach i zaliczyć rowerowy zjazd życia, na którym grawitacja staje się jedynie luźną sugestią? Słowacki Trenczyn mówi: potrzymaj mi borowiczkę.
Zaledwie rzut beretem od polskiej granicy leży region Poważe (administracyjnie to kraj trenczyński), który udowadnia, że idealny weekend wcale nie musi oznaczać stania w gigantycznej kolejce na Giewont ani przeciskania się przez zakopiańskie Krupówki. Spakowaliśmy filtry UV, buty sportowe i solidną dawkę entuzjazmu, żeby sprawdzić, czy da się to wszystko przeżyć w zaledwie dobę. Da się, chociaż wieczorem wasze mięśnie mogą zgłosić chęć przejścia na wcześniejszą emeryturę. Dlatego warto zaplanować tu przynajmniej weekend.
Zobacz nasze materiały wideo
Jak wkurzyć sułtana, czyli rzymski meldunek i studnia bez wody
Zaczynamy od historii, ale bez nudnych, szkolnych wykładów. Nad Trenczynem dominuje zamek tak wielki, że widać go chyba z każdego punktu w mieście. Wznosi się na pionowej wapiennej skale i wygląda dokładnie tak, jakby zaraz zza rogu miał wyjechać rycerz na białym koniu.
Wspinaczka na górę to idealny rozruch dla łydek. Kiedy już tam wejdziecie, czeka was nagroda w postaci panoramy na wijący się u stóp Wag i klimatyczne dachy starego miasta. To właśnie tutaj znajduje się słynna Studnia Miłości. Legenda głosi, że turecki szlachcic Omar kopał ją w litej skale przez długie lata, by wykupić z niewoli ukochaną Fatimę. Kiedy w końcu dokopał się do wody, miał rzec do pana zamku, że jego serce jest twardsze niż ta skała. Romantyczne? Bardzo. Praktyczne? Współcześni hydraulicy pewnie mieliby kilka uwag co do wydajności tego ujęcia.
Schodząc na dół, koniecznie trzeba zajrzeć przez specjalną szybę luksusowego hotelu Elizabeth. Na skale za nim znajduje się rzymska inskrypcja z 179 roku naszej ery. Legiony cesarza Marka Aureliusza zostawiły tu po prostu starożytne graffiti upamiętniające zwycięstwo nad plemionami germańskimi. To najdalej wysunięty na północ ślad imperium w tej części Europy. Rzymianie tu byli, napili się lokalnego wina i poszli dalej, a my robimy dokładnie to samo kierując się brukowanymi uliczkami w stronę zabytkowej synagogi.
W tym roku cały region trenczyński ma zresztą wyjątkowe powody do dumy. Miasto dumnie nosi tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2026. Efekt jest taki, że gdziekolwiek się nie obrócicie, traficie na kameralny koncert, nieszablonową wystawę w odrestaurowanej, monumentalnej synagodze czy uliczny performance. Na rynku o nazwie Mierové námestie zamiast tłumu turystów spotkacie głównie uśmiechniętych Słowaków jedzących bryndzové halušky. Też zrobiliśmy przerwę na talerz tych genialnych kluseczek, bo kalorie będą nam zaraz bardzo potrzebne.
Kajakovo i spływ Wagiem
Czas na dawkę aktywnego wypoczynku. Przenosimy się kilkanaście kilometrów za miasto, gdzie ekipa z firmy Kajakovo wręcza nam wiosła, kapoki i spuszcza na wodę. Nasza trasa prowadzi z Nemšovej do Ostrova.
Wag to najdłuższa rzeka Słowacji. Na tym odcinku płynie dość spokojnie, ale nie dajcie się zupełnie uśpić tej sielance. Choć spływ ma charakter rekreacyjny, rzeka potrafi czasem rzucić małe wyzwanie. Miejscami traficie na drobne przełomy, szybsze bystrza oraz kamienie ukryte tuż pod lustrem wody. Warto więc zachować czujność i sprawnie manewrować wiosłem, żeby nagle nie utknąć na jakiejś przeszkodzie i nie fundować sobie przymusowego, pieszego przeciągania kajaka w nurcie rzeki. Taka próba sił przy omijaniu kamieni zazwyczaj na początku generuje lekkie, zabawne dyskusje w zespole.
Gdy już opanujecie omijanie podwodnych pułapek, zaczyna się czysta przyjemność. Przez kilka godzin płynie się przez piękną głuszę. Żadnego hałasu samochodów (jedynie czasami na mostach, pod którymi przepływamy), żadnych powiadomień z telefonu, który dla bezpieczeństwa ląduje w wodoszczelnym worku. Słychać tylko szum wody, ptaki i was próbujących zsynchronizować ruchy rąk. Jeśli szukacie sposobu na totalny reset głowy, to jest właśnie to.
Tarzania Brezina z dawką adrenaliny
Czas podkręcić tętno, bo poziom relaksu niebezpiecznie zbliżył się do popołudniowej drzemki. Wracamy do Trenczyna, a dokładniej na wzgórze Brezina. To gigantyczny, zielony park miejski w środku lasu, gdzie ukryty jest park linowy Tarzania Brezina, z jedną z najtrudniejszych tras w naszej części Europy.
Instruktor zakłada nam uprzęże z takim spokojem, jakbyśmy szli na zwykły spacer po bułki. Szybkie przeszkolenie z przepinania karabinków na trasie szkoleniowej i ruszamy w korony drzew.
Na dole wszystko wyglądało dziecinnie prosto. Z perspektywy kilku metrów nad ziemią drewniane kładki nagle zaczynają dziwnie falować, a liny wydają się cieńsze niż nitka dentystyczna. Każdy krok wymaga skupienia i napięcia mięśni, o których istnieniu dawno zapomnieliście. Najlepsze zostawiono jednak na koniec, czyli długie zjazdy tyrolskie. Kiedy już przełamiecie ten pierwotny lęk i odbijecie się od drewnianej platformy, poczujecie absolutną wolność. Wiatr świszczy w uszach, drzewa migają przed oczami, a wy po prostu cieszycie się chwilą. Schodząc na ziemię, wasze nogi będą lekko jak z galarety, ale satysfakcja jest ogromna.
Oprócz chodzenia w koronach drzew, można tu także postrzelać z łuku, dzieci mają labirynt, jest strzelnica i atrakcje dla całych rodzin.
DIVO singletracki dla ambitnych
Myślicie, że to koniec atrakcji? Nic z tego. Skoro jesteśmy już na wzgórzu Brezina, pora na finałowy akord tego intensywnego dnia. Wyciągamy rowery. Nie musicie targać własnego sprzętu z Polski. Rzut beretem od Trenczyna znajduje się znany Bike Park Kálnica, gdzie można wypożyczyć absolutnie wszystko, od klasycznych pogromców bezdroży po nowoczesne e-bike, które podjeżdżają pod górę niemal same. I te polecam wypozyczyć, bo na zwykłym rowerze, końcówka podjazdu do DIVO może być trudna.
Z naszym sprzętem wjeżdżamy cudem na DIVO Single Trails. To sieć specjalnie przygotowanych, jednokierunkowych ścieżek rowerowych wplecionych w leśne zbocza Breziny. Są tu bandy, płynne zakręty, muldy i drewniane kładki. Co w tym najlepszego? Trasy zaprojektowano tak sprytnie, że amatorzy poczują bezpieczną płynność jazdy i masę frajdy, a starzy wyjadacze wycisną z nich maksimum adrenaliny na większych uskokach.
Najbardziej niesamowite jest jednak to, że pędząc wąską ścieżką między drzewami, co chwilę widzicie majaczący w tle średniowieczny zamek. Jeździcie po rasowych, górskich trasach rowerowych, będąc przez cały czas w granicach miasta.
A zatem, pakujcie wygodne buty, rezerwujcie wolne dni i ruszajcie na Słowację. Trenczyn w roli Europejskiej Stolicy Kultury czeka, i gwarantujemy, że nie pozwoli wam się nudzić ani przez minutę.
Fot. A. Kaszuba
