- W podróży
Dom Ludu w Bukareszcie. Pałac, który zachwyca rozmachem i przeraża historią
Dom Ludu w Bukareszcie miał być pomnikiem potęgi Nicolae Ceaușescu i miejscem, w którym dyktator wreszcie poczuje się bezpieczny. Powstał kosztem historycznej dzielnicy, tysięcy domów i niewyobrażalnych pieniędzy, a jego budowa do dziś skrywa ponure tajemnice.
Nicolae Ceaușescu był paranoikiem. Bał się brudu i zarazków, więc jałowej odzieży używał tylko raz. Po powitaniu z jakimkolwiek dyplomatą lub obywatelem jego adiutant natychmiast podawał mu wacik nasączony alkoholem do przetarcia rąk. Jego otoczenie musiało poddawać się regularnym badaniom lekarskim, a pomieszczenia, w których przebywał, były nieustannie sterylizowane. Bał się otrucia, więc miał testera jedzenia gotowego oddać życie za wodza, ale także osobistego kucharza i chemika badającego skład potraw. W podróże zagraniczne zabierał rumuńską żywność i wodę. Przed spiskiem w Partii i zamachem stanu lęk spędzał mu sen z powiek. Bał się zatrucia gazem bojowym i promieniowaniem. Panicznie przerażała go starość i utrata witalności – zakazywał publikowania swoich zdjęć z profilu, na których widać było zmarszczki, a media miały nakaz retuszowania jego wizerunku, by wyglądał na wiecznie młodego i pełnego sił przywódcę.
Gdy w marcu 1977 roku ziemia w Bukareszcie zatrzęsła się z siłą 7,2 stopnia w skali Richtera, zaczął bać się zjawisk sejsmicznych, chociaż w ich trakcie przebywał za granicą. Wstrząsy spowodowały, że setki budynków rozsypały się jak domki z kart. W samej stolicy zginęło ponad 1400 osób. Nicolae stanął na czele ratowników. W koszuli z podwiniętymi rękawami, wśród gruzowiska kierował pracami. Zapewne już wtedy jego myśl zaprzątało pytanie: co będzie, jeśli ziemia drgnie, gdy będę w kraju? Przerażeni kataklizmem obywatele jeszcze nie wiedzieli, że znalazł rozwiązanie, które będzie największym dramatem dla zabytkowego centrum miasta.
Zobacz nasze materiały wideo
Ofiara megalomanii
Moskiewski Pałac Rad miał być pomnikiem Stalina i najwyższym budynkiem świata. Pałac Liktorski miał pokazywać triumf myśli faszystowskiej Mussoliniego. Ceaușescu postanowił podarować narodowi Dom Ludu, swój pomnik, a jednocześnie jedyne miejsce, gdzie w końcu będzie bezpieczny.
Na miejsce budowy wybrano XIX-wieczną dzielnicę Uranus. Także dlatego, że dyktatorowi wydawała się staroświecka. Choć główny powód był inny. Ten teren to najstabilniejsze sejsmicznie miejsce w Bukareszcie. Odpowiedź na postawione przez strach pytanie kazała bezpowrotnie zrównać z ziemią jedną piątą historycznej zabudowy stolicy Rumunii. Malownicza, pagórkowata dzielnica Uranus, z jej XIX-wiecznymi kamienicami, urokliwymi uliczkami i niepowtarzalnym klimatem nazywanym dawniej „Paryżem Wschodu”, w ciągu kilku miesięcy przestała istnieć.
Aby na mapie miasta mogło pojawić się Nowe Centrum Polityczno-Administracyjne, trzeba było wymazać niemal całą epokę i zrównać z ziemią ponad 9000 budynków mieszkalnych, 20 kościołów i cerkwi, w tym stare klasztory, a 40 000 mieszkańców przesiedlić w trybie natychmiastowym do surowych, betonowych bloków na obrzeżach miasta. Gdy buldożery skończyły swoją pracę, na wzgórzu wyrosła obca, oszałamiająca rozmachem bryła – Casa Poporului, czyli Dom Ludu.
Architektura skrajności
Podobno Ceaușescu otrzymał osiemnaście projektów. To wówczas na scenie pojawia się Anca Petrescu, dwudziestoośmioletnia absolwentka Wydziału Architektury. Jako jedyna przygotowała makietę swojej koncepcji. To był śliczny domek dla lalek. Nicolae i jego żona Elena właśnie dostali nową zabawkę.
Makieta trafiła w gust dyktatora. Wszystko mógł obejrzeć, dotknąć – przecież planów i tak nie potrafił czytać. Zresztą w ogóle czytanie nie szło mu najlepiej, w końcu terminował na szewca, a nie męża stanu.
Anca też mogła poszaleć. Dostała do dyspozycji 700 projektantów i nie postawiono jej żadnych barier oprócz tych wynikających z gustu „Słońca Karpat”. Pałac w Bukareszcie do dziś pozostaje budowlą wymykającą się tradycyjnej skali i klasyfikacjom. Stanowi on syntezę socrealizmu z neoklasycyzmem i przyswojonym brutalizmem. To nie tylko budynek. To potężny pomnik samowystarczalności państwa, do budowy którego użyto wyłącznie rumuńskich surowców.
Skala budowli jest oszałamiająca. Łączna powierzchnia zabudowy wynosi 830 tysięcy m². Powierzchnia użytkowa to 365 000 m², a kubatura 2 550 000 m³ stawia go w ścisłej czołówce najobszerniejszych obiektów świata. Obecnie to drugi pod względem powierzchni budynek administracyjny na świecie po Pentagonie. W budynku zaprojektowano ponad 1100 pokoi, kilometry korytarzy, setki pomieszczeń technicznych rozmieszczonych na 12 kondygnacjach nadziemnych oraz co najmniej 8 podziemnych. Zbudowano tam nawet kilka schronów, w tym przeciwatomowe o ścianach kilkumetrowej grubości. Zużyto ponad 1 000 000 m³ rumuńskiego marmuru i 3500 ton kryształu, z którego wykonano ponad 2800 żyrandoli. Największy z nich waży aż 2,5 tony.
Z tym największym żyrandolem to zresztą nie była taka prosta sprawa. Został zaplanowany w głównej sali balowej, ale podczas jego montażu doszło do dramatycznego wydarzenia, bo konstrukcja sufitu zaczęła uginać się pod ciężarem stali i kryształu. Budowę natychmiast wstrzymano, a inżynierowie w tajemnicy przed dyktatorem wprowadzili dodatkowe wzmocnienia ze stali pancernej, by zapobiec katastrofie budowlanej.
Nie tylko żyrandol był kłopotliwy. Okazało się, że największe dywany są tak wielkie i ciężkie, że nie da się ich wnieść do pomieszczeń Domu Ludu. Co było robić? Łatwiej było wnieść maszyny i utkać je na miejscu. Dywany pokrywają 200 tys. m² podłóg, na które zużyto 900 tys. m² drewna.
Gdy architekt Anca Petrescu przedstawiła projekty nowoczesnej klimatyzacji centralnej, dyktator kategorycznie zabronił jej montażu w większości reprezentacyjnych sal – przecież mogli go otruć gazem bojowym. Architekci musieli zmodyfikować konstrukcję całego obiektu tak, aby wykorzystać naturalną cyrkulację powietrza. Powstał system gigantycznych kanałów i otworów wentylacyjnych w marmurowych ścianach, które chłodzą pałac bez użycia tradycyjnych wentylatorów. Po wybudowaniu okazało się, że Pałac Ceaușescu, wznoszący się 84 m nad ziemię, jest prawie największym i, według Księgi Rekordów Guinnessa, najcięższym budynkiem użytkowym świata. Jego masa przekroczyła 4,1 mln ton i jest odpowiedzialna za to, że budynek zapada się w ziemię. Wolno, zaledwie 6 mm rocznie.
Krew pod posadzką
Za blaskiem kryształowych żyrandoli i chłodem nieskazitelnego marmuru kryje się mroczna strona przedsięwzięcia. Budowa Pałacu rozpoczęła się w 1984 roku. Nie jest jasne, ilu robotników tam pracowało. Jedne szacunki mówią o 20 000, inne o 100 000. Archiwa ani nie potwierdzają tych liczb, ani im nie przeczą. Wydaje się, że najbliższy prawdy jest szacunek mówiący o 25 000 robotników, 5000 żołnierzy, 1 500 000 robotników fabrycznych przygotowujących materiały budowlane i nieznanej liczebnie armii ochotników.
Oficjalne rejestry z czasów reżimu milczą o wypadkach, lecz relacje świadków i opracowania historyków pokazują ponury obraz – nieprzestrzeganie zasad bezpieczeństwa i mordercze tempo prac doprowadziły do śmierci od kilkuset do nawet kilku tysięcy osób. Setki robotników odniosły trwałe kalectwo. Pałac powstał dosłownie na ludzkim cierpieniu. Nie ma wątpliwości, że betonowe fundamenty kolosa są grobem nieznanej liczby robotników, których nikt nie był w stanie wyciągnąć z krzepnącego betonu – zresztą akcja ratunkowa opóźniłaby prace, a to było niedopuszczalne.
Nicolae Ceaușescu i jego żona Elena nigdy nie zobaczyli ukończonego w pełni budynku. Zmiotła ich rumuńska rewolucja. Z reprezentacyjnego balkonu wychodzącego na Bulevardul Unirii, który dyktator wymarzył sobie jako miejsce wygłaszania porywających przemówień do wiwatujących tłumów, jako pierwszy przemówił Michael Jackson podczas swojej trasy Dangerous World Tour w 1992 roku. Król popu wyszedł na balkon, założył okulary i do rozentuzjazmowanego tłumu 70 tysięcy fanów wykrzyczał na całe gardło: „Hello Budapest!”.
Do rumuńskiej rewolucji 1989 roku Dom Ludu był ukończony w zaledwie 80 proc. Zmieniono mu nazwę na Pałac Parlamentu i zastanawiano się, co z nim zrobić. Szukano też inwestora, który dokończyłby budowę. Na scenę wkroczył Rupert Murdoch, który w budynku zamierzał otworzyć największe na świecie kasyno. Rumuni uznali, że jego oferta jest zbyt niska, że szkoda wysiłku i potu przelanego w trakcie budowy. Postanowili dokończyć Pałac sami.
Budynek został (z grubsza) ukończony w 1994 roku. Od 1996 roku mieści rumuński Senat i Izbę Deputowanych. Na parterze znajduje się muzeum sztuki współczesnej. Niemniej jednak pałac, którego koszt budowy w 1989 roku szacowano na 1,75 miliarda dolarów amerykańskich, a naprawdę kosztował z górą 3 miliardy euro, jest wciąż w znacznej części pusty. Budynek wciąż nie został w stu procentach wykończony – znaczna część pomieszczeń w podziemiach pozostaje w stanie surowym.
Od symbolu megalomanii do serca metropolii
Dziś Pałac Parlamentu nie jest już tylko ponurą pamiątką po totalitaryzmie. To tętniące życiem, wielofunkcyjne centrum Bukaresztu. Pod jednym dachem krzyżują się tu ścieżki międzynarodowych dyplomatów, polityków, twórców sztuki współczesnej oraz tysięcy turystów z całego świata. Trudno jednak pozbyć się wrażenia, że nad wszystkim czuwają duchy Nicolae i Eleny Ceaușescu.
Pałac Parlamentu pełni przede wszystkim kluczową rolę w życiu politycznym kraju. To tutaj bije serce rumuńskiej demokracji. Gmach mieści obie izby parlamentu: Izbę Deputowanych oraz Senat. Chociaż to siedziba władz państwa, obiekt nie jest zamkniętą twierdzą urzędniczą.
Wykorzystując nowoczesne zaplecze Międzynarodowego Centrum Konferencyjnego, kompleks regularnie organizuje międzynarodowe szczyty polityczne, oficjalne wizyty państwowe oraz kongresy gospodarcze, stanowiąc reprezentacyjną wizytówkę Rumunii. Międzynarodowe Centrum Konferencyjne (Centrul Internațional de Conferințe – CIC) to oficjalna jednostka działająca w strukturach Izby Deputowanych Rumuńskiego Parlamentu. Odpowiada za komercyjne, dyplomatyczne i kulturalne wykorzystanie rozległych przestrzeni dawnego Domu Ludu oraz zarządza ruchem turystycznym w obiekcie.
Przekształcenie monumentalnego gmachu z symbolu totalitaryzmu w jedno z największych w Europie centrów kongresowych pozwoliło na racjonalne wykorzystanie tysięcy metrów kwadratowych powierzchni. CIC organizuje wydarzenia o najwyższej randze państwowej, takie jak szczyty Unii Europejskiej, obrady NATO czy wizyty koronowanych głów.
Przestrzenie są wynajmowane na targi międzynarodowe, gale biznesowe, wystawy mody, a nawet koncerty muzyki poważnej i rozrywkowej. Centrum prowadzi biuro rezerwacji i wycieczek z przewodnikiem po Pałacu Parlamentu, zarządzając całą logistyką – od rejestracji po kontrolę bezpieczeństwa, bo Pałac można zwiedzać wyłącznie w zorganizowanych grupach. Zwiedzanie wymaga wcześniejszej rezerwacji oraz okazania ważnego dokumentu tożsamości i przejścia kontroli na bramce bezpieczeństwa.
To w trakcie takiej wycieczki można zobaczyć Salę Zjednoczenia – największą i najbardziej reprezentacyjną przestrzeń w pałacu o powierzchni 2226 m², która słynie ze szklanego dachu zapewniającego światło dzienne oraz słynnego gigantycznego kryształowego żyrandola. Niesamowite wrażenie robi Sala C.A. Rosetti o powierzchni 1420 m² – zaprojektowana w formie przestrzeni teatralno-widowiskowej z amfiteatralną widownią.
Wycieczki z przewodnikiem schodzą także w głąb ziemi, gdzie zobaczymy betonowe korytarze, masywne drzwi i niezmienne, chłodne mury podziemnych schronów. Choć istnienie prywatnej linii metra pozostaje niepotwierdzoną legendą i raczej nie uda nam się jej znaleźć, same podziemia są na tyle ogromne, że mieszczą kilkupasmowe betonowe tunele.
W 2009 roku ekipa programu Top Gear uzyskała pozwolenie na wjechanie w te podziemia samochodami. Clarkson i Hammond ścigali się w otchłaniach budynku m.in. Astonem Martinem DBS i Ferrari California, rycząc wesoło silnikami pod salami obrad rządu.
Wchodząc do budynku, natrafimy na Galerię Sztuki Constantina Brâncuși o powierzchni 1100 m² – to nie tylko galeria wystawiennicza; tam znajduje się główny punkt obsługi turystów i kasy biletowe na wycieczki po pałacu.
Pałac możemy zwiedzać codziennie w godzinach 09:00–17:00. Ceny biletów: dorośli – 85 RON, uczniowie – 55 RON, dzieci – 40 RON.
Równie istotnym wymiarem funkcjonowania obiektu w XXI wieku jest jego otwarcie na wydarzenia kulturalne i artystyczne. W zachodnim skrzydle gmachu swoją siedzibę ma Narodowe Muzeum Sztuki Współczesnej (MNAC). Zderzenie surowej, socrealistycznej architektury z odważnymi formami wyrazu artystycznego tworzy unikalną w skali europejskiej przestrzeń ekspozycyjną. Ponadto w reprezentacyjnych salach Pałacu cyklicznie odbywają się targi branżowe, koncerty oraz wystawy o zasięgu międzynarodowym. Muzeum można zwiedzać od środy do niedzieli w godzinach 11:00–18:00. Ceny biletów: normalny – 32 RON, ulgowy – 16 RON.
Żywy pomnik historii
Pałac Parlamentu w Bukareszcie to bez wątpienia obiekt trudny w odbiorze. Z jednej strony budzi zachwyt swoją bezczelną skalą, ale też precyzją wykonania prac przez rumuńskich rzemieślników i detalistów. Z drugiej, stale przypomina o bezsensownym zniszczeniu tkanki miejskiej i cenie, jaką społeczeństwo zapłaciło za fanaberię jednostki. Jednak będąc w Bukareszcie, nie wolno go pominąć. Stanąć u stóp tego kolosa to jak dotknąć historii w jej najbardziej skrajnym, fascynującym i zarazem przerażającym wydaniu.
