- W podróży
City break w Wilnie. Co zobaczyć, gdzie pójść i czego spróbować w stolicy Litwy
Wilno sprawdza się na krótki wyjazd lepiej, niż mogłoby się wydawać. Blisko z Warszawy, bez długiego planowania i z mieszanką miejsc oczywistych oraz takich, które pokazują miasto z mniej pocztówkowej strony.
Wilno jest najbliżej Warszawy położoną stolicą innego kraju. Lot trwa tu mniej niż godzinę, a lotnisko znajduje się blisko centrum. Idealne na krótki wypad, by nie spędzić większości czasu w drodze.
Ostra Brama
Nawet jeśli nie jesteśmy specjalnie religijni, to warto zacząć od zwiedzenia Bramy Miednickiej albo Bramy Jutrzenki. Po litewsku Aušros Vartai. Sam się dziwiłem, dlaczego przewodnik, po angielsku, namawiał mnie na do zwiedzania Starego Miasto od Dawn Gate. Od strony dawnych murów brama niczym się nie wyróżnia. Ot, jedna z wielu średniowiecznych wejściówek.
Zastanowiło mnie jednak, czemu spotkani mężczyźni uchylają kapelusza i zdejmują czapkę. Czyżby witali mnie tak na Starym Mieście? Nawet wśród gościnnych Litwinów to jednak przesada. Kiedy jednak przechodząca kobieta przeżegnała się, wtedy mnie olśniło. Odwróciłem się i zobaczyłem dobrze znany widok. Do dzisiejszego dnia istnieje tu zwyczaj przeżegnania się lub uchylenia nakrycia głowy w czasie przechodzenia pod kaplicą znajdującą się w Ostrej Bramie, bo tak brzmi ta nazwa po polsku. Obraz Matki Boskiej to jedno z najpopularniejszych miejsc kultu i jeden z najważniejszych zabytków Wilna. W ciepłe dni okna kaplicy są otwarte i obraz widać z ulicy. Gdy jest chłodniej, chętni mogą wejść przez boczne drzwi pobliskiego kościoła św. Teresy.
Zarzecze
Oczywiście często nie unikniemy zwiedzania miasta polskimi śladami. Jednak Wilno oferuje znacznie więcej niż zabytki. Warto wybrać się na Zarzecze. A właściwie do Republiki Zarzecza. To dzielnica nie ciesząca się przez długi czas zaufaniem. Chyba każde miasto ma takie zaułki, do których lepiej nie wchodzić nawet za dnia. Zarzecze, czyli za rzeką Wilijką, nie było wyjątkiem.
Ale po odzyskaniu niepodległości dzielnice zaczęli przejmować artyści. Początkowe squaty były zresztą nielegalne. Później jednak zaczęły powstawać galerie, kawiarnie miejsca spotkań. Zarzecze stało się popularne. Powstała samozwańcza Republika Užupis z własną konstytucją. Choć poszczególne punkty tej ustawy zasadniczej to mieszanina humoru i naiwnego, dzięcięcego myślenia to na metalowych tablicach przy ulicy Paupio jest już tłumaczenie na ponad 50 języków. Zarzecze 1 kwietnia oficjalnie będzie obchodzić 30-lecie proklamowania Republiki, choć pierwsze działania artystyczne zaczęły się odbywać nieco wcześniej.
Street Art
Autoironiczne podejście twórców Zarzecza było lekarstwem i odejściem od postsowieckiej szarzyzny. Ta dzielnica teraz „dojrzała” i wyszlachetniała. Jeśli ktoś jest fanem nowoczesnej sztuki ulicznej w postindustrialnych wnętrzach powinien udać się na ulicę Vytenio. Tam jeszcze są uliczne galerie w starych halach i magazynach. Trzeba się spieszyć, bo deweloperzy budują coraz to nowe apartamentowce. Przechodząc przez ulicę znajdujemy się w innym świecie.
Taką podróżą w czasie może też sam przejazd. Niektóre trolejbusy wydają się pamiętać słusznie minione czasy. Ale za to system płacenia za przejazd komunikacją publiczną nawiązuje do najlepszych wzorców Londynu, Łodzi czy Białegostoku. Po prostu przykładamy kartę płatniczą i nasz bilet jest przypisany do tej karty. Nic nie drukujemy, a z konta system pobierze opłatę 1.20 euro za bilet ważny godzinę. Dobowy 7.50 euro. To wystarczy za przejazd nawet na lotnisko. Warto tam się wybrać nawet jeśli nie przylecimy samolotem. Terminal, teraz tylko przyloty, wygląda jak dworzec kolejowy. Odlatujemy już z nowoczesnego terminala, a słynna architekt Zaha Hadid zaprojektowała także terminal przyloty. Ma być gotowy za dwa lata.
Łukiszki
Innym miejscem alternatywnym jest otwarte stosunkowo niedawno więzienie na Łukiszkach, najstarszy zakład karny na Wileńszczyźnie. To znaczy otwarty dla szeroko pojętej publiczności. Pierwsze cele postawiono w latach 30-tych XVIII wieku. Przez lata siedzieli tu nie tylko pospolici przestępcy ale głównie wrogowie władzy: carskiej, sowieckiej czy niemieckiej. XIX-wieczny budynek był jak na swoje czasy bardzo nowoczesny, miał m.in. własne centralne ogrzewanie, piekarnię czy pobór wody. Oczywiście przy tym rozwoju miasta centralnie położone grunty są zbyt cenne na więzienie.
Teraz odbywają się tu wystawy sztuki nowoczesnej a na dziedzińcu i pod celą można legalnie wypić piwo, 5-5.50 euro. Zresztą nie wiem, czy znając historię zdecydowałbym się na degustację trunków. Może i dobrze, że w czasie kiedy tam byłem, przeprowadzano niewielkie prace konserwacyjne. Choć przez to nie zobaczyłem w celi papierowego wschodniego satrapy.
First we take Manhattan, than Libeskind
Tym bardziej, że o rzut beretem jest widok na wileński „Manhattan”. Nowoczesna dzielnica mieszkaniowo-biurowa to panorama aluminium, szkła i stali. Prowadzi do niej jeden z 22 mostów przerzuconych przez rzekę Wilię. Biznesmeni raczej załatwiają tu interesy. Ale gdy tylko się bardziej ociepli, to brzegi rzeki zapełniają się miłośnikami pikników. Ja nie mogłem oprzeć się pokusie zwiedzenia Biblioteki.
Alaus Biblioteka to popularny pub. Mieści się tuż obok prawdziwej biblioteki miejskiej im. Adama Mickiewicza. W wystroju wnętrza dominują regały z książkami. Ale nie trzeba zachować ciszy. Piwosze wydają raczej okrzyk zachwytu, bo jest tu zawsze kilka kranów z wyrobami rzemieślniczymi. To dobre miejsce na odpoczynek po zwiedzeniu Muzeum Sztuki Współczesnej zaprojektowany przez samego Daniela Libeskinda.
Od słoninki do chłodnika
A gdyby ktoś zgłodniał to scena kulinarna jest również bardzo bogata. Na targu miejskim Hales bogactwo mięsiwa: kindziuki, dojrzewające wędliny, kiełbasy palcówki, wędzone nosy i uszy wieprzowe, słonina. Ba. Słoninę na śniadanie, m.in. oczywiście, podano nawet w hotelu Mariott. Do tego mnóstwo knajp, które „mięso” mają w nazwie. Ale wegetarianie nie stoją na straconej pozycji. Litwa słynie z seru dziugas. A pod koniec maja odbywa się tu Różowy Weekend, w tym roku 28-30 maja. Nic zdrożnego. To festiwal chłodniku litewskiego. W ubiegłym roku przybyło tu 93 tys. amatorów tej zupy, warto więc noclegi rezerwować wcześniej. Całe miasto jest przystrojone w różowe barwy. Prócz konsumpcji chłodniku miasto pełne jest parad, konkursów, przedstawień i koncertów. Megaukites maistu! Smacznego.
Fot. M. Pawłowicz