werandcountry.pl weranda.pl astromagia.pl
  • Dzieje się
  • Europa

July Morning w Bułgarii. Rockowy hymn, klify nad Morzem Czarnym i wschód słońca

autor: Jarosław Kałucki

W nocy z 30 czerwca na 1 lipca bułgarskie plaże i klify zapełniają się ludźmi czekającymi na pierwszy wschód słońca w nowym miesiącu. W tle rozbrzmiewa utwór „July Morning” zespołu Uriah Heep, a zwyczaj zapoczątkowany w czasach komunizmu zamienia wybrzeże Morza Czarnego w nieformalny festiwal muzyki, wolności i wspólnego przeżywania chwili.

O świcie 1 lipca Bułgaria budzi się inaczej niż reszta Europy. Na klifach Kaliakry, w Kamiennym Brzegu, na plażach w Sozopolu i Burgas ludzie stoją w milczeniu, patrząc na wschodzące słońce. W tle słychać gitarę, czasem stare radio gra „July Morning” zespołu Uriah Heep. To nie jest zwykły poranek. To rytuał wolności, który narodził się z buntu i muzyki.

Są święta, które nie powstały w gabinetach ministrów kultury. Nie mają patrona, regulaminu ani oficjalnej daty zaznaczonej w kalendarzu. A jednak żyją i potrafią przyciągnąć tysiące ludzi na klify, plaże i skalne półki, gdzie jedynym punktem programu jest wschód słońca.

Bułgarskie July Morning to właśnie taki fenomen. Święto przypomina nieco połączenie polskiej Nocy Świętojańskiej z hippisowskim festiwalem. Zamiast wianków i skakania przez ogień są jednak gitary, ogniska i Morze Czarne, nad którym o świcie pojawia się pierwsze światło lipcowego dnia.

Co najciekawsze, ta tradycja nie wywodzi się z dawnych obrzędów ludowych. Narodziła się z rocka.

Zobacz nasze materiały wideo

Ludzie stoją nad morzem i obserwują wschodzące słońce podczas July Morning w Warnie.
July Morning co roku gromadzi ludzi na bułgarskich plażach i klifach. Wschodowi słońca towarzyszy utwór zespołu Uriah Heep.

Rock zza żelaznej kurtyny

Żeby zrozumieć fenomen July Morning, trzeba cofnąć się do lat 70. XX wieku. Bułgaria była wtedy krajem należącym do bloku wschodniego, a Zachód dla wielu młodych ludzi istniał głównie w wyobraźni. Okno na inny świat otwierały płyty, kasety i audycje radiowe. Muzyka przekraczała granice znacznie łatwiej niż ludzie.

Właśnie wtedy do młodych Bułgarów dotarła piosenka „July Morning” brytyjskiego zespołu Uriah Heep. Dla części słuchaczy była kolejnym rockowym utworem, dla innych stała się czymś więcej. Słyszeli w niej opowieść o wolności, nadziei i możliwości rozpoczęcia wszystkiego od nowa.

Młodzi ludzie, zmęczeni sztywnym rytmem życia pod komunistycznym reżimem, zaczęli spotykać się na falochronach i plażach, aby wspólnie przywitać pierwszy lipcowy świt. Nie mieli transparentów ani politycznych haseł. Przynosili gitary, rozpalali ogniska i słuchali piosenki, która stopniowo stawała się hymnem ich pokolenia.

Ballada „July Morning”, opowiadająca o nowym początku i poszukiwaniu własnej drogi, dobrze pasowała do nastrojów młodych Bułgarów. Zachodnia muzyka była wówczas trudno dostępna, dlatego jej publiczne słuchanie mogło mieć znaczenie symbolicznego, cichego protestu.

Z czasem nieformalne spotkania zaczęły przyciągać coraz więcej uczestników. Najpierw były to niewielkie grupy znajomych. Później setki, a następnie tysiące ludzi. Tradycja przetrwała upadek komunizmu, transformację ustrojową, wejście Bułgarii do Unii Europejskiej i kolejne zmiany społeczne.

Kamen Bryag i głos Johna Lawtona

Jednym z miejsc najmocniej związanych z July Morning jest Kamen Bryag, nazywany po polsku Kamiennym Brzegiem. Wysokie klify opadają tu niemal pionowo do Morza Czarnego. Wiatr wieje od otwartej wody, a rozległy horyzont sprawia, że wschód słońca staje się głównym wydarzeniem całej nocy.

To właśnie tutaj co roku przyjeżdżają tysiące ludzi, aby zobaczyć pierwszy lipcowy świt. Wielu pojawia się już poprzedniego dnia. Rozbijają namioty, przynoszą koce, jedzenie, instrumenty i przenośne głośniki. Noc upływa na rozmowach, graniu muzyki i czekaniu na moment, gdy nad morzem pojawi się słońce.

W 2007 roku do Kamen Bryag przyjechał John Lawton, były wokalista Uriah Heep. O świcie zaśpiewał „July Morning” dla zgromadzonych na klifie uczestników. Koncert przeszedł do historii święta. Głos wokalisty niósł się nad Morzem Czarnym, a piosenkę śpiewały razem z nim tysiące ludzi.

W 2012 roku w spotkaniu z udziałem Lawtona miało uczestniczyć około 12 tysięcy osób. Wokalista regularnie wracał do Bułgarii i stał się postacią nierozerwalnie związaną z tamtejszym July Morning. Po jego śmierci w 2021 roku część prochów artysty rozsypano w rejonie Kamen Bryag.

Dla wielu Bułgarów Lawton pozostaje nieformalnym patronem święta. Nie ma tu jednak oficjalnych ceremonii ani ustalonego programu. July Morning nadal jest tradycją tworzoną przede wszystkim przez ludzi, którzy spotykają się nad morzem.

Sylwetki grupy osób na tle wschodzącego słońca podczas bułgarskiego święta July Morning.
Nie ma jednego programu ani ustalonych zasad. Jedni śpiewają i grają na instrumentach, inni w ciszy obserwują, jak nad horyzontem pojawia się słońce.

Bez sceny, biletów i oficjalnego programu

Najbliższym polskim odpowiednikiem July Morning mogłaby być Noc Świętojańska. Bułgarskie święto jest jednak znacznie młodsze i nie odwołuje się do dawnych ludowych obrzędów. Zamiast rytuałów ma rockową muzykę, spontaniczne spotkania i atmosferę nieformalnego festiwalu.

Choć obecnie July Morning ma mniej wspólnego z politycznym buntem, jego podstawowa idea pozostała podobna. Ludzie rozbijają namioty, grają na gitarach i bębnach, śpiewają, tańczą albo po prostu czekają na świt. Nie ma jednego organizatora, obowiązkowej sceny ani sponsora.

Podejmowano próby nadania wydarzeniu bardziej festiwalowego i komercyjnego charakteru. W rejonie Kawarny odbywał się Kavarna Rock Fest, podczas którego występowały takie zespoły i artyści jak Scorpions, Deep Purple czy Alice Cooper. Festiwal przez pewien czas łączono z atmosferą July Morning, ale dla wielu uczestników prawdziwa tradycja nadal oznaczała noc spędzoną na klifie, przy ognisku i gitarze.

July Morning nie próbuje udawać obyczaju liczącego setki lat. Jego historia sięga drugiej połowy XX wieku i jest związana z winylowymi płytami, kulturą hippisowską, rockiem oraz młodzieńczą potrzebą niezależności. Właśnie w tej prostocie tkwi jego siła.

Nie trzeba kupować biletu, rezerwować miejsca ani podporządkowywać się programowi. Wystarczy plaża lub klif, muzyka i widok na wschodzące słońce. Sceną staje się morze, a jedynym niezmiennym punktem wydarzenia pozostaje świt.

Uczestnicy July Morning fotografują wschód słońca nad bułgarskim wybrzeżem Morza Czarnego.
W nocy z 30 czerwca na 1 lipca uczestnicy spotykają się nad Morzem Czarnym, aby wspólnie rozpocząć nowy miesiąc przy muzyce i wschodzącym słońcu.

Julaya na całym bułgarskim wybrzeżu

Dziś Bułgarzy nazywają święto również „Julaya”. Określenie weszło do języka potocznego i kojarzy się nie tylko z konkretnym wydarzeniem, lecz także ze sposobem spędzenia nocy z 30 czerwca na 1 lipca.

July Morning nie jest związane wyłącznie z jednym miejscem. Ludzie gromadzą się wzdłuż całego bułgarskiego wybrzeża Morza Czarnego. Największą popularnością cieszą się Kamen Bryag, przylądek Kaliakra, plaże w okolicach Szabli, Warna, Burgas i Sozopol. W kurortach uczestnicy spotykają się również na plażach przy hotelach, nadmorskich promenadach, tarasach i punktach widokowych.

Wszyscy czekają na moment, gdy nad horyzontem pojawi się pomarańczowa tarcza słońca. Dla jednych to przeżycie duchowe i okazja do symbolicznego rozpoczęcia kolejnego etapu. Dla innych jest to przede wszystkim dobra zabawa, nocny koncert albo spotkanie z przyjaciółmi.

Nie ma jednej właściwej formy uczestnictwa. Można śpiewać, tańczyć albo stać w milczeniu. Można przyjechać w dużej grupie lub samotnie. Jedni zostają na miejscu przez całą noc, inni pojawiają się dopiero tuż przed świtem.

Kiedy pierwsze promienie słońca padają na Morze Czarne, bułgarskie wybrzeże na chwilę przypomina wielki, rozciągnięty na setki kilometrów Woodstock. Nie ma jednej sceny, sektorów VIP ani obowiązkowych biletów. Są muzyka, światło i ludzie, którzy wspólnie witają początek lipca.

Być może właśnie dlatego July Morning przetrwał kolejne dekady. Nie dało się go zamknąć w ustalonych ramach ani sprzedać jako gotowego pakietu turystycznego. Pozostał spontanicznym świętem, którego najważniejszym momentem jest coś dostępnego dla wszystkich: wschód słońca.

Fot. Shutterstock