• W podróży
  • Europa

5 powodów, by odwiedzić Ischgl – austriacką Ibizę

autor: Basia Starecka | 3 lutego 2018

Ischgl to małe austriackie miasteczko w Tyrolu. Poza sezonem mieszka tu zaledwie około 1200 osób, ale zimą przybywa ich dziesięciokrotnie więcej! Większość przyjeżdżających na narty i snowboard turystów to Niemcy, Austriacy, Włosi i Duńczycy. Ale są też Polacy i Rosjanie. I to w większości płci męskiej. Co ciągnie tylu facetów do tej małej mieściny w dolinie Paznaun?


1/5 Niekończąca się zabawa

Ischgl nazywane jest zimową stolicą rozrywki. Porównania z Ibizą nie są wcale przesadzone. Przede wszystkim nocą działa tu Pacha, filia jednego z najbardziej rozpoznawalnych hiszpańskich klubów na świecie, znanego głównie z imprez w pianie. Ale na zabawę wcale nie trzeba czekać do północy, gwarnie robi się na samych stokach już popołudniu. U podnóża gór, w samym centrum miejscowości, nie brakuje pubów, barów i klubów oferujących promocyjną ofertę apres ski. Około szesnastej wylewa się z nich tłum podchmielonych, szczęśliwych i głośnych narciarzy. Co roku, m.in. podczas Wielkanocy na koncerty z cyklu Top of the Mountain przyjeżdżają wielkie gwiazdy muzyki. Do niedawna działał tu także klub ze striptizem, co może tłumaczyć, dlaczego wali tu tyle mężczyzn.

© Austrian National Tourist Office / Peter Podpera


2/5 Szukasz męża? Jedź do Ischgl! 


To męski resort narciarski. Faceci są wszędzie. W kolejce po bułki, w serwisie narciarskim, na wyciągach, stokach i oczywiście w dyskotekach. Instruktorzy, pytani przeze mnie o powód męskiego zainteresowania austriacką Ibizą poza bogatą ofertą rozrywki, wskazywali na trudne warunki panujące w regionie.
Dolina Paznaun, w której leży ośrodek, znana jest z niskich temperatur i obfitych opadów śniegu. Większość stoków położonych jest również na północnych zboczach, dzięki czemu można szusować po nich od końca listopada i aż do początku maja, ale rzadko gości na nich słońce. To wszystko, jak twierdzili, mogą znieść tylko prawdziwi, twardzi faceci. Jedno jest pewne, moje drogie panie, jeśli chcecie poprawić sobie samopoczucie, jedźcie do Ischgl. Na brak zainteresowania nie będziecie narzekać.


3/5 Szybki lot nad przepaścią

Nowa tyrolka ruszyła w zeszłym roku. Z wysokości 1683 m n.p.m. można teraz zjechać do doliny nie tylko na nartach czy snowboardzie, lecz także na stalowej linie i to w towarzystwie drugiego śmiałka. To zjazd nie dla mięczaków, nie polecany osobom z lękiem przed prędkością i dużymi wysokościami. Lot nad przepaścią, ze sprzętem narciarskim na plecach, odbywa się 50 metrów nad ziemią z zapierającą dech
w piersiach prędkością nawet do 84 km/h. Trasa ma długość 2 km i dwie stacje pośrednie, w których samemu należy się przepiąć. Po drodze same piękne widoki: wiszący most w Kitzloch i nowa kolejka Fimbabahn. Przejazd Ischgl Skyfly kosztuje 39 euro za osobę.


© Austrian National Tourist Office / Josef Mallaun

Na nartach można przekroczyć granicę 
szwajcarską. Warto, bo leży za nią bajkowa wolnocłowa kraina Saumnaun.

4/5 Najlepiej przygotowane trasy narciarskie 

Jest ich aż 200 km. 90 proc. z nich leży bardzo wysoko – pomiędzy i 2000 a 2872 m n.p.m. Większość to trasy czerwone, czarnych jest w sumie 11. Nie brakuje też stoków z muldami i tras wyścigowych. Ischgl słynie również ze Snowpark PlayStation® Vita Ischgl, największej powierzchni do freestyle’u w Alpach.
W zeszłym roku ruszył tu nowy Szlak Przemytników, po którym łatwiej jest nawigować z aplikacją iSki Ischgl. Biegnie przez region, po którym faktycznie kiedyś grasowali miejscowi szmuglerzy.
Do wyboru, w zależności od narciarskich umiejętności, są jego trzy warianty. Najtrudniejszy, liczący ok. 35 km i niemal 6463 m różnicy poziomów jest szlak złoty, potem srebrny (24,7 km tras i 4745 m różnicy poziomów), a na końcu brązowy (19,8 km stoków i 3191 m różnicy poziomów). Będąc na szczycie można przekroczyć na nartach granicę szwajcarską. Warto tym bardziej, że leży za nią bajkowa wolnocłowa kraina Saumnaun, gdzie można zrobić fantastyczne zakupy. Karnet dzienny kosztuje 53 euro.

© Austrian National Tourist Office / Robert Maybach

5/5 Kaloryczny odlot


Kuchnia Tyrolu jest rozkosznie kaloryczna, tłusta i przepyszna. Sporo tu dań na bazie ziemniaków, mąki i mięsa skąpanych w serowych sosach. Do ścisłej czołówki przyjemności należy zupa z knedlami (kaspress knodel suppe), serowe kluseczki zapiekane z serem i prażoną cebulką (käsespätzle) i oczywiście cesarski omlet obsypany cukrową chmurką (kaiserschmarrn).

Na deser należy zamówić apfelstrudel (półfrancuskie ciasto z jabłkami) lub topfenstrudel (ze słodkim twarogiem), a wszystko popić schnappsem, żeby się dobrze przyjęło i strawiło. Mnie udało się zjadać porządne śniadanie, bardzo kaloryczny obiad złożony z klusek, na kolację kąpać się w fondue i popijać je spora ilością wina, a po tym wszystkim wrócić szczuplejszą o dwa kilogramy. To jedyny taki moment w roku, kiedy można dowolnie i bez konsekwencji grzeszyć. Wszystko i tak człowiek wypoci na nartach!

 

Lokalizacja

Zostań z nami

Bądź na bieżąco