werandcountry.pl weranda.pl
reklama
  • W podróży
  • Europa

Gdzie na narty w Europie: Hiszpania, Gruzja, Szkocja, Ukraina, Rosja i Bułgaria

autor: Filip Gawryś

Poszalejecie na nartach, dobrze zjeście, poznacie trochę ciekawej historii kawałka naszego kontynentu, a nawet zrobicie ekstra zakupy w strefie wolnocłowej. 


1/7 BUŁGARIA: Bansko

Bałkany po austriacku

Narciarska Bułgaria kojarzyła się jeszcze niedawno z przestarzałym i siermiężnym, przypominającym Zakopane z lat 70., ośrodkiem Borovec. Kilka lat temu powstała nowa stacja narciarska w urokliwych, wpisanych na listę dziedzictwa UNESCO górach Pirin. U ich stóp leży Bansko, miasteczko z przepiękną starówką, oddalone od Sofii zaledwie o dwie godziny jazdy samochodem. Góruje nad nim najwyższy w okolicy szczyt Vichrenu (2914 m n.p.m.).

fot. Shutterstock, Getty Images
fot. Shutterstock, Getty Images
fot. Shutterstock, Getty Images

Miejsce zyskało na kilkudziesięciomilionowej inwestycji austriackich firm w infrastrukturę narciarską. To dzięki nim wybudowano prawie 8-kilometrową trasę kolei gondolowej – jedna z najdłuższych w Europie. Narciarze mają też do dyspozycji sześć szybkich czteroosobowych krzesełek oraz kilka wyciągów orczykowych. Na górę, w okolicę szczytu Todorka, dostaniecie się szybkim podwójnym wyciągiem talerzykowym. Równie imponująco wyglądają trasy narciarskie. Niestety, gdy je wytyczano, nieco ucierpiało środowisko naturalne – Bułgaria słynie z korupcji, wyznaczano je karczując lasy bez oglądania się na ustawę o parkach narodowych.

Teraz w Bansku jest ponad 70 km doskonale przygotowanych nartostrad o różnym stopniu trudności. Teren wokół szczytu (jazdę zaczyna się na wysokości 2560 m n.p.m.) przypomina austriackie lodowce: półtorakilometrowe, szerokie, pozbawione roślinności, niezbyt strome stoki pozwalają wyszaleć się miłośnikom jazdy carvingowej. Niżej czekają dwie znakomite długie nartostrady leśne, którymi dojedziecie do stacji Sziligarnika. Niedawno do ruszyła niemal trzykilometrowa kolej krzesełkowa o wdzięcznej nazwie „Czarna Mogiła”. Wzdłuż niej powstała znakomita, widokowa czerwona nastrostrada.

Narciarscy eksperci mają tu swój rarytas: to czarna, prosta i bardzo stroma trasa „Alberto Tomba”. Co roku odbywają się tam zawody pucharu świata FIS. Swoją nazwę zawdzięcza jednemu z najbardziej utytułowanych w historii alpejczyków, Włochowi Alberto Tombie, który uroczyście ją otworzył. Z kolei ci, którzy chcą sprawdzić swoją kondycję, mogą zjechać ze szczytu (2600 m n.p.m.) do samego Banska. Trasa liczy aż 14 km!

Uwaga, i nie stołujcie się w hotelu. Trzeba jadać na mieście i smakować wyśmienitą bałkańską kuchnię. Z trafieniem do jednej ze starych mechan (po polsku gospód) nie będziecie mieli najmniejszego problemu. Przed każdą zaczepią Was uprzejmi naganiacze. Warto skorzystać z zaproszenia: owcze twarogi, cevapcici i doskonałe wina z Melnika przypieczętują udany wyjazd.

Przydatne info:

  • Do Banska z Polski dojedziecie samochodem lub dolecicie samolotem do Sofii, potem transfer busem lub wynajętym autem
  • 6-dniowy skipas kosztuje od 160 euro
  • www.banskoski.com; www.bansko.org


2/7 ANDORRA

Po słońce i zakupy

Położone na skrawku Pirenejów, Księstwo Andorry to prawdziwa gratka dla miłośników bajecznych nart na południu Europy. Nie tylko z powodu doskonałych warunków – ponad 280 słonecznych dni w roku, niemal 10 godzin słońca w ciągu doby. Andorra nie należy do Unii Europejskiej i dzięki temu jest jedną wielką strefą wolnocłową.

fot. Shutterstock

To malutkie państwo – tylko 470 km² – proponuje aż 300 km tras narciarskich w sześciu miasteczkach. Do tego dziesiątki stoków do freeride’u. Sezon trwa od połowy grudnia zawsze do świąt Wielkiej Nocy, czyli czasami do końca kwietnia. Główny ośrodek – Grandvalira ma prawie 200 km tras, w ciągu godziny może z nich korzystać nawet 160 tys. narciarzy. Stacje przesiadkowe to Encamp (z najdłuższą w Europie koleją gondolową Funicam), Canillo, El Tarter, Grau Roig, Soldeu i urocza Pas de la Casa. Drugi znany ośrodek to Vallnord (90 km tras), rozciągający się od 1300 m n.p.m. do 2383 m n.p.m. Najciekawsze trasy znajdziecie wokół szczytu Pic del Cubil.

Baza noclegowa w głównych miasteczkach Andorry jest imponująca. Przeważają trzy-, cztero- i pięcio-gwiazdkowe hotele. Jako że hotelarze nie płacą tu w zasadzie podatków, ceny są niższe niż w innych europejskich kurortach. Sporą atrakcją jest strefa wolnocłowa. Najwięcej sklepów – prawie 2 tys. – znajduje się w najwyżej położonej stolicy w Europie (1100 m n.p.m.), mieście Andorra la Vella.

W ciągu ostatnich dziesięciu lat to miejsce zmieniło się nie do poznania – urokliwe stare miasto zostało obudowane pasażami handlowymi ze sklepami najbardziej znanych na świecie marek. Pamiętajcie, że w Andorze możecie kupić najlepsze rzeczy produkowane we Francji i Katalonii. W centrum St Eloi oprócz pysznych kozich i owczych serów skosztujecie także francuskich, hiszpańskich i andorrańskich win. Ceny mogą przyprawić – w dobrym znaczeniu – o zawrót głowy.

Koniecznie pospacerujcie wieczorami po starej la Velli, przyjrzyjcie się Casa de la Vall, kamiennemu domowi z XVI wieku, który dziś jest siedzibą rządu. Zwróćcie uwagę na romańskie świątynie. Najstarsza, kościół Sant Vincent d’Enclar, pochodzi z VIII wieku. Warto poczytać też o historii rzeźby-zegara Salvadora Dalego przy moście nad rzeką Valira. Wypad do Andorry to nie tylko narty i Andorra.

Najprościej dolecieć do Barcelony, stamtąd shuttlebus zawozi w trzy godziny w Pireneje. Można tak zaplanować czas, by w powrotnej drodze wypożyczyć w stolicy Katalonii rower i spędzić dzień nad ciepłym morzem.

Przydatne info:

  • cena 6-dniowego skipasu – ok. 240 euro
  • Dojazd shutlle busami z lotniska El Prat w Barcelonie bądź lotniska w Gironie zorganizowane wyjazdy, wraz z przelotem do Barcelony i transferem, organizuje biuro Infoski.pl
  • www.vallnord.com/en, www.grandvalira.com/en 


3/7 HISZPANIA: Sierra Nevada

Z widokiem na Afrykę

Jest tylko jedno takie miejsce w Europie, gdzie w ciągu dnia możecie cieszyć się jazdą na nartach w ośrodku nieustępującym alpejskim kurortom, a po południu wybrać się na wycieczkę nad... Morze Śródziemne i jeść świeże pomarańcze oraz kosztować wybornych owoców morza. To Sierra Nevada, wysokie na ponad 3500 m.n.p.m. pasmo górskie w hiszpańskiej Andaluzji, leżące kilkadziesiąt kilometrów w linii prostej od wybrzeża Costa Tropical.
 

fot. Shutterstock
fot. Shutterstock
fot. Shutterstock

Jest najbardziej wysuniętym na południe ośrodkiem narciarskim w Europie. Dzięki położeniu Sierra Nevada gwarantuje coś, czego nie mogą zapewnić inne stacje narciarskie w Aplach – prawie 300 słonecznych, bardzo długich (w sezonie słońce zachodzi dopiero o godz. 18) dni w roku. W centrum jest stacja narciarska Pradollano (2100 m n.p.m.), ładne górskie miasteczko wybudowane w latach 70. ubiegłego wieku, gdzie znajdziemy wiele hoteli oraz trochę niewysokich apartamentowców. Nieopodal są stacje kolei gondolowych, które wywożą na 2600 metrów, do Borreguiles. Stamtąd jest kilka wyciągów w kierunku szczytu Veleta (3398 m n.p.m.), gdzie dociera najdłuższy, niemal trzyipółkilometrowy wyciąg krzesełkowy, oraz widok na najciekawszy rejon Sierry – Laguna de Las Yeguas (3300 m n.p.m.): osiemnasłonecznionych, kilkukilometrowych czerwonych tras. Stąd, przy dobrej pogodzie, zobaczycie Morze Śródziemne oraz zarys marokańskiego wybrzeża.

Pradollano tętni życiem. Znajdziecie tutaj przede wszystkim niezliczoną ilość maleńkich, mieszczących co najwyżej kilkunastu gości barów tapas. Obowiązkowym punktem narciarskiego wypadu jest Grenada, miasto leżące u stóp masywu, wpisane na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO. Wystarczy wsiąść w Pradollano w autobus, by po 45 minutach cieszyć się widokiem owocujących cały rok drzew pomarańczowych. W średniowieczu miasto najechali Maurowie, Grenada stała się na jakiś czas emiratem. Z tego czasu zachowała się prawdziwa perła wschodniej architektury w Hiszpanii – Pałac Alhambra.

Po obejrzeniu Grenady pora na Costa Tropical. Ten fragment wybrzeża Morza Śródziemnego, właśnie ze względu na graniczący z nim masyw górski, ma wyjątkowy mikroklimat. Na przełomie lutego i marca, gdy na Sierra Nevada panują doskonałe warunki narciarskie, nad morzem jest 20 stopni. Z kolei w lecie, gdy w Grenadzie temperatury potrafią dojść do 38 stopni Celsjusza, na Costa Tropical nie przekraczają 28. Dlatego uprawia się tutaj owoce tropikalne: mango, awokado, banany czy papaję.

Warto zatrzymać się w Almunecar – znajdziecie tu fragmenty działających od czasów rzymskich akweduktów; w Motril z kolei traficie na niespotykane gdzie indziej w Hiszpanii targi ze świeżymi owocami morza.

Przydatne info:

  • Cena tygodniowego skipasu – ok. 220 euro
  • Najbliższe lotnisko – Malaga (150km)
  • www.sierranevada.es/en/


4/7 GRUZJA: Gudauri

Smak Borjomi

Gruzińska stolica nart, kaukaskie Gudauri, jeszcze niedawno świeciła pustkami. W czasie wojny rosyjsko-gruzińskiej w 2008 r. rosyjskie lotnictwo zbombardowało tutejsze lądowiska dla helikopterów, które służyły głównie do wywożenia narciarzy na popularny heliskiing. Dziś Gudauri zdaje się nie pamiętać o tamtych dniach. Co roku przyjeżdża tutaj coraz więcej narciarzy z Europy, także z Polski, traktując tę podróż nie tylko jako typowy wyjazd na narty, ale i wycieczkę po nieznanym kraju. Gudauri to idealne miejsce dla tych, których odstrasza zgiełk austriackiego Solden czy włoskiej Modonny di Campiglio; obcowanie z majestatycznymi czterotysięcznikami surowego Kaukazu jest całkiem nowym doznaniem.

fot. Shutterstock

Miejscowość leży na wysokości prawie 2200 m n.p.m., 120 km na północ od Tbilisi. Do czasu igrzysk w Soczi i ukończenia przez Rosjan rozbudowy tamtejszego ośrodka był to najnowocześniejszy kurort Kaukazu. To gratka dla narciarzy lubiących jazdę poza trasami, foki czy heliskiing. Przygotowanych tras jest około 30 km. Może wydawać się, że to dość mało, ale wokół szczytów Sadzele (3260 m n.p.m.) i Kudebi (3008 m n.p.m.) jest ich zdecydowanie więcej. Do jazdy poza trasami zachęcają szerokie, pozbawione skał i kamieni połacie białego puchu, który jest w tym regionie bardzo lekki i suchy.

Stolica Gruzji to żelazny punkt programu wyprawy na Kaukaz. Warto przekonać się na własne oczy, jak w ciągu kilkunastu lat miasto epoki komunizmu zmieniło się w niemal zachodnią perełkę. Smakosze i miłośnicy wina nie będą zawiedzeni – gruzińskie pierożki chinkali, znakomite półsłodkie wino oraz słynna woda minerralna Borjomi wynagrodzą długa podróż.

Przydatne info:

  • 6-dniowego skipas kupicie za ok. 69 euro
  • Noclegi – to głównie małe hotele i pensjonaty
  • By dojechać do Gudauri trzeba dolecieć albo do Kutaisi (bezpośrednie loty proponuje Wizzair) albo do Tbilisi (LOT). Z obu miast za niewielkie pieniądze dostaniecie się na miejsce marszrutkami – z Kutaisi podróż potrwa trzy godziny, z Tbilisi – dwie
  • www.gudauri.info,  www.facebook.com/ gudauriofficial

 

5/7 SZKOCJA: Nevis Range

Narty, kilty i smak ale

Nie, to nie żart. W Szkocji można jeździć na nartach. Wartych uwagi jest pięć górskich ośrodków. Najlepszy – Nevis Range. To raczej propozycja dla grona męskich przyjaciół. Choć nie znajdziemy tu kilkunastokilometrowych nartostrad i aż tak nowoczesnej infrastruktury jak w Aplach, gra jest warta świeczki. Nevis Range ma bardzo długą historię, działał już w latach 30. pod bardzo trudną do wymówienia szkocką nazwą Aonach Mor.

fot. Shutterstock

Freeridowe strome zbocza Ben Nevis nazwane są Back Corries. Zaczynają się na szczycie niemal pionowym startem, przypominającym nieco załamującą się morską falę. 

Najwyższy szczyt w okolicy to Ben Nevis, a na nartach możecie jeździć z naprawdę imponującej jak na Szkocję wysokości 1200 m.n.p.m. Narciarze i snowboardziści mają do dyspozycji dwanaście wyciągów. Większość z nich to dość dobrze zakonserwowane krzesełka oraz jedyna w Wielkiej Brytanii kolej gondolowa z prawdziwego zdarzenia. Jeśli pogoda dopisze, możecie szaleć na prawie 30 km porządnie przygotowanych tras. Najciekawsze – dla zaawansowanych narciarzy – to freeridowe strome zbocza Ben Nevis, nazwane Back Corries. Zaczynają się na szczycie niemal pionowym startem, przypominającym nieco załamującą się morską falę. Tutaj możecie popuścić wodze fantazji i czarnymi, nieprzygotowywanymi trasami, zjechać w dół doliny, skąd powrócicie na górę wyciągiem krzesełkowym. W samym Nevis Range nie ma pensjonatów ani hoteli – to tylko stacja narciarska. Najbliższe miejsce do spania możecie znaleźć w Torlundy, wiosce oddalonej od ośrodka o kilka kilometrów. To głównie malownicze, wysoko podmurowane surowe szkockie chaty z kilkoma sypialniami i obowiązkowym kominkiem. Większy wybór będzie w oddalonym od Nevis Range miasteczku Fort William. Tutaj wybierzecie między tanim bad and breakfast albo lepszymi hotelikami. Fort William to miejsce, gdzie spróbujecie tradycyjnych smaków, przede wszystkim prawdziwej szkockiej albo piwa, ale w jednym z lokalnych pubów.

W zasadzie jedynym minusem Nevis Range – i ogólnie wszystkich ośrodków narciarskich w Szkocji – jest nieprzewidywalna pogoda związana z morskim klimatem. Ciężko zaplanować pobyt na dwa trzy miesiące wcześniej – śniegu może w ogóle nie być albo spaść go tyle, że drogi do ośrodka okażą się niemal w ostatniej chwili nieprzejezdne. Warto więc zdecydować się na szybki, spontaniczny wyjazd; wtedy będziemy mieli pewność, że dojedziemy na miejsce i poszalejemy na stokach.

Przydatne info:

  • 6-dniowy skipas kosztuje ok. 130 funtów
  • Najbliższe lotniska: Inverness, Glasgow i Edynburg (Ryanair,Wizzair)
  • Najlepiej dostać się na miejsce wypożyczając samochód, można też dojechać pociągiem lub autobusami­
  • www.nevisrange.co.uk


6/7 UKRAINA: Bukovel

Wschodnie klimaty

Dlaczego nie wybrać się na Ukrainę i nie wspomóc naszych sąsiadów? Choć ukraińskie Karpaty są wymarzonym i dzikim terenem narciarskim, niestety niewiele ośrodków zasługuje na wyróżnienie. Jeden – absolutnie tak. To Bukovel, stacja położona we wsi Poljanitsa, 30 km od miejscowości Jaremcze w regionie Iwano-Frankowska.

fot. Shutterstock

Najłatwiej dostać się tam samochodem – Bukowel leży około 250 km od przejścia granicznego w Medyce. W grę wchodzi też lot samolotem do Lwowa, potem niełatwy transfer lokalnymi środkami transportu, czyli marszrutkami. Ośrodek jest stosunkowo nowy, proponuje kilka hoteli na wysokim poziomie (wśród nich choćby Radisson Blu). Jeśli jednak chcecie poszukać niedrogiego, a bardziej tradycyjnego lokum, warto popytać o pensjonaty lub nawet prywatne kwatery w okolicznych miesjcowościach: Jaremczy, Tatarivie czy Vorochcie.

Dolna stacja leży na wysokości 910 m n.p.m. u stóp trzech szczytów (Bukowel 1127 m n.p.m., Chorna Klewa 1246 m n.p.m. oraz Dowga 1372 m n.p.m.), które są usiane licznymi przecinkami i nartostradami. W sumie jest aż 61 i ciągną się przez ponad 55 kilometrów. W Bukovelu działa nowoczesny system naśnieżania, w kilku lokalnych kolibach (gospodach) można smacznie zjeść i wypić. Uważajcie jednak na miejscowych oraz Rosjan – narciarze ze wschodu lubią dużo wypić i po kilku głębszych szaleją na stokach.

Stację Bukowel stworzono głównie z myślą o doświadczonych narciarzach – prawie 60 proc. tras to szlaki czerwone, o długości dochodzącej do dwóch kilometrów, biegnące wśród świerkowych lasów. Nowoczesne są wyciągi – większość to wygodne czteroosobowe krzesełka. Właściciele Bukovelu zapowiadają, że chcą rozbudować stację i docelowo oddać do dyspozycji imponujące 275 kilometrów tras. Patrząc na liczbę okolicznych szczytów można sobie to łatwo wyobrazić, tym bardziej, że w robieniu interesów na Ukrainie obowiązuje wschodnia „wolna amerykanka” – kto da więcej, ten buduje i wycina drzewa. A tych w Bukovelu trzeba byłoby wyciąć jeszcze dużo.

Okolice Bukovela to Huculszczyzna, czyli dawne kresy Rzeczypospolitej. Warto pozwiedzać okoliczne wsie, poznać życzliwość mieszkańców – zawsze było jej tu dużo wobec Polaków.

Przydatne info:

  • 6-dniowy skipas kosztuje ok. 420 zł
  • Dojazd własnym samochodem lub samolotem do Lwowa, dalej marszrutką
  • www.bukovel.com/en


7/7 ROSJA: Elbrus

Na dachu Kaukazu 

Wyprawa narciarska na najwyższy szczyt Europy – leżący na Kaukazie Elbrus (5642 m n.p.m.) – to prawdziwe wyzwanie. I logistyczne (dojazd), i fizyczne (jakość przygotowania tras narciarskich). Dlaczego jednak warto?

fot. Shutterstock
fot. Shutterstock
fot. Shutterstock

Elbrus leży w centralnej części łańcucha Wielkiego Kaukazu, kilkanaście kilometrów od granicy z Gruzją. To wyprawa dla poszukiwaczy pewnego śniegu, nie ma tutaj armatek śnieżnych, bo opady są wystarczająco intensywne. Pod Elbrusem przygotowanych, choć bardziej pasowałoby określenie przejezdnych, jest około 40 km tras. Obsługuje je dwuczęściowa kolej linowa przypominająca naszą na Kasprowym Wierchu.

Dolna stacja znajduje się na wysokości 2350 m n.p.m. Przesiadka na stacji Stary Krugozor (2920 m n.p.m.), finał na stacji Mir (3420 m n.p.m.). Starym wyciągiem krzesełkowym można dostać się jeszcze wyżej, do Garabaszi (tutaj prześpicie się w nietypowym schronisku w żelaznych tubach) na wysokości 3800 m n.p.m. Pasjonaci przygody mogą skorzystać z ratrako-autobusu, który wywiezie ich do schroniska Diesel Hut lub jeszcze wyżej, do tzw. Skał Pastuchowa na wysokości prawie 5 tys. metrów. Drugi ośrodek to Cheget (3650 m n.p.m.), kilka kilometrów od Elbrusa. W sumie 15 km tras, zdecydowanie trudniejszych niż te na Elbrusie. Już samo dostanie się w okolice szczytu to wyprawa.

Można lecieć przez Moskwę do Mineralnych Wód i stamtąd marszrutką w kilka godzin dotrzeć pod Elbrus. Inna, ciekawsza opcja, to kilkudziesięciogodzinna podróż pociagiem Warszawa-Kijów (Ukraina)-Mineralne Wody (Rosja). Nie spodziewajmy się luksusowych pensjonatów. Hoteliki są w miasteczkach Nalczik lub Prielbrus, Terskol i Azau. Smakosze lubiący nietuzinkowe doznania kulinarne nie będą rozczarowani: gęste jogurty, suszone ryby, chiczyny, czyli naleśniki z kozim serem, mięsem i cebulką oraz wyśmienita jagnięcina, stawiająca na nogi po wyczerpującym dniu.

Przydatne info:

  • Dojazd (lub lot) do podkauskiego miasta Mineralne Wody, stamtąd 5 godzin marszrutką
  • www.elbrus.su, www.russianskiresorts.com
reklama
reklama

Zostań z nami

Bądź na bieżąco