reklama
  • Sprawdzone miejsca
  • Na zakupach
  • Pracownie

Tkackie historie Alicji Tyburskiej

autor: Angelika Zdankiewicz-Staniszkis

O tym, jak runo owcy staje się piękną, kolorową tkaniną, Alicja Tyburska mogłaby opowiadać godzinami. I nigdy nie traci... wątku.

Odrobina historii 

Dawniej, kiedy większość Europejczyków zajmowała się rolnictwem, tkanie stanowiło ważną część
ich życia. Wiosną i latem pracowali w polu, a jesienią i zimą zasiadali do krosien, by utkać m.in. ubranie
na Wielkanoc. Dziś to tradycja raczej zapomniana. Im bardziej zagłębiam się w tkactwo, tym więcej dostrzegam odniesień do ludzkiego życia. Widać to szczególnie w mowie, np. powiedzenie „stracić wątek” odwołuje się do tkaczki, która – jeśli pracuje zbyt szybko – może upuścić na ziemię czółenko przemykające przez przesmyk w osnowie i wtedy traci... wątek. Mówi się, że opowieści osnute są wokół wydarzeń albo że powieść się snuje – tak jak na snowadle snuje się nić. W starożytnej Grecji symboliczna nić życia przerywana była przez przędące Mojry.

Zdjęcia: Rafał Meszka
Zdjęcia: Rafał Meszka
Zdjęcia: Rafał Meszka

Wełna

W Polsce owczarstwo jest dość słabo rozwinięte. Długo szukałam świadomego hodowcy. Runo ścięte
z owcy trzeba wyprać w wodzie i wysuszyć naturalnie na słońcu, dlatego najczęściej robi się to latem,
wtedy wełna wysycha rozłożona np. na starym prześcieradle. Potem przygotowuje się ją do przędzenia. Można ją gręplować ręcznymi gręplami, czyli rozczesywać szczotkami, co dzięki odpowiednim ruchom rąk rozluźnia włókna. Drugi sposób, mój ulubiony, to czesanie za pomocą grzebieni – uzyskuje się wtedy wełnę czesaną, dużo gładszą i lepszej jakości, pozbawioną niepotrzebnych włosków. Materiał, który z niej powstaje, jest przyjemniejszy w dotyku.

Cały proces jest dość pracochłonny, dlatego korzystam też z gotowej przędzy wełnianej, którą kupuję
np. w internecie od zagranicznych dostawców. Dzięki temu mogę robić tkaniny z cudownej wełny szetlandzkiej. Tamtejsze owce mają różnobarwne runo. To cała paleta barw od bieli, przez szarości,
brązy, aż do czerni. Nie ma potrzeby jej farbować, bo kolory można ze sobą łączyć.

W Polsce mamy wspaniałe rasy, np. różnobarwne owce wrzosówki, ale ich runo jest dość szorstkie
i wymaga znacznie więcej pracy, by taką wełnę można było nosić. Z wełny owiec górskich mam w domu dywaniki – to jeden z niewielu sposobów, by runo wykorzystać, bo jest tak ostre, że trudno byłoby znieść tę wełnę, nosząc ją blisko ciała.

Farbowanie

Jeśli chcę mieć tkaninę w innym kolorze niż naturalne runo, farbuję je roślinami. Liście orzecha włoskiego dają piękny złocisty brąz, dzięki wrotyczowi i nawłoci uzyskuję barwy od żółci do zieleni, a urzet barwierski, który wyhodowałam w ogródku, farbuje wełnę na niebiesko. Kiedy w Europie nie znano indygo, tkaniny barwiono właśnie urzetem. Liście zalewa się gorącą wodą, gotuje przez chwilę, studzi i w odpowiednim momencie wkłada motki wełny na kilkanaście minut.

Potem dzieje się magia – po wyjęciu z wody, pod wpływem kontaktu z powietrzem, wełna z białej powoli staje się niebieska. Inne kolory, jak np. fioletowy, uzyskuje się przez barwienie przędzy za pierwszym razem na kolor niebieski (indygo), a za drugim na czerwono (marzanną barwierską). Tak jak w drukarstwie – niebieski, czerwony i żółty topodstawa wszystkich kolorów.

Zdjęcia: Rafał Meszka
Zdjęcia: Rafał Meszka
Zdjęcia: Rafał Meszka

Tkanie

Rozczesana wełna ma formę puchu, z którego przędę nić. Rękami podaję puch do kołowrotka, a nogami wprawiam go w ruch, więc to dobry fitness dla całego ciała. Kiedy już wełna skręci się i nawinie w całości, mota się ją na motowidle i uzyskuje zwój przędzy. Związuje się ją i pierze ręcznie. Po wyschnięciu jest gotowa do użycia. Jeśli korzystam z kupionych motków, od razu siadam do tkania na krośnie. Tkactwo to porządek, dlatego wełnę snuje się w postaci osnowy na snowadle, które pomaga odmierzać równe odległości między nićmi. Jeśli coś pójdzie nie tak w trakcie osnuwania, czyli przygotowywania krosien do pracy, w tkaninie pojawią się błędy: dziury lub zbyt gęste sploty.

Ilość pracy zależy od tego, jak bardzo skomplikowany wzór wybierzemy. Prosta tkanina wymaga zwykle kilku dni. Zróżnicowany wzór znacznie więcej. Ważne, by przez cały czas być skupionym i panować nad krosnem. Kiedy tkanina jest utkana, trzeba ją delikatnie wyprać, wysuszyć, a potem wyprasować specjalnym żelazkiem parowym. Dopiero wtedy jest gotowa.

Moje początki 

Z wykształcenia jestem historykiem. Od dziecka interesowało mnie, jak człowiek produkował ręcznie różne przedmioty przed erą przemysłową. Podczas studiów tkałam na ramce, tak jak uczono na zajęciach technicznych w szkole. Potem zrobiłam kurs u profesjonalnej tkaczki, kupiłam swoje pierwsze stołowe krosno i zaczęłam eksperymenty. Gdy je opanowałam, kupiłam duże krosno, na którym pracuję do dziś. Cały czas uczę się czegoś nowego. Co roku staram się odwiedzać miejsca związane z tkactwem. Tego lata wybrałam się na Podlasie, gdzie tkaczki od kilkudziesięciu lat zajmują się tradycyjną tkaniną dwuosnowową.

Tradycja mnie inspiruje, ale staram się, by moje tkaniny były współczesne. Wciąż szukam własnego stylu – to prastare rzemiosło, w którym wiele już zrobiono. Najważniejsza jednak jest wełna – gdy wiem, że pochodzi z miejsca, gdzie dba się o zwierzęta, czuję wielką przyjemność podczas pracy. Z takiej wełny można wydobyć tylko jej naturalne piękno.

Zdjęcia: Rafał Meszka
Zdjęcia: Rafał Meszka
Zdjęcia: Rafał Meszka

Kontakt

Tkackie historie
Blog:
weaverschronicles.com
Sklep:
handwovenbyalicja.com
reklama

Zostań z nami

Bądź na bieżąco