• Na zakupach
  • Pracownie

Warszawa: garnitur spod igły

autor: Monika Utnik-Strugała | 27 października 2015

Nie wiesz, co to patka, wyłóg, poszetka? Czas nadrobić zaległości. Stylowy mężczyzna słownik krawiecki zna na wyrywki, bo do krawca wpada równie często jak kobieta do fryzjera. Spodnie i marynarkę kupuje nie w sieciówkach, ale szyje, a żeby obstalować garnitur, musi zaliczyć kilka przymiarek. Pracownie krawieckie wracają do łask. Jedna z nich, prowadzona przez rodzinę Zarembów, skończyła właśnie 120 lat.

– Z tej okazji zaprosiliśmy na kolację dziesięciu najwierniejszych klientów – opowiada Maciej (piąte pokolenie Zarembów), który rok temu przejął firmę. – Część z nich dobrze pamięta mojego dziadka Tadeusza i wspomina niekończące się przymiarki w pracowni na Nowogrodzkiej. Wtedy uświadomiłem sobie, jak bardzo byliśmy obecni w ich życiu. I życiu miasta. O pracowni zrobiło się głośno na początku XX wieku, za czasów pradziadka Adolfa, który miał słynne „oko Zaremby”, tak potrafił dopasować ubiór do najbardziej nietypowej sylwetki. Zamówienia na smokingi i bryczesy zaczęły iść w setki. U Zaremby ubierali się arystokraci, dyplomaci, aktorzy, muzycy filharmonii. – Raz tylko odmówiliśmy. Kiepurze. Bo chciał garnitur na jutro – dodaje Maciej.

W towarzystwie elit najlepiej czuł się Tadeusz, kolejny z rodziny. – Typowy bon vivant. Zawsze elegancki. Kiedy odwiedzałem dziadka w niedzielę, czekał na mnie w idealnie dopasowanej kamizelce, spodniach z kantem i wypastowanych butach. Co dzień spotykał się na kawie z kolegami, przed wojną miał stolik w Adrii – wspomina Maciej. – Dużo podróżował, jak na tamte czasy, w egzotyczne miejsca, choćby do Egiptu. Popłynął w rejs Batorym. I uwielbiał samochody, jeździł fordem taurusem. Również Maciej pasjonuje się motoryzacją – na honorowym miejscu w pracowni stoją miniaturowe modele znanych marek. Rok temu pomieszczenie przeszło gruntowny remont, ale układ pozostał ten sam: pod ścianą ogromny regał i stół, na którym wykłada się bele materiałów, na ścianie rodzinne fotografie znalezione w skrytce starej szafy. – Udało się ocalić zabytkowe lustro, w którym przeglądali się pewnie i Jeremi Przybora, i Zbigniew Herbert, oraz stuletni kaloryfer gazowy.

Klienci (finansiści, prawnicy, dyplomaci) zamawiają spodnie i garnitury na miarę (z ang. bespoke), bo to nowy wyznacznik społecznego statusu. Maciej zawsze uczestniczy w pierwszej przymiarce (z co najmniej trzech), która trwa nawet godzinę – nie tylko zdejmuje miarę, lecz także rozmawia o oczekiwaniach i stylu. To wyróżnia pracownię na rynku, bo każde ubranie powstaje na zamówienie.

Krojczy tworzy szablon i dobiera fason. Maciej z klientem – materiał, np. od włoskiej firmy Loro Piana. Garnitury szyje się ręcznie, ściegi maszynowe to tylko 20 proc., dziurki (trzy na każdym mankiecie – jak przed wojną) wykańczane są jedwabną nicią, nie ma mowy o klejonce, czyli fizelinie, która usztywnia marynarkę. – Wykorzystujemy sztywniki z płótna, kameli (rodzaj tkaniny z klejem) i włosianki (sztywny materiał z wątkiem z końskiego włosia). Jeśli wyczuwamy pod ręką tę warstwę, znak, że garnitur jest naprawdę dobrej jakości.

Ostatnio Maciej współpracuje z neapolitańskimi krawcami, od których przywozi modowe nowości. – W tym sezonie dominują szarości, zielenie, kolor dżinsowy, rezygnujemy z błyszczących materiałów na rzecz tych surowych, jakby spranych. Hit to szelki, również dla kobiet. Gdy byliśmy na targach we Florencji, moja żona założyła szelki od Alberta Thurstona (chodził w nich m.in. Michael Jackson). Przyuważył ją pewien fotoreporter i potem znalazła się we włoskim „Vogue” w dziale „Inspiracje”. Mam nadzieję, że nasze garnitury też będą inspirować.

MAŁY SŁOWNIK KRAWIECKI:

  • Patka – klapka kieszeni.
  • Wyłóg – wywinięta klapa marynarki z ozdobnego materiału.
  • Poszetka – chusteczka do kieszonki marynarki, najlepiej, gdy nawiązuje do koloru lub wzoru krawata, koszuli, a nawet skarpetek.
  • Bespoke – ręczne szycie na miarę, minimum trzy przymiarki w pracowni krawieckiej. Krojczy zdejmuje miarę i na jej podstawie tworzy kartonowy wykrój, fason i wzór garnituru. Na efekt trzeba poczekać od 8 tygodni do nawet pół roku. To rozwiązanie dla osób o nietypowej budowie ciała lub dla estetów doceniających idealnie dopasowany ubiór i ręczną pracę.
  • Made to measure – inaczej krawiectwo półmiarowe, zakupy w markowym sklepie z garniturami, jedna przymiarka, wymiary klienta dopasowywane są do szablonów, fasonów i wzorów danej marki, czas oczekiwania – 4 tygodnie, garnitury są szyte i wykańczane głównie na maszynie.
  • Zdjęcia: Michał Zagórny, metariały prasowe
    Zdjęcia: Michał Zagórny, metariały prasowe
  • Zdjęcia: Michał Zagórny, metariały prasowe
    Zdjęcia: Michał Zagórny, metariały prasowe
  • Zdjęcia: Michał Zagórny, metariały prasowe
    Zdjęcia: Michał Zagórny, metariały prasowe
  • Zdjęcia: Michał Zagórny, metariały prasowe
    Zdjęcia: Michał Zagórny, metariały prasowe
  • Zdjęcia: Michał Zagórny, metariały prasowe
    Zdjęcia: Michał Zagórny, metariały prasowe
  • Zdjęcia: Michał Zagórny, metariały prasowe
    Zdjęcia: Michał Zagórny, metariały prasowe
  • Zdjęcia: Michał Zagórny, metariały prasowe
    Zdjęcia: Michał Zagórny, metariały prasowe

Kontakt

Pracownia krawiecka Zaremba
Warszawa
ul. Nowogrodzka 15 www.zaremba-krawiec.pl

Lokalizacja

Zostań z nami

Bądź na bieżąco