reklama
  • Sprawdzone miejsca
  • Warsztaty

Morsowanie: sposób na przekraczanie siebie

autor: Angelika Zdankiewicz-Staniszkis

W Wikipedii morsowanie zaliczono do kategorii: sporty ekstremalne. Jeśli faktycznie uznać je za takie, to jest to najprostszy i najbardziej dostępny sport ekstremalny na świecie. I do tego uprawiany grupowo. Poznajcie Bartka Dobrowolskiego, założyciela grupy morsów Miami Freeze.

Klimat trochę jak w campie windsurfingowym: kolorowe czapki, kostiumy i kąpielówki, do tego radosne piski, gwar rozmów, szczęśliwe buzie. Gdyby nie temperatura poniżej zera stopni i woda skuta lodem, można by pomyśleć, że jest środek lata. Za pół roku okolice Barki nad Zalewem Zegrzyńskim zapełnią się rozgrzanymi słońcem ciałami. W środku lutego rozgrzać trzeba się samemu – na kąpiel o tej porze jednak nie brakuje chętnych. Do Miami Freeze ciągle dołączają nowe osoby, chłód powietrza i wody ogrzewa gorąca atmosfera radosnego podekscytowania.


Podobno zimą łatwiej jest wejść do wody niż latem?

Bartosz Dobrowolski: Tak, choć bariera psychiczna jest większa. Paradoksalnie zimą woda jest znacznie cieplejsza (np. 3 °C) niż temperatura powietrza (np. -10 °C)! Przy niskiej temperaturze receptory nie odbierają jej tak drastycznie. Czujesz zimną wodę, ale mróz cię odpowiednio znieczula i woda czasem wydaje się nawet gorąca, a nie zimna. Dla wszystkich zaskoczeniem jest, że kiedy wychodzą z wody, jest im ciepło! Może być nawet – 15 stopni, a oni biegają w kąpielówkach po śniegu. Po pierwszym razie znajomi patrzyli na mnie jak na wariata, długo szukałem innych szaleńców, dziś jest nas ponad 300 osób.

Jak długo morsujesz?

To już 9 sezon. Zaczęło się od kolejnej relacji
w Teleexspresie, że Trójmiejskie morsy wykąpały się w morzu. Na sam widok zrobiło mi się zimno, ale jednocześnie zaintrygowało mnie to, pytałem siebie jak możliwe, że oni to robią. Przez wiele lat myślałem, że trzeba mieć jakąś tajemną wiedzę, że jak coś przeoczysz to na pewno po takiej kąpieli się rozchorujesz. Wyobrażałem sobie, że może trzeba znać jakąś tajną procedurę, albo mieć magiczne kąpielówki czy specjalną czapkę, np. mikołaja.

Wtedy tak najczęściej wyglądało morsowanie: konkretnie zbudowani panowie w obcisłych kąpielówkach
i śmiesznych czapkach na głowach. Do tego dochodziły wszystkie te komunikaty z dzieciństwa: nie wychodź z mokrą głową, załóż ciepłe skarpety… Przecież to murowane zapalenie płuc! No jasne, że się bałem. Kilka lat szukałem wymówek. W końcu przyszedł moment, w którym uznałem, że jest w tym coś wyjątkowego i chcę spróbować.

Gdzie odbyła się inicjacja?

W Białymstoku, kiedy odwiedzałem moją mamę. Wcześniej zadzwoniłem do Podlaskiego Klubu Morsów, opowiedziałem prezesowi swoją historię, a on polecił przyjść z tym, co zabieram zwykle na plażę: kąpielówki, ręcznik, klapki. Kilka dni wcześniej przeziębiłem się, więc chciałem się wykręcić. Ten człowiek opowiedział mi wtedy swoją historię. Kiedy był mały mieszkał na wsi i chorował na zapalenie płuc, którego nikt nie umiał wyleczyć. Jego babcia, pod nieobecność mamy poleciła mu wejść do rzeki po szyję, a potem szybko wrócić do łóżka. I faktycznie, dwa dni później był zdrowy... Mimo tego, że kąpię się od wielu lat nie jestem pewien czy wszedłbym z zapaleniem płuc do lodowatej wody, ale wtedy mnie to przekonało.
W umówionym czasie przyszedłem nad wodę przerażony, zakatarzony, w klapkach. Padał śnieg, a ja z nowo poznanymi ludźmi wszedłem zimą do rzeki i… nic się nie stało. No może poza tym, że wieczorem minął mi katar, a ja od tego czasu kąpię się regularnie.

Wiele morsów powtarza, że przestało chorować. Mit czy fakt?

Zauważyłem, że choruję zdecydowanie mniej. Na niektóre wirusy nie ma jednak rady, ale z pewnością łagodniej przechodzę infekcje, bo organizm jest bardziej odporny i szybciej sobie z nimi radzi. Ciekawostką jest, że moje koleżanki, które miały kiedyś wiecznie zimne stopy i ręce twierdzą, że odkąd zaczęły morsować problem minął. To kwestia lepszego krążenia i termoregulacji. Podczas kąpieli organizm dostaje sygnał, że dzieje się coś potencjalnie niebezpiecznego. Nasz system immunologiczny mobilizuje się jak nigdy i pompuje do krwi wszystko co będzie nas chronić, co leczy, produkuje samo dobro, które zadba o organy wewnętrzne i o nasze zdrowie Takie tsunami przeciwciał przetacza się przez ciało i niszczy różne infekcje i stany zapalne. Kiedy zimą bierze mnie przeziębienie zdarza mi się pojechać gdzieś nad wodę i wskoczyć na parę minut, już nawet przestałem się dziwić, że to działa. To fizjologia, a nie magia.

fot. Marek "Fixxxer" Banach

Ale w morsowaniu nie tylko o zdrowie chodzi, prawda?

Lepsze zdrowie to taki bonus za odwagę. Rozebranie się zimą i kąpiel w zimnej wodzie to przede wszystkim wyjście ze swojej strefy komfortu, to udowodnienie sobie samemu, że zrobisz coś, co wydaje ci się nie do zrobienia. Przekraczasz swoje granice. Dla mnie w morsowaniu chodzi o trening psychiczny, bo robisz coś, co dodaje ci pewności siebie i odwagi do działania. Wygrywasz z samym sobą.

A do tego dołączasz do szalonego i wesołego grona ludzi, którzy już tego doświadczyli. Ten wymiar socjalny jest bardzo ważny, bo dobrze mieć wokół siebie wariatów, z którymi spędzisz niedzielę na świeżym powietrzu, wykąpiesz się, zjesz obiad, wspólnie się pośmiejesz. Prawdą jest, że kiedy to zrobisz w następnym roku jesienią zamiast martwić się nadchodzącą zimą liczysz na to, że porządnie przymrozi i spotkasz przyjaciół podczas kąpieli.

Niektórzy mówią o zastrzyku szczęścia albo wręcz o haju jakiego doświadczają po wyjściu.

Serce pracuje na najwyższych obrotach, krew krąży tak szybko jak podczas treningu, a razem z nią endorfina, serotonina i inne hormony szczęścia potrzebne do rozgrzania i zabezpieczenia organizmu. Dlatego, kiedy wychodzisz z wody czujesz, że jest Ci zadziwiająco ciepło i przyjemnie, a skutkiem ubocznym jest ten fantastyczny odlot. Myślę, że to bywa naprawdę uzależniające. Jak ktoś wykąpie się drugi raz, będzie to robił regularnie.

Marek "Fixxxer" Banach

Ile trwa taka kąpiel?

Na początku najlepiej zostać w wodzie minimum minutę, dwie, ale nie dłużej. Potem można wydłużać ten czas do momentu, w którym czujesz się komfortowo. Zdarza mi się być w wodzie przez ok. 8 minut, ale wolę kilka krótszych wejść, bo wtedy lepiej się czuję. Podstawową zasadą jest robić to tak, by mieć z tego przyjemność i znaleźć swój patent próbując różnych sposobów. Mam koleżanki, które wchodzą po 4-5 razy i kolegę, który siedzi nawet 10 minut.

Czego więc potrzebuje mors amator na pierwszy raz?

Przydadzą się kąpielówki lub kostium, które lepiej założyć w domu pod ubranie. Do tego np. czapka, klapki, rękawiczki, ręcznik, karmiata, by na niej wygodnie się przebrać. Warto zabrać termos z ciepłą herbatą, która cudownie smakuje po kąpieli. Jeśli pasja do zimnych kąpieli zostanie, polecam kupić rękawiczki i skarpety neoprenowe, takie jak na windsurfing. Dzięki nim można zostać w wodzie nieco dłużej, bo najszybciej wyziębiają się stopy i to one dają pierwszy sygnał, że czas wychodzić. Potem wysycha się na wietrze gimnastykując lub wyciera ręcznikiem i ubiera.

Mówi się, by nie pić alkoholu dzień wcześniej, a przed kąpielą np. kawy, tak jak przed treningiem sportowym trzeba być też wypoczętym. Masz swoje dobre praktyki morsowania?

Kawa podnosi ciśnienie. Morsowanie też. Być może suma ciśnień może komuś zaszkodzić. Alkohol rozszerza naczynia krwionośne, więc przed kąpielą to bez sensu, ale po wyjściu – czemu nie.
W internecie roi się od dobrych rad i patentów. Kiedy zaczynałem, słyszałem, by się dobrze rozgrzać, a po wyjściu z wody osuszyć na powietrzu i nie szarżować tego dnia z treningami, bo organizm już dostał trochę w kość. Potem czytałem, że rozgrzewka powinna trwać minimum 15 minut, a tętno osiągać 120bpm, że trzeba dobrze rozgrzać stawy, a jak wychodzisz to należy szybko się wytrzeć, ubrać i napić czegoś ciepłego. Jedni radzili by wejść raz na dłużej, inni że na krócej, ale kilka razy. Co źródło, to inne rady.

Na podstawie naszych doświadczeń doszedłem do wniosku, że najważniejszy jest osobisty komfort. Jak długo powinna trwać rozgrzewka? Tak długo, by zdjęcie kurtki nie było nieprzyjemne. Po to głównie się rozgrzewasz. Wchodzisz do wody, zanurzasz się po szyję i zostajesz tyle, ile czujesz, że jest ok. Najważniejszy jest komfort, każdy robi tak jak lubi. W Rosjii poznałem ludzi, którzy wcale się nie rozgrzewają, nie używają klapek czy skarpet neoprenowych i zanurzają głowy, pływają żabką, kraulem, robią wyścigi pływackie w lodzie. W Polsce panuje przekonanie, że należy mieć czapkę i rękawiczki, nawet wełniane, nie zanurzać dłoni, bo marzną. To dlatego często widać morsy stojące w przeręblu z rękoma na głowie. Każdy z nas robi to inaczej. Liczy się wygoda, trzeba się wsłuchać w siebie, ale jakkolwiek tego nie zrobisz – będzie dobrze. Czapka, rękawiczki, buty na pewno podnoszą komfort zabawy, szczególnie na początku.

Chcę spróbować, czy powinnam się jakoś szczególnie przygotować?

Brawo! To teraz znajdź jakiś pobliski klub morsów albo dołącz do Miami Freeze na facebooku i już. Klub przydaje się nie tylko dlatego, że będą ludzie, którzy pomogą i odpowiedzą na Twoje pytania, ale przede wszystkim dlatego, że nie musisz się martwić o wycinanie przerębla! Nie trzeba się do takiej kąpieli przygotowywać, nie trzeba stosować wcześniej zimnych pryszniców, nie trzeba być osobą, która lubi zimno, czy jest szczególnie wysportowana albo wyróżnia się niesamowitą kondycją. Wystarczy być w ogólnie dobrym stanie. Osoby, które nie mogą się kąpać zazwyczaj wiedzą to, bo prawdopodobnie leczą się już od dłuższego czasu, nie mogą uprawiać sportu, nie chodzą do sauny. To zwykle osoby z poważnymi problemami z sercem, nadciśnieniem, naczyniami mózgowymi czy perypetiami z nerkami. Ci zasmarkani i lubiący ciepłe prysznice mogą śmiało wskoczyć do przerębla. Ja przez niemal 10 lat nie spotkałem nikogo, kto by się przeziębił albo narobił sobie kłopotów. Jednak jak w każdym sporcie ekstremalnym – każdy robi to na własną odpowiedzialność.

Twoja najciekawsza kąpiel?

W górskim jeziorze w Himalajach, na wysokości 4 tys. metrów podczas trekingu z przyjaciółmi.  Byłem totalnie nieprzygotowany do kąpieli, ale było tak pięknie, a woda płynęła z wielkiego jęzora lodowcowego. Zdjąłem plecak, wszedłem nago, popływałem, po wyjściu pobiegałem jeszcze, żeby się wysuszyć. Po mnie odważyło się dwóch kolegów i tak im się to spodobało, że po powrocie też zaczęli morsować. Ciekawa była też kąpiel w Lanckoronie, w zewnętrznym basenie Willi Tadeusz w lutym. Spontanicznie wykuliśmy z moją dziewczyną – Justyną przerębel, a stroje pożyczyliśmy od właścicielki hotelu. Szaleństwo, ale wspominamy to jako jedną z ciekawszych i najbardziej romantycznych kąpieli. 

reklama

Zostań z nami

Bądź na bieżąco