werandcountry.pl weranda.pl astromagia.pl
  • Dzieje się

Robert Smith i The Cure na 30-leciu Pohody! Organizator zdradza kulisy. „Próbowaliśmy ich zaprosić przez 20 lat”

autor: Agnieszka Kaszuba

To był koncert, na który tysiące fanów czekały od lat. Robert Smith i The Cure wystąpili na jubileuszowej, 30. edycji słynnego słowackiego festiwalu Pohoda. Jak udało się doprowadzić do jednego z najważniejszych wydarzeń w historii imprezy? Michal Kaščák, muzyk, współtwórca i dyrektor festiwalu, zdradza nam kulisy wieloletnich starań. Opowiada też o początkach Pohody, swoim rodzinnym Trenczynie i o tym, dlaczego festiwal nie chce rosnąć bez końca.

Michal Kaščák. Muzyk, który stworzył Pohodę

Michal Kaščák nie jest wyłącznie organizatorem festiwalu. To przede wszystkim muzyk mocno związany z alternatywną sceną Trenczyna. Od 1985 roku gra w założonym w tym mieście zespole Bez ladu a skladu, w którym śpiewa, gra na instrumentach klawiszowych i perkusyjnych. Kiedy grupa powstawała, miał zaledwie 13 lat.

Bez ladu a skladu stał się jednym z najważniejszych zespołów słowackiej sceny alternatywnej. Jego muzyka, charakterystyczny wokal Kaščáka i teksty krytyczne wobec komunistycznej rzeczywistości sprawiły, że grupa zyskała status kultowej nie tylko w Słowacji, ale również w Czechach i Polsce. W 2025 roku zespół obchodził 40-lecie działalności.

Pohoda także wyrosła z muzyki i lokalnej sceny. Kaščák założył festiwal w 1997 roku razem z Máriem Michną, znanym później jako DJ Wychitawacs. Od początku jest jego dyrektorem, kuratorem programu i osobą odpowiedzialną za zapraszanie artystów. Choć dziś na lotnisku w Trenczynie występują jedne z największych gwiazd świata, Kaščák nadal mieszka muzyką i regularnie wychodzi na scenę ze swoim zespołem.

Zobacz nasze materiały wideo

„The Cure to legenda. Próbowaliśmy ich zaprosić przez 20 lat!”

Michal Kaščák nie ukrywa, że koncert The Cure był dla niego czymś więcej niż kolejnym punktem programu.

– Od kiedy Pohoda zaczęła zapraszać zagraniczne gwiazdy, marzyliśmy, żeby zagrał u nas Robert Smith i The Cure. To zespół, który definiuje światową scenę muzyczną. Podobnie jak The Prodigy czy Nick Cave, których wcześniej udało nam się zaprosić.

Droga do koncertu The Cure nie była jednak łatwa.

– Staraliśmy się ich zaprosić prawie 20 lat! Zawsze coś stawało na przeszkodzie: albo byli już w trasie, albo nie mogliśmy się dogadać finansowo, albo zgłaszaliśmy się za późno. Nawet w zeszłym roku usłyszałem od ich agenta, że trasa jest już zaplanowana. Zasugerowałem jednak dodatkowy dzień – i udało się! – cieszy się Kaščák.

Występ The Cure wymagał rozszerzenia jubileuszowej edycji Pohody o dodatkowy, czwarty dzień. Koncert odbył się 8 lipca na lotnisku w Trenczynie i był pierwszym występem zespołu na Słowacji. Robert Smith nie przyjechał jednak sam. Miał wpływ na program całego dnia, podczas którego wystąpili również Just Mustard i The Twilight Sad.

Decydująca okazała się właśnie postawa lidera The Cure.

– Robert sam zarządza swoją karierą i koncertami. Osobiście zaakceptował naszą propozycję, a w ciągu dwóch tygodni dogadaliśmy się w sprawie występu, o który walczyliśmy ponad dwie dekady! Co więcej, sam wybrał artystów, którzy zagrali tego dnia. Udało nam się też przemycić lokalnego wykonawcę. Dla mnie to spełnienie wieloletniego marzenia – mówi organizator.

Uśmiechnięty mężczyzna w czarnej koszulce z napisem Pohoda Crew - Michal Kaščák i kobieta Autorka w jeansowej kurtce pozują razem na zapleczu festiwalowej sceny.
Autorka tekstu z organizatorem Pohody na zapleczu festiwalu w Trenczynie, po rozmowie o jego 30-letniej historii i kulisach zaproszenia The Cure.

Od jednej sceny do światowych gwiazd

Pierwsza Pohoda odbyła się w 1997 roku na stadionie piłkarskim w Trenczynie. Nosiła wówczas nazwę Kráľovská Pohoda. Na jednej scenie wystąpiło osiem zespołów, przede wszystkim ze Słowacji i Czech. Festiwal był niewielką, lokalną imprezą przygotowaną dla środowiska związanego z alternatywną sceną miasta.

– Zaczynaliśmy od małej imprezy dla trenčyńskiej sceny. Założyłem festiwal z kolegą Máriem Michną. On grał hardcore, ja byłem związany z muzyką alternatywną. Ta mieszanka i wartości obu tych scen do dziś są obecne na Pohodzie – wyjaśnia Kaščák.

W kolejnych latach festiwal zmieniał miejsca i stopniowo się rozrastał. W programie pojawiały się nowe sceny, teatr, literatura, sztuki wizualne, debaty i organizacje społeczne. Od 2004 roku Pohoda odbywa się na lotnisku w Trenczynie. W ciągu trzech dekad z lokalnej imprezy stała się jednym z najważniejszych niezależnych festiwali w Europie Środkowej.

Na jej scenach występowali między innymi Björk, Lou Reed, Nick Cave and the Bad Seeds, The Prodigy, Kraftwerk, Patti Smith, The Chemical Brothers, Liam Gallagher, Moby, Portishead, Pulp i Massive Attack. Jubileuszowa, 30. edycja przyniosła kolejne nazwiska: The Cure, Gorillaz, The Prodigy, Lykke Li oraz IDLES.

Dlaczego Trenczyn?

Pohoda od początku pozostaje związana z Trenczynem. Nie przeniosła się do Bratysławy ani innego większego miasta, choć z punktu widzenia infrastruktury i transportu mogłoby się to wydawać łatwiejszym rozwiązaniem.

– Po prostu jesteśmy stąd. Wychowałem się kilometr od lotniska, na którym dziś grają największe gwiazdy. Trenczyn był centrum alternatywnej sceny muzycznej w dawnej Czechosłowacji. Tu kopiowało się kasety z zachodnią muzyką, tu zawsze panował wolny duch – wspomina Kaščák.

Lotnisko stało się z czasem jednym z najważniejszych elementów tożsamości Pohody. Rozległy teren daje miejsce na koncerty, namioty, instalacje artystyczne, strefy dla dzieci, debaty i spotkania. Jednocześnie nadal można przejść pomiędzy scenami, odpocząć na trawie i znaleźć przestrzeń z dala od największego tłumu.

Dwie ogromne, podświetlane dmuchane postacie na terenie festiwalu Pohoda o zachodzie słońca, wśród namiotów i uczestników wydarzenia.
Festiwal Pohoda od 30 lat przyciąga do Trenczyna fanów muzyki, sztuki i wyjątkowej atmosfery.

Polska była dla nas symbolem wolności

Polska od początku zajmuje ważne miejsce w historii festiwalu i muzycznej biografii jego twórcy.

– Polska scena muzyczna była dla nas oknem na świat. Za komuny nie mieliśmy dostępu do płyt zachodnich zespołów, a Polskę postrzegaliśmy jako kraj bardziej wolny niż Czechosłowacja – przyznaje Kaščák.

Jeszcze w latach 80. Bez ladu a skladu występował w Polsce. Zespół zagrał między innymi na festiwalu w Jarocinie i dzielił scenę z Dezerterem.

– Polska była dla nas innym światem. Dlatego od początku zapraszaliśmy na Pohodę polskie zespoły, głównie punkowe. Chcemy, żeby przyjeżdżało do nas jeszcze więcej polskich artystów i publiczności – mówi organizator.

Polscy uczestnicy regularnie pojawiają się na lotnisku w Trenczynie. Dla wielu z nich to jeden z najłatwiej dostępnych dużych festiwali zagranicznych – położony stosunkowo blisko granicy, a jednocześnie różniący się atmosferą od największych masowych imprez.

Pohoda nie chce być wielkim festiwalem

Jubileuszowa edycja przyciągnęła 33 tys. osób, a bilety na główną część festiwalu wyprzedały się na długo przed rozpoczęciem imprezy. Organizatorzy nie planują jednak dalszego, nieograniczonego zwiększania liczby uczestników.

– Panuje tu niesamowita, pozytywna atmosfera. Przychodzą całe rodziny, dzieci, a nawet seniorzy. Chcemy być miejscem spotkania pokoleń. Dla mnie ważne jest, aby rodzice, którzy nie mogli doświadczyć wolnych festiwali za komuny, teraz poczuli ten klimat – mówi Kaščák.

Od 2010 roku podstawowy limit wynosił 30 tys. uczestników. Na jubileuszową edycję został zwiększony o 10 proc., ale ma to być raczej wyjątek niż początek dalszego powiększania imprezy.

– Raczej nie będziemy już rosnąć. Chcemy, żeby Pohoda pozostała kameralna, żeby nie zginęła magia miejsca, w którym można usiąść na trawie i po prostu cieszyć się muzyką – tłumaczy dyrektor festiwalu.

Pohoda chce sprowadzać największych artystów, ale nie zamierza stawać się jednym z gigantycznych festiwalowych miasteczek, w których publiczność spędza więcej czasu w kolejkach i podczas wędrówek między scenami niż na samych koncertach. Według Kaščáka skala wydarzenia musi pozwalać ludziom naprawdę się spotkać, porozmawiać i poczuć, że przez kilka dni tworzą wspólną przestrzeń.

Festiwal wielu pokoleń i wielu światów

Pohoda od dawna nie jest wyłącznie festiwalem muzycznym. Obok rocka, elektroniki, hip-hopu, popu i muzyki alternatywnej pojawiają się tu koncerty muzyki klasycznej, spektakle, literatura, taniec, sztuki wizualne, warsztaty i debaty społeczne.

W ciągu dnia na terenie lotniska można spotkać rodziny z małymi dziećmi, nastolatków, fanów pamiętających początki punkowej sceny i seniorów. Wieczorem te same osoby stoją obok siebie podczas koncertów największych gwiazd. Właśnie ta różnorodność, zdaniem organizatorów, odróżnia Pohodę od wielu innych dużych wydarzeń.

– Chcemy być festiwalem pokoleń – podkreśla Kaščák.

Nie chodzi więc wyłącznie o nazwiska zapisane największą czcionką na plakacie. Pohoda ma pozostać miejscem, w którym obok koncertu światowej gwiazdy można trafić na kameralny występ lokalnego artysty, rozmowę o polityce, przedstawienie teatralne albo koncert orkiestry dętej.

Kto zagra na kolejnej Pohodzie?

Organizacja jubileuszowej edycji pokazała, że nawet artyści, których przez lata nie udawało się zaprosić, mogą ostatecznie pojawić się w Trenczynie. The Cure byli na festiwalowej liście marzeń przez ponad dwie dekady.

– Jeszcze dwa tygodnie temu nie wiedzieliśmy nawet, czy nadal będziemy mogli organizować festiwal na lotnisku w Trenczynie. Mamy potwierdzone miejsce i datę, ale kto zagra – tego jeszcze nie wiemy – przyznaje Kaščák.

A wymarzony artysta?

– Dobrej muzyki jest tak dużo, że nie skupiam się już na jednym nazwisku. Ale oczywiście byłbym szczęśliwy, gdyby na Pohodzie zagrali Radiohead albo Fred Again – śmieje się.

The Cure, Gorillaz i The Prodigy na jednej scenie

Jubileuszowa edycja zapisała się w historii festiwalu nie tylko dzięki koncertowi The Cure. Na lotnisku w Trenczynie wystąpili także Gorillaz, The Prodigy, Lykke Li, IDLES i wielu artystów słowackiej sceny. Bez ladu a skladu zagrali specjalny koncert z trenczyńską orkiestrą dętą.

Dla Michala Kaščáka było to symboliczne spotkanie kilku etapów jego życia. Na tym samym festiwalu wystąpił ze swoim zespołem, świętował 30. edycję imprezy, którą stworzył w rodzinnym mieście, i wreszcie powitał na scenie The Cure – grupę, którą próbował zaprosić przez ponad 20 lat.

Pohoda urosła od jednej sceny na stadionie do wydarzenia przyciągającego największe gwiazdy światowej muzyki. Jej twórcy podkreślają jednak, że nie chcą zamienić jej w bezosobową fabrykę koncertów. Festiwal ma pozostać pochodzącą z Trenczyna Pohodą, miejscem muzyki, wolności i spotkania ludzi, którzy nadal mogą usiąść razem na trawie.

Fot. A. Kaszuba