werandcountry.pl weranda.pl
  • W podróży

Zimowe ferie pod palmami. Marsa Alam, rafy i starożytny Luksor

autor: Mieczysław Pawłowicz

Gdy w Polsce dominuje mróz, śnieg i niskie chmury, Marsa Alam staje się jedną z najczęściej wybieranych alternatyw na zimowy wypoczynek. To miejsce, gdzie pustynia spotyka Morze Czerwone, a all inclusive sąsiaduje z rafami koralowymi i historią jednej z najstarszych cywilizacji świata.

Zmęczeni mrozem i śniegiem, ale przede wszystkim nieustannym zachmurzeniem w naturalny sposób szukamy ciepła i słońca. W czasie ferii zimowych narciarskiemu szaleństwu dorównuje poszukiwanie w biurzach podróży słonecznego wypoczynku.

Są dni, kiedy na egipskie lotnisko Marsa Alam przylatuje nawet sześć samolotów czarterowych z Polski. Łatwiej tu dostać się z Katowic czy Warszawy niż ze stolicy kraju Kairu. Jeszcze pół wieku temu była tu jedynie pustynia. Pustynia pozostała. Ale na wybrzeżu Morza Czerwonego jak grzyby po deszczu wyrosły luksusowe hotele.

Huśtawka z napisem Portofino nad Morzem Czerwonym w Marsa Alam, piaszczyste wybrzeże i morze
Instalacje i punkty widokowe przy hotelach w Marsa Alam często nawiązują do śródziemnomorskich skojarzeń.

Kurorty jak małe miasta. Jak naprawdę wyglądają hotele w Marsa Alam

Chociaż hotele to niewłaściwa nazwa. Bardziej odpowiednia jest „ośrodek wczasowy”. A raczej małe miasteczko wypoczynkowe. Prawdziwym ewenementem jest Port Ghalib. Jest tu kilka kompleksów hotelowych i wybudowane apartamentowce dla turystów. Zgodnie z nazwą, przystań statków wycieczkowych, promenada, kilka restauracji i sklepów z pamiątkami, gdzie obsługa bezbłędnie rozpoznaje narodowość i mówi w językach spotkanych turystów.
Jedynym minusem jest brak jakichkolwiek Egipcjan zamieszkujących ten teren. To właśnie dlatego wiele osób woli mieszkać w hotelu, nawet jeśli jest on molochem.

Jednak nawet jeśli usłyszymy, że nasz pokój jest jednym z tysiąca i poczujemy dyskomfort, to niesłusznie. Te tysiąc pokoi może być rozrzuconych na tak dużym obszarze, że trudno będzie spotkać nawet najbliższych sąsiadów.

Formalnie taki ośrodek leży tuż przy plaży. W rzeczywistości zanim zanurzymy się w morskich falach, możemy spacerować nawet dobry kwadrans. To opcja dla tych, którzy pomimo leniwego charakteru wczasów chcą zachować choć pozory aktywnego wypoczynku. Spacer wśród świetnie utrzymanych alejek, między bujną roślinnością i palmami, jest zresztą przyjemnością samą w sobie. Zawsze jest też kilka basenów, a część kurortów kusi aquaparkami i zjeżdżalniami. W wielu przypadkach działają wewnętrzne linie transportu, czyli elektryczne meleksy, którymi poruszają się goście.

Hotelowy basen w Marsa Alam, palmy, leżaki i zabudowa resortowa nad Morzem Czerwonym
Hotelowy basen nad Morzem Czerwonym
Pokaz tańca w hotelu w Egipcie
Hotelowy basen w Marsa Alam, palmy, leżaki i zabudowa resortowa nad Morzem Czerwonym
Kurorty w Marsa Alam to rozległe, zielone przestrzenie z basenami i palmami, zaprojektowane raczej jak małe miasteczka wypoczynkowe niż klasyczne hotele.

Pustynia na wyciągnięcie ręki. Quady, wielbłądy i „ziemia niczyja”

Oczywiście jeśli chcemy poczuć pustynię, hotele zapewnią atrakcje w postaci przejażdżek quadami czy na wielbłądach. Zwykle odbywa się to na ziemi „niczyjej”, między kolejnymi ośrodkami wczasowymi. To krajobraz surowy i niemal pusty, z niskimi pasmami gór na horyzoncie i piaskiem, który w słońcu zmienia kolor z jasnego beżu w rdzawy brąz. Wyjazdy organizowane są zazwyczaj wczesnym rankiem lub późnym popołudniem, gdy temperatura jest niższa, a na pustyni mozna oglądać wschód lub zachód słońca. Część wycieczek kończy się krótkim postojem w prowizorycznych obozowiskach, gdzie podawana jest herbata i szisza. 

Po takich wyprawach z ulgą wracamy do zielonych alejek i luksusowych przestrzeni hoteli. Jednak to, co najpiękniejsze w Marsa Alam, kryje się pod wodą.

Rafa Morza Czerwonego. Snorkeling i nurkowanie dla każdego

Wprawdzie fachowcy twierdzą, że lepsze warunki do nurkowania znajdują się bardziej na północ, w Hurghadzie czy Dahab, ale lokalna rafa ma wiele do zaoferowania. W wielu hotelach zejście do wody prowadzi bezpośrednio z pomostów, co jest szczególnie wygodne zimą, gdy wiatr bywa silniejszy, a wejście z plaży utrudnione. Rafa zaczyna się często już kilka metrów od brzegu, dzięki czemu nawet krótki pobyt w wodzie pozwala zobaczyć kolorowe ryby, jeżowce i fragmenty koralowców. Dla osób mniej doświadczonych to bezpieczny i mało stresujący sposób na pierwszy kontakt z podwodnym światem Morza Czerwonego.

Jeśli ktoś nurkuje, nie trzeba go przekonywać. Dla nowicjuszy idealnym wstępem jest snorkeling, czyli pływanie z maską i rurką. Widzimy tylko to, co znajduje się tuż pod powierzchnią wody, ale to wystarczy, by złapać bakcyla i wrócić tu po odpowiednich szkoleniach nurkowych. Zimą trzeba jednak uzbroić się w cierpliwość. W tym okresie często wzmaga się wiatr. Plażowiczom to nie przeszkadza, ale przy silniejszych podmuchach łodzie nie wypływają z portów ze względów bezpieczeństwa.

Aleja sfinksów w Karnaku w Luksorze, kamienne rzeźby lwów z ludzką głową ustawione w jednym rzędzie
Świątynia Hatszepsut w Deir el-Bahari w Luksorze, monumentalna budowla wykuta w skale, zwiedzanie przez turystów
Sfinksy strzegące dawnych traktów ceremonialnych w Karnaku przypominają o religijnym znaczeniu Teb. Natomiast świątynia Hatszepsut w Deir el-Bahari to jeden z najmocniejszych punktów wycieczki do Luksoru.

Luksor i Dolina Królów. Spotkanie z historią starożytnego Egiptu

Jeśli jednak chcemy poznać coś więcej niż idealne miejsca wypoczynkowe i zanurzyć się w wielowiekowej historii jednej z najstarszych cywilizacji świata, to warto wybrać się do Doliny Królów i Luksoru. Tak głośne ostatnio otwarcie Nowego Wielkiego Muzeum Egiptu leży pod Kairem. Z kurortów Morza Czerwonego to prawdziwa wyprawa trwająca ponad dobę (wliczając w to nocne transfery). Ale Marsa Alam leży najbliżej tych archeologicznych perełek Luksoru. I jeśli wybierzemy ośrodek na północ od lotniska, to droga będzie jeszcze krótsza, choć i tak musimy być przygotowani na co najmniej 4 godziny drogi w jedną stronę. Jednak warto sprawdzić dlaczego archeolodzy wszystkich krajów dostają dreszczy na dźwięk słów Dolina Królów.

Niejeden marzy o wykopaliskach i odnalezieniu kolejnych grobowców egipskich faraonów. Ja po wizycie w Tebach nie byłem zachwycony. Większość grobowców w pustynnej dolinie zafascynuje miłośników hieroglifów. W dusznych katakumbach znajdziemy „tylko” freski ścienne. Kosztowności z których słynęły grobowce zostały zrabowane dawno temu. Te, których nie skradziono, jak w przypadku Tutenchamona, przeniesiono do muzeum w Kairze.

Właśnie tam, w Wielkim Muzeum Egipskim, można dziś zobaczyć to, czego w Dolinie Królów już nie ma: wyposażenie grobowe, sarkofagi, rzeźby i detale, które pierwotnie towarzyszyły pochówkom faraonów. Muzeum porządkuje wiedzę o starożytnym Egipcie i pozwala zrozumieć sens tego, co w Luksorze oglądamy jedynie w formie pustych komór i malowideł ściennych.

Na szczęście tuż obok jest świątynia Hatszepsut. Warto sprawdzić program wycieczki u organizatorów. Niektórzy obniżają cenę nie wliczając tu wizyty. To jedna z największych atrakcji tego rejonu. Wielka kolumnada imponuje rozmachem. Wykute w skale trzy poziomy świątyni pełne są turystów o każdej porze roku. Nas dumą napawa fakt, że nasi rodacy mają duży udział w jej odkryciu i pracach konserwacyjnych. Zresztą polscy archeolodzy ostatnio znowu odkryli w Egipcie kolejne mauzolea, bo prace trwają cały czas.

 

Posąg Skarabeusza w świątyni Karnak w Luksorze, turyści spacerujący wokół zabytku
Posąg Skarabeusza w Karnaku to jedno z tych miejsc, gdzie historia miesza się z legendą i turystycznym rytuałem.

Skarabeusz przyniesie miłość

Nie mniej ciekawe są świątynie po drugiej stronie Nilu. Na prawym brzegu rozbudowało się miasto Luksor. Miejsce to znane było już starożytnym podróżnym. Przybywali oni do świątyni boga Amona. W czasie głównego święta jego posążek niesiono Aleją Sfinksów. Aleja przetrwała do dziś i jest jednym z żelaznych punktów każdej wycieczki.

Sfinksy, leżące lwy z głową człowieka, są mniejsze niż strzegący piramid w Gizie. Jest ich jednak tak wiele, że robią one równie piorunujące wrażenie. Zmęczeni upałem chwilę odpoczynku znajdą w pobliskiej świątyni w Karnaku. Wprawdzie łatwo tu się zgubić w labiryncie posągów i kolumn, ale dają one miłe wytchnienie i sporo cienia. I mimo, że pozornie kręcimy się wkoło, to niezależnie od wybranej trasy dziwnym trafem dojdziemy do posągu Skarabeusza.

Legenda głosi, że osoby szukające swojej drugiej połowy powinny okrążyć posąg siedem razy przeciwnie do ruchu wskazówek zegara. Skarabeusz ma przynieść nam szczęście, więc pamiątkowe figurki sprzedają się równie dobrze jak woda. Nie cieszmy się jednak zbytnio, jeśli od ukochanej osoby dostajemy taki prezent. Siedmiokrotne okrążenie posągu w drugą stronę pozwoli się odkochać, więc nigdy nie wiadomo dlaczego został nam podarowany.

Informacje praktyczne. Co warto wiedzieć przed wyjazdem

Najwygodniejszą opcją jest wykupienie pakietu w jednym z biur podróży. Najtańsze oferty all inclusive zaczynają się od około 1200 zł za osobę przy dwóch osobach podróżujących, jednak są to zwykle propozycje dla mniej wymagających gości. W sezonie zimowym warto zwrócić uwagę na standard hotelu i lokalizację względem rafy.

Wiza egipska jest wydawana na lotnisku i kosztuje 25 USD. Zaleca się posiadanie odliczonej kwoty w dolarach. Egipski rząd zapowiada podniesienie opłaty do 45 USD, dlatego przed wylotem warto sprawdzić aktualne stawki.

Z końcem stycznia planowane jest zniesienie papierowych kart przyjazdowych. Obowiązek ten ma zostać przeniesiony do systemu online, co może przyspieszyć formalności na lotnisku.

Dobrze mieć przy sobie drobne nominały w dolarach amerykańskich – napiwki są powszechną praktyką i mile widziane przez obsługę hotelową.

Wycieczki fakultatywne do Luksoru kosztują od około 70 USD. Warto dokładnie sprawdzić, które bilety wstępu są wliczone w cenę, ponieważ programy różnią się między organizatorami. Wyjazd do Kairu to wydatek minimum 100 USD, a z polskim przewodnikiem nawet 160 USD.

Fot. M. Pawłowicz