- W podróży
Armenia. Kościoły, klasztory i miejsca, w których zaczęła się historia chrześcijańskiego państwa
W Armenii historia chrześcijaństwa nie zamyka się w podręcznikach ani muzeach. Widać ją w krajobrazie, w kamieniu, w klasztorach przyklejonych do skał i w świątyniach, które dla Ormian są czymś więcej niż zabytkami, są częścią pamięci o państwie, wierze i przetrwaniu.
„Wody ustępowały z ziemi powoli, lecz nieustannie, i po upływie stu pięćdziesięciu dni się obniżyły. Miesiąca siódmego, siedemnastego dnia miesiąca arka osiadła na górach Ararat” - czytamy w Księdze Rodzaju (za Biblią Tysiąclecia). Dziś święta góra Ormian, na której osiadła Arka Noego, nie leży w Armenii. Została po stronie Tureckiej utracona podczas Genocydu jaki urządzili Ormianom Osmanowie na początku XX wieku. Historia chrześcijaństwa w tym regionie jest jednak starsza, bowiem chrzest pierwszego króla Armenii, Tiridatesa III, a co za tym idzie kraju, miał miejsce już w 301 roku. Co oznacza że gdy nasi przodkowie biegali w skórach po lesie ganiając tury i niedźwiedzie, tam budowano już kościoły, a Mesrop Masztoc tworzył lokalny alfabet.
Ormiański Watykan
Święty Apostolski Kościół Ormiański, działający wśród Ormian, pierwotnie w Armenii i na Bliskim Wschodzie, obecnie również wśród diaspory ormiańskiej na całym świecie, liczy około 6 milionów wiernych. Należy do tej samej grupy ortodoksyjnych orientalnych Kościołów co koptyjski, etiopski, erytrejski, jakobicki i malankarski.
Kościoły orientalne należą do jednej wspólnoty, jednak każdy posiada odrębne tradycje, wywodzą się z różnych doktryn teologicznych i zachowują też własną liturgię. Łączy je wspólne podejście do natury Syna Bożego.
Apostolski Kościół Ormiański ma strukturę hierarchiczną. Na jego czele stoi patriarcha noszący tytuł Katolikosa Wszystkich Ormian. Patriarchat ten został ustanowiony w 1441 roku, a siedziba jego zwierzchnika znajduje się w Eczmiadzynie.
Miasto Eczmiadzyn, czyli Wagharszapat, znajduje się 18 km na zachód od Erywania. To czwarte pod względem wielkości miasto kraju istniało jako osada już w epoce kamienia, dziś jest ośrodkiem handlowym, przemysłowym i miejscem, które nosi miano „ormiańskiego Watykanu”.
Kompleks katedralny w Eczmiadzynie jest świętością narodową Ormian i zabytkiem wpisanym na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Powstał wokół katedry wybudowanej na miejscu pogańskiej świątyni. Miejsce budowy świątyni wskazał sam św. Grzegorz Oświeciciel, apostoł Armenii, który po uwolnieniu z lochu, gdzie spędził 13 lat za wiarę, doznał wizji. Święty ujrzał zstępującego z nieba Chrystusa, wskazującego złotą ręką miejsce budowy kościoła: „Tu załóż dom Boży”. We wskazanym miejscu powstała najpierw bazylika, a później katedra. Jest to najstarsza katedra na świecie, z lat 301–303. Grzegorz poświęcił świątynię św. Rypsmie i Gajane.
W kompleksie katedralnym w Eczmiadzynie, poza główną katedrą, czeka wiele atrakcji. Między innymi wysoka dzwonnica z XVII wieku, mierząca 48 metrów, oferująca widok na kompleks i otaczające mury z IV–V wieku z fragmentami bazyliki oraz chaczkary, czyli ormiańskie kamienne krzyże rzeźbione niczym koronka.
W muzeum katedralnym przechowuje się Świętą Włócznię, arm. Surp Geghard, podobno tę samą, która przebiła bok Chrystusa na krzyżu. Znajdziemy tu też kolekcję rękopisów, ikon, krzyży i szat liturgicznych z wieków średnich.
W podziemiach pod katedrą umieszczono pozostałości po św. Rypsmie, patronce Kościoła ormiańskiego. Całość otaczają ogrody z fontannami, pomnikami i kaplicami, zachęcającymi do refleksji i spacerów.
Katedra w Eczmiadzynie otwarta jest dla zwiedzających codziennie, z wyłączeniem trwających nabożeństw. Godziny mogą się różnić w zależności od dnia i sezonu, ale zwykle są następujące: poniedziałek–piątek 7:00–20:00, sobota 7:00–18:00, niedziela 7:00–20:00. Wstęp do kompleksu jest bezpłatny. Wstęp do muzeum i skarbca kosztuje 1000 dramów armeńskich, czyli około 10 zł.
W planach zwiedzania „ormiańskiego Watykanu” koniecznie trzeba uwzględnić Katedrę Zwartnoc, znaną jako „Katedra Aniołów”. Są to majestatyczne ruiny z VII wieku, położone 3 km od Eczmiadzynu. Świątynia została wzniesiona w latach 641–652 przez katolikosa Nersesa III „Budowniczego” na miejscu spotkania króla Tiridatesa III ze św. Grzegorzem Oświecicielem. Symbolizowała triumf chrześcijaństwa. Stała 320 lat, runęła około 930 roku, prawdopodobnie podczas trzęsienia ziemi. Została odkryta ponownie w latach 1900–1907. Z trzykondygnacyjnej budowli o średnicy 32 metrów i wysokości 45 metrów zachowały się fundamenty, kolumny i reliefy, na których widać wpływy syryjskie i mezopotamskie. Wpisana na listę UNESCO w 2000 roku wraz z Eczmiadzynem.
Największy i najmniejszy
Największa świątynia Armenii znajduje się w Erywaniu. Jest to Katedra św. Grzegorza Oświeciciela. To największy kościół Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego na świecie. Wzniesiono ją w centrum stolicy Armenii, na wzgórzu Chandidżan, w latach 1997–2001, z inicjatywy Katolikosa Wazgena I dla uczczenia 1700. rocznicy chrztu Armenii. Została konsekrowana 23 września 2001 roku. Jednym z pierwszych gości był nasz papież, Jan Paweł II.
Projekt Stepana Kiurkcziana łączy betonową nowoczesność z ormiańską tradycją i kubistyczną stylistyką. Katedra to tak naprawdę kompleks składający się z trzech świątyń: katedry z 1700 miejsc siedzących, symbolizujących 1700 lat chrześcijaństwa w Armenii, oraz kaplic króla Tiridatesa III i królowej Aszchen, po 150 miejsc każda. Całość uzupełnia dzwonnica z 30 łukami oraz dziedziniec z aleją schodów. Wnętrze zdobią freski i witraże. Całość kryje relikwie patrona Armenii sprowadzone z Neapolu. Całkowita powierzchnia kompleksu wynosi około 3822 metrów kwadratowych, a wysokość katedry od podłoża do górnej części krzyża wynosi 54 metry. Najłatwiej dojechać metrem, wysiadając na stacji Generał Andranik.
Jeden z najmniejszych ormiańskich kościołów również znajduje się w Erywaniu. To Kościół Świętej Matki Bożej w Katoghike. Jednak nie wielkość świątyni pobudza wyobraźnię, a jej historia. Kościół jest najstarszym zachowanym w Erywaniu. Położony w centrum miasta u zbiegu ulic Abovyan i Sayat-Nova, mierzy zaledwie 5,4 x 7,5 metra.
Został wzniesiony na początku XIII wieku, o czym świadczą inskrypcje z 1229 i 1284 roku. Został uszkodzony przez trzęsienie ziemi w 1679 roku, a potem zniknął. Wbudowano go w apsydę bazyliki Matki Bożej z lat 1693–1695, która ukryła uszkodzony budynek, i zapomniano o nim.
W 1936 roku Sowieci postanowili w miejscu bazyliki zbudować osiedle mieszkaniowe. Trzeba było podnieść standard życia ludu pracującego. Na drodze stała XVII-wieczna bazylika, więc ją zburzono. Przy okazji odkryto mały kościół. Rozpoczęły się protesty mieszkańców i archeologów. Ocaliły go. Kościółek został zasłonięty blokami, zyskując przydomek „kościoła, którego Stalin nie zburzył”. W 2007 roku nastąpiła przebudowa okolicy. Komunistyczne bloki zostały zburzone i wzniesiono nowy kompleks: kościół św. Anny. Ukryty kościół pozostał symbolem oporu wobec ateizmu sowieckiego, perłą ormiańskiego dziedzictwa. Warto go odwiedzić, bo świetnie kontrastuje z nowoczesnym Erywaniem. Kościółek jest trudny do znalezienia, wciśnięty między bloki. Wypatruj różowego tufu i schodków.
Święci tłumacze
Armenia nie jest wielkim krajem. Ma tylko 29 743 km², to tyle co nasze województwo wielkopolskie. Warto więc opuścić Erywań i jego okolice, by zwiedzić resztę kraju. Możliwości jest kilka. Można jeździć wszędobylskimi marszrutkami albo wynająć samochód. My wybraliśmy tę drugą drogę. Sugeruję wybór auta z większym silnikiem, bo niektóre podjazdy i drogi są wymagające. Dzięki własnemu środkowi transportu możemy zatrzymać się wszędzie, a widoki są niebywałe.
Gdy już opuścimy stolicę, któraś z dróg najprawdopodobniej zawiedzie nas nad jezioro Sewan, czyli ormiańskie morze. To duże jezioro o powierzchni 1260 km² położone jest na wysokości 1899 m n.p.m., a zasila je 28 rzek. Woda w nim jest szmaragdowa, bardzo przezroczysta i lodowata. Tylko najtwardsi twardziele potrafią się w nim wykąpać, ja nie. W jeziorze żyje kilka gatunków ryb, w tym endemiczny pstrąg sewański, największe dorastają do 1 metra i 17 kilogramów.
Niestety, nie pstrągi sprowadziły nas nad jezioro, choć cierpiała moja wędkarska dusza, a Sewanawank, klasztor z 874 roku na półwyspie Sewan. Zabudowania, do których trzeba wspiąć się po 300 stopniach, wzniesiono z ciemnego tufu wulkanicznego. To dzięki niemu zespół nazwano „Czarnym Klasztorem”. Przez wieki był prężnym ośrodkiem kopiowania manuskryptów i miejscem, gdzie za złe zachowanie zsyłano krnąbrnych mnichów. Trudno im było opuścić to więzienie, bowiem jeszcze niedawno, zanim obniżył się poziom jeziora, klasztor znajdował się na wyspie. Zabytek przetrwał trzęsienia ziemi, najazdy Arabów, sowiecki ateizm i od 1991 roku znów jest czynny. Wstęp jest darmowy, z Erywania można dotrzeć marszrutką.
Jesteśmy w miejscu, które nazywamy kolebką ludzkości. Dzieje Armenii mierzy się bowiem nie setkami, jak przywykliśmy, tylko tysiącami lat. Pierwsza wzmianka o niej ma 4000 lat, a już wtedy na tym terenie było „sześćdziesiąt cesarstw i setki miast”. Najstarsze narzędzia kamienne znalezione koło Erywania mają ponad pół miliona lat. Ormianie swój pierwszy rozbiór przeżyli 2500 lat temu, a odrodzenie w IV wieku naszej ery. Pisać zaczęli 10 wieków wcześniej niż my, używając liter, które nie zmieniły się do dziś.
Położenie geograficzne Armenii nie było zbyt szczęśliwe dla narodu. Wszystkie sąsiednie mocarstwa dążyły do jej podboju i zniewolenia mieszkańców. Jej dzieje wypełnione były walką o przetrwanie. Ormianie rozumieli, że budowle można zburzyć, aby zatrzeć pamięć o ludziach. Słowa zapisane w księgach mają większą moc przetrwania.
Księgi towarzyszą Ormianom od początków ich chrześcijańskiej tożsamości. Był to przede wszystkim Stary i Nowy Testament, które na ormiański zostały przetłumaczone już w V wieku. Dlatego prócz świętego Mesorpa Masztoca, który stworzył ormiański alfabet, dla języka i literatury tego kraju tak ważni są jego uczniowie, mnisi znani jako Święci Tłumacze, których od V wieku zalicza się w poczet świętych Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego. Ryszard Kapuściński w „Imperium” pisze o nich: „Już w VI wieku przetłumaczyli na ormiański całego Arystotelesa. Do X wieku przetłumaczyli większość filozofów greckich i rzymskich, setki tytułów literatury antycznej. Ormianie mają otwartą, chłonną umysłowość. Tłumaczyli wszystko, co było pod ręką. (…) Wiele dzieł starożytnej literatury ocalało dla kultury światowej tylko dzięki temu, że zachowały się one w ormiańskich przekładach. Kopiści rzucali się na każdą nowość i od razu brali ją na pulpit. Kiedy Arabowie podbili Armenię, przetłumaczyli całych Arabów. Kiedy najechali na Armenię Persowie, przetłumaczyli Persów! Byli w sporach z Bizancjum, ale co się tam ukazało na rynku, też brali i tłumaczyli”. Świecka świątynia, w której zgromadzono setki najstarszych książek w języku ormiańskim, nazywa się Matenadaran i znajduje się w Erywaniu przy Alei Masztoca 53.
Gdy Seldżucy w XII wieku splądrowali i spalili kompleks biblioteczny oraz skryptorium przy klasztorze Tatew, było w nim ponad 10 tys. manuskryptów. Strata dla Armenii była porównywalna do pożaru Biblioteki Aleksandryjskiej. Skryptorium wprawdzie odrodziło się w XIV wieku, ale trauma pozostała.
Pierwsze ślady istnienia klasztoru Tatew pochodzą z VIII wieku. Najważniejszy kościół, pod wezwaniem św. Piotra i Pawła, został zbudowany w latach 895–906. W 1390 roku w ośrodku powstał Uniwersytet Tatew, wielki ośrodek nauki wschodniej Armenii z 500 mnichami filozofami. Studiowano tam teologię, medycynę, astronomię i matematykę. Kolejne najazdy Persów i Kurdów przyczyniły się do upadku tego centrum kulturalno-oświatowego. W XX wieku Sowieci ostatecznie zamknęli świątynie, urządzając w nich magazyny. Odbudowa trwa od lat 90. XX wieku. Obiekt został wpisany na listę UNESCO w 1995 roku.
„Perła Armenii”, tak nazywają świątynię autochtoni, leży na krawędzi niezwykle malowniczego i głębokiego wąwozu rzeki Worotan. Niegdyś dotarcie do niego musiało być bardzo trudne. Wiodła do niego droga wijąca się ciasnymi serpentynami po stromych ścianach wąwozu. Dziś pojedziemy kolejką linową o romantycznej nazwie „Skrzydła Tatewu”. To dodatkowa przygoda, bowiem jest to najdłuższa na świecie jednosekcyjna kolej linowa, o długości 5752 metrów. Linę wspierają zaledwie trzy wieże. Dolna stacja znajduje się na wzgórzu w okolicy wsi Halidzor, druga zaś tuż przy klasztorze. Podróż z prędkością około 37 km/h trwa 12–15 minut. W najwyższym punkcie wagonik wisi 320 metrów nad ziemią. Koszt przejazdu to 8000 AMD, czyli około 80 zł. Cały zysk przeznaczony jest na utrzymanie klasztoru. Kolejkę ufundował i podarował społeczności prywatny inwestor.
Od niego się wszystko zaczęło
We wszystkich opowieściach o początkach Świętego Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego, a co za tym idzie współczesnej Armenii, przewija się jedna postać – św. Grzegorz Oświeciciel. Nazywał się tak naprawdę Grzegorz Lusaworicz i był świętym trzech kościołów: ormiańskiego, katolickiego i prawosławnego.
W tradycji ormiańskiej Grzegorz był synem szlachcica Anaka. Anak wraz z całą rodziną został stracony za zamordowanie króla. Grzegorz miał szczęście. Dzięki pomocy swojej niańki cudem uniknął śmierci. Trafił do Cezarei w Kapadocji, gdzie otrzymał chrześcijańskie wychowanie. Po osiągnięciu pełnoletności poślubił Mariam i miał z nią dwoje dzieci: Arystakesa i Vrtanesa, którzy później mieli zastąpić Grzegorza jako patriarchowie Armenii.
Małżeństwo Grzegorza nie wytrzymało próby czasu. Grzegorz udał się do Armenii, aby wstąpić na służbę króla Tiridatesa III, syna zamordowanego przez swego ojca króla. Po tym, jak Grzegorz odmówił złożenia ofiary bogini Anahit, a król odkrył, że Grzegorz był synem zabójcy jego ojca, wyrok był nieunikniony. Świętego wrzucono do głębokiego dołu zwanego Chor Wirap, gdzie spędził trzynaście lat, inne źródła mówią o piętnastu.
Tylko cud mógł go wydostać z jamy i taki cud się wydarzył. Grzegorz uzdrowił króla z obłędu. Wyleczony Tiridates i jego dwór przyjęli chrześcijaństwo, czyniąc Armenię pierwszym państwem, dla którego było ono oficjalną religią, a św. Grzegorz Oświeciciel został pierwszym katolikosem, do śmierci głosząc wiarę i inicjując wznoszenie kościołów.
Jeśli chcemy poczuć to, co czuł uwięziony Grzegorz, musimy udać się do zachodniej części Armenii. Gdy zbliżamy się do klasztoru w słoneczny dzień, jego zabudowania widać na tle śniegów świętej dla Ormian góry Ararat. Chor Wirap to jedno z najbardziej ikonicznych i malowniczych miejsc w Armenii, położone tuż przy granicy z Turcją.
Głównym punktem kompleksu jest kościół Surb Astvatsatsin, czyli Matki Bożej, z charakterystyczną kopułą. Jednak to pod kaplicą św. Jerzego kryje się najsłynniejszy element klasztoru – wąski, ciemny loch o głębokości około 6 metrów i średnicy 4,4 metra. Bardzo Grzegorzowi musiał się wlec czas w tej ciemnej i dusznej norze. Odważni turyści mogą zejść na dół po stromej, metalowej drabinie, by poczuć klaustrofobiczną atmosferę miejsca, w którym narodziło się ormiańskie chrześcijaństwo.
Klasztor jest nie tylko celem pielgrzymek, ale i rajem dla fotografów. Panorama kompleksu na tle Araratu to wizytówka kraju. To miejsce, gdzie surowa architektura, dramatyczna historia i potęga natury łączą się w jedną, niezapomnianą całość.
Kolejny klasztor został założony w IV wieku, oczywiście przez Grzegorza Oświeciciela, w miejscu, w którym wewnątrz jaskini biło święte źródło czczone przez pogan. To tam została pierwotnie umieszczona włócznia przeznaczenia, którą rzymski legionista Kasjusz przebił ciało Chrystusa na krzyżu. Dziś znajduje się w Eczmiadzynie, niegdyś była przechowywana w klasztorze Geghard. To od niej wywodzi się nazwa świątyni, mimo że wcześniej nazywała się Ajriwank, czyli Jaskiniowy Klasztor, bowiem najstarsza część obiektu została wykuta w litej skale. W ciemnym, chłodnym wnętrzu góry wydrążono kaplice, pomieszczenia dla mnichów i gospodarcze, łącząc naturalne formy skalne z precyzyjnie rzeźbionym kamieniem. Tworzy to niesamowitą harmonię między naturą a dziełem ludzkich rąk. Najbardziej imponującym elementem kompleksu jest jednak główny kościół Kathoghike, zbudowany w 1215 roku. Plan, pod wieloma względami tradycyjnego kościoła, tworzy równoramienny krzyż wpisany w kwadrat i nakryty kopułą o kwadratowej podstawie. Zdobią go rzeźby przedstawiające drzewa z granatami zwisającymi z gałęzi oraz liści przeplatających się z winogronami. Pomiędzy łukiem a zewnętrzną ramą umieszczono wizerunki gołębi. Wypatrzymy też ptaki, maski ludzkie, głowy zwierząt, rozety i dzbany. W pobliżu jest jeszcze jedna świątynia, której nie można przegapić.
Nie tylko chrześcijanie
Ten kościół w Garni jest zupełnie inny i poświęcony bogom z innej mitologii. To zbudowana z bazaltu świątynia poświęcona bogu słońca Mitrze, z I wieku n.e. Jedyny przedchrześcijański budynek sakralny, który nie został zniszczony w trakcie konwersji Armenii na chrześcijaństwo.
Gdzie Rzym, a gdzie Erywań, chciałoby się zapytać, a jednak faktem pozostaje, że na tej ziemi wzniesiono rzymskie mitreum. Budynek jest pusty, ale warto go odwiedzić choćby z powodu widoków. W pobliżu znajdują się niesamowite kolumny bazaltowe i zapierający dech kanion rzeki Azat. Teren świątyni był planem filmu „Podróże Pana Kleksa”, a świątynia pałacem Magistra Pigularza. Wstęp na teren świątyni kosztuje 1500 AMD, czyli około 15 zł.
W Armenii znajduje się około 4000 kościołów, klasztorów i katedr, a ponad 80 procent mieszkańców należy do Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego. Wiele obiektów sakralnych jest wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Przechadzając się po dowolnym regionie kraju, bez przerwy trafiamy na zabytki starsze niż znana historia naszego kraju. Począwszy od petroglifów w rejonie góry Ughtasar, w pobliżu jeziora Sewan, przez smocze kamienie Vishapakarzdobione wizerunkami ryb i innych stworzeń, Zorac Karer, nazywane „ormiańskim Stonehenge”, megalityczny kompleks składający się z 223 głazów, przez setki kościołów z różnych wieków, zabytki piśmiennictwa, średniowieczne karawanseraje ukryte w górach, aż po nowoczesną, choć niedokończoną, Kaskadę w Erywaniu i świetne rzeźby współczesne rozrzucone w różnych częściach miast. To małe państwo ma tyle miejsc wartych uwagi, że można by nimi obdzielić ze trzy wielokrotnie większe kraje.
Fot. T. Nowak