werandcountry.pl weranda.pl astromagia.pl
  • W podróży

W górach liczy się nie tylko szczyt. Open Mountain Month 2026 w Tatrach

autor: Agnieszka Kaszuba

Dobre buty, kurtka spakowana mimo słonecznego poranka i trasa dopasowana do możliwości całej grupy. W górach właśnie takie decyzje mają większe znaczenie niż tempo wejścia i zdjęcie na szczycie. Podczas Open Mountain Month 2026 w Tatrach sprawdzaliśmy na szlaku, jak przygotować się do wędrówki i dlaczego odpowiedzialność zaczyna się jeszcze przed wyjściem.

Zapach wilgotnej ściółki o poranku, chrupot tatrzańskiego granitu pod podeszwą i ten moment, gdy po stromym podejściu las rzednie, otwierając przestrzeń na bezkresny błękit. Podczas Open Mountain Month 2026 w Tatrach udowodniliśmy, że góry to przede wszystkim czysta radość z bycia w drodze, pod warunkiem, że do plecaka, obok kurtki i wody, spakujemy też zdrowy rozsądek i empatię wobec grupy. Zamiast ślepego pędu na wierzchołek, tegoroczna edycja pokazała, jak wielką satysfakcję daje świadome i radosne przemierzanie szlaków w rytmie natury.

Kiedy rano ruszaliśmy z Kuźnic, Tatry witały nas słońcem, które leniwie przebijało się przez korony drzew, obiecując piękny dzień. Mimo to w naszych plecakach spoczywały solidne, membranowe kurtki i dodatkowe, ciepłe warstwy. W wyższych partiach gór ta zapobiegliwość to nie brak wiary w pogodę. To wyraz szacunku dla kapryśnej natury i polisa na zachowanie uśmiechu, gdyby nagle zerwał się lodowaty wiatr.

Czerwcowe spotkanie w ramach polskiej odsłony Open Mountain Month 2026, inicjatywy marki Helly Hansen, miało jeden główny cel: odczarować górską odpowiedzialność. Chcieliśmy pokazać, że dbanie o bezpieczeństwo nie jest nudnym obowiązkiem, ale kluczem do czerpania z gór stuprocentowej radości. Naszą bazą stały się malownicze Kalatówki, skąd pod czujnym okiem przewodnika tatrzańskiego, Szymona Stocha, ruszyliśmy w stronę Sarniej Skały. O tym, jak czytać teren i nie dać się zaskoczyć, opowiadał nam Rafał Król, podróżnik i ambasador marki. Nie było tu miejsca na wyścig z czasem, bicie rekordów czy chorobliwą ambicję. Najważniejsza była niespieszna celebracja chwili, zapach rozgrzanych słońcem kosodrzewin i awareness, że każdy krok przybliża nas do wspólnego celu.

Zobacz nasze materiały wideo

Grupa uczestników górskiej wędrówki stoi na szlaku w Tatrach na tle lasu i skalistych ścian Giewontu.
Uczestnicy Open Mountain Month 2026 ruszyli w Tatry w odzieży technicznej, czapkach chroniących przed słońcem i butach dopasowanych do kamienistego podłoża.

Jak sprawdzić pogodę w górach przed wyjściem na szlak?

Prognoza pogody dla Zakopanego wyświetlana na ekranie smartfona potrafi uśpić czujność. Gdy w mieście panuje leniwe, duszne popołudnie, kilkaset metrów wyżej, na odsłoniętej grani, wiatr może smagać twarz z siłą, która potrafi zachwiać równowagą. Przypominał nam o tym przewodnik górski Szymon Stoch, gdy na chwilę zatrzymaliśmy się na szlaku, tłumacząc, że prognoza to zaledwie zarys, a na żywo liczy się kształt chmur gęstniejących nad Giewontem, nagła zmiana kierunku wiatru czy wilgotność powietrza.

– Wiele osób popełnia błąd, oceniając warunki wyłącznie przez pryzmat temperatury w dolinie – mówi Szymon Stoch. – Góry wymagają od nas stałej uwagi i elastyczności. Jeżeli chmury zaczynają gęstnieć, wiatr przybiera na sile, a podłoże po deszczu robi się śliskie, musimy reagować od razu, nie czekając na załamanie pogody. Słuchanie rad lokalnych przewodników czy pracowników schronisk to żaden dyshonor, to element górskiej kultury.

Rafał Król, podróżnik, ambasador marki i autor materiałów poświęconych bezpieczeństwu w terenie,.z pasją przekonywał nas do magii wczesnych poranków. I rzeczywiście, wyjście na szlak o świcie ma w sobie coś mistycznego: góry są wtedy ciche, powietrze rześkie i krystaliczne, a rosa na trawach skrzy się niczym diamenty. Co więcej, startując rano, zyskujemy bezcenny luksus w postaci zapasu czasu. To czas na dłuższą kawę z termosu na polanie, na spokojny oddech, na zachwyt widokiem i wreszcie na bezpieczny, niespieszny odwrót, gdyby natura nagle postanowiła pokazać swoje kapryśne oblicze.

Ludzie, którzy na co dzień pracują w tym terenie, doskonale wiedzą, gdzie po wczorajszym deszczu wapień zamienia się w lodowisko i w których żlebach najdłużej zalega zdradliwy śnieg. Słuchanie ich rad to nie ujma dla ambicji, lecz przejaw dojrzałości, który pozwala zachować pełniu radości z wędrówki.

Widok z Sarniej Skały na masyw Giewontu, tatrzańskie lasy i skaliste zbocza pod ciężkimi chmurami, autorka na szczycie Sarniej Skały
Z Sarniej Skały dobrze widać północne ściany Giewontu oraz gęste lasy porastające niższe partie Tatr.

Jak ubrać się w góry latem? Zasada trzech warstw

Złotą zasadą górskiego komfortu jest ubiór warstwowy, który pozwala płynnie reagować na zmiany temperatury ciała i otoczenia, dzięki czemu ani przez moment nie tracimy przyjemności z marszu. Wszystko zaczyna się od warstwy najbliżej ciała. Klasyczna bawełna szybko nasiąka wilgocią i przy pierwszym postoju zamienia się w zimny, nieprzyjemny kompres, dlatego podczas naszej wędrówki testowaliśmy lekką bieliznę termoaktywną z wełny merino i nowoczesnych syntetyków o wysokiej ochronie UV. Słońce w wyższych partiach operuje niezwykle mocno, a chłodny wiatr potrafi skutecznie zamaskować moment, w którym skóra zaczyna płonąć.

Na tę bazę wędruje warstwa termiczna, czyli lekki, techniczny polar lub cienka bluza. Przez większość podejścia te ubrania spoczywały w plecakach, ale wystarczyło dziesięć minut odpoczynku na przełęczy, by stały się najbardziej pożądaną rzeczą na świecie. Ostatnią linią obrony jest warstwa zewnętrzna, chroniąca przed żywiołami. Naszą osłoną były kurtki membranowe Helly Hansen Loke Jacket 2.0. Lekkie jak piórko, pakowne i bezkompromisowe wobec wiatru oraz deszczu, leżały na samej górze plecaków, gotowe do natychmiastowego użycia. Całość dopełniały zmysłowe detale, które potrafią uratować humor w każdych warunkach: czapki z daszkiem chroniące przed słońcem, okulary, krem z filtrem oraz ukryte w zakamarkach bagażu cienkie rękawiczki i chusty wielofunkcyjne, niezastąpione przy nagłym, wysokogórskim ochłodzeniu. Dobrze dobrane spodnie trekkingowe uzupełniały ten zestaw, gwarantując swobodę ruchu na wysokich, kamiennych stopniach.

Jakie buty trekkingowe wybrać w Tatry?

Dobry but trekkingowy to niekoniecznie ciężkie, pancerne obuwie wysokogórskie. To but, który współpracuje ze stopą i nawierzchnią. Prawdziwy test nadchodzi jednak nie wtedy, gdy z mozołem pniesz się w górę, lecz gdy grawitacja zaczyna działać w drugą stronę. Podczas schodzenia z Sarniej Skały, po wilgotnych, wyślizganych kamieniach i splątanych korzeniach, kluczowa okazała się przyczepność podeszwy oraz stabilizacja pięty. Jeśli palce boleśnie uderzają o przód buta, oznacza to, że rozmiar został dobrany źle, a piękna wycieczka szybko zamieni się w festiwal pęcherzy.

– Pamiętajcie, sprzęt ma wam służyć, a nie was zaskakiwać – mówi Rafał Król. – Wyjście na tatrzański szlak w zupełnie nowych, niewypróbowanych wcześniej butach to prosta droga do katastrofy. But musi ułożyć się do stopy podczas krótszych, podmiejskich spacerów. To samo dotyczy ubrań czy ułożenia plecaka. W górach testujemy formę i cieszymy się widokami, a nie walczymy z obcierającym wyposażeniem.

W parze z obuwiem idą dobre, elastyczne skarpety trekkingowe, a zapasowa para ukryta głęboko w plecaku potrafi uratować dalszą część przygody.

Grupa uczestników Open Mountain Month 2026 stojąca na skalistym szlaku w rejonie Sarniej Skały.
Na szlaku liczyły się nie tylko widoki, ale także tempo dopasowane do całej grupy, odpowiednie obuwie i uważne poruszanie się po skalnym terenie.

Co zabrać w góry? 

Pakowanie plecaka to z kolei sztuka eliminacji zbędnego ciężaru, ponieważ nic tak skutecznie nie odbiera radości z wędrówki jak wrzynające się w ramiona pasy i kilogramy niepotrzebnych rzeczy. Plecak ma być lekki, ale kompletny. Obok wody i energetycznych przekąsek, takich jak orzechy czy suszone owoce, zawsze powinny znaleźć się tam apteczka pierwszej pomocy, folia NRC oraz tradycyjna mapa, która nie rozładuje się tak jak smartfon.

Nawet jeśli planujemy powrót w środku dnia, mała latarka czołówka wrzucona do kieszeni daje ogromny komfort psychiczny na wypadek nieprzewidzianego opóźnienia. Ważna jest też sama topografia plecaka: rzeczy pierwszej potrzeby, jak woda czy kurtka przeciwdeszczowa, muszą być pod ręką, a telefon i zapasowy powerbank warto zabezpieczyć przed wilgocią. Rafał Król podsunął nam też świetny, tradycyjny patent: zapisanie najważniejszych numerów alarmowych na kawałku papieru, na wypadek gdyby elektronika całkowicie odmówiła posłuszeństwa.

Skaliste tatrzańskie szczyty wznoszące się nad gęstym lasem w słoneczny dzień.
Wysokie skalne ściany i lasy towarzyszyły nam podczas wędrówki w ramach Open Mountain Month 2026 w Tatrach.

Planowanie trasy w górach i zasady bezpieczeństwa na szlaku

Zanim jednak zrobiliśmy pierwszy krok na szlaku, zostawiliśmy w bazie jasną informację o naszych planach. Dokładny punkt startu, planowana trasa, orientacyjna godzina powrotu i liczba uczestników to absolutny fundament. Rafał Król zaproponował, by ustalić też sztywną godzinę kontaktu, po której brak wiadomości staje się sygnałem alarmowym dla bliskich. Równie ważne jest trzymanie się planu. Jeśli sytuacja zmusi nas do zmiany ścieżki, należy o tym bezwzględnie powiadomić kogoś w dolinie, by w razie potrzeby ratownicy nie szukali nas w zupełnie innym rejonie Tatr. Po szczęśliwym powrocie krótkie potwiercenie zamyka tę klamrę bezpieczeństwa.

Sarnia Skała. Jak przejść popularny szlak w Tatrach?

Podczas podejścia na Sarnią Skałę nasza grupa naturalnie się różnicowała. Ktoś poruszał się z lekkością kozicy, ktoś inny potrzebował chwili, by odnaleźć rytm na stromych, skalnych stopniach. Piękno tej wyprawy polegało jednak na tym, że szliśmy razem. Szymon Stoch i Rafał Król pilnowali bezwzględnej zasady, według której tempo grupy zawsze dyktuje osoba poruszająca się najspokojniej.

– Wspólne wyjście w góry to przede wszystkim trening z empatii – mówi Szymon Stoch. – Idziemy tak, by nikt nie musiał gonić czołówki z zadyszką i poczuciem winy. Osoba potrzebująca spokojniejszego rytmu nadaje tempo, a ktoś z większym doświadczeniem ubezpiecza tyły. Dopiero wtedy wędrówka staje się przyjemnością dla każdego, a nie tylko dla najszybszych.

Sam szlak na Sarnią Skałę, choć powszechnie uznawany za łatwy, wciąż wymagał pełnej uwagi. Wysokość szczytu nie oddaje charakteru ścieżki, na której wilgotne kamienie i tłok potrafią zaskoczyć. Łatwość trasy to pojęcie względne i zależy od pogody, kondycji i przygotowania, a umiejętność rezygnacji i zawrócenia ze szlaku w obliczu pogarszających się warunków jest najwyższym dowodem dojrzałości, a nie słabości.

Kiedy stanęliśmy na wierzchołku Sarniej Skały, a przed naszymi oczami wyrosła potężna, surowa, północna ściana Giewontu, w grupie wybuchła czysta, nieskrępowana radość. Przybijane piątki, szerokie uśmiechy i głębokie oddechy pełne rześkiego powietrza nagrodziły każdy trud. Wiedzieliśmy jednak, że to dopiero połowa sukcesu, bo prawdziwym celem każdej wyprawy jest bezpieczny powrót do schroniska. To właśnie na zejściu, gdy mięśnie są już zmęczone, a koncentracja spada pod wpływem endorfin, najłatwiej o potknięcie. Ograniczyliśmy pośpiech, delektując się zejściem równie mocno jak wchodzeniem, dbając o precyzję każdego kroku.

Czwarta edycja Open Mountain Month 2026 przypomniała nam o czymś pięknym: góry nie są areną do walki z własnymi słabościami czy miejscem na egoistyczne popisy. Są przestrzenią budowania relacji, dzielenia się zachwytem i odpowiedzialności za człowieka, który idzie obok nas. Zaawansowany sprzęt i nowoczesne aplikacje są świetnym wsparciem, ale nigdy nie zastąpią zdrowego rozsądku i ludzkiej empatii. W górach liczy się nie tylko sam szczyt, ale każda chwila spędzona w drodze, wspólny śmiech na szlaku i to wyjątkowe uczucie, gdy zmęczeni, ale bezpieczni i ogromnie szczęśliwi, zrzucamy ciężkie buty na tarasie schroniska, wiedząc, że przeżyliśmy coś wyjątkowego.

Fot. A. Kaszuba