- W podróży
Olsztynek na weekend, czyli Mazury bez tłumów
Małe jest piękne. Nie trzeba pchać się nad wielkie mazurskie jeziora, gdy ciszę i spokój możemy znaleźć nad mniejszymi akwenami. A przy okazji też zjemy dobrą rybę, zagryziemy pyszną jagodzianką, a na jesień zaopatrzymy się w zioła i zdrową żywność na ekologicznym targowisku. Olsztynek i jego najbliższa okolica słusznie jest wpisany do stowarzyszenia miast Cittaslow.
Zobacz nasze materiały wideo
Filmowy skansen
Muzeum Budownictwa Ludowego w Olsztynku mieści się tuż za miastem i obejmuje ponad 30 hektarów. Jest to specyficzny skansen. Budynki są bowiem kopiami chat przeważnie z pierwszej połowy XIX wieku. Ale wiele z nich zostało wykonanych w latach 1911–13, więc powoli te kopie też stają się samodzielnymi zabytkami. W dodatku zostały przeniesione z Królewca, gdzie swoją siedzibę miał pierwszy skansen i szybko zabrakło tam wolnego miejsca na nowe eksponaty. Zabytkowe chałupy są wdzięcznym tłem filmowców. Cygański wóz „grał” w filmie „Papusza”. Teraz dawne wozy i stare domy wykorzystywane są najczęściej przez fotografów ślubnych. Nie ma pogodnego weekendu bez jednej z wielu sesji zdjęciowych nowożeńców. Wybór jest tak duży, że trudno wybrać najlepszą scenerię. Czy to stary wiatrak? A może chałupa ze wsi Bartężek przypominająca murowany dworek? Miłośnicy zdrowej żywności uwielbiają domostwo ze wsi Gązwa, gdzie w ogródku posadzono zioła.
Najlepsze jagodzianki...
W samym Olsztynku niewiele jest zabytków. Ot, zamek pokrzyżacki, który bardziej przypomina szkołę niż zamek. I rzeczywiście mieści się tu szkoła. Resztki murów miejskich. I pomnik Lwa przed ratuszem. To jedyna pozostałość po upamiętniającą wielką bitwę w czasie pierwszej wojny światowej. Pod Tannebergiem (Stępork) dwukrotnie mniejsza armia niemiecka rozbiła Rosjan. Dla Niemców to był rewanż (sic!) za przegraną pierwszą bitwę pod Tannebergiem 600 lat temu, która w naszej historii znana jest jako Grunwald. Niemcy wystawili mauzoleum, które dość szybko sami zniszczyli w obawie przed profanacją przez żołnierzy radzieckich w ofensywie w czasie II wojny światowej. Lew ocalał i od 1993 roku siedmiotonowa figura stoi w centralnym punkcie miasta.
Sam Olsztynek jest miasteczkiem dość spokojnym. Nic dziwnego, że został przyjęty do stowarzyszenia miast Cittaslow, promującego niespieszne życie. Tak naprawdę większy ruch jest tutaj w czasie niedzielnego Bio Bazaru na targowisku, kiedy można kupić ekologiczną żywność z pobliskich gospodarstw. Codziennie kolejka stoi także pod legendarną Jagodzianką przy ulicy Mrongowiusza 4. I choć trzeba zapłacić 12 zł, to bułki rzeczywiście warte są tych pieniędzy.
... i najlepsze ryby
Czym Jagodzianka wśród cukierni, tym Szwaderki wśród gospodarstw rybnych. Chociaż w swojej historii – czy raczej historii terenów – lubią powoływać się nawet na XVI wiek, to tradycje hodowli ryb rozpoczęły się w 1903 roku. Potem koleje losu kolejnych przedsiębiorstw związane były z historią tych terenów. Tradycja i szczęście do dobrych zarządców sprawiły, że jest to jedno z najsłynniejszych gospodarstw rybnych w regionie. Miłośnicy moczenia kija w wodzie mogą też tu zaopatrzyć się w stosowne licencje na połów. Na miejscu dowiedzą się też, gdzie ryba najlepiej bierze. A jeśli nici z połowu? Jesiotry, pstrągi, sielawy i inne „owoce jezior” można zamówić u nich z każdego miejsca przez internet. Po regionie kursuje „Szwaderkomobil”. Ale wędzona ryba najlepiej smakuje zjedzona na miejscu, smażona lub wędzona.
Wypoczynek dla VIP-ów
Oczywiście, jak przystało na Mazury (Olsztynek leży jeszcze na Mazurach, w przeciwieństwie do pobliskiego Olsztyna – stolicy Warmii), jest tu sporo niewielkich akwenów. Krystalicznie czystą wodę znajdziemy w jezioro Pluszno Wielkie, Popłusz czy Maróz. Nie ma tu tłumów i motorówek. Miłośnicy peerelowskich tajemnic mogą sprawdzić, co takiego było nad niedalekim jeziorem Łańsko (ok. 20 km od Olsztynka). Dostęp do niego był zakazany, aby nie przeszkadzać w wypoczynku dygnitarzom partyjnym. Dziś jedynym ograniczeniem jest budżet urlopowiczów. Ale i pod tym względem każdy znajdzie coś dla siebie. A ponieważ jeziora są niewielkie, to każdy czuje się jak VIP.
Fot. M. Pawłowicz/Shutterstock
