- W podróży
Te polskie uzdrowiska jesienią mają najlepszy klimat. Nie trzeba jechać na turnus
Jesienią polskie uzdrowiska pokazują zupełnie inną twarz. Zamiast turnusu wystarczą dwa dni: długi spacer wśród kolorowych drzew, kawa w starej pijalni, kilka godzin w spa i nocleg w miejscu, w którym naprawdę można zwolnić. Wybraliśmy sześć kurortów, do których warto pojechać właśnie teraz dla parków, architektury, kawiarni i atmosfery, której trudno szukać w dużych miastach.
Uzdrowisko wciąż wielu osobom kojarzy się przede wszystkim z sanatorium, zabiegami i kilkutygodniowym pobytem. Tymczasem część polskich kurortów świetnie sprawdza się jako gotowy pomysł na spokojny jesienny weekend. Zamiast galerii handlowej jest park, zamiast zatłoczonego rynku promenada, a po kilku godzinach spacerowania można zejść do basenu, sauny albo usiąść przy kawie w zabytkowym wnętrzu.
Jesień pasuje do takich miejsc szczególnie dobrze. Stare wille wyglądają jeszcze lepiej wśród rudych i złotych liści, parki pustoszeją, a kawiarnie znów stają się ważniejszym punktem dnia niż kolejna atrakcja do odhaczenia. Lądek-Zdrój, Szczawno-Zdrój, Polanica-Zdrój, Krynica-Zdrój, Nałęczów i Ciechocinek mają też jeszcze jedną zaletę: nie wymagają szczegółowego planu. Wystarczy przyjechać i zacząć spacer.
Zobacz nasze materiały wideo
Lądek-Zdrój. Termy, park i stare wille
Lądek jest jednym z tych miejsc, które najlepiej poznaje się pieszo. Część zdrojowa nie przypomina zwykłego centrum miasta: są tu stare wille, parkowe aleje i przede wszystkim charakterystyczny Zdrój Wojciech, którego neobarokowa bryła wygląda bardziej jak pałac niż obiekt uzdrowiskowy.
To właśnie tutaj można zacząć weekend bez najmniejszego zamiaru poddawania się kuracji. W historycznym budynku znajduje się okrągły basen termalny, do którego można przyjść także rekreacyjnie. Już samo wnętrze robi wrażenie, szczególnie jeśli na zewnątrz jest chłodno i deszczowo.
Po kąpieli warto wyjść prosto do Parku Zdrojowego. Główna aleja prowadzi między reprezentacyjnymi budynkami dawnego kurortu, a kilka kroków dalej można usiąść na kawę w miejscu, które nadal ma atmosferę dawnego uzdrowiska.
Jeśli pogoda dopisuje, dobrze wydłużyć spacer w stronę Arboretum. To niewielki leśny ogród położony niedaleko części zdrojowej, szczególnie efektowny jesienią, kiedy liściaste drzewa zaczynają zmieniać kolory.
Na drugi spacer zostaje stary Lądek z rynkiem, kamienicami i zabytkowym kamiennym mostem. Wtedy najlepiej widać, że Lądek-Zdrój jest czymś więcej niż tylko uzdrowiskiem. To po prostu bardzo klimatyczne sudeckie miasteczko.
Szczawno-Zdrój. Spacer od pijalni do lasu
Szczawno ma ogromną zaletę na krótki jesienny wyjazd: najciekawsze miejsca są blisko siebie. Można zostawić samochód i przez kilka godzin chodzić między starą uzdrowiskową zabudową, parkiem i lasem.
Najbardziej charakterystyczne są Hala Spacerowa i Pijalnia Wód Mineralnych. Razem z Domem Zdrojowym i sąsiednim parkiem tworzą fragment miasta, który nadal wygląda jak elegancki kurort z przełomu XIX i XX wieku.
Tutaj dobrze zrobić pierwszy przystanek na kawę. W centrum uzdrowiska działają kawiarnie, w których można usiąść na ciasto i kawę, a później od razu ruszyć dalej.
Najlepsza część zaczyna się jednak wtedy, gdy wychodzimy z reprezentacyjnego centrum. Z okolic Ogrodu Różanego można pójść ścieżką prowadzącą w stronę Wzgórza Gedymina. Po drodze pojawiają się stawy, leśne alejki i miejsca związane z dawną historią kurortu.
Na wzgórzu stoi wieża widokowa, a sam spacer jest dobrym sposobem na to, żeby zobaczyć inną stronę Szczawna. Warto też podejść pod Wieżę Anny, jeden z najbardziej charakterystycznych punktów uzdrowiska.
Szczawno-Zdrój jesienią to kawa, stara architektura, park i las, wszystko w zasięgu spokojnego spaceru.
Polanica-Zdrój. Deptak, park i spa
Jeżeli ktoś nigdy wcześniej nie brał pod uwagę uzdrowiska jako miejsca na weekend, Polanica może szybko zmienić jego zdanie. Centrum nie sprawia wrażenia zamkniętego kompleksu sanatoryjnego. Park płynnie przechodzi w deptak, kawiarnie i promenadę nad Bystrzycą Dusznicką.
Sercem miasta jest Park Zdrojowy, założony na początku XX wieku. Reprezentacyjna aleja prowadzi obok Pijalni Wód Mineralnych, Muszli Koncertowej, Teatru Zdrojowego i Wielkiej Pieniawy. Jesienią, kiedy drzewa nabierają kolorów, można tu spędzić sporą część dnia.
Sama pijalnia połączona jest z halą spacerową, która przydaje się szczególnie wtedy, gdy pogoda nie zachęca do długiego chodzenia. To także dobre miejsce, żeby przyjrzeć się architekturze uzdrowiskowej z początku XX wieku.
Kilka kroków od parku działają kawiarnie, więc Polanica bardzo dobrze nadaje się na weekend w rytmie: spacer, kawa, kolejny spacer.
A kiedy chodzenia wystarczy, można resztę popołudnia spędzić w spa. W mieście działa kilka hoteli wellness z basenami, saunami, jacuzzi i gabinetami zabiegowymi, z których można korzystać również podczas krótkiego weekendowego pobytu.
Warto też zejść z głównego deptaka i poszukać dawnych willi oraz pensjonatów. Polanica jest najciekawsza wtedy, gdy nie kończymy zwiedzania na centralnej alei parku.
Krynica-Zdrój. Drewniane wille i górskie spacery
Krynica jest z tej szóstki najbardziej miejska i najbardziej górska jednocześnie. Można zacząć dzień przy kawie na deptaku, chwilę później spacerować między starymi willami, a kolejnego dnia ruszyć wyżej w Beskid Sądecki.
Najpierw warto przejść Bulwarami Dietla. To właśnie tutaj stoją charakterystyczne drewniane wille, które tworzą jeden z najbardziej rozpoznawalnych fragmentów miasta. Przy bulwarach znajduje się również Muzeum Nikifora.
Dalej dochodzimy do Pijalni Głównej i Starego Domu Zdrojowego. Ten zestaw budynków tworzy obraz Krynicy, który znamy ze starych pocztówek: trochę elegancki kurort, trochę galicyjskie miasteczko.
Na kawę nie trzeba daleko szukać. Można usiąść w jednej z kawiarni przy deptaku albo zajrzeć do wnętrz związanych z uzdrowiskową historią miasta.
Krynica ma jeszcze jedną przewagę nad większością uzdrowisk: góry zaczynają się właściwie za rogiem. Spacer można przedłużyć w stronę Góry Parkowej albo zaplanować kolejny dzień na trasach Beskidu Sądeckiego. W pobliżu jest także Jaworzyna Krynicka.
Jeśli pogoda się zepsuje, zostaje duży wybór hoteli ze strefami wellness, basenami i saunami. Dzięki temu Krynica sprawdza się również na typowy jesienny weekend spa.
Nałęczów. Park, kawiarnie i stare pensjonaty
Nałęczów najlepiej pasuje do określenia „miasto-ogród”. Tutaj nie ma potrzeby gonienia za atrakcjami, bo sporą częścią atrakcji jest samo chodzenie między parkiem, starymi willami i bocznymi uliczkami.
Najważniejszym punktem jest Park Zdrojowy. Można krążyć jego alejami, podejść pod Pałac Małachowskich, znaleźć ławeczkę Bolesława Prusa, a potem pójść dalej, już poza najbardziej reprezentacyjną część miasta.
Nałęczów ma wyjątkowo dużo dawnych willi i pensjonatów. To właśnie one tworzą jego charakter. Niektóre przetrwały w niemal niezmienionej formie i nadal przypominają czasy, gdy do miejscowości przyjeżdżali artyści, pisarze i warszawscy letnicy.
Jednym z ciekawszych adresów jest willa Pod Matką Boską, w której działa dziś restauracja i kawiarnia. Otoczony ogrodem budynek dobrze pasuje do jesiennego weekendu: można wejść na kawę i ciasto, a później wrócić na spacer między willami.
Jeżeli chcemy dorzucić do tego kilka godzin odpoczynku, w Nałęczowie działa również rozbudowana oferta spa z basenami, saunami i zabiegami.
Jesienią największą przyjemność daje jednak wyjście poza główny park. Okolice miasta są pagórkowate, pełne zieleni i lessowych dróg. Nałęczów nie potrzebuje wielkiej listy zabytków. Wystarczą wygodne buty i wolne popołudnie.
Ciechocinek. Tężnie, park i niezwykła architektura
Ciechocinek ma wizerunek tak mocno związany z sanatoriami, że łatwo zapomnieć, iż jest również jednym z najbardziej charakterystycznych polskich kurortów pod względem architektury.
Najpierw oczywiście tężnie. Nie trzeba traktować ich jako elementu kuracji. Warto zobaczyć je po prostu jako gigantyczne XIX-wieczne drewniane konstrukcje, których nie znajdziemy w żadnym innym polskim mieście w takiej skali.
Spacer najlepiej przedłużyć przez centrum uzdrowiska. Od tężni można przejść w stronę Parku Zdrojowego, Teatru Letniego, Fontanny Grzybek i warzelni soli. To dobra trasa na kilka godzin, szczególnie w słoneczny jesienny dzień.
Koniecznie trzeba wejść do Parku Zdrojowego. Są tutaj Muszla Koncertowa, Pijalnia Wód Mineralnych i drewniane zabudowania, które tworzą charakterystyczny ciechociński krajobraz.
Warto również patrzeć w górę. Ciechocinek ma sporo drewnianej architektury uzdrowiskowej, werand, pawilonów i detali, obok których łatwo przejść obojętnie, kiedy patrzymy na miasto wyłącznie przez pryzmat sanatoriów.
A kiedy zacznie padać, do wyboru zostają hotele i obiekty spa z basenami, saunami i strefami wellness.
Ciechocinek może być największym zaskoczeniem tego zestawienia. Kiedy przestaniemy patrzeć na niego jak na miejsce przeznaczone wyłącznie dla kuracjuszy, zostaje parkowe miasto z niezwykłą architekturą, ogromnymi tężniami, kawiarniami i idealnym tempem na dwa wolne dni.
Fot. Shutterstock
