- W podróży
Najdziwniejsze pomniki w Polsce. Od kosmitów i paprykarza po kaloryfer
Polska stoi pomnikami, ale nie wszystkie przedstawiają bohaterów narodowych i ważne wydarzenia. Są wśród nich monumenty poświęcone kosmitom, kaloryferom, paprykarzowi, kartoflom, a nawet bohaterom podczas czynności fizjologicznych. Ruszamy szlakiem najdziwniejszych polskich rzeźb, czasem zabawnych, czasem kontrowersyjnych, a niemal zawsze zaskakujących.
Zobacz nasze materiały wideo
– Dlaczego stawia się pomniki wszelkim możliwym ludziom? Dlaczego nie postawi się raz pomnika księżycowi albo kwitnącej śliwie? – pytał Erich Maria Remarque w „Trzech towarzyszach”. Gdyby Remarque żył, ta informacja sprawiłaby mu przyjemność. Polacy stawiają pomniki nie tylko śliwom.
W 1978 r. w monotonne życie Emilcina, wioski, która wówczas należała do województwa lubelskiego, wdarły się pielgrzymki różnych docentów, doktorów, redaktorów, różdżkarzy i zwykłych ciekawskich. A wszystko z powodu łąki z dębem pośrodku, z jednej strony zamkniętej brzozowym zagajnikiem, a z drugiej kępami olsu. Nieco podmokłej, poznaczonej śladami krowich kopyt, odciśniętymi w grząskim gruncie w kręgach wyznaczonych przez łańcuchy przyczepione z jednej strony do rogów, a z drugiej do stalowego pręta wbitego w ziemię. Na tej łące 71-letni Jan Wolski miał 10 maja 1978 r. spotkać kosmitów.
Nikt nie potrafił zarzucić Wolskiemu oszustwa ani potwierdzić jego słów. Faktem pozostaje, że wydarzenia z Emilcina są najlepiej udokumentowanym w Polsce przypadkiem bliskiego spotkania III stopnia. Na ich pamiątkę w Emilcinie postawiono jedyny w Polsce pomnik wzniesiony na cześć lądowania kosmitów. Pomnik to metalowy sześcian ustawiony na kamiennym obelisku. Napis informuje o zdarzeniu i kończy się przestrogą: „Prawda nas jeszcze zadziwi…”.
Zupa regeneracyjna z wkładką mięsną
Osobną grupę monumentów stanowią obiekty o tematyce spożywczej. W Szczecinie na przykład stanął prawdziwy król bulwarów, bez korony, za to w sosie pomidorowym. Składa się w 40 proc. z ryżu, w 40 proc. z ryby, w 20 proc. z warzyw i w 100 proc. z dumy narodowej. Na Łasztowni dumnie pręży blachę Pomnik Paprykarza Szczecińskiego! To jeden z niewielu pomników, które zamiast historycznej refleksji budzą potężny głód. W pobliżu można wypatrzyć pomnik faceta w płaszczu z tajemniczą aktówką, którego twarz nie przypomina nikogo. To Pomnik Krzysztofa Jarzyny ze Szczecina, legendarnego „szefa wszystkich szefów” z filmu „Poranek kojota”.
Ale wróćmy do spożywczaka. Podczas gdy inne miasta stawiają pomniki ze spiżu bohaterom narodowym, Radom postawił na postać znaną z biedaśniadań w akademiku, odlany z brązu posąg Serka Homogenizowanego Rolmlecz o smaku waniliowym. Lokalna legenda głosi, że jeśli potrzesz wieczko pomnika, twoje życie stanie się aksamitne, a w lodówce nigdy nie zabraknie waniliowego posmaku. To idealny dowód na to, że Radom potrafi zhomogenizować sztukę z popkulturą w sposób absolutnie doskonały.
Biesiekierz to prawdopodobnie jedyne miejsce na świecie, gdzie zamiast odpowiedzieć na pytanie: „Co dziś na obiad?”, pokazuje się za okno. Od 1983 roku stoi tam bowiem pomnik kartofla, który udowadnia, że rozmiar ma znaczenie. Całość ma aż 9 metrów wysokości, z czego sama bulwa mierzy 4 metry. To gigantyczne dzieło sztuki powstało, aby upamiętnić wyhodowanie nowej odmiany tego warzywa.
Czymże jednak jest obiad bez kawałka mięsa? Gdy w 1982 roku, w samym środku stanu wojennego, obywatele marzyli o choćby kilogramie zwyczajnej kiełbasy, Hodowla Zwierząt Zarodowych w Osowej Sieni postanowiła zagrać grubszą kartą. Zamiast kolejnego pomnika polityka na wysokim cokole, w miejscu, gdzie kiedyś stała wieża Bismarcka, dumnie stanął on: buhaj Ilon.
Ilon był prawdziwym, przodującym w kraju celebrytą i „przodownikiem pracy”. Ma nie tylko genetyczną przewagę, ale i urok osobisty, któremu nie oparła się żadna lokalna krowa. Podczas gdy inni wyrabiali 300 proc. normy przy maszynach, Ilon z uśmiechem wyrabiał normę w oborze, stając się symbolem sukcesu gospodarczego PRL-u. Dziś przypomina wszystkim zmęczonym pracownikom, że prawdziwych herosów nie poznaje się po garniturach, ale po… wybitnych wynikach (re)produkcyjnych.
Dobrym dodatkiem do obiadu wydaje się grzybek, choć ten kamienny z Łężeczki może być ciężkostrawny. To trzymetrowy, wykonany z granitu pomnik borowika. Pomysłodawcy wykazali się ułańską fantazją, odsłaniając go dokładnie minutę po północy 1 stycznia 2001 roku. Dzięki temu ten kamienny grzyb zyskał oficjalny, epicki tytuł pierwszego pomnika odsłoniętego w trzecim tysiącleciu na całym świecie. Podczas gdy ludzkość drżała przed pluskwą milenijną, Wielkopolska stawiała monument zakąsce. Grzyb z Łężeczki, który według mnie jest dość falliczny, upamiętnia 38. rocznicę Akademickiego Klubu Seniora i 10. rocznicę Sierakowskiego Parku Krajobrazowego.
To nie jedyny rosły grzyb uwieczniony w formie monumentu. Kolejny znajduje się w Piotrkowicach pod Tuchowem. Wzniesiono go na pamiątkę znalezienia legendarnego, 15-kilogramowego okazu szmaciaka gałęzistego. Odkrycie tak bardzo wstrząsnęło lokalną społecznością w 1977 roku, że odlała w spiżu tego leśnego potwora.
Po obfitym posiłku przychodzą na myśl pewne czynności fizjologiczne, znane wszystkim. Tak powstała koncepcja Pomnika Srającego Chłopka w Zawiszowie pod Świdnicą. Jest to bezkompromisowa odpowiedź Dolnego Śląska na francuskiego „Myśliciela” Auguste’a Rodina, udowadniająca, że najbardziej egzystencjalne przemyślenia dopadają człowieka w pozycji siedzącej.
Ta unikatowa w skali europejskiej betonowa rzeźba powstała w 1935 roku i od samego początku miała bardzo jasne przesłanie. Niemieccy robotnicy, dumni z otwarcia nowoczesnej biologicznej oczyszczalni ścieków, postanowili uczcić to wydarzenie. Tak oto na ceglanym wychodku, z opuszczonymi spodniami i fajką w ręku, zasiadł on – bohater znany lokalnie jako Srajludek, Srol lub, bardziej dyplomatycznie, Bolek Myśliciel. Przez lata figura zmieniała barwy, a z jej twarzy zniknęła broda, jednak skupienie i pełne powagi zaangażowanie pozostały nienaruszone. Dziś ten pomnik, stojący dumnie przed Świdnickim Przedsiębiorstwem Wodociągów i Kanalizacji, stał się pełnoprawną atrakcją turystyczną.
Sacro polo, czyli pomniki urągające świętości
Kolejną grupę pomników stanowią te o wydźwięku religijnym. Nie zamierzamy z nich kpić, chcemy tylko nakreślić pewien trend w sztuce pomnikowej.
Instalacja Świętowita w miejscowości Boria w województwie świętokrzyskim to absolutne arcydzieło recyklingu sakralnego, które udowadnia, że dawni bogowie wcale nie potrzebują marmurów, by budzić respekt, wystarczy im porządny złom.
Gdyby tysiąc lat temu ktoś powiedział słowiańskim kapłanom z Arkony, że główny bóg wojny i urodzaju powróci w XXI wieku jako dzieło sztuki użytkowej, pewnie spaliliby go na stosie. Tymczasem lokalny artysta Stanisław Skalski stworzył w Borii pomnik Świętowita, który idealnie wpisuje się w nurt ekologicznego pogaństwa. Potężny władca niebios został powołany do życia nie z kamienia czy drewna, lecz z tego, co akurat zalegało w garażu i piwnicy. I tak cztery twarze bóstwa, które widzą wszystko, wykonano ze starych bojlerów. Można uznać, że bóg w tej wersji ciepło patrzy na świat i ma stały dostęp do gorącej wody. Włosy i broda zachowują się jak żywe. Ponieważ wykonano je z domowych żaluzji, reagują na najlżejszy powiew wiatru. Boskie szaty to misterna konstrukcja ze sprężyn od starego tapczanu, które nadają sylwetce Świętowita odpowiednią lekkość i sprężystość. Całość dumnie podtrzymuje stary słup energetyczny, w końcu Perun był bogiem piorunów. Bóstwo stoi dumnie na rozstajach dróg, strzegąc okolicy i przypominając wszystkim majsterkowiczom, by nie wyrzucali części pozostałych po starym remoncie, nigdy nie wiadomo, kiedy trzeba będzie z nich ulepić jakiegoś boga.
Nie ma w Polsce oficjalnego pomnika szatana. Wprawdzie do szczecińskiego magistratu wpłynął projekt do Budżetu Obywatelskiego zakładający, że w mieście powstanie pomnik na planie pentagramu, z cyframi 666, przedstawiający „rogate bóstwo Baphometa lub, jak kto woli, szatana, znanego z wielu rzeźb i malowideł umieszczonych w kościołach”. Pomnik miałby stanąć w rejonie alei Jana Pawła II. Pomysłodawca uznał, że jest to miejsce, które odwiedza wiele osób, przez co instalacja stanie się atrakcją turystyczną, a dzieci będą mogły przysiąść na kolanach szatana, by zrobić sobie zdjęcie. Włodarze miasta okazali się jednak nieugięci w swych konserwatywnych poglądach. Uznali, że pomysł obraża uczucia, i odrzucili projekt.
Nikogo jednak nie obraża budowa pomników papieża Jana Pawła II i tworzenie zjawiska „papo-polo”. Zjawisko to opisuje masową produkcję pomników odlewanych z byle jakich form, czasem ulepionych z włókna szklanego albo z nie wiadomo czego, zwykle bez udziału profesjonalnych rzeźbiarzy. Dziś mówimy o ponad 800 gotowych pomnikach w Polsce, a kolejne budowy nadal trwają.
Efekt łatwo przewidzieć: powstały pomniki z twarzami papieża odbiegającymi od jego rzeczywistego wyglądu i upodabniającymi go do zupełnie innych osób lub postaci fikcyjnych. W ten sposób pojawili się papieże będący wariacjami na temat prawdziwej postaci, jak ten czternastometrowy, stojący na terenie dawnego Parku Miniatur Sakralnych, wykonany z laminatu i wyposażony w nienaturalnie wielkie dłonie; ten z warszawskiej Saskiej Kępy, porównywany do krasnala ogrodowego; albo ten z Wołomina, który wychodzi z kamiennej bramy i atakuje dzieci, które do niego przyszły. Takich kwiatków jest więcej, ale oprócz tych nieudanych można przecież znaleźć także pomniki o wysokiej wartości artystycznej. Stoją takie w Tarnowie, Licheniu i Kalwarii Zebrzydowskiej. Bez trudu możemy skorzystać z rankingów dostępnych w internecie, ustalić trasę i ruszyć w podróż szlakiem monumentów naszego świętego papieża.
Trudno znieść upamiętnienie
Sławni Polacy nie mają w Polsce szczęścia do pomników. Postaci przedstawione na tych tradycyjnych zwykle nie są podobne do swoich pierwowzorów, natomiast te nowoczesne są tak awangardowe, jakby szybka ręka twórcy wyprzedzała oporną myśl.
Jeśli w naszej wyprawie trafimy na Dolny Śląsk, to pod Operą Wrocławską z cienia wynurzy się metalowe serce Śródziemia. Architektura tego monumentu nie prosi o uwagę, ona drastycznie ją wymusza. W samym centrum tej potężnej konstrukcji płonie rozświetlona stalowa obręcz. Każdy fan Tolkiena zamiera przed nią w nienaturalnym bezruchu, słysząc w głowie mroczne echo słów w języku Mordoru: „Jeden, by wszystkimi rządzić, jeden, by wszystkie odnaleźć, jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać”.
To nie jest zwykły monument. To architektoniczny dramat, w którym uniwersum fantasy zderza się z brutalną historią XX wieku. Czarna, stalowa konstrukcja zdaje się symbolizować potęgę totalitarnego mroku, który próbował pochłonąć świat.
Lecz wyryte na nim słowa o męstwie rotmistrza Witolda Pileckiego działają jak potężne zaklęcie przeciwko tyranii: „Bo choćby mi przyszło postradać me życie – tak wolę – niż żyć, a mieć w sercu ranę”. Pierścień symbolizuje niezłomną wierność, z którą rotmistrz – niczym Frodo Baggins – przeszedł przez najgłębsze ciemności, by na końcu ocalić honor Śródziemia.
Natomiast gdyby nogi poniosły nas do Krakowa, to po opuszczeniu Dworca Głównego PKP, tuż obok Galerii Krakowskiej, zobaczymy dziewięciometrową stalową konstrukcję wygiętą w kształt srebrzystego łuku. W moich uszach natychmiast zabrzmiała piosenka krakowskiego barda Macieja Maleńczuka: „Widziałem Titowa na niebie, jak leciał. Pamiętam to jak dzisiaj, bo noc była piękna”. Pod nią leżą poprzewracane betonowe płyty, na których krakowskie gołębie trenują wspinaczkę. Co za tragedia się tu wydarzyła? Na jakie czarne manowce zbłądziła myśl twórcy? Po co tak ukształtowano tworzywo? Okazuje się, że oficjalnie jest to pomnik generała Ryszarda Kuklińskiego, symbolizujący upadek muru berlińskiego, a nieoficjalnie – najgłośniejszy architektoniczny thriller w Małopolsce.
Największa sensacja wybucha jednak po zmroku. Gdy odpala się jaskrawa nocna iluminacja, pomnik wygląda jak portal do innego wymiaru. Trzeba uważać, idąc na perony, by przez przypadek za jego pośrednictwem nie teleportować się na Pustynię Błędowską albo do marvelowskiego multiwersum obłędu.
Spiżowi bohaterowie
W Polsce nie ma jednego centralnego rejestru wszystkich pomników o charakterze historycznym lub artystycznym, więc ich dokładna łączna liczba nie jest znana. Istnieją jednak konkretne statystyki dotyczące tych najważniejszych, poświęconych bohaterom narodowym. I tak, jak wspominałem, mamy ponad ośmiuset Janów Pawłów II, stu pięćdziesięciu Lechów Kaczyńskich, około czterdziestu Józefów Piłsudskich, trzydziestu Adamów Mickiewiczów, dwudziestu Tadeuszów Kościuszków i tylko jednego Batmana. Wprawdzie nad Suchedniowem rzadko widać batsygnał, ale nie przeszkodziło to w uwiecznieniu bohatera w szydłowieckim piaskowcu i ustawieniu go na marmurowym postumencie, na honorowym miejscu przed Urzędem Miasta w Suchedniowie. Pomnik zapewne ma być subtelną przestrogą dla awanturujących się w magistracie petentów. Tak naprawdę jednak jego najgroźniejszymi wrogami są gołębie, które za nic mają autorytet obrońcy uciśnionych urzędników.
