werandcountry.pl weranda.pl
  • W podróży

Dolny Śląsk. Pięć miejsc bez tłumów, ale z klimatem

autor: Agnieszka Kaszuba

Zimą na Dolnym Śląsku łatwo trafić do tych samych miejsc co wszyscy. Ale wystarczy zjechać z głównej drogi, żeby znaleźć mniejsze miejscowości, w których jest spokojniej, ciszej i po prostu przyjemniej. To propozycje na zimowy wyjazd bez tłumów, kolejek i poczucia, że wszystko kręci się wokół sezonu.

Dolny Śląsk zimą kojarzy się głównie z kilkoma popularnymi kurortami. Tymczasem pomiędzy nimi są miejsca, które działają inaczej. Bez deptaków, bez wielkich atrakcji, za to z dobrym dostępem do gór, lasów i tras spacerowych. Zimą wraca tam normalny rytm dnia. Można wyjść na szlak bez planu, pójść na spacer zamiast na wyciąg i spędzić wieczór bez rezerwacji w restauracji. To właśnie takie miejsca najlepiej sprawdzają się wtedy, gdy chcesz odpocząć, a nie „zaliczać” zimę i jej atrakcje.

Sokołowsko. Zimowa baza poza kurortem

Sokołowsko zimą to jedno z tych miejsc, które działają właśnie dlatego, że niewiele tu się zmienia wraz z sezonem. Dawne uzdrowisko, położone w wąskiej dolinie Gór Suchych, nie próbuje być kurortem. Nie ma deptaka, nie ma wyciągów, nie ma sezonowej scenografii. Jest cisza, strome zbocza i bardzo dobry dostęp do górskich tras, które zimą bywają wymagające, ale puste.

Najbardziej charakterystycznym miejscem noclegowym w Sokołowsku jest Pensjonat Palmiarnia, mieszczący się w historycznym budynku dawnego sanatorium. To nocleg dla osób, które lubią miejsca z historią i spokojną atmosferą, bez hotelowej oprawy. Pokoje są proste, ale lokalizacja pozwala wyjść na spacer albo szlak bez używania samochodu.

Drugą sprawdzoną opcją jest Dom Gościnny Sokołowsko, kameralny, prowadzony lokalnie, z pokojami w starym domu uzdrowiskowym. To dobre miejsce na zimowy pobyt bez rozpraszaczy, z naciskiem na ciszę i bliskość natury.

Na zimowy obiad po zejściu ze szlaku najlepiej sprawdza się Kawiarnia Sokołowsko. To jedno z tych miejsc, które zimą pełni rolę lokalnego punktu spotkań. Menu jest krótkie, ale konkretne: zupy, dania na ciepło, domowe ciasta, dobra kawa. Bez udziwnień, za to z normalnymi porcjami i spokojną atmosferą.

Drugim adresem wartym zapamiętania jest Restauracja u Podnóża Gór, miejsce działające sezonowo, ale często otwarte także zimą w weekendy. To kuchnia prosta, raczej regionalna, dobra po całym dniu w terenie. Zimą warto sprawdzić godziny otwarcia przed wyjściem, bo miejsc jest niewiele.

Najważniejsze zaczyna się zaraz za ostatnimi zabudowaniami wsi. Zimą świetnie sprawdzają się wyjścia w Góry Suche, krótkie, ale intensywne. Popularne kierunki to okolice Stożka MałegoWaligóry czy podejścia w stronę Przełęczy Trzech Dolin. Trasy są strome, często oblodzone, ale dają poczucie prawdziwych gór, bez tłumów i bez infrastruktury.

W samej miejscowości warto zobaczyć zabudowę dawnych sanatoriów oraz cerkiew św. Michała Archanioła. Zimą dobrze działa też zwykły spacer wzdłuż potoku i po bocznych ulicach. Sokołowsko najlepiej poznaje się bez planu, powoli, w ciągu krótkich wyjść między jednym a drugim powrotem do ciepłego wnętrza.

To miejsce na zimowy wyjazd dla osób, które nie szukają atrakcji „do zaliczenia”. Raczej dla tych, którzy chcą wyjść w góry, wrócić, zjeść coś ciepłego i mieć wieczór bez hałasu. W Sokołowsku zimą to wystarcza.

Zimowy szlak na Wielką Sowę z wieżą widokową w tle.
Podejście na Wielką Sowę zimą to proste trasy, las i wieża widokowa.

Przesieka. Karkonosze od spokojniejszej strony

Przesieka leży między Karpaczem a Szklarską Porębą, ale zimą funkcjonuje zupełnie inaczej niż oba kurorty. To rozproszona, górska miejscowość, bez centrum, deptaka i sezonowej infrastruktury. W praktyce oznacza to ciszę, niewielki ruch i łatwy dostęp do szlaków, które omijają najbardziej oblegane odcinki Karkonoszy.

Zimą Przesieka sprawdza się jako baza wypadowa dla osób, które chcą pochodzić po górach, ale wracać na noc do spokojnego miejsca. Bez kolejek, bez problemów z parkowaniem i bez wrażenia, że wszystko kręci się wokół jednego weekendu w roku.

Jednym z lepszych adresów na nocleg jest Villa Greta – niewielki pensjonat, położony blisko lasu i szlaków. To miejsce bez hotelowej oprawy, za to z ciszą i dobrym zapleczem na zimowy pobyt. Pokoje są proste, a największym atutem jest lokalizacja. Rano można wyjść na spacer albo na trasę bez wsiadania do samochodu.

Drugą opcją są prywatne pensjonaty i domy gościnne rozrzucone po całej Przesiece. Wiele z nich działa cały rok i zimą oferuje lepszą dostępność niż obiekty w Karpaczu. To noclegi raczej kameralne, często prowadzone przez właścicieli mieszkających na miejscu, co zimą ma duże znaczenie, jeśli chodzi o informacje o warunkach na szlakach.

W samej Przesiece działa kilka niewielkich restauracji i karczm. Najczęściej polecanym adresem jest Chata Przesieka: miejsce proste, nastawione na kuchnię domową i regionalną. Zimą to dobry punkt na obiad po zejściu ze szlaku: zupy, dania mięsne, pierogi, bez kombinowania i bez długiego oczekiwania.

Jeśli planujesz bardziej urozmaiconą kolację, wiele osób podjeżdża wieczorem do pobliskiego Karpacza, ale zimą coraz częściej okazuje się, że wystarczy to, co jest na miejscu. Przesieka nie kusi wyborem, ale działa wtedy, gdy chcesz zjeść normalnie i wrócić szybko do noclegu.

Najbardziej znaną atrakcją w okolicy jest Wodospad Podgórnej, który zimą często częściowo zamarza i wygląda zupełnie inaczej niż latem. To krótki spacer, dobry nawet w gorszych warunkach pogodowych.

Z Przesieki wychodzi też kilka mniej uczęszczanych szlaków w kierunku Karkonoszy, m.in. w stronę Borowic i dalej na główne grzbiety. To trasy, które zimą bywają wymagające, ale właśnie dlatego są spokojniejsze. Nie ma tu tłumów idących „od punktu do punktu”, raczej pojedyncze osoby i pary.

W samej miejscowości zimą najlepiej sprawdza się zwykłe chodzenie bez celu. Drogi są strome, widoki otwierają się między domami, a las zaczyna się niemal za płotem. To miejsce, które nie wymaga programu. Wystarczy pogoda i trochę czasu.

Przesieka zimą to dobra alternatywa dla Karpacza, jeśli chcesz być blisko Karkonoszy, ale nie w ich najbardziej zatłoczonej wersji. Bez udawania kurortu, bez presji atrakcji. Po prostu jako spokojna baza w górach.

Zimowy krajobraz gór Dolnego Śląska o zmierzchu z widocznym księżycem.
Zimą Dolny Śląsk najlepiej wygląda poza kurortami.

Jugów. Góry Sowie bez tłumów

Jugów zimą jest jednym z najlepszych punktów startowych w Góry Sowie, a jednocześnie pozostaje miejscem, które wciąż umyka większości turystów. To zwykła, górska miejscowość bez ambicji bycia kurortem. I właśnie dlatego zimą działa tak dobrze. Jest tu cicho, parkingi nie są problemem, a szlaki zaczynają się praktycznie na końcu ulicy.

Jugów nie sprzedaje „zimy z atrakcjami”. Sprzedaje coś prostszego: dostęp do gór, lasów i tras, które nawet w weekendy pozostają spokojne. To dobre miejsce na wyjazd wtedy, gdy chcesz pochodzić, a nie lawirować między ludźmi.

Najbardziej rozpoznawalnym adresem w Jugowie jest Hotel Jugowice. To obiekt działający cały rok, często wybierany przez osoby przyjeżdżające w Góry Sowie na kilka dni. Pokoje są proste, zaplecze wystarczające na zimowy pobyt, a lokalizacja pozwala szybko dostać się na szlaki bez długich dojazdów.

Alternatywą są mniejsze pensjonaty i kwatery prywatne w samej miejscowości oraz w pobliskich Jugowicach. Zimą wiele z nich ma wolne terminy nawet w sezonie ferii, co w Sudetach nie jest normą. To noclegi bez hotelowej oprawy, ale z ciszą i dobrym punktem wypadowym.

Jugów nie jest miejscem, do którego jedzie się „na jedzenie”, ale po dniu w górach to akurat zaleta. Na miejscu działa kilka barów i restauracji o prostym profilu. Najczęściej wybieranym adresem jest Karczma Sowiogórska, gdzie można zjeść klasyczne dania kuchni polskiej i regionalnej. To miejsce nastawione na konkretny obiad, bez długiego oczekiwania i bez eksperymentów.

Część osób decyduje się też na kolację w pobliskiej Nowej Rudzie lub Dzierżoniowie, ale zimą większość zostaje na miejscu. Po zejściu ze szlaku łatwiej zjeść coś blisko noclegu i wrócić do ciepła.

Jugów jest świetną bazą na zimowe wyjścia na Wielką SowęKalenicę i Przełęcz Jugowską. Trasy są dobrze oznaczone, ale zimą potrafią być oblodzone i wymagające, co skutecznie ogranicza liczbę przypadkowych turystów. Widoki pojawiają się dopiero po wysiłku, a nie „od razu po wyjściu z auta”.

W okolicy znajdują się również fragmenty dawnych kompleksów Riese, które zimą robią bardziej surowe wrażenie niż latem. To miejsca do zobaczenia raczej przy okazji, bez traktowania ich jako głównej atrakcji wyjazdu.

Sam Jugów najlepiej sprawdza się bez planu. Krótkie wyjście w las, dłuższa trasa w góry, szybki powrót przed zmrokiem. Zimą dzień jest tu prosty i uporządkowany: góry, jedzenie, cisza. I dokładnie to w tym miejscu działa najlepiej.

Międzygórze. Zima bez pośpiechu w Masywie Śnieżnika

Międzygórze zimą jest zwarte i uporządkowane. To niewielka miejscowość wciśnięta w dolinę, z charakterystyczną drewnianą zabudową i stromymi podejściami, które od razu dają poczucie gór. Nie ma tu kurortowej infrastruktury ani deptaka. Wszystko jest blisko, a zima szybko porządkuje ruch — zostają głównie ci, którzy naprawdę chcą pochodzić albo po prostu pobyć w ciszy.

To dobra baza wypadowa w Masyw Śnieżnika dla osób, które nie szukają nart, tylko spacerów, zimowych podejść i dłuższych wyjść w teren. Śnieg utrzymuje się tu dłużej niż w wielu innych częściach Dolnego Śląska, a krajobraz jest surowy, zwłaszcza po opadach.

W Międzygórzu warto szukać noclegów w mniejszych pensjonatach i domach gościnnych, najlepiej w centrum miejscowości lub przy drogach prowadzących w górę doliny. Sprawdzonym adresem jest Pensjonat Gigant, położony w historycznym budynku, z prostymi pokojami i dobrą lokalizacją na zimowy pobyt. To nocleg bez hotelowych atrakcji, ale z ciszą i przestrzenią.

Drugą opcją są prywatne pensjonaty w okolicach Wodospadu Wilczki i w górnej części miejscowości. Zimą ich dużym atutem jest to, że wiele tras zaczyna się praktycznie za progiem. Warto zwrócić uwagę na dojazd i parking, bo część ulic jest stroma i przy większym śniegu wymaga ostrożności.

Międzygórze nie oferuje dużego wyboru restauracji, ale to miejsce, w którym jakość wygrywa z liczbą adresów. Najczęściej polecanym miejscem jest Restauracja Alpejska, solidna kuchnia, ciepłe dania i normalne porcje. To dobre miejsce na obiad po zejściu z trasy albo spokojną kolację bez rezerwacji.

Działa tu też kilka mniejszych kawiarni i barów, które zimą stają się lokalnymi punktami spotkań. Menu są krótkie, ale wystarczające po dniu na mrozie: zupa, coś na ciepło, herbata, kawa. W sezonie zimowym warto sprawdzić godziny otwarcia, bo część lokali zamyka się wcześniej niż latem.

Najbardziej znanym miejscem w Międzygórzu jest Wodospad Wilczki, który zimą często częściowo zamarza. To krótki spacer, dobry nawet przy gorszej pogodzie i mniejszej ilości czasu.

Międzygórze jest też jedną z lepszych baz na zimowe wyjścia w stronę Śnieżnika. Trasy są dłuższe i bardziej wymagające niż w Karkonoszach Zachodnich, ale zimą właśnie to działa na ich korzyść. Nie ma tu przypadkowych turystów ani ruchu „na skróty”. Wychodzi się wcześnie, wraca przed zmrokiem i ma się poczucie realnego wyjścia w góry.

W samej miejscowości warto przejść się bez celu. Zimą Międzygórze wygląda surowo i konsekwentnie. Drewniane domy, wąskie drogi, las tuż obok. To miejsce, które nie próbuje się podobać. I dzięki temu zimą wypada bardzo dobrze.

Zimowy Wodospad Podgórnej w Przesiece, śnieg i lód.
Zimą przy Wodospadzie Podgórnej w Przesiece jest ciszej. To dobry moment, żeby zobaczyć go bez sezonowego ruchu.

Nowa Ruda. Zimowa baza w górach

Nowa Ruda zimą działa inaczej niż górskie wsie i uzdrowiska. To miasto, które nie udaje kurortu i niczego turystom nie obiecuje. I właśnie dlatego sprawdza się jako baza wypadowa wtedy, gdy chcesz mieć zaplecze, ale nie chcesz mieszkać w miejscu podporządkowanym sezonowi. Zimą jest tu spokojnie, lokalnie i bez turystycznego szumu.

Nowa Ruda leży pomiędzy Górami Sowimi a Górami Stołowymi, blisko granicy z Czechami. Dzięki temu daje dużą elastyczność: jednego dnia można pójść w góry, drugiego po prostu pospacerować po mieście albo podjechać kilka kilometrów dalej, bez zmiany noclegu.

W Nowej Rudzie najlepiej sprawdzają się niewielkie hotele i pensjonaty w centrum lub na jego obrzeżach. Dobrym, sprawdzonym adresem jest Hotel Dębowy, spokojny, całoroczny obiekt, często wybierany przez osoby przyjeżdżające w góry na kilka dni. Atutem jest łatwy dojazd, parking i brak sezonowej presji.

Alternatywą są prywatne apartamenty w centrum miasta. Zimą ich przewagą jest dostępność i cena, a także to, że wieczorem wszystko jest „normalne”: sklepy, bary, piekarnie działają jak dla mieszkańców, a nie pod turystów.

Nowa Ruda ma wyraźną przewagę nad mniejszymi miejscowościami — wybór. Działa tu kilka restauracji i barów, które nie zamykają się wraz z końcem sezonu. Na prosty, solidny obiad sprawdza się Restauracja Stara Droga, serwująca kuchnię polską i regionalną, bez udziwnień.

Na kawę i coś słodkiego warto zajrzeć do Kawiarnia Kawa i Ciasto, która zimą pełni rolę lokalnego miejsca spotkań. To dobre miejsce na przerwę po spacerze albo na spokojny poranek bez pośpiechu.

W samej Nowej Rudzie warto przejść się po centrum i dawnych dzielnicach górniczych. Miasto ma wyraźnie przemysłową historię, którą zimą widać jeszcze mocniej: w zabudowie, układzie ulic i otoczeniu. To dobry kontrapunkt dla górskich wyjść.

Jeśli chodzi o aktywności, Nowa Ruda świetnie sprawdza się jako punkt startowy w Góry Sowie oraz w kierunku Gór Stołowych i czeskich Broumovskich Sten. Zimą te rejony są znacznie spokojniejsze niż latem, a trasy dobrze nadają się na dłuższe spacery i umiarkowane podejścia.

Nowa Ruda nie próbuje być „ładna zimą”. Jest prawdziwa, użytkowa i wygodna. Dla wielu osób właśnie to jest jej największą zaletą, szczególnie wtedy, gdy chcesz zimą odpocząć, ale bez poczucia, że wszystko kręci się wokół turysty.

Fot. Shutterstock