reklama
  • W podróży
  • Polska

Poznaj szczęśliwe miasto – Lublin

autor: Beata Majchrowska
  • Woj. Lubelskie
  • Port Lublin


Lublin to jedno z najpiękniejszych naszych miast. Z XIV-wiecznymi freskami, starymi kamieniczkami, labiryntem uliczek i mnóstwem fajnych knajpek. Aż chcesz się tu zgubić...

Oryginalne i pięknie zachowane wiekowe budynki Starego Miasta opowiadają historię krzyżowania się kultur – warto odwiedzić Muzeum Lubelskie, by zobaczyć bezcenne bizantyjsko-ruskie malowidła z 1418 roku. A z drugiej strony w Lublinie tętni życie, dzięki studentom przyjeżdżającym tu z całego świata. Ciągle coś się dzieje, np. w Centrum Spotkania Kultur – nie ma wieczoru by nie wystawiano opery, baletu, spektaklu teatralnego czy nie grano koncertów.

A do tego wciąż powstają nowe miejsca z pięknymi wnętrzami jak Perłowa Pijalnia Piwa czy bistro Czarcia Łapa. Ale po kolei. W Lublinie dowiedziałam się bardzo ciekawych rzeczy, np. że pozostałości po wandalach mogą stać się zabytkiem, tylko muszą się tylko uleżeć! I zdobyłam na to fotodowody. W mieście nad Bystrzycą są dwa miejsca, gdzie bazgracze sprzed wieków zostawili po sobie „pamiątki” na ścianach: w kaplicy św. Trójcy na zamku i w Piwnicy Pod Fortuną.

fot. Shutterstock.com
fot. Shutterstock.com
fot. Shutterstock.com

Tej pierwszej reklamować nie trzeba – mury, które wznosiła ekipa Władysława Łokietka, pokryto w czasach Jagiełły przecudnymi malowidłami w stylu rusko-bizantyńskim. Takie robiły wrażenie, że niektórzy zwiedzający podpisali się na nich już Anno Domini 1644… W Piwnicy Pod Fortuną z kolei zobaczymy nie tylko unikalne i skandalizujące malowidła (XVI-wieczna erotyka!), ale też niemiecki napis „Du bist ein Narr”, czyli „Jesteś idiotą”. Widocznie w piwnicach przeznaczonych na degustację wina puściły komuś (poselstwo z Zachodu?) hamulce…


A skoro jesteśmy na Rynku, to warto wstąpić pod numer 4. Pod szyldem Trybunalska kryje się prawdziwy kombajn: restauracja, piekarnia, cukiernia, kawiarnia i hotel. Dawna mordownia naprzeciwko Trybunału Koronnego to dzisiaj modne, ulubione przez bohemę i wyrafinowane gusta miejsce. Wśród odsłoniętych ceglanych ścian, pod wielkimi jak filmowe reflektory lampami zjecie tutejszy specjał – wolno duszone policzki wołowe. Można też zamówić pstrąga, mając pewność, że nie podano go po wyczerpującej podróży – łowiony jest w okolicznych wodach. Zresztą wszystkie serwowane tu dania przygotowuje się tylko z lokalnych produktów. Taką filozofię mają właściciele lokalu.


Jeśli trafimy na Rynek w porze obiadowej, pewnym adresem jest numer 19. W piwnicach tamtejszej kamienicy ulokował się Bar Polski. Nazwa swojska, ale bar ten mógłby spokojnie znaleźć się na ziemi duńskiej czy szwedzkiej. Panuje tu iście skandynawska prostota w doborze mebli i oświetlenia (duże żarówy na długaśnych sznurach). Cegła – raz bielona, a raz archaiczna czerwona – towarzyszy srebrzącym się industrialnie rurom. Nowoczesność bez pretensji. I w tych okolicznościach właśnie dostaniecie… tylko jedno danie. Taka idea: pani Małgosia gotuje codziennie inny obiad: zupa, drugie i deser – wszystko dostaniemy za jedyne 15 zł. Jak się komuś nie podoba brak alternatywy, to niech szuka dalej. Ale widać większości klientów (stałych) bardzo to odpowiada, bo smak kuchni jest naprawdę babciny – pulpety, mizeria z koperkiem. Szkoda gadać, trzeba zjadać i ruszać dalej.

fot. Beata Majchrowska
fot. Beata Majchrowska
fot. Beata Majchrowska

Teraz pora na galerie. Na Grodzkiej 1 zatrzymają się tradycjonaliści. Ci, co daliby się pokroić dla filiżanki z Limoges czy starego serwisu z Tułowic. W uroczym Retrostyl Antyki (www.mebleretrostyl.com), prowadzonym przez matkę i córkę, zajrzymy do szafy pełnej porcelanowych dam oraz zwierzaków (nacisk na koty i psy), nasycimy oko starymi (acz dobrze wykrochmalonymi) koronkami i… pożałujemy, że nie przyjechaliśmy do Lublina większym samochodem. Bo tak znakomitych stylowych mebli w dobrej cenie prędko nie trafimy.

Ci, którzy od antyków wolą sztukę współczesną, powinni pójść do Centrum Kultury
na Peowiaków 12
. Już sam budynek dawnego klasztoru wizytek zrobi na nich wrażenie, zwłaszcza że w starych murach udało się zaszczepić wiele awangardowych pomysłów. Na przykład drzewa w wirydarzu mają kolorowe mundurki, wydziergane przez pewną artystkę szydełkiem. Inny artysta stworzył uroczą instalację w tamtejszej kawiarni Szklarnia – na ścianie zawisło kilkadziesiąt identycznych zegarów, każdy z nich odmierza czas innej dzielnicy Lublina. Czas miał być dla wszystkich dzielnic ten sam i… prawie się to udało. Niektóre czasomierze mają delikatne opóźnienie lub przyspieszenie.

fot. Beata Majchrowska

Cóż, życie koryguje najśmielsze plany. W Szklarni, rzeczywiście pokrytej szklanym, wysokim zadaszeniem, napijecie się jednego z kilkudziesięciu gatunków piwa z wyśmienitych, czasem bardzo małych browarów. Pani za barem gorąco polecała poziomkowe z Czarnego Kota, a para siedzących nieopodal artystów sączyła akurat Atak Chmielu z aż 15-procentową zawartością chmielowego ekstraktu.

fot. Beata Majchrowska, Shuterstock.com
fot. Beata Majchrowska, Shuterstock.com
fot. Beata Majchrowska, Shuterstock.com

A skoro o napojach mowa... Może już pora na kawkę? Jeśli tak, to koniecznie gdzieś na uboczu. Z dala od gwarnego Rynku, od tego, co modne i obowiązkowe. Zajrzyjcie po prostu do Kawki. Na Okopowej 9 i pół (autentyczny adres), w dawnym mieszkaniu, mieści się lokal radosny w kolorach, urządzony w dużej części rzeczami z odzysku – są na przykład worki jutowe po brazylijskiej kawie zamiast tapicerki, jest pół roweru w ścianie dla ozdoby etc.

Napijemy się tu nie tylko kaw z maszyn, takich jak espresso czy flat white, czyli cappuccino bez pianki (podobno wymyślili je leniwi Nowozelandczycy, którym nie chciało się spieniać mleka). Ale też alternatywnie parzonej kawy z drippera czy chemexu – delikatniejszej i bardzo aromatycznej. – Dlaczego Kawka? – pytam właścicielkę. – Bo kawkę się pije, bo kawki często siadają na garażu za oknem, bo Kawka to nazwisko jednej z założycielek. No tak, nazwiska czasami zobowiązują.

reklama

Mapa

reklama
reklama

Zostań z nami

Bądź na bieżąco