reklama
  • W hotelu
  • Pensjonaty

Vincent – pensjonat w stylu prowansalskim

autor: Beata Woźniak

Pensjonat Vincent, jak na Kazimierz przystało, jest miejscem artystycznym, a wypoczynek w nim – sztuką.

Pierwsze wrażenie? Jak nic jesteśmy w Prowansji, w jakimś miasteczku zagubionym wśród pól lawendy... Tymczasem przed nami Pensjonat Vincent, za nami – Wisła. Trudno go nie zauważyć. Raz: ładnie tu dokoła – na białym żwirze stoją wiekowe stoły z drewnianymi ławkami, kilka metalowych czarnych stolików, z boku plecione kanapy, wszędzie mnóstwo donic z kwiatami i przeróżnych dekoracji, a to świeczniki, a to taca na nóżkach, drewniana rzeźba... Sam budynek jest jasny z ogromnymi półkoliście zakończonymi oknami. Dwa: wzrok przyciąga Józefina, kotka rasy maine coon przyjaźnie nastawiona do ludzi, która przenosi się z jednej plamy słońca na drugą.

Właścicielami pensjonatu są Joanna i Bartłomiej Stefańscy. Kiedyś tata Joanny prowadził tu restaurację Vincent (to na cześć Vincenta van Gogha), a dom był zupełnie zwyczajny. Joanna z Bartłomiejem mieszkali wtedy w Warszawie. Od czasu do czasu wpadali jednak do Kazimierza, aby trochę zwolnić. I pewnego dnia postanowili, że zostaną i stworzą miejsce, gdzie mogą zwalniać też inni.

Dom zmienili nie do poznania, inspirując się podróżami, a przede wszystkim Prowansją, która szczególnie zapadła im w serca (te rodzinne hoteliki i restauracje). Stąd ogromne okna na parterze z dekoracyjnymi świecznikami na parapetach, kremowy kamień z Dolomitów w recepcji, złamane biele i każdy pokój inny, a jest ich piętnaście. Joanna najbardziej lubi jedenastkę z dwudziestometrowym tarasem.

W środku jest jak w domu. Obok łóżka z kilkoma poduszkami (bawełna ozdobiona koronką i haftem) i szafeczkami mamy kącik do odpoczywania z białą kanapą i ludwikiem obitym szarym płótnem. Do tego ogromne stojące lustro, konsolka, lampy (opisane włączniki, np. „lampka nocna”, pozwalają uniknąć pomyłek) i francuska szafa. Joanna zadbała też o obrazki na ścianach (te przypominające karty zielnika zrobiła sama), wazoniki, posążki – drobiazgi, dzięki którym zapominamy, że jesteśmy w pensjonacie.

Niesamowitego uroku dodają tapety, w każdym pokoju inne. W jedenastce to kwiaty z odrobiną fioletu. Z kolei Bartłomiej najbardziej lubi szóstkę. Tu ścianę za łóżkiem zdobi połyskująca srebrem tapeta w ptaki. Podłogę zaolejowano na kolor gorzkiej czekolady. W podobnej tonacji jest też mozaika w łazience. Pokój ma zadaszony balkon, na którym stoją kanapa, stolik z marmurowym blatem i sztalugi, gdybyśmy zechcieli malować. I najważniejsze – widać stąd Wisłę. Pozostałe pokoje? W każdym jest coś, co zwraca uwagę: a to okrągłe łóżko, a to wanna na środku, a to rzeźbiona szafa po dziadku, widok na kazimierskie dachy albo urokliwy mały balkonik. Wszędzie sporo sztuki, chociażby litografie Izraela Szmuela Wodnickiego (kazimierski artysta żydowskiego pochodzenia) czy obrazy Jerzego Gnatowskiego. Z kolei pokoje na parterze, do których wchodzimy z dworu, pokochają właściciele zwierzaków (można je zabrać na wyjazd, ale wcześniej musimy to zgłosić).

Spacer po kazimierskim rynku mamy za sobą. I co dalej? Możemy nie ruszać się z pensjonatu. W sali przy recepcji pogramy w scrabble lub inne planszówki albo poczytamy kolorowe magazyny. A jeśli szukamy ambitniejszej literatury, na drugim piętrze jest spora biblioteka. W każdym pokoju znajdziemy też... kserokopię pracy naukowej o niezwykłości tutejszego nadwiślańskiego krajobrazu („Zespół krajobrazowy Kazimierz Dolny – Janowiec”). Czas spędzimy też fajnie przy niezbyt dużym, ale głębokim basenie. Możemy również rywalizować w grze w boules albo wypuścić się na rowerową wycieczkę – jednoślady dla gości stoją przy bramie.

Po leniwym popołudniu czy sportowej rywalizacji czas na kolację w restauracji Kuchnia i Wino. To lokal dla smakoszy. Menu układał sam mistrz Wojciech Modest Amaro (szef kuchni, który dostał pierwszą gwiazdkę Michelina, znany z programów „Top Chef” i „Hell’s Kitchen”). Pan Wojciech przyjechał do Kazimierza, aby nie tylko wymyślić potrawy, ale stworzyć całą filozofię tego miejsca. Menu jest polskie, jednak w nowoczesnym wydaniu z elementami kuchni molekularnej. Wszystko musi być najlepszej jakości, świeże, kupowane od lokalnych dostawców.

Smaki? Taki na przykład mus waniliowy – to deser, który powie wszystko o restauracji. Podaje się go w zależności od sezonu z duszonymi wiśniami (konfitury – także z malin, truskawek, wiśni – robione są na miejscu), malinowym kawiorem lub pudrem z czarnej porzeczki. Idąc tym tropem, mamy na przykład carpaccio z gęsi albo tartę z kozim serem, kaczą pierś albo golonkę. Ceny nie należą do niskich, ale dania są poetyckie i elegancko podane (biała porcelana, płócienne serwetki zdobione koronką). Na przykład troć występuje w towarzystwie artystycznie ułożonego groszku cukrowego z dwoma kleksami sosów.

O smaki, które w Vincencie łączone są w nietypowych układach, możemy podpytać zorientowanego kelnera (zresztą o tym, co zobaczyć w okolicy, też nam opowie). Do kolacji zamówimy wina od Marka Kondrata albo piwa z lokalnych browarów (z przyprawami lub sokiem malinowym robionym na miejscu). A za oknem widzimy niespiesznie przechadzającą się kotkę Józefinę.

Zdjęcia: Aneta Tryczyńska, stylizacja: Agnieszka Głowacka
reklama

Udogodnienia

  • Restauracja
    Kuchnia i Wino
  • Przyjazny
    dzieciom
  • Przyjazny
    zwierzętom
  • Centrum
    biznesowe
  • Strefa
    Wellnes
  • SPA

Kontakt

Vincent - Sztuka Wypoczynku
Kazimierz Dolny,
ul. Krakowska 11 www.pensjonatvincent.pl
reklama

Lokalizacja

reklama

Zostań z nami

Bądź na bieżąco