reklama
  • W hotelu
  • Dwory i pałace

Pałac Ciekocinko – nadmorski luksus

autor: Weronika Kowalkowska

Przenieś się w czasie, prosto w koniec XIX w. Pałac Ciekocinko na Kaszubach to niezwykłe miejsce!

Wrażenie przeniesienia się w czasie jest bardzo mocne. Z XXI wieku – prosto w koniec XIX, z wielkomiejskiego tłumu w szlacheckie elity do pałacu na Kaszubach. Próbuję otrząsnąć się z szoku, przysiadłszy na kwiecistych kanapach w salonie. Ale złudzenie nie mija. I choć w recepcji widać komputer – jedyny znak współczesności – tu zachwycają stylowe meble i oryginalne bibeloty z epoki (choćby secesyjna donica z wygiętą zmysłowo niewiastą i pamiętający kasztankę Piłsudskiego adapter), zwiezione z całego świata, upolowane na aukcjach, starannie odrestaurowane.

Nawet telefon służący do informowania personelu o moich kaprysach i potrzebach ma za sobą dwie wojny światowe – i wciąż działa bez zarzutu. Już czuję, jak wyrasta z sukni tren tudzież tiurniura. Co gorsza, odczuwam nieprzepartą ochotę na cygaro i 18-letnią whisky w kryształowej szklaneczce. Ale… przecież ja nie palę. Może w takim razie przejdę parę kroków do czerwonego saloniku. Poukładam pasjansa albo trafi się partner do partyjki szachów. I tak doczekam do fajfu, czyli popołudniowej herbatki, którą już ostatecznie wsiąknę w magiczną atmosferę tego pięciogwiazdkowego hotelu. Herbatka, a jakże, zostanie zaparzona z całym ceremoniałem (codziennie 16.00–18.00), jak za królowej Wiktorii. Przez chwilę kusi mnie, żeby sięgnąć do stojącego w kąciku stojaka z czasopismami, lecz nie po to zrobiłam sobie wakacje od rzeczywistości, by teraz psuć je banalnymi newsami. O wiele bardziej nęci zupełnie wyjątkowa biblioteczka. A mając do wyboru prasę z XXI wieku i tysiące woluminów z ostatnich trzech stuleci, nie ma się co zastanawiać…

W drodze do apartamentu mijam pokojówki w charakterystycznych mundurkach – czarna sukienka, biały fartuszek. Czuję, że i mnie na rękawach wyrastają brukselskie koronki, a okulary przeobrażają się w złote binokle. Na zdobiących ściany unikatowych zdjęciach przedstawiających tradycje hippiczne polskiego międzywojnia (ten wyjątkowy zbiór jest własnością hotelu) nie rozpoznaję ani jednego krewnego – w przeciwieństwie do wielu innych gości, którzy odnaleźli tu swoich pradziadków i ich rumaki, a w nagrodę dostali oprawione odbitki.
 

Pokój otwieram klasycznym kluczem, a nie kartą z czipem. Oczywiście wykonanym na specjalne zamówienie, jak większość wyposażenia wnętrz w pałacu – tapety z unikatowym wzorem, pościel tej samej firmy, która dostarczała piernaty na Titanica; klamki, skrzynkowe okna, posadzki z drewna. Robiąc rezerwację, mogłam wybrać styl: art déco, biedermeier albo secesja. Pokój ma numer, owszem, ale także patrona. I to nie byle jakiego. Przy każdych drzwiach widnieje imię innego, wielkiego czempiona. Mnie trafił się ogier Hickstead – mistrz nad mistrzami, dwukrotnie uznany za najlepszego konia w dyscyplinie skoków na świecie. Może następnym razem zdecyduję się na pokój 201 (Jappeloup, niziutki konik, ale wielki skoczek, ulubieniec publiczności) albo 206 (waleczna Sapphire, która zostawiała ogiery daleko w tyle). A może, żeby było bardziej patriotycznie, zanocuję u Ramzesa w 211 (urodzony w 1937 roku w Polsce, wywieziony do Niemiec w 1944 roku, najsłynniejszy koń hodowli polskiej) lub u Artemora (to na nim Jan Kowalczyk zdobył złoty medal olimpijski w 1980 roku).

Pałac Ciekocinko na Kaszubach to miejsce dla zapalonych jeźdźców i miłośników hippiki... Szybkim krokiem zmierzam do stajni. Nie, nie mam co liczyć na lekcje. W końcu jak każda szlachcianka powinnam jeździć już od dziecka. Hotelowa stajnia jest domem dla 35 koni sportowych. Tylko jeden z nich nadaje się do nauki, choć już niedługo ma ich być więcej. Ale wyłącznie dla jeźdźców zaawansowanych, którzy chcą doszlifować umiejętności. Początkujący muszą wybrać się do pobliskiego Sasina – tam dostaną zwykłego, lecz wyrozumiałego konia, który nie zrzuci ich na pierwszym zakręcie.

Konie z Ciekocinka to elita. Do dyspozycji mają między innymi dwa parkury (żwirowy i trawiasty), krytą i ogrzewaną ujeżdżalnię (500 m²). Muszą trenować i nie mają czasu dla dyletantów, bo często odbywają się tu wyścigi i konkursy (w sierpniu tego roku międzynarodowe zawody Baltica Equestrian Tour). Na szczęście nie tylko jazda na koniu, ale też sam jego widok to czysta przyjemność. Szczególnie jeśli patrzy się z okien saloniku w Apartamencie Prezydenckim (oprócz świetnego widoku na parkur, także na 34-metrowy taras z pełnym wyposażeniem). Całkiem niezłym punktem obserwacyjnym jest też Powozownia mieszcząca dziewięć pokoi dwuosobowych oraz jeden apartament rodzinny. Należy jednak pamiętać, że rodzina oznacza w tym przypadku rodziców albo dziadków z mocno odchowanymi już dziećmi bądź wnukami. Pałac otacza urocza cisza, a podczas spaceru przez 22-hektarowy park pełen pomników przyrody nikt nie będzie próbował rozjechać nas hulajnogą – hotel nie przyjmuje dzieci poniżej 12. roku życia. I zanim zaczną państwo się denerwować, proszę się chwilę zastanowić. Miejsc, w których przedszkolaki mogą się wybawić, jest nad morzem mnóstwo, ale takich, w których przez kilka dni nie uświadczymy ani jednego malucha, trzeba ze świecą szukać. W tym hotelu nie ma też mowy o T-shirtach czy snuciu się w klapkach. Obowiązują styl smart casual (w restauracji 1906) oraz nienaganne maniery (wszędzie). Eleganckie wnętrza zobowiązują do kulturalnego zachowania, a każdy zasługuje na to, żeby od czasu do czasu pobyć lordem.

Patrząc na pałac otoczony starannie utrzymanym parkiem, trudno uwierzyć, że 11 lat temu był ruiną, zmęczoną byciem żłobkiem, sklepem i mieszkaniami socjalnymi. Właściciel hotelu nie pozwolił sobie na żadne niedoróbki – to, ile czasu i pieniędzy poświęcił temu niezwykłemu przedsięwzięciu, budzi szczery podziw.

Zdjęcia: Rafał Lipski, Stylizacja: Agata de Virion  
Zdjęcia: Rafał Lipski, Stylizacja: Agata de Virion  
Zdjęcia: Rafał Lipski, Stylizacja: Agata de Virion  

OD KUCHNI:
Zagląda Stanisław Gieżyński

W pałacu Ciekocinko zjemy w dwóch restauracjach. Pierwsza to wykwintna 1906 gourmet Restaurant, druga zaś – ulokowana w pomieszczeniach równo pod nią – Bistro Luneta & Lorneta. Zostawiam syna z żoną i zamawiam obiad w 1906, ubrany w casual smart dress. We wnętrzu klasyczna elegancja: białe obrusy, piaskowa tapeta, drewniane belki w suficie. Karta jest krótka (osobno wersja wegetariańska!) i, jak wyjaśnił mi szef kuchni Paweł Dołżonek, zmiany w niej wprowadza stopniowo: gdy kończy się sezon na jakiś produkt, nie wycofuje całego dania, lecz zastępuje ten składnik innym.

To jak zmiany przyrody za oknem – nic nie dzieje się gwałtownie. Bardzo mi się to podejście podoba. Na początek lub – jeśli ktoś woli – jako amuse-bouche dostałem wódczany kieliszek gazpacho z granitą z bazylii. Bardzo przyjemne. Potem pojawił się wypiekany na miejscu chleb z rodzynkami, suszonymi pomidorami i oliwkami oraz czarny, barwiony sepią. Dalej był kwiat cukinii w tempurze, faszerowany kozim serem z esencją paprykową. Kombinacja smaków klasyczna, wykonanie nienaganne.

Szef kuchni, Paweł Dołżonek pracował wcześniej w znakomitej, dwugwiazdkowej tokijskiej restauracji Narisawa, nic więc dziwnego, że wschodnie techniki kulinarne ma w małym palcu. Zjadłem też perliczkę z orkiszem, bobem i grzybami trumpetkami. Mięso było kruche i delikatne, orkisz idealnie al dente, grzyby zdominowane smakiem truflowej oliwy... Przebojem okazał się deser – czekoladowe semifreddo z lodami z lubczyku! Użycie właśnie tego ziółka, a nie powszechnie stosowanej mięty, nadało kremowej czekoladowej kuli zupełnie nowy wymiar. Odmienne dania znajdziemy w karcie bistro, gdzie na obiad wpadłem w T-shircie, krótkich spodniach i trampkach. Potrawy są na pierwszy rzut oka znane: burger, kurczak pieczony, sola meunière, dziki łosoś czy schab milanese.

Diabeł – i smak – tkwi w szczegółach. Delikatnemu i soczystemu łososiowi towarzyszył rodzaj mizerii, kurki z miejscowych lasów i nieczęsto spotykany na stołach soliród. Ten ostatni nadawał daniu kwasowość i chrupką konsystencję, która idealnie pasowała do słodkawego ogórka i ryby. Jeśli zamówimy zagrodowego kurczaka (dla 2 osób), przyjdzie nam na niego poczekać 40 minut, bo kuchnia piecze go na zamówienie, nie odgrzewa. Milanese to z kolei ulubione danie właściciela pałacu Ciekocinko, więc sposób wykonania i podania tej potrawy (z fasolką i karczochami) był wielokrotnie z nim konsultowany.
W karcie są również sałaty oraz kilka deserów. Nie mogłem sobie odmówić crème brûlée, w którym z zadowoleniem odnalazłem nasionka ze strąka wanilii. Obydwie restauracje są dostępne nie tylko dla hotelowych gości.

Zdjęcia: Rafał Lipski, Stylizacja: Agata de Virion

W OKOLICY:

  • Oczywiście pojeździmy konno (zaawansowani skorzystają z pałacowych stajni, początkujący ze stadniny Choczewo, Białogóra albo Sasino).
  • W hotelowym parku można spędzić cały dzień albo wąwozem przejść nad rzeczkę, gdzie na gości czeka kameralna plaża z leżakami, altaną i pomostem.
  • Pałac położony jest nad rzeką Chełst na Pobrzeżu Kaszubskim. Concierge kieruje się zasadą „Spełnić każdą zachciankę gości”. W ofercie między innymi: romantyczna kolacja na szczycie latarni morskiej Stilo, lot balonem lub helikopterem, rejs zabytkowym jachtem, polowania, golf, jogging na plaży, degustacje win, wycieczki do okolicznych pałaców i dworków, trekking z przewodnikiem, wędkowanie (szef kuchni przygotuje zdobycz zgodnie z naszym życzeniem).
  • Dla pasjonatów – nurkowanie do bałtyckich wraków. Koło Sasina zaczynają się ruchome wydmy – Rezerwat Przyrody Mierzeja Sarbska.

Udogodnienia

  • Malownicze
    położenie
  • Strefa
    Wellnes & SPA
  • 1906 Gourmet Restaurant
    Bistro Luneta & Lorneta
  • Centrum
    biznesowe

Kontakt

Pałac Ciekocinko Hotel Resort & Wellness Choczewo, Ciekocinko 9 www.palacciekocinko.pl
reklama

Lokalizacja

reklama
reklama

Zostań z nami

Bądź na bieżąco