werandcountry.pl weranda.pl
  • W hotelu

Najwyżej położony hotel w Europie. Nocleg na lodowcu w Alpach

autor: Agnieszka Kaszuba

Na wysokości 3212 m n.p.m. hotel przestaje być zwykłym punktem noclegowym. Glacier Hotel Grawand w Val Senales stoi wysoko w Alpach, przy lodowcu, w miejscu, do którego dociera się już nie ulicą pod wejście, tylko kolejką. Trudno o bardziej dosłowne spotkanie z wysokimi górami.

W Alpach łatwo znaleźć hotel z widokiem na góry, ale dużo trudniej taki, który stoi już właściwie w samym ich wysokim piętrze. Glacier Hotel Grawand w Val Senales leży na wysokości 3212 m n.p.m., tuż przy górnej stacji kolejki i niedaleko tras na lodowcu. Żeby tu dotrzeć, trzeba najpierw wyjechać z doliny wysoko w górę i dopiero wtedy widać, jak bardzo to miejsce różni się od typowych alpejskich adresów. Nie ma tu pocztówkowego nastroju kurortu z deptakiem i sklepami pod oknem. Jest za to śnieg, surowy krajobraz, zmienne światło i poczucie, że noc spędza się naprawdę wysoko, w miejscu podporządkowanym górze, pogodzie i rytmowi lodowca. Widoki? Trudno opisac tutejsze wschody i zachody słońca. 

Wnętrze pokoju w Glacier Hotel Grawand oświetlone porannym słońcem z widokiem na góry
Największą wartością tego miejsca są widoki, które po przebudzeniu ogląda się prosto z łóżka.

Hotel, do którego nie podjeżdża się pod drzwi

Glacier Hotel Grawand nie robi wrażenia dlatego, że jest luksusowy w klasycznym alpejskim sensie. Najpierw zwraca uwagę samo położenie. Hotel stoi na wysokości 3212 m n.p.m., tuż przy górnej stacji kolejki na lodowcu Val Senales, i już ten jeden fakt ustawia cały pobyt. Tutaj nie przyjeżdża się samochodem pod wejście, nie wychodzi rano na spacer po miasteczku i nie schodzi wieczorem na dół do restauracji przy rynku. Wszystko wygląda inaczej, bo to nie jest hotel w dolinie z widokiem na góry, tylko hotel wpisany w ich najwyższe piętro. 

To miejsce nie wzięło się znikąd. Jego historia zaczęła się wraz z uruchomieniem kolejki na lodowiec 12 lipca 1975 roku, kiedy wysokogórski teren na wysokości ponad 3200 metrów został połączony z doliną Schnals. Wcześniej okolice Grawandu były praktycznie niedostępne i wykorzystywane głównie do prac pomiarowych oraz wojskowych. Dopiero rozwój infrastruktury sprawił, że w tej części Alp można było mówić nie tylko o alpinizmie czy technicznej obecności człowieka, ale też o turystyce i narciarstwie. Hotel jest więc częścią większej historii o tym, jak lodowiec został oswojony, choć do dziś nie da się tu zapomnieć, kto naprawdę stawia warunki. 

Na miejscu od razu czuć, że to adres działający według innych zasad niż większość górskich hoteli. Pogoda potrafi zmienić się bardzo szybko, światło jest ostre, a przestrzeń wokół ma w sobie coś z zaplecza wyprawy, a nie z klasycznego kurortu. Z jednej strony jest infrastruktura narciarska, z drugiej surowy krajobraz lodowca i widok na dziesiątki trzytysięczników. To właśnie dlatego Grawand przyciąga nie tylko narciarzy, ale też ludzi, którzy chcą po prostu zobaczyć, jak wygląda nocleg naprawdę wysoko w Alpach, tam, gdzie góry nie są dekoracją, tylko codziennym otoczeniem. 

Taras przy Glacier Hotel Grawand z widokiem na śnieg i panoramę Alp
Wystarczy wyjść przed hotel, by od razu zobaczyć surowy krajobraz lodowca i alpejskie szczyty.

Jak wygląda hotel na wysokości 3212 metrów

Grawand nie przypomina hoteli, które znamy z alpejskich miasteczek w dolinach. Nie ma tu eleganckiego deptaka pod oknem, sklepów z pamiątkami za rogiem ani tej przewidywalnej, kurortowej atmosfery. Jest za to budynek postawiony wysoko, przy górnej stacji kolejki, w miejscu, gdzie krajobraz robi większe wrażenie niż jakikolwiek hotelowy koncept. W środku wszystko wydaje się podporządkowane jednemu celowi, dać schronienie i wygodę tam, gdzie góra wciąż dyktuje warunki. 

Wystrój jest prosty, spokojny i bez przesady. Dużo tu drewna, jasnych powierzchni i ciepłych akcentów, które mają raczej uspokajać niż imponować. To nie jest adres zbudowany na efekcie luksusu w stylu designerskich hoteli, tylko miejsce, w którym po kilku godzinach na śniegu chce się po prostu wejść do ciepłego pokoju, usiąść przy oknie i popatrzeć na białe stoki oraz szczyty. W takim miejscu właśnie widok staje się najważniejszym elementem wnętrza. Z okien widać lodowiec i wysokie partie Alp, a hotel żyje trochę w rytmie światła, pogody i tego, jak zmienia się krajobraz od rana do wieczora. 

Same pokoje są raczej funkcjonalne niż pokazowe. Dwuosobowe mają około 20 metrów kwadratowych, większe pokoje około 30, są też rodzinne suite’y, więc nie chodzi tu o apartamentowy rozmach, tylko o sensownie zaplanowaną przestrzeń do odpoczynku. W pokojach są duże łóżka, sofa albo dodatkowe łóżko, łazienka, podstawowe wygody i wszystko, co potrzebne po dniu spędzonym wysoko w górach. Ważniejsze od metrażu jest jednak to, że nic tu nie odciąga uwagi od miejsca. Grawand nie próbuje konkurować z otoczeniem, bo i tak nie miałby z nim szans. Pokoje urządzone są w nowoczesnym alpejskim stylu, z drewnem i prostymi detalami, które bardziej budują poczucie schronienia niż hotelowej pokazowości. 

Na tej wysokości liczą się też rzeczy, które w zwykłym hotelu uznalibyśmy po prostu za dodatek. Tutaj znaczenia nabiera ciepła sauna, łaźnia parowa, porządna kolacja i śniadanie przed wyjściem na lodowiec. Połączenie wysokogórskiej surowości z takim prostym komfortem jest chyba najciekawsze w całym tym miejscu. Z jednej strony nocuje się niemal na wysokości alpinistycznej, z drugiej po powrocie można usiąść w cieple, zjeść kolację i patrzeć na panoramę ponad setki trzytysięczników. To właśnie ten kontrast najlepiej tłumaczy, czym Grawand różni się od zwykłego hotelu w Alpach. W cenę pobytu wliczone jest zwykle także śniadanie i obiadokolacja oraz przejazdy kolejką przy przyjeździe, wyjeździe i raz dziennie w trakcie pobytu. 

Jeśli chodzi o ceny, ten hotel nie jest zaskakująco drogi jak na swoje położenie, choć oczywiście płaci się tu nie tylko za pokój, ale też za wysokość, logistykę i samą wyjątkowość miejsca. Bazowe stawki zaczynają się od około 105 euro za osobę za noc w pokoju dwuosobowym lub trzyosobowym. W systemie rezerwacyjnym pojawiają się też oferty promocyjne od 87 euro za osobę za noc. Są również gotowe pakiety, na przykład 7 nocy z HB i 7 dniami skipassu od 875 euro za osobę albo 4 noce z HB i 4-dniowym skipassem od 474 euro za osobę

Pokój w Glacier Hotel Grawand z drewnianym wykończeniem i dużym oknem z widokiem na Alpy
W pokojach najważniejsze nie są dekoracje, tylko to, co widać za oknem.

Narty, widoki i sauna 

W Grawandzie trudno zamknąć pobyt wyłącznie w formule „hotel ze śniadaniem i widokiem”. To miejsce działa inaczej, bo właściwie od razu po wyjściu z budynku zaczyna się lodowiec i wysokogórska infrastruktura. Najbardziej oczywistym powodem przyjazdu są oczywiście narty. Hotel stoi tuż przy początku tras na lodowcu Val Senales, więc rano nie trzeba organizować całego dnia od zera, tylko po prostu wyjść i po kilku minutach być już na śniegu. To działa zarówno dla osób, które przyjeżdżają tu na typowy narciarski wyjazd, jak i dla tych, którzy chcą po prostu sprawdzić, jak wygląda jazda na wysokości ponad 3000 metrów. 

Ale Grawand nie kończy się na samym narciarstwie. W tej części lodowca można też chodzić na rakietach śnieżnych, wybrać się na skitury albo ruszyć na piesze wędrówki, jeśli warunki na to pozwalają. Okolica hotelu jest jednym z tych miejsc, w których nawet krótki spacer nabiera innego znaczenia, bo krajobraz jest surowy, szeroki i niemal od razu odcina od codzienności w dolinie. W materiałach dotyczących okolicy powtarza się też wątek wycieczek z przewodnikiem po strefie lodowca, co dobrze pokazuje, że to nie jest teren do przypadkowego błąkania się, tylko przestrzeń, którą najlepiej poznaje się świadomie i z szacunkiem do górskich warunków. 

Bardzo ważnym punktem pobytu jest też Iceman Ötzi Peak, czyli punkt widokowy położony zaledwie kilka minut od górnej stacji kolejki. Prowadzą do niego stalowe schody, a na górze czeka panorama 360 stopni. Przy dobrej widoczności widać stąd nie tylko otaczające szczyty, ale też daleką część Południowego Tyrolu, a według opisu regionu nawet bardzo odległe fragmenty krajobrazu na południu. To także miejsce symboliczne, bo właśnie w tej okolicy odkryto Ötziego, człowieka lodu, z którym Val Senales jest dziś najmocniej kojarzone. Sama bliskość tego punktu sprawia, że pobyt w hotelu nabiera dodatkowego sensu, bo nie chodzi wyłącznie o sport, ale też o kontakt z miejscem ważnym dla historii Alp. 

Po aktywnym dniu wraca się do rzeczy zaskakująco prostych, ale tutaj wyjątkowo przyjemnych. Sauna, łaźnia parowa i kabina infrared nie są w tym hotelu dodatkiem na wypadek złej pogody, tylko naturalną częścią pobytu. Po kilku godzinach na śniegu albo po spacerze po lodowcu możliwość wejścia do ciepła naprawdę zmienia odbiór miejsca. Grawand podkreśla też, że działa tu najwyżej położona sauna fińska w Europie, i akurat w tym przypadku nie brzmi to jak ozdobnik, tylko jak bardzo konkretne doświadczenie, jedno z tych, które trudno potem porównać z jakimkolwiek innym hotelem w Alpach. Po kilku godzinach na śniegu wejście do ciepłej sauny, kiedy za oknem widać lodowiec i wysokogórski krajobraz, ma zupełnie inny klimat niż w zwykłym kurorcie.

Fot. A. Kaszuba