werandcountry.pl weranda.pl
  • W hotelu

Jak się gości w Oberlandach? Rozmowa z właścicielami Liva Parku

autor: Materiał partnera

Są takie miejsca, które nie próbują być modne. Nie gonią za trendami, nie potrzebują filtrów ani nadmiaru słów. Po prostu są. Spokojne, zanurzone w naturze i co najważniejsze – autentyczne. I to wystarcza.

Tak właśnie zaczęła się historia Liva Parku czyli glampingu ukrytego w Oberlandzie, czyli w tej mniej oczywistej, wciąż nieco zapomnianej, można nawet powiedzieć – wymazanej z mapy części Mazur. O miejscu, które powstało z potrzeby ciszy, uważności, kultywowania tożsamości i piękna, rozmawiamy z jego twórcami: Anną i Maciejem Olipra.

Oberland brzmi trochę tajemniczo. Czym właściwie jest?

To historyczna nazwa regionu, który obejmuje dzisiejsze tkzw. Mazury Zachodnie. Mniej znane niż nazwijmy to „klasyczne Mazury”, ale przez to bardziej prawdziwe, bardziej autentyczne – mówi Maciek Olipra. – Nie ma tu takiego natężenia turystyki, nie ma tłumów. Jest przestrzeń, cisza i przyroda, która nie została „przearanżowana” pod turystów a jednak jest na tyle wyjątkowa ,że to właśnie ta kraina była najpupalrniejszą destynacją turystyczną dawnych Prus Wschodnich.

I chyba właśnie to tu przyciąga – dodaje Ania Olipra. – Ta autentyczność. To, że można jeszcze znaleźć miejsce, gdzie wszystko toczy się trochę wolniej a przyroda otula i poprawia nastrój a nie przytłacza wielkimi jeziorami i wielkim hałasem.

Skąd pomysł na Liva Park?

Z potrzeby – odpowiada bez wahania Maciek. – Sami szukaliśmy takich miejsc. Takich, gdzie można odpocząć naprawdę, a nie tylko „zmienić lokalizację”. I okazało się, że w Polsce wciąż jest ich niewiele. Ja jestem stąd i postanowiłem tu wrócić. 

Chcieliśmy stworzyć coś co będzie wpisywało się w okolicę. Nie chcieliśmy budować kolejnego „obiektu noclegowego” – dodaje Ania. – Mieliśmy wizję miejsca, do którego sami chcielibyśmy wracać i takiego z którego nasze dzieciaki nie chciałyby wyjeżdżać. Takiego, które daje oddech.

Proces powstawania Liva Parku nie był szybki. Wymagał decyzji, cierpliwości i uważności na detale. Szczególnie na początku dużo rzeczy robiliśmy intuicyjnie, ale z dużą dbałością o spójność – mówi Ania. – Od układu przestrzeni, przez materiały, po to, jak gość będzie się czuł, kiedy rano wyjdzie na taras.

Jak się „gości” w Liva Parku?

Chyba najprościej: normalnie – uśmiecha się Maciek. Nie mamy tu sztywnego scenariusza ani „atrakcji do odhaczenia” choć samych atrakcji jest tu co niemiaria. Goście przyjeżdżają i sami odnajdują swój rytm. I to jest dla nas najważniejsze – dodaje – Żeby nikt nie czuł presji. Można zrobić dużo, ale można też nie robić nic. I jedno, i drugie jest w porządku.

Zobacz nasze materiały wideo

Drewniany dom wakacyjny Liva Park z dużymi oknami, tarasem i ogrodem na tle mazurskiego krajobrazu.
Drewniana villa w Liva Parku łączy prostą architekturę z dużymi przeszkleniami i widokiem na otwartą przestrzeń.

Poranki zaczynają się tu powoli – od kawy na tarasie, często w ciszy przerywanej tylko dźwiękami natury. Dzień może przynieść spacer, rower, kajaki, spacer z Alpaką, czas nad wodą albo książkę czytaną bez pośpiechu. Wieczory to ogień, rozmowy, spokój i przestrzeń – także, a może szczególnie – ta mentalna. – dodaje Ania

Najlepsze momenty to te, kiedy goście zaczynają zwalniać, a widać to po nich bardzo szybko – puentuje Ania

Czym Liva Park różni się od innych miejsc tego typu?

Przede wszystkim tą przestrzenią – odpowiada Maciek. Nie jesteśmy „ściśnięci”. Każdy ma swoją prywatność. I tym, że nie próbujemy udawać czegoś, czym nie jesteśmy – dodaje. – To jest natura. My tylko stworzyliśmy warunki, żeby można było jej doświadczać komfortowo. Namioty i Ville w Liva Parku łączą estetykę z wygodą. Są przemyślane, lusksowe ale nieprzeładowane. Bliskie naturze, ale bez rezygnowania z jakości.

Zależało nam, żeby goście nie musieli wybierać między „luskusowo i wygodnie” a „w zgodzie z naturą”Można mieć przecież jedno i drugie. – mówi Ania.

2

Kim są Wasi goście?

Naszymi gośćmi! I są to naprawdę różni ludzie – mówi Maciek. – Ale łączy ich jedno: potrzeba przeżycia czegoś innego, oderwania się od codzienności. – dodaje

Dużo jest rodzin z dziećmi. – Ludzi, którzy chcą pobyć razem, bez rozpraszaczy ale też bez nudy – rodzic odpoczywa jak dzieciaczek ma co robić. Często przyjeżdżają też osoby kreatywne, które potrzebują przestrzeni do myślenia. Nie ma tu masowej turystyki. Nie ma tu klimatu „pod turystów”. Jest coś innego, trudniejszego do opisania, ale wyczuwalnego od pierwszej chwili. – dodaje Ania

Jak chcecie, żeby goście się tu czuli?

Swobodnie, tak jak chcą. Jak u siebie, tylko spokojniej. – odpowiada Ania

I żeby wyjeżdżali z poczuciem, że naprawdę odpoczęli. Nie tylko fizycznie, ale też mentalnie. – dodaje Maciek.

Liva Park nie próbuje być wszystkim dla wszystkich. I może właśnie dlatego działa. Jest konsekwentny, spokojny, prawdziwy. A Oberlandy Wciąż pozostaje trochę na uboczu i funkcjonują w „pustce fizjograficznej” – ale o tym następnym razem. Tymczasem region ten stoi otworem by odkrywać go bez pośpiechu. Tak, jak powinno się odkrywać miejsca wyjątkowe.

Fot. materriały prasowe