werandcountry.pl weranda.pl
reklama
  • W podróży

Weekend z podróżnikiem – Monika Witkowska

autor: Weranda Weekend

Jak spędza weekendy podróżniczka, dziennikarka, która ma już na koncie 180 odwiedzonych krajów i połowę roku spędza w podróży? Rozmawiamy z Moniką Witkowską.

Praca czy relaks?
Przy moim trybie życia i częstych podróżach określenie "weekend" nie oznacza wcale wolnego czasu. Na ogół wykorzystuję go na pracę i to wyjątkowo efektywną, bo w przeciwieństwie do normalnych dni tygodnia nie rozpraszają mnie telefony i służbowe spotkania. Nie narzekam jednak, że nie leniuchuję. Mam szczęście, bo praca zapewnia mi frajdę, a nawet relaks. Tak jest choćby z pisaniem (artykułów, książek, bloga) – ja to po prostu lubię!

Są też weekendy wypełnione przez spotkania autorskie czy prelekcje podróżnicze. Nie wiem, czy powinnam nazywać to pracą – mam z tego mnóstwo satysfakcji, bo spotykam przy tych okazjach wielu fantastycznych ludzi. Nie zależy mi na promocji swojej osoby, moim celem jest zarażanie pasją i przekonywanie innych, że marzenia się spełniają, ale trzeba im w tym pomóc (m.in. własną pracą i determinacją).

W domu czy poza domem?
Różnie. Jeśli ponad połowę roku spędza się w podróżach, to przychodzi chęć posiedzenia w domu i nacieszenia się własnym kątem. Zresztą, ja te swoje skromne blokowe mieszkanko szczerze uwielbiam. Jeśli jednak się zdarzy, że już dwa tygodnie nigdzie nie wyjeżdżam (rzadko, ale bywa), zaczyna mnie "nosić" i wtedy jedziemy z mężem gdzieś w Polskę.
 
Kameralnie czy w większym gronie?
Zależy od pomysłu, planów rodzinnych, no i od nastroju. Lubię przebywać z ludźmi, ale jeśli jestem sama, też się nie nudzę. Bywa, że wręcz potrzebuję samotności, czasu na spokojne przemyślenie różnych spraw.

Imprezowo czy domowo?
Podczas wyjazdów z grupami, jako pilot, mam wystarczająco dużo okazji do „imprez”, tak więc kiedy wracam do domu, preferuję spokojniejszy sposób wykorzystywania wolnych chwil. Niekoniecznie w domu, ale na pewno nie jestem miłośniczką np. clubbingu i imprez z nadużywaniem alkoholu.

Miasto czy wieś?
Zależy, jakie miasto? Są takie, do których z pewnością warto wyjechać na weekend. Do moich ulubionych egzotycznych miast należy Stambuł. Z kolei w Polsce lubię wpadać do Trójmiasto i Torunia. Ale wieś też lubię – wciąż mam tam dużą część rodziny. Zwłaszcza po dłuższym czasie za granicą, brak mi tych naszych łanów zbóż, łąk czy polskich lasów.

Zabytki czy przyroda?
Przyroda: natura, krajobrazy, obserwowanie zwierząt, fotografowanie kwiatów. Inna sprawa, że równie ważni są dla mnie także lokalni ludzie – ich zwyczaje, opowieści, codzienne życie. Zabytki również lubię, ale przy ich zwiedzaniu zamiast nawału dat i informacji typu: „kiedy coś tam przebudowano”, wolę legendy i ciekawostki.

Przygoda czy wygoda?
Jasne, że przygoda!!! Dlatego właśnie na prywatnych wyprawach wybieram jeżdżenie autostopem, spanie w namiocie i jedzenie z przydrożnych straganów dla lokalesów. Moi znajomi żartują, że jeśli ktoś chciałby mnie za coś ukarać, wystarczyłoby zamknąć mnie w superluksusowym hotelu bez możliwości jego opuszczania.
 
Aktywnie czy na leżaku?

Zdecydowanie aktywnie. Leżenie czy siedzenie dłużej niż kwadrans zaczyna mnie męczyć. Rzadko oglądam telewizję, ale nawet jeśli, to coś przy tym robię – szyję, prasuję, naprawiam. Urlop na plaży to w moim przypadku pomyłka, no chyba że mam dostęp do deski windsurfingowej albo sprzętu nurkowego.
 

Z lekturą czy bez?
Z lekturą! Muszę jednak przyznać, że to, co czytam, wiąże się zwykle z tym, nad czym aktualnie pracuję (wyszukuję informacje do artykułów albo przygotowuję się do wyjazdu). Nie wyobrażam sobie życia bez książek – mam w domu bardzo bogatą bibliotekę, lubię też domy, gdzie jest podobnie. Jestem przywiązana do książek w wersji tradycyjnej (papierowej), ale doceniam też audiobooki – korzystam z nich w trakcie biegania, kiedy prowadząc samochód i stoję w korkach, a nawet w górach (zwłaszcza przy którymś dniu czekania w namiocie na pogodę) czy na rejsach (stojąc za sterem na dłużącej się, nocnej wachcie).

Kino czy teatr?
Szczerze mówiąc to hity filmowe oglądam głównie w samolotach, na długich lotach, bo w codziennym życiu brakuję mi czasu na systematyczne chodzenie do kina. Mając jednak do wyboru kino czy teatr, wybiorę teatr, bo podoba mi się bliski kontakt z aktorami i świadomość uczestnictwa w czymś wyjątkowym (każdy spektakl jest na swój sposób inny).
 
Kucharzenie czy restauracja?
Nie ukrywam, że nie doszłam jeszcze do etapu, żebym miała fundusze pozwalające mi na chodzenie do dobrych restauracji (bywam w nich tylko przy okazjach służbowych). Wszelkie oszczędności przeznaczam na swoje wyprawy, tak więc bez żalu zamiast obiadu w lokalu z gwiazdką Michelina staję przy kuchni i pichcę sama, ewentualnie z mężem. Mamy z Pawłem podział: ja robię sałatki i ciasta, on zupy i mięsa.
 
Online czy offline?
Ze względu na mój styl życia i pracy, jednak „online”, ale bez przesady. Nie muszę non stop przeglądać newsów, nie jestem uzależniona od Facebooka, nie mam potrzeby wysyłania co chwilę maili czy esemesów. Pamiętam taki napis w jednym ze schronisk w słowackich Tatrach: „Wi-Fi nie mamy, rozmawiajcie między sobą”. Nie miałabym nic na przeciw, aby stało się to normą, nie tylko w górach.
 
Monika Witkowska – podróżniczka – ma na koncie 180 odwiedzonych krajów i takie osiągniecia jak: wejście na Mount Everest, opłynięcie Czukotki w trakcie arktycznego rejsu, trzymiesięczny rejs przez Przejście Północno-Zachodnie (od Grenlandii na Alaskę) na jachcie "Solanus". Dziennikarka, od lat pisząca o podróżach i aktywnym sposobie spędzania czasu, pilotka wycieczek, prowadzi także szkolenia, prelekcje, wykłady motywacyjne. O sobie mówi: "Jaka jestem? Chyba normalna. Mieszkam w bloku, pracuję, mam swoje kłopoty, a i kompleksy też, no ale robię wszystko, aby swoje życie przeżyć ciekawie". Więcej o podróżach Moniki Witkowskiej można przeczytać na stronie: www.monikawitkowska.pl.

Opracowanie: Ewa Pluta. Zdjęcia: Monika Witkowska

reklama
reklama

Zostań z nami

Bądź na bieżąco