- W podróży
Bary, w których nie wypada rozmawiać. Ten trend dotarł już do Polski
Krzesła ustawione w stronę głośników, telefon wyciszony, rozmowy ograniczone do minimum. W listening barach zasady są proste: najpierw muzyka, dopiero potem drink, jedzenie i towarzystwo. Pomysł narodził się niemal sto lat temu w Japonii, a dziś podobne miejsca otwierają się w Londynie, Berlinie, Barcelonie i Warszawie.
Zobacz nasze materiały wideo
Jeszcze niedawno dobrego sprzętu audio szukało się przede wszystkim w domach zapalonych melomanów. Dziś coraz częściej staje się on sercem modnego baru czy kawiarni. Zamiast muzyki grającej gdzieś w tle dostajemy tu cały rytuał słuchania – z winylami, starannie ustawionymi głośnikami i repertuarem, którego nie wybiera się przypadkiem.
Tu najważniejsza jest muzyka
Co robią krzesła na dancefloorze? Dziwili się goście, gdy pierwszy raz wchodzili do baru Spiritland na londyńskim King’s Cross. Bo przecież wieczór przy drinkach i muzyce kojarzyć się musi z tańcami. Tymczasem tu napój i przekąska to tylko dodatek. Najważniejsza jest muzyka. Odtwarzana z winylowych płyt na legendarnych gramofonach Technics SL 1200, płyt CD, a nawet… starych szpul magnetofonowych. Do tego zrobiony na zamówienie mikser i kolumny głośnikowe zbudowane dokładnie pod akustykę pomieszczenia. Tu przychodzisz, by zanurzyć się w najlepszych dźwiękach.
Spiritland jest listening (hi-fi) barem. Podobnych miejsc jest coraz więcej na świecie. Wszystko zaczęło się w Japonii, a pierwszym tego typu lokalem był założony w 1926 roku Meikyoku Kissa Lion. Kissa (kissaten) to popularny do dziś rodzaj osiedlowej kawiarni o domowej atmosferze. Skąd myśl, by wstawić tam porządny sprzęt grający i przyciągnąć melomanów? Najpewniej z braku dostępu do zachodnich płyt i gramofonów. Ludzie pragnęli muzyki, ale nie wszyscy mogli sobie na nią pozwolić.
Ongaku kissa – muzyczne bary – szczególną popularność zyskały w Japonii w latach pięćdziesiątych. To miejsca wyrosłe z pasji właścicieli. Wstawiali swój sprzęt grający i puszczali ukochaną muzykę. Stąd do tej pory zachował się podział gatunkowy. W jednych posłuchasz tylko jazzu, w innym muzyki klasycznej czy bardzo popularnego w Japonii klasycznego rocka.
Lion Café istnieje po dziś dzień, prowadzone przez czwarte już pokolenie rodziny założyciela. Odtwarzana jest tu tylko muzyka klasyczna, a centralny punkt kawiarni stanowi para nierównej wielkości głośników, zaprojektowanych przez inżyniera, który niegdyś bywał tu gościem.
Z Japonii do Londynu, Berlina i Barcelony
Moda na muzyczne bary ruszyła z Japonii w świat relatywnie niedawno. Ale w ciągu kilku lat takie miejscówki wykwitły w europejskich i amerykańskich miastach. Spiritland to weteran sceny, powstał 10 lat temu. Za dnia jest kawiarnią, wieczorem zmienia się w elegancki cocktail bar. W Berlinie jazzu posłuchasz w Rhinoceros. W Barcelonie Oblicuo proponuje wyprawę w świat eksperymentalnej elektroniki. Wszystko „podane” na najlepszym sprzęcie grającym.
Listening bar to nie filharmonia, ale etykieta jest ważna. Goście proszeni są o wyłączenie dźwięku w telefonie i wstrzymanie się od rozmów, gdy trwa odsłuch. Jeśli gra DJ, raczej nie prosimy go, by puścił nasz ulubiony kawałek, tylko słuchamy tego, co przygotował. Zdarza się jednak, że klienci przychodzą z własnymi płytami. Wreszcie jedzenie – absolutnie dopuszczalne, choć znów staramy się nie generować niepotrzebnych dźwięków.
Muzyczne bary w Londynie czy Nowym Jorku różnią się nieco od swych japońskich protoplastów. Ongaku kissa to zazwyczaj niewielkie miejsca, gromadzące od lat tę samą garstkę klientów. Lokale takie jak Oblicuo czy Spiritland łączą najlepsze technologie odtwarzania dźwięku z designerskimi wnętrzami. Esencja jednak pozostaje ta sama: muzyka jest najważniejsza, reszta to tylko dodatek.
Listening bary są już także w Polsce
Moda na hi-fi bary dotarła również do Polski. W Warszawie można pójść na kawę specialty i winylowy odsłuch do Tekli. Muzycznym sercem lokalu są głośniki Altec A7 – legendarny model, który w latach 60. i 70. grał w amerykańskich kinach studyjnych. Wieczorne atrakcje zapewni wizyta w B-Side, gdzie przy koktajlach posłuchacie muzyki na audiofilskim sprzęcie.
Hi-fi bary łączą najlepszy dźwięk, życie towarzyskie i ciekawy design. Można by rzec, że są programowo „instagramowe”. Choć wydają się miejscem sabatów audiofilów, gotowych pół nocy dyskutować nad przewagą tego czy innego tłoczenia płyty Herbiego Hancocka, tak naprawdę przyciągają różnorodną publiczność. I bardzo dobrze, bo dobrej muzyki zagranej na dobrym sprzęcie nigdy za wiele!
