reklama
  • W hotelu
  • Hotele i spa

The Granary we Wrocławiu – wiekowe mury uratowane

autor: Joanna Halena

Mennicza, maleńki zaułek w centrum starego Wrocławia. Kiedyś stary spichlerz zbożowy, dziś pięciogwiazdkowy, butikowy hotel.

Chociaż ma już pięć lat, wrocławianie wciąż przychodzą tu, by podziwiać, co można zrobić z ruiny. Na ścianach korytarzy wiszą zdjęcia jeszcze sprzed rozpoczęcia budowy – do nieba sterczą dwie szczytowe ściany z czerwonej cegły, z ziemi wystają żebra oryginalnych, średniowiecznych sklepień, a w środku spichlerza rosną dorodne, soczysto-zielone krzewy. Czego nie zniszczył czas, pochłonął ogień,bo w latach 70. był wielki pożar. – Wyglądało to nieciekawie – mówi Karolina Dudzic z The Granary La Suite Hotel. – Na szczęście nasz architekt Asaf Gottesman ma nie tylko doświadczenie w ratowaniu starych murów, ale też wizję, jak je wpleść w miejską architekturę. Hotel powstał na planie litery L. Właśnie to krótsze ramię, z bardzo dyskretnym jak na pięciogwiazdkowy luksus napisem, widzimy od strony wąziutkiej, jednokierunkowej Menniczej. Granary ma oczywiście własny parking wewnętrzny.

Od razu schodzimy na poziom –1, gdzie mieści się lobby wyłożone antracytowym łupkiem. Większe walizy można zwieźć windą lub poprosić o pomoc krzepkich panów z recepcji. Cicha muzyka, wygodne skórzane fotele, a nad głowami dizajnerskie lampy Skygarden Marcela Wandersa zaprojektowane dla włoskiej firmy Flos. Zarówno klasyczne (bo wewnątrz mają kwiatowe reliefy przypominające sztukaterie pod sufitami starych kamienic), jak i nowoczesne (kloszew kształcie prostych mis). Są jak wizytówka hotelu: tu na każdym kroku nowoczesność splata się z tradycją.

Najbardziej historyczne są pokoje w przyziemiu – jedyne pomieszczenia ze średniowiecznymi sklepieniami, a pod numerem 4 – z datą 1796 i znalezioną podczas renowacji tabliczką Herren Malzhof, czyli Słodownia Pańska. Garden Rooms są najmniejsze (34-45 m²), za to zamiast okien mają wyjścia do podświetlonych nocą ogródków. Idzie się do nich wzdłuż stolików w restauracji (to jedyny minus).

Piętro wyżej – typowe dwójki z wydzielonym salonikiem i sypialnią. Duże (35–42 m²), z wielkimi przeszkleniami, zaprojektowane raczej jak mieszkania, a nie pokoje hotelowe. Ale żeby tak naprawdę poczuć atmosferę Granary, każdy powinien choć jedną noc spędzić na poddaszu. Ostatnie piętro zajmują dwukondygnacyjne apartamenty z własną kuchnią i dwiema łazienkami. Niezwykłe, bo pozbawione tradycyjnych ścian i dachów. W zamian drewniany szkielet (żadnych żelaznych konstrukcji, tylko deski, jak w czasach, kiedy budowano tu spichlerz) i... olbrzymie tafle szkła osłonięte roletami. Każdy może sam stworzyć nastrój i wpuścić tyle słońca, ile chce.

Może też poświęcić jeden wieczór i zamiast kluczyć w labiryncie ulic usiąść w fotelu, podnieść wszystkie żaluzje i poczuć się jak w kinie 3D. A widoki na dachy kościołów, kamienici zieleń parków są bajkowe. Chociaż z drugiej strony, jeśli ktoś oczekuje wokół Panoramy Racławickiej z pasmem gór na horyzoncie, tu jej nie uświadczy. Coś za coś – to samo centrum, pięć minut spacerkiem od rynku, więc wokół zwarta miejska zabudowa. Mimo to jest cicho i kameralnie, z dala od głównych imprezowni miasta. Rano słychać tu tylko świergot ptaków, którym także przypadł do gustu niezwykły dach. Wielu gości podpytuje, czy hotel nie zamierza sprzedawać apartamentów. Upodobali je sobie zwłaszcza biznesmeni. Na dole łóżko i część prywatna z telewizorem, na górze: kuchnia, barek, living room i wygodne klubowe fotele.

Za same łóżka – miękkie i olbrzymie – Granary mógłby dostać pięć gwiazdek. Lepszych materaców nie spotkałam w żadnym hotelu. Po operacji kręgosłupa nigdzie się nie wysypiam.
Tu wstałam jak skowronek. Wreszcie nie bolały mnie plecy. Cud! – Materace rzeczywiście są super. Wybierała je cała ekipa hotelu – mówi z dumą Karolina Dudzic. – Rozłożyliśmy kilkanaście modeli, wszyscy się kładli i sprawdzali, który najwygodniejszy. Z ulgą zauważyłam też, że w łazience jest wanna, a nie kabina prysznicowa. Może to mało ekologiczne podejście do oszczędzania wody, ale założę się, że większość gości z przyjemnością układa się po całym dniu w pachnącej pianie.Dzięki termostatom każdy sam wyreguluje sobie temperaturę kąpieli. Puchate ręczniki, szlafroki, suszarki i kapcie to standard.

 

Kuchnia? Rewelacja! Na śniadanie świeżo wyciskane soki, jogurty, pyszne wędliny, prawdziwe, a nie dmuchane pieczywo i jajecznica ze świeżych jaj. Karta dań sezonowa. Szef kuchni – Bogumił Mroczko – szlify zdobywał na Wyspach, zarówno w pięciogwiazdkowych sieciówkach, jak i kameralnej restauracji w Belfaście, nagrodzonej gwiazdką Michelina. Wie, że o jakościnie świadczy wielkość dania czy liczba potraw w karcie. Stawia na prostotę i lokalne smakołyki. Pochodzi z Dolnego Śląska, więc wie, gdzie ich szukać. Poranna wizyta na targu to punkt obowiązkowy każdego dnia, podobnie jak rozmowa z właścicielami gospodarstwa nad Stawami Milickimi, słynącymi z najlepszych karpi w Polsce. – Rybacy dzwonią do mnie i mówią, co złowili – mówi Bogumił Mroczko. – Nie zawsze karpia. Czasem trafi się jesiotr, sum, a czasem niespodzianka.

Zdjęcia: Aleksander Rutkowski, stylizacja: Anna Olga Chmielewska
Zdjęcia: Aleksander Rutkowski, stylizacja: Anna Olga Chmielewska
Zdjęcia: Aleksander Rutkowski, stylizacja: Anna Olga Chmielewska

Wspólnie z Katarzyną Daniłowicz, koleżanką z Granary, wygrał właśnie prestiżowy konkurs Trendy Chef. Specjalnie dla nas przygotowują wołowinę posypaną młodziutkim szczawikiem zajęczym. W akcji wyglądają wspaniale, widać, że zgrana z nich para. On po AWF („przydaje się, w kuchni trzeba mieć krzepę”), ona po architekturze („pomaga mi na każdym kroku, gdy układam dania na talerzu, gdy komponuję smaki”). Czym zaskoczyli jury? – Młodym groszkiem, marchewkami prosto z grządki, szparagami bo oczywiście dzień przed wpadliśmy do naszej hali targowej i nakupowaliśmy nowalijek. Jeden sędzia mówił, że groszek był za słodki, ale on właśnie taki jest – opowiada pan Bogumił. Przy sorbecie nie miał wątpliwości. Jury wylizało miseczki do czysta.

Wszystkie nagrodzone dania trafiły już do menu w restauracji Granary. A do niej na obiady czy kolacje mogą wpaść nie tylko goście apartamentów. Może wkrótce do swoich pięciu gwiazdek hotel dołoży szóstą, tym razem Michelina? Stali bywalcy twierdzą, że to jedynie kwestia czasu.

Udogodnienia

  • Centrum biznesowe
  • Siłownia
  • SPA
  • Strefa Wellnes

Kontakt

The Granary - La Suite Hotel
Wrocław, ul. Mennicza 24 www.thegranaryhotel.com
reklama

Lokalizacja

reklama

Zostań z nami

Bądź na bieżąco