reklama
  • Od kuchni
  • Restauracje

Podlasie na weekend: gdzie zjeść? 6 sprawdzonych miejsc z podlaską kuchnią

autor: Anna Kraśnicka | 28 marca 2018

Kuchnia podlaska wkroczyła na kulinarną mapę Polski stosunkowo niedawno, ale o jej wielkim potencjale szybko zaświadczyli kucharze rangi światowej. Pod hasłem kuchnia podlaska kryją się bowiem unikatowe potrawy z całego województwa, które od setek lat jest miejscem styku różnych kultur i religii.

Wielowiekowa obecność Żydów, Tatarów oraz współistnienie mniejszości białoruskiej, ukraińskiej i litewskiej wywarło ogromny wpływ na to jak się u nas gotuje. Właśnie w Podlaskiem skosztujecie potraw zupełnie nieznanych w innych częściach kraju, których nazwy będą nieco egzotyczne, a składniki oparte na tym co rodziła podlaska ziemia. Jedna z edycji prestiżowego wydarzenia kulinarnego Cook it raw miała miejsce na Suwalszczyźnie – to właśnie wtedy, w 2012 r. dowartościowaliśmy się jako region idealnie wpisujący się w hipermodny trend o nazwie SLOW FOOD. Nasze gospodynie nawet nie wiedzą, że gotują trendi! Kuchnia podlaska jest od wieków taka sama: prosta, oparta na lokalnych produktach sezonowych, pożywna i co najważniejsze… smaczna!

Gdzie zjeść na Podlasiu? Polecam 6 wyjątkowych restauracji. Zakładając, że skorzystacie z naszego przewodnika: Podlasie na weekend: co zobaczyć? podpowiemy Wam gdzie warto wstąpić na obiad i jakich potraw koniecznie spróbować.


1/6 Białystok: Restauracja Tygiel

Białystok to prawdziwa obfitość restauracji, barów, knajpek i kawiarenek. Wybór jest ogromny. Ostatnio na kulinarną scenę stolicy podlaskiego wkroczyła niewielka restauracyjka o nazwie Tygiel. Nie sposób jej nie znaleźć, mieści się na Rynku Koścuszki, czyli w samym sercu miasta.

fot. Joanna Orłowska Fotografia
fot. Joanna Orłowska Fotografia
fot. Joanna Orłowska Fotografia

Karta jest krótka, ale jakże treściwa, menu to prawdziwy tygiel. Zamieszkujące Białystok cztery kultury i czteru kuchnie: ewangelicka, żydowska, prawosławna i tatarska. Każda z nich jest reprezentowana przez wyjątkowe dania. Przykładowo kuchnia wschodnia (prawosławna) to pożywna soljanka lub wędzony węgorz na blinach, są też sztandarowe na Białorusi draniki czyli... placki ziemniaczane. Jak przystało na restaurację wszystkie te z pozoru proste dania są serwowane w bardzo wykwintnej formie. Zadbano tak o smak, jak i o wygląd. Rekordową popularnością cieszy się tatar z Bohonik – doskonałej jakości mięso w towarzystwie domowej musztardy i borowików z podlaskich lasów to gratka dla fanów wołowiny! Kuchnia starozakonna to kugel, czulent i kawior żydowski. Wisienką na torcie jest muzyka w Tyglu. Nie usłyszycie tutaj Shakiry, ale przedwojenne szlagiery np. Mieczysława Fogga.


2/6 Supraśl: Restauracja Prowincja

Jeżeli jesteście w centrum uzdrowiska Supraśl to waszą uwagę napewno przykuje przedwojenny Dom Ludowy (a powojenne Kino Jutrzenka). Dziś ten pięknie odrestaurowany, rzadki przykład modernizmu drewnianego, jest dumą miasteczka. W 2016 r. został uhonorowany nagrodą dla najlepiej odrestaurowanego budynku drewnianego w Polsce. W jednej z sal mieści się Restauracja Prowincja
(kto i jak tam gotuje przeczytacie w dłuższej recenzji: Podlasie na weekend: obiad w Prowincji). 

fot. ZagataPhoto, Kolekcjoner Kadrów

Niewielkie i dość skromnie urządzone wnętrze kryje bogactwo podlaskich smaków. Właściciele korzystają
z lokalnych tradycji i produktów regionalnych. Trzeba przyznać, że kucharze nie boją się tutaj eksperymentów! Jesienią w menu był np. hummus z fasoli, nigdzie indziej na Podlasiu nie zjecie sałatki z ozorem wołowym... W karcie zawsze znajdziecie ser koryciński, żur, smalczyk i piwa kraftowe produkowane w Podlaskiem. Warto na deser zamówić sękacza, który jest wypiekany w Prowincji w tradycyjny sposób. To dziś prawdziwa rzadkość – proces ten jest bowiem skomplikowany – sękacze wypieka się na rożnie nad ogniem zaś receptury są pilnie chronione. Prowincja ma też tę zaletę, że jest otwarta do 1:00 w nocy, chyba najdłużej w Supraślu.


3/6 Tykocin: Restauracja Tejsza

Jeżeli szukacie restauracji nowoczesnej, antyseptycznej to nie jest miejsce dla Was! W piwnicy Domu Talmudycznego, tuż obok XVII-wiecznej synagogi znajduje się najstarsza restauracja w Tykocinie. Istnieje nieprzerwanie od 1978 r.! Docenili ją znawcy kuchni żydowskiej, bywał tu Robert Makłowicz, ale też tysiące turystów, którzy zaświadczają o wyjątkowości tego miejsca. Tejsza ma swój vinatge klimat i stałe menu. Karta nie jest długa, decyzję podejmiemy szybko.

Mimoże że nie pozorna, docenili ją znawcy kuchni żydowskiej. Bywał tu Robert Makłowicz, ale też tysiące turystów podkreślający wyjątkowość tego miejsca.

fot. iwona _ kellie/flickr.com

Należy pamiętać, że kuchnia żydowska lubi słodkie dodatki takie jak miód, rodzynki i inne bakalie. Bez wątpienia sztandarowym daniem w Tejszy jest cymes świąteczny. Możemy go zamówić z kuglem i wtedy najemy się pod korek. Cymes to wyśmienity gulasz wołowy, a kugel to babka ziemniaczana. Wołowina rozpływa się w ustach, a babka jest sprężysta i nie przepieczona. Przystawki też są świetne – warto zamówić wątróbkę i śledziki po żydowsku. Niepowtarzalny smak mają kreplechy (pierogi) z Tejszy, które były nawet nominowane w konkursie na Podlaską Markę Roku. Wszystko to popijecie domowym kompocikiem lub czerwonym, koszernym winem. Dania domowe kuchni polskiej również są smakowite, to opcja dla gości, którzy nie znoszą rodzynek i miodu z mięsem.


4/6 Szlak Tatarski: Restauracja Tatarska Jurta

Być na Podlasiu i nie zjeść w Tatarskiej Jurcie w Kruszynianach – wręcz nie wypada. To miejsce kultowe i bardzo oblegane. Jeżeli będziecie mogli wybierzcie termin mniej popularny niż długi weekend majowy, kiedy to przed drzwiami Jurty stoi ogonek głodnych turystów.

fot. Gutek Zegiert
fot. Gutek Zegiert
fot. Gutek Zegiert

Z całej gamy potraw kuchni tatarskiej powinniście zjeść pierekaczewnik. To wyrób niepowtarzalny: zarejestrowany w UE przez właścicielkę Restauracji Tatarska Jurta jako produkt regionalny o wielowiekowej tradycji. Aby zrobić pierekaczewnik trzeba się mocno napracować! Na stronie z opisem produktu czytamy co stanowi o unikalności potrawy: „…wielowarstwowa struktura będąca rezultatem układania na sobie cienkich (prawie przezroczystych) warstw ciasta. Efekt ten uzyskuje się poprzez bardzo dokładne rozwałkowywanie ciasta. Po ułożeniu wszystkich warstw oraz farszu całość zwija się w rulon. Dzięki temu w przekroju widoczne są charakterystyczne dla pierekaczewnika liczne warstwy ciasta i nadzienia ułożone na przemian. Po upieczeniu pierekaczewnik swym wyglądem przypomina muszlę ślimaka. Smak w zależności od nadzienia jest pikantny lub słodki. Produkt podaje się tradycyjnie na ciepło, dzięki czemu jego poszczególne warstwy rozdzielają się i stają się lekko chrupiące.” Gdybyście trafili do Tatarskiej Jurty a pierekaczewnika akurat nie było (schodzi na pniu) to koniecznie przetestujcie manty na słodko, jagnięcinę lub kołduny. Tak po prawdzie każda z tradycyjnych tatarskich potraw jest warta spróbowania.


5/6 Kraina Otwartych Okiennic i region Puszczy Białowieskiej: Restauracja Carska

Stacja Białowieża Towarowa wybudowana w 1903 r. jako dworzec pomocniczy odciążający ruch, po wojnie i w latach 90. XX w. systematycznie popadała w ruinę. Po zamknięciu nierentownej linii kolejowej zdawało się, że los budynku jest przypieczętowany. Jednak ostatecznie, po wielu perypetiach trafił w dobre ręce i dziś Dworzec Białowieża Towarowa mieści zjawiskowo urządzoną Restaurację Carską, apartamenty w wieży ciśnień oraz „pokoje” w oryginalnych, zabytkowych wagonach. Jednak Carska to nie tylko wnętrze jak z bajki, to przede wszystkim wykwintna kuchnia, godna carskiego podniebienia.

fot. restauracja Carska

Jeżeli polujecie na coś ekstremalnie wyjątkowego to miejsce dla Was – gdzie indziej można znaleźć na stałe w menu grasicę cielęcą? Ta wyjątkowa przystawka jest flambirowana wódką żubrówką i aromatyzowana trawą żubrową. Wręcz rozpływa się w ustach! Wśród dań głównych perliczka, jagnięcina i jesiotr. Wśród deserów o zawrót głowy przyprawia mus chałwowy z paloną białą czekoladą i prażonym sezamem. Warto wcześniej zrobić rezerwację – miejsce jest oblegane zwłaszcza w niedziele i długie weekendy.


6/6 Nadbużańskie Podlasie: Folwark Księżnej Anny

Zwiedzając Nadbużańskie Podlasie będziecie przejeżdżać przez Siemiatycze. Polecam gorąco Folwark Księżnej Anny w Anusinie. To jeszcze mało znane miejsce, ale już docenione! Znalazło się m.in. na liście Gault&Millau Polska. Oprócz klasyki podlaskiej tj. babki ziemniaczanej, kartaczy, kapusty czy policzków wołowych zjecie tam np. popularne jeszcze przed wojną, a dziś zapomniane cynaderki, czyli nerki cielęce w aromatycznym sosie.

fot. Miśko Collective (w tym zdjęcie główne)
fot. Miśko Collective (w tym zdjęcie główne)
fot. Miśko Collective (w tym zdjęcie główne)

Poza tym każda potrawa ma jakiś lokalny bonus – smalec jest najzdrowszy, bo gęsi, buraczki są
z własnego ogrodu, nalewki to produkcja miejscowa. No i na koniec deser. Beza Księżnej Anny…
Najlepsza jaką w życiu jadłam! Lokal jest nowy, ale gustownie urządzony na wzór dawnych dworów. Obsługa dwoi się i troi, aby zaprezentować swoje wyjątkowe smaki. Kuchnia jest wyraźnie inspirowana staropolską tradycją szlachecką i bazuje na produktach regionalnych.

 

reklama

Mapa

reklama

Zostań z nami

Bądź na bieżąco