• Od kuchni
  • Restauracje

Warszawa: sprawdziliśmy jak smakuje Kanapa

autor: Matylda Rosłaniec | 4 stycznia 2018
  • Nowoczesna ukraińska
  • Ceny: menu destacyjne 129 zł/os, przystawki: od 20 zł, danie główne: 24 zł

Są takie miejsca, o których mówi się jeszcze przed otwarciem. O Kanapie szeptano zanim ktokolwiek w niej usiadł. Nie bez powodu. „Nowoczesna kuchnia ukraińska”, jak określają ją właściciele, to coś, czego w Polsce szukać ze świeczką.

Ma to zmienić restauracja w zabytkowej willi zaprojektowanej w 1933 r. przez znanego architekta, Feliksa Siedlanowskiego, dla siebie i swojej ukraińskiej żony Inny. Romantyzmu dodaje legenda, według której ukraińskiej ukochanej w chorobie pomagały tylko tradycyjne, rodzime potrawy, których zakochany Feliks nauczył się gotować z takim sukcesem, że cała śmietanka towarzyska stolicy opowiadała o jego kuchennych wyczynach. I chociaż historia ta nie jest poparta faktami, to miło jeść posiłek mając wrażenie, że wschodnie smaki wsiąkły w mury już dawno, dawno temu.

Za to wiadomo na pewno, że lokal jest filią popularnej w Kijowie restauracji o tej samej nazwie,
a właścicielem znany ukraiński restaurator Dima Borysow
. Obu kuchniom szefuje Jarosław Artiuch,
a na Mokotowie na stałe receptur pilnuje Dima Bubak. O autentyczność dań nie musimy się więc martwić.

 

Jeżeli ukraińskich potraw próbujecie po raz pierwszy warto skusić się na 10-daniowe menu degustacyjne z wliczonym kieliszkiem wina (w jego skład wchodzą pozycje, których nie ma w regularnej karcie, jak np. raki), ale najlepiej zdecydować się na nie już w momencie robienia rezerwacji, żeby kuchnia była gotowa stawić czoła wyzwaniu. Zarezerwować stolik radzę tak czy inaczej, bo mimo trzech pięter dla stu pięćdziesięciu gości często odbywają się tu większe imprezy i nie wykluczone, że na stolik musielibyście poczekać.

Kiedy jednak już rozsiądziecie się w swoim krześle (albo na skórzanej kanapie) i postanowicie wybierać pojedyncze dania z menu zastanowić się możecie maczając kawałek domowego pieczywa (które niestety jest ewidentnie odmrażane), w czosnkowo-ziołowej świeczce. Tak, to nie jest błąd. Klarowane, aromatyzowane masło w formie świecy roztapia się w trakcie spalania powodując na twarzach gości niemałą radość.

Przechodząc jednak do konkretów, karta, mimo że ciekawa, wydaje się równie polska, co ukraińska, a nawet nieco międzynarodowa. Bo o ile selekcja kawioru – ze szczupaka, śledzia i jesiotra, galareta z zająca i bażanta, karp z sosem cebulowym, czy cały przegląd pierogów są tutaj zupełnie na miejscu, to nie bardzo rozumiem po co komu niezbyt ukraińskie rib eye i foie gras (mimo, że ta ostatnia jest bardzo smaczna), które można dostać w większości restauracji nie tylko w Warszawie, ale całej Polsce.

Od lewej: studzienina z zająca i chrzanu, czarne pierogi z sandaczem
Od lewej: studzienina z zająca i chrzanu, czarne pierogi z sandaczem
Od lewej: studzienina z zająca i chrzanu, czarne pierogi z sandaczem

Przyznać natomiast trzeba, że przeglądając menu ma się ochotę spróbować większości dań i trudno zdecydować czy na pierwszy ogień powinny pójść gołąbki z jagnięciną i kaszą jaglaną w sosie smardzowym, czy może sałatka z wędzonym dzikiem, pieczoną dynią, kozim serem i buraczaną bezą.

Ułatwiając decyzję polecam rozpocząć od jędrnych ostryg z trzema sosami, ale zdecydowanie z uwagi na dobrej jakości małże, a bo spośród towarzyszących im sosów jedynie agrestowy wydaje się ciekawy. I niestety ten sam problem pojawia się w większości pozycji.

Ostrygi

Bardzo porządnym produktom zamienionym w dobrze przygotowane potrawy brakuje nieco wyrazu. A kucharzom najwyraźniej brakuje jeszcze odwagi. Bo bardzo niewiele brakuje, żeby zachwycać się delikatnymi pierogami z zającem i orzechami laskowymi, a galaretka jabłkowa i konfitura gruszkowa na talerzu z foie gras, czy wspomniane sosy przy ostrygach nie wnoszą wiele. Podane w fine diningowych ilościach dodatki powinny eksplodować aromatami, żeby uwypuklić smak głównego bohatera dania. 

Fakt, kawior ze śledzia dekorujący czarne (świetne) pierogi z sandaczem podane na zabawnej, drewnianej rynience jest wyrazisty, natomiast w tym przypadku powinno być go zdecydowanie mniej, bo przytłacza delikatny smak ryby. Podobnie jest przy deserach, bo zarówno po miodowniku z suszonymi śliwkami, jak i ptasiem mleczku (co ciekawe robionym z „młodego mleka”, które podkradane jest cielakom zaraz po urodzeniu) spodziewać się można o wiele więcej. O wiele więcej przypraw, smaku i brawury. Tym bardziej, że kelnerzy podając dania bardzo barwnie opowiadają o tajemniczych mieszankach ziół, o specjalnych kompozycjach szefa kuchni. I pozostaje mieć jeszcze nadzieję, że zacznie on używać ich hojniej, żebyśmy te magiczne mikstury zapamiętali na długo.

Od lewej: muz z karasi, foie gras z galaretką jabłkową i konfiturą gruszkową
Od lewej: muz z karasi, foie gras z galaretką jabłkową i konfiturą gruszkową
Od lewej: muz z karasi, foie gras z galaretką jabłkową i konfiturą gruszkową

Wizyta w Kanapie to bardzo przyjemne doświadczenie, pozostawiające mały niedosyt. A może to zabieg specjalny, mający nas skusić do kolejnych odwiedzin i sprawdzenia, czy aromaty w daniach dojrzewają. Ja chyba dam się namówić, bo czeka na mnie jeszcze pstrąg z grzybami i porto oraz niesamowicie pociągające pierogi z wiśniami.

fot. Papier Prywatny

Kontakt

Kanapa
Warszawa
ul. Narbutta 10
Godz. otwarcia:
pon. - niedz.: 12.00-00.00

Lokalizacja

Zostań z nami

Bądź na bieżąco