- Dzieje się
Te wystawy w Polsce warto zobaczyć przed wakacjami. O nich będzie głośno tej wiosny
Wiosna 2026 zapowiada się w polskich muzeach i galeriach naprawdę mocno. Od dużych nazwisk i wystaw, które same przyciągają publiczność, po bardziej autorskie projekty, o których będzie się mówić jeszcze długo po zamknięciu ekspozycji, to dobry moment, żeby zaplanować kulturalny wyjazd do Warszawy, Krakowa, Łodzi, Gdańska, Poznania, Katowic, Wrocławia, Lublina czy Sopotu.
Nie każda wystawa jest warta podróży, ale są takie, które od razu stają się dobrym pretekstem, żeby ruszyć w drogę. Czasem decyduje nazwisko artysty, czasem temat, a czasem po prostu skala wydarzenia i to, że wiadomo już dziś, że będzie o nim głośno. Przed wakacjami 2026 takich powodów nie brakuje. W polskich muzeach i galeriach pojawiają się zarówno ekspozycje z mocnym międzynarodowym ciężarem, jak i wystawy, które dobrze pokazują, czym dziś żyje sztuka, fotografia i instytucje kultury w Polsce.
Julie Mehretu w Warszawie
W Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie można oglądać wystawę „Julie Mehretu. Kairos / Wariacje duchologiczne”, pokazywaną od 20 marca do 30 sierpnia 2026 roku. To duża przekrojowa prezentacja twórczości jednej z najważniejszych współczesnych artystek, urodzonej w 1970 roku w Etiopii malarki o polskich korzeniach, od lat obecnej w najważniejszych muzeach i kolekcjach na świecie.
Mehretu od dawna pokazuje, że abstrakcja nie musi być tylko formalną grą. W jej pracach wracają mapy, architektura, ślady ruchu, obrazy protestów i napięć politycznych, a sama wystawa prowadzi przez różne etapy jej twórczości, od wcześniejszych diagramów i prac na papierze po późniejsze wielkoformatowe płótna. To nie jest ekspozycja, którą ogląda się w biegu, raczej taka, przy której warto zwolnić i podejść bliżej.
Dla czytelnika planującego kulturalny wyjazd ważne jest też to, że to po prostu wystawa dużego kalibru. MSN zaplanował do niej wydarzenia towarzyszące, w tym spotkanie z artystką i oprowadzania, więc przed wizytą dobrze sprawdzić aktualny program. Sam adres jest wygodny, bo muzeum mieści się przy ul. Marszałkowskiej 103 w Warszawie.
Barbara Kasten w Zachęcie
Druga warszawska propozycja jest spokojniejsza w tonie, ale bardzo mocna wizualnie. W Zachęcie trwa wystawa „Barbara Kasten. Postabstrakcja”, pokazywana od 13 marca do 7 czerwca 2026 roku. To pierwsza tak obszerna prezentacja twórczości amerykańskiej artystki w tej części Europy. Galeria pokazuje około 100 prac w różnych mediach, od fotografii po rzeźbę i instalację.
Barbara Kasten od lat pracuje na styku fotografii, przestrzeni i architektury. Nie interesuje jej zwykłe dokumentowanie rzeczywistości. Buduje własne układy z luster, siatek, stalowych prętów i geometrycznych form, a potem za pomocą światła i odbić tworzy obrazy, które wyglądają jak cyfrowe eksperymenty, choć powstają bez cyfrowej ingerencji. W Zachęcie dobrze widać też polski wątek jej biografii: na początku lat 70. artystka pracowała w Poznaniu z Magdaleną Abakanowicz i właśnie ten pobyt okazał się dla niej ważnym momentem.
To wystawa dla osób, które lubią fotografię, ale niekoniecznie w jej klasycznym wydaniu. Bardziej niż opowieść liczy się tu patrzenie, relacja światła z przestrzenią i to, jak ciało porusza się między pracami. Praktycznie też wszystko się zgadza: Zachęta mieści się przy pl. Małachowskiego 3, jest otwarta od wtorku do niedzieli w godz. 12.00–20.00, a w czwartki wstęp jest wolny.
Kisling w Poznaniu
W Muzeum Archidiecezjalnym w Poznaniu trwa wystawa „Kisling. W sercu Montparnasse'u”, pokazywana od 19 stycznia do 31 maja 2026 roku. To dobra propozycja dla osób, które wolą klasyczne malarstwo od bardziej eksperymentalnych wystaw współczesnych. Sam Kisling, czyli Mojżesz Kisling, urodził się w 1891 roku na krakowskim Kazimierzu, ale artystycznie wyrósł już w Paryżu, w środowisku École de Paris. Malował portrety, akty, pejzaże i martwe natury, a jego nazwisko do dziś mocno kojarzy się z klimatem Montparnasse’u z pierwszej połowy XX wieku.
Ta wystawa jest ciekawa nie tylko dlatego, że przypomina ważnego polsko francuskiego artystę, ale też dlatego, że dobrze porządkuje jego drogę. Z opisu muzeum wynika, że pokaz skupia się na twórczości Kislinga osadzonej w paryskim środowisku artystycznym, czyli tam, gdzie spotykały się wielkie nazwiska, ambicje i nowoczesne malarstwo. Dla czytelnika to po prostu wystawa, na której można zobaczyć nie tylko obrazy, ale też pewien fragment historii europejskiej sztuki opowiedziany przez jednego artystę.
Praktycznie wszystko też się zgadza, bo muzeum organizuje do tej ekspozycji regularne oprowadzania. To dobry adres na wiosenny wyjazd do Poznania, zwłaszcza jeśli ktoś chce połączyć jedną mocną wystawę z krótszym spacerem po mieście. Adres: Muzeum Archidiecezjalne w Poznaniu, ul. Lubrańskiego 1.
„Ciężar ocalenia. Artyści po Auschwitz” w Katowicach
Zupełnie inny ciężar ma wystawa „Ciężar ocalenia. Artyści po Auschwitz” w Muzeum Śląskim w Katowicach, czynna od 30 stycznia do 28 czerwca 2026 roku. To nie jest lekka propozycja na szybkie oglądanie, raczej wystawa, która wymaga uważności. Jej bohaterami są byli więźniowie nazistowskich obozów koncentracyjnych, a sama ekspozycja pokazuje, jak sztuka stawała się dla nich sposobem zapisu doświadczenia, którego nie dało się łatwo opowiedzieć słowami.
Muzeum podkreśla, że przez kolejne części ekspozycji prowadzi audioprzewodnik z fragmentami wspomnień między innymi Wiesława Kielara, Mariana Kołodzieja, Józefa Szajny czy Tadeusza Borowskiego. To ważne, bo ta wystawa nie opiera się wyłącznie na oglądaniu obiektów. Dużą rolę odgrywa tu także warstwa głosu i pamięci, dzięki czemu całość działa bardziej jak przejście przez doświadczenie niż zwykły pokaz muzealny. Właśnie dlatego to jedna z tych wystaw, o których po wyjściu się jeszcze myśli.
Dla tekstu o wystawach przed wakacjami to bardzo mocny punkt, bo pokazuje, że „głośna wystawa” nie musi oznaczać tylko wielkiego nazwiska. Czasem chodzi o temat i sposób opowiedzenia historii. Adres: Muzeum Śląskie, ul. T. Dobrowolskiego 1 w Katowicach. W programie muzeum są też oprowadzania kuratorskiego po tej wystawie, więc przed wizytą warto sprawdzić aktualne terminy.
Gdańsk i Memling w nowym ujęciu
W Muzeum Narodowym w Gdańsku trwa wystawa „Hans Memling. ULTIMUM IUDICIUM. Lech Majewski”. Pokaz można oglądać w Oddziale Sztuki Dawnej przy ul. Toruńskiej 1 od 7 lutego do 31 grudnia 2026 roku. To jeden z tych adresów, które łatwo wpisać do planu wyjazdu nad morze, bo łączy bardzo mocne nazwisko z historią jednego z najsłynniejszych obrazów w polskich zbiorach.
Punktem wyjścia jest oczywiście „Sąd Ostateczny” Hansa Memlinga, czyli dzieło, które od lat przyciąga do Gdańska publiczność z Polski i z zagranicy. Tym razem muzeum nie zatrzymuje się jednak na samym arcydziele niderlandzkiego malarstwa, tylko zestawia je z pracą Lecha Majewskiego, reżysera, pisarza i artysty wizualnego, od lat znanego z projektów balansujących między filmem, obrazem i instalacją. To właśnie ten dialog między dawnym malarstwem a współczesnym językiem obrazu robi tu największą różnicę.
To dobra propozycja dla odbiorcy, który nie szuka tylko „ładnej wystawy”, ale czegoś trochę bardziej autorskiego. Zamiast klasycznego muzealnego pokazu dostaje spotkanie dwóch bardzo różnych porządków: sztuki dawnej i współczesnej interpretacji. Praktycznie też wszystko jest proste, bo muzeum jest otwarte od wtorku do niedzieli w godz. 11.00–18.00, a na miejscu dostępne są także materiały do zwiedzania.
Wrocław i Ala Savashevich
We Wrocławiu warto wpisać na listę wystawę „Ala Savashevich. Twoje ciało to pole pracy” w Muzeum Etnograficznym, oddziale Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Ekspozycja będzie czynna od 16 maja do 16 sierpnia 2026 roku i już na etapie zapowiedzi wygląda na jedną z ciekawszych propozycji późnej wiosny.
Ala Savashevich to artystka pochodząca z Białorusi, mieszkająca i pracująca w Polsce, której twórczość często dotyka tematów pamięci, pracy, kobiecego doświadczenia i społecznych napięć. Wrocławska wystawa ma łączyć jej własne prace z muzealnymi obiektami pokazującymi kobiety przy pracy. Z zapowiedzi muzeum wynika, że chodzi nie tylko o sam wysiłek fizyczny, ale też o kulturowe oczekiwania wobec kobiet i o to, jak ciało staje się miejscem zapisania obowiązków, presji i codzienności.
To wystawa bardziej skupiona i kameralna niż duże nazwiska z muzeów narodowych, ale właśnie dlatego może zaskoczyć. Nie opiera się na rozpoznawalności artysty, tylko na temacie i sposobie jego pokazania. Dla wielu osób będzie to raczej wystawa do uważnego oglądania niż szybki punkt programu. Adres: ul. R. Traugutta 111/113, Wrocław.
Sopot i Kiejstut Bereźnicki
W Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie od 17 kwietnia do 24 maja 2026 roku będzie można oglądać wystawę „Kiejstut Bereźnicki. Harmonia mundana”. To propozycja dla tych, którzy wolą spokojniejsze, bardziej malarskie spotkanie ze sztuką niż wystawy oparte na efekcie i głośnym haśle. Bereźnicki, urodzony w 1935 roku, od dekad należy do ważnych postaci polskiego malarstwa. Jest kojarzony przede wszystkim z Gdańskiem, ale jego prace od dawna funkcjonują szerzej, także poza regionalnym obiegiem.
Ta wystawa ma dodatkowy sens, bo została przygotowana z okazji 90. urodzin artysty. Galeria zapowiada pokaz prac z różnych etapów jego twórczości oraz gobelinów wykonanych według jego projektów. To ważne, bo Bereźnicki nie jest malarzem jednego obrazu ani jednego tematu. W jego pracach wracają codzienność, muzyka, wnętrza, przedmioty i postaci, ale zawsze podane bez zbędnego efekciarstwa, raczej z wyczuciem rytmu i koloru. To jedna z tych wystaw, które dobrze ogląda się powoli.
Praktycznie to bardzo wygodny adres na wiosenny wypad nad morze. Państwowa Galeria Sztuki mieści się na placu Zdrojowym 2 w Sopocie, a wernisaż zaplanowano na 17 kwietnia o godz. 18.00. Sama wystawa potrwa do 24 maja, więc spokojnie łapie się jeszcze przedwakacyjny kalendarz.
Lublin i sztuka w czasie wojny
W Lublinie warto zwrócić uwagę na projekt „Praktyki sztuki w czasie wojny” w Galerii Labirynt. To nie jest jedna klasyczna wystawa z jednym nazwiskiem na afiszu, tylko szerszy projekt złożony z dwóch indywidualnych ekspozycji. W marcu otworzyła się wystawa Pavla Kovacha „Hoc est corpus meum”, a od 24 kwietnia do 28 czerwca 2026 roku galeria pokaże także wystawę Stanislava Turiny „To niebo nic o mnie nie wiedziało. Odcisk paznokcia”. Już sam pomysł projektu brzmi mocno, bo dotyczy tego, jak wygląda praca artysty wtedy, gdy wojna nie jest tematem z daleka, tylko realnym doświadczeniem.
Pavlo Kovach pracuje z materiałami mającymi bezpośredni związek z frontem: dokumentami, artefaktami i przedmiotami należącymi do poległych, rannych i zaginionych. Z kolei Stanislav Turina, artysta mieszkający we Lwowie, pokazuje bardziej osobisty, wewnętrzny wymiar doświadczenia wojny. To sprawia, że Labirynt nie proponuje widzowi jednej zamkniętej opowieści, tylko raczej dwa różne sposoby mierzenia się z tą samą rzeczywistością. Dla czytelnika to może być jeden z ważniejszych punktów całego zestawienia, bo tu nie chodzi o rozpoznawalne nazwisko, tylko o aktualność i wagę tematu.
Galeria Labirynt mieści się przy ul. ks. J. Popiełuszki 5 w Lublinie, a do projektu organizowane są oprowadzania i spotkania. Przy wydarzeniu wokół wystawy Kovacha galeria zapowiada też wstęp wolny, więc przed wizytą warto sprawdzić aktualny kalendarz, bo ten program żyje i rozwija się wraz z kolejnymi odsłonami projektu.
Wilanów i wielki powrót Muzeum Plakatu
Jednym z najmocniejszych warszawskich adresów tej wiosny jest „Plakat polski. Kolekcja” w Muzeum Plakatu w Wilanowie. To ważna wystawa nie tylko dlatego, że pokazuje klasykę polskiego plakatu, ale też dlatego, że oznacza powrót samego muzeum po przerwie. Ekspozycja jest dostępna od 14 marca 2026 roku, a instytucja otworzyła się ponownie dla publiczności z nową odsłoną swojej najważniejszej kolekcji.
To dobra propozycja także dla osób, które nie śledzą na co dzień grafiki użytkowej. Wystawa prowadzi przez historię polskiego plakatu od prac młodopolskich po projekty nowoczesne, a całość opiera się na zbiorze, który liczy dziesiątki tysięcy obiektów. Na samej wystawie pokazano wybór najważniejszych prac, więc to raczej dobrze skondensowana opowieść niż archiwum bez końca. Dla czytelnika to po prostu szansa, żeby zobaczyć nazwiska i obrazy, które przez lata budowały rozpoznawalność polskiej szkoły plakatu.
Muzeum działa w zespole pałacowo-ogrodowym w Wilanowie, a do wystawy organizowane są także niedzielne oprowadzania. W jednym z marcowych terminów bilety na takie wydarzenie kosztowały 22 zł normalny i 16 zł ulgowy, więc warto przed wyjazdem sprawdzić aktualny kalendarz i cennik.
Poznań i wystawa o AI bez technologicznego zachwytu
Drugą z ostatnich propozycji jest „AI – Algorytmy Iluzji” w Centrum Kultury ZAMEK w Poznaniu. Wystawę można oglądać od 21 marca do 12 lipca 2026 roku w Sali Wystaw. To jedna z tych ekspozycji, które dobrze trafiają w moment, bo nie pokazują sztucznej inteligencji jako błyszczącej nowinki, tylko próbują rozebrać ją na czynniki pierwsze.
Najciekawsze jest tu właśnie podejście. Wystawa nie ma być pokazem narzędzi generatywnych ani prostą zabawą z technologią. Kuratorki kierują uwagę raczej na to, co zwykle pozostaje niewidoczne: zaplecze algorytmów, relacje władzy, odpowiedzialność instytucji i użytkowników, a także społeczne koszty cyfrowych systemów. To brzmi poważnie, ale właśnie dlatego ta wystawa może wybrzmieć szerzej niż tylko w środowisku sztuki nowych mediów.
To też dobry adres dla osób, które chcą zobaczyć coś bardzo współczesnego, ale niekoniecznie efektownego w prosty sposób. ZAMEK organizuje wokół tej wystawy także wydarzenia towarzyszące, między innymi rodzinne zwiedzania i oprowadzania kuratorskie. Przy jednym z kwietniowych terminów bilety kosztowały 25 zł normalny i 20 zł ulgowy, więc przed wyjazdem warto sprawdzić aktualny program.
Kraków i Alina Szapocznikow
W Muzeum Narodowym w Krakowie, w Gmachu Głównym przy al. 3 Maja 1, trwa wystawa „Szapocznikow. Osobista”, pokazywana od 24 marca do 6 września 2026 roku. To jeden z najmocniejszych krakowskich adresów tej wiosny i lata, a zarazem wystawa artystki, która od lat należy do najważniejszych nazwisk polskiej sztuki XX wieku. Alina Szapocznikow była rzeźbiarką o wyjątkowo wyrazistym języku. Jej prace, często oparte na fragmentach ciała, pamięci i doświadczeniu choroby, do dziś wyglądają nowocześnie, a momentami wręcz niepokojąco współcześnie.
Ta wystawa zapowiada się ciekawie także dlatego, że nie zamyka Szapocznikow w szkolnym skrócie o „ważnej rzeźbiarce”. Muzeum podkreśla ekspresję jej form, deformacje sylwetek i naturalizm odlewów z poliestru, czyli właśnie to, co w jej twórczości najmocniejsze i najbardziej charakterystyczne. To nie jest lekki pokaz do szybkiego obejścia, raczej wystawa, która zostaje w głowie i dobrze pokazuje, jak osobista może być sztuka, nawet jeśli mówi językiem rzeźby. Praktycznie też wszystko jest wygodne: MNK Gmach Główny jest otwarty od wtorku do niedzieli w godz. 10.00–18.00.