- Dzieje się
- Warsztaty
Free Me. Kreatywne warsztaty w Warszawie
Są miejsca, które od początku czuć, że powstały z pasji. Free Me jest jednym z nich. To warsztaty nie tylko dla dzieci, ale też dla dorosłych, rodzin, przyjaciół i tych, którzy po prostu chcą pobyć chwilę sami ze sobą. Powstają tu piękne rzeczy, użytkowe i dekoracyjne, a samo spotkanie staje się dobrym pomysłem na czas spędzony razem albo po prostu inaczej niż zwykle.
Za Free Me stoi prosta, ale coraz cenniejsza dziś idea, żeby spędzać czas inaczej, bardziej uważnie, bardziej twórczo i bez ciągłego rozpraszania się ekranami. Iga Romanowicz stworzyła miejsce, w którym liczy się nie tylko sam proces, ale też efekt.
– To nie są zajęcia, po których zostaje przypadkowa pamiątka – mówi Iga. – Tu robi się przedmioty, które naprawdę dobrze wyglądają i które później mają swoje miejsce w domu, od mozaikowych świeczników po makramowe dekoracje.
Na warsztaty przychodzą dzieci, dorośli, rodzice z dziećmi, ale też osoby, które po prostu chcą spędzić kilka godzin po swojemu. Jedni traktują to jako rodzinne wyjście, inni jako spotkanie z przyjaciółmi, jeszcze inni jako moment tylko dla siebie. I właśnie w tym tkwi siła tego pomysłu. Free Me nie obiecuje niczego na wyrost, po prostu daje dobrze zaprojektowany czas i coś ładnego, co zostaje na dłużej.
Tu się robi ładne rzeczy
Na pierwszy rzut oka można pomyśleć, że to kolejny adres z ofertą warsztatów kreatywnych. Warszawa ma ich dziś sporo, jedne obiecują rozwój, inne relaks, jeszcze inne po prostu „fajne spędzenie czasu”. Free Me wyróżnia się już na poziomie samego założenia. Nie chodzi tu o to, żeby czymś zająć ręce na godzinę czy dwie i wrócić do domu z przedmiotem, który zaraz zniknie w szufladzie. Iga Romanowicz od początku stawia sprawę jasno.
– To nie są warsztaty, na których robimy coś z rolek po papierze toaletowym, które każdy może sobie zrobić w domu, czy tego typu, co się robi w przedszkolach, szkołach, tylko to są warsztaty, z których wychodzi każdy z fajnie wyglądającym przedmiotem, który zabiera do domu – mówi.
To zdanie dobrze ustawia cały ten projekt. W Free Me nie chodzi o sam gest tworzenia ani o modę na rękodzieło. Liczy się również efekt, i to efekt potraktowany serio. Przedmiot ma być ładny, ma się do czegoś nadawać albo po prostu dobrze wyglądać. Może być użytkowy, może być dekoracyjny, ale nie ma sprawiać wrażenia przypadkowego.
– Robimy świeczniki z mozaiki, które można sobie zapalić, to są naprawdę ładne przedmioty – mówi Romanowicz.
I rzeczywiście, to chyba najmocniejsza cecha tego miejsca. Przy stole powstają rzeczy, które mają potem swoje dalsze życie, stoją na półce, wiszą na ścianie, trafiają do codziennego użytku. Mozaikowy świecznik nie jest tu jednorazową atrakcją, ale rzeczą, którą można zapalić wieczorem w domu. Makramowe lustro nie jest ćwiczeniem manualnym, tylko dekoracją, która naprawdę może zawisnąć w mieszkaniu. Podstawka na biżuterię nie zostaje wspomnieniem po zajęciach, tylko zaczyna normalnie funkcjonować w czyjejś przestrzeni. Free Me proponuje więc nie tyle samą aktywność, ile cały mały proces, od skupienia przy pracy po gotowy, estetyczny rezultat.
Właśnie dlatego te warsztaty trudno wrzucić do jednego worka z miejscami, które mają po prostu „zagospodarować czas”. Tu od początku widać większą dbałość o detal i o to, żeby uczestnik miał poczucie, że zrobił coś porządnego. To podejście działa i na dzieci, i na dorosłych. Jedni przychodzą po twórcze popołudnie, inni po chwilę skupienia, jeszcze inni dlatego, że chcą pobyć razem i zrobić coś wspólnie, ale bez sztucznego scenariusza. W efekcie zostaje nie tylko gotowy przedmiot, ale też satysfakcja, że te kilka godzin nie rozpłynęło się bez śladu.
Nie tylko dla dzieci
Free Me nie jest miejscem pomyślanym wyłącznie dla jednej grupy. Przychodzą tu dzieci, przychodzą dorośli, przychodzą rodzice z dziećmi. Są też osoby, które zapisują się same, bo po prostu chcą spędzić kilka godzin inaczej niż zwykle. Bez planowania wielkiego wyjścia, bez hałaśliwej atrakcji, bez poczucia, że trzeba gdzieś zdążyć. To raczej propozycja dla tych, którzy lubią, kiedy coś dzieje się przy stole, w skupieniu, w swoim tempie.
Iga Romanowicz od początku myślała o tym, żeby można było przyjść na różne sposoby i z różną potrzebą. Jedni szukają pomysłu na wspólny czas z dzieckiem. Inni chcą spotkać się z przyjaciółką czy siostrą. Ktoś inny przychodzi sam, bo po prostu lubi robić coś rękami i na chwilę odciąć się od codziennego tempa.
Właśnie to „bycie razem”, ale bez przymusu i bez nadęcia, wydaje się tu jednym z mocniejszych wątków.
– Rodzice z dziećmi nie zawsze mają pomysł, jak z nimi spędzić czas, a tu mogą zrobić coś razem, bez wpatrywania się w ekran telewizora czy telefonu – mówi Romanowicz.
I to chyba najlepiej oddaje sens tych spotkań. Nie chodzi o kolejną atrakcję, którą trzeba dziecku zorganizować, tylko o taki rodzaj wspólnego zajęcia, w którym obie strony naprawdę uczestniczą. Nie ma tu sytuacji, w której dziecko coś robi, a dorosły tylko czeka z telefonem w ręku. Jeśli już przychodzą razem, to po to, żeby wspólnie wejść w ten proces, pobrudzić ręce, przykleić mozaikę, pomieszać gips, skupić się na jednej czynności.
Z drugiej strony Free Me nie jest wyłącznie miejscem rodzinnych aktywności. Są też warsztaty dla kobiet, są spotkania wieczorne, są formaty, które bardziej przypominają twórczy reset po pracy niż klasyczne zajęcia. To ważne, bo dzięki temu ten projekt nie zamyka się w jednej opowieści o „czasie z dzieckiem”. Można tu przyjść także po swój własny czas. Po prostu kilka godzin przy pracy manualnej, która porządkuje uwagę lepiej niż niejeden modny rytuał odpoczynku.
Informacje praktyczne
Free Me nie działa w modelu stałych, codziennych zajęć, tylko raczej według kalendarza wydarzeń, który zmienia się w zależności od formatu i pory roku. Są spotkania weekendowe, są wieczorne warsztaty w tygodniu, pojawiają się też specjalne terminy uruchamiane przy konkretnych okazjach, jak choćby zajęcia w czasie egzaminów ósmoklasistów. Warsztaty stacjonarne odbywają się m.in. przy ul. Branickiego 21A w Warszawie, w lokalu PRIV.
Oznacza to dość dużą elastyczność. Jednego dnia są krótsze zajęcia dla dzieci, innego trzygodzinne wieczory kreatywne, innym razem warsztaty dla kobiet albo spotkania dla rodziców z dziećmi. Na profilu Free Me można znaleźć choćby warsztaty roślinne dla dzieci zaplanowane na 31 marca 2026 roku, w godzinach 17.30–19.00, w cenie 99 zł za osobę. Z kolei w czasie egzaminów klas ósmych zapowiedziano warsztaty na 11, 12 i 13 maja, z ceną 159 zł za 1 dzień albo 390 zł za pakiet 3 dni. Są też dłuższe, bardziej rozbudowane formaty dla dorosłych. Część warsztatów ma charakter wieczorny i trwa około trzech godzin, a w cenę wchodzą wszystkie materiały potrzebne do pracy.
Do tego dochodzi oferta poza stałą lokalizacją. Free Me można zaprosić również do innego miejsca, na imprezę prywatną, do szkoły, przedszkola, centrum kultury czy na wydarzenie firmowe. Są to nie tylko warsztaty dla dzieci i dorosłych, ale też wydarzenia prywatne i dla firm. Free Me nie ogranicza się do jednego adresu i jednego sposobu działania. Można przyjść na gotowe wydarzenie w Wilanowie, ale można też zamówić taki format do siebie, do domu albo na zorganizowane spotkanie w innym miejscu.
Jeśli chodzi o ceny, nie ma tu jednej stawki dla wszystkiego, bo zależy ona od rodzaju warsztatów, czasu trwania i materiałów. Trzygodzinne kreatywne wieczory dla dzieci to koszt około 200 zł, a warsztaty makramy dla kobiet około 250 zł, przy czym w cenie są materiały, a w przypadku dłuższych zajęć dla dzieci także jedzenie i napoje czy pizza.
To wszystko sprawia, że Free Me nie jest miejscem z jednym szablonem zajęć, ale raczej projektem, który można dopasować do różnych sytuacji. Raz będzie to sobotni poranek z dzieckiem, innym razem wieczór z przyjaciółką, a jeszcze innym warsztat zamówiony na prywatne spotkanie. I może właśnie dlatego ten pomysł działa, bo zamiast zamykać się w jednej formule, zostawia miejsce na różne potrzeby i różne tempo.
Fot. I. Romanowicz