werandcountry.pl weranda.pl
  • Dzieje się
  • Polska

Bałtyk odsłania pradawny las. Można go zobaczyć bardzo rzadko

autor: Agnieszka Kaszuba

Po zimowych sztormach na jednym z odcinków polskiego wybrzeża spod piasku odsłoniły się pnie i korzenie drzew. To fragment zatopionego lasu sprzed kilku tysięcy lat, który na co dzień pozostaje ukryty pod wodą i osadami. Zjawisko ma charakter tymczasowy i zależy od warunków pogodowych, ale pozwala zobaczyć, jak wyglądał ten fragment wybrzeża, zanim ukształtował go współczesny Bałtyk.

Ten fragment wybrzeża wygląda inaczej niż zwykle. Zamiast równej, piaszczystej powierzchni pojawia się nieregularny teren, z którego wystają ciemne pnie i rozgałęzione korzenie. Drewno jest ciężkie, miejscami czarne od wieloletniego kontaktu z wodą i osadami. Nie leży przypadkowo. Tworzy strukturę, która jasno pokazuje, że to nie są szczątki naniesione przez fale, lecz pozostałość po lesie, który rósł dokładnie w tym miejscu.

Odsłonięcie pojawiło się po serii zimowych sztormów na Bałtyku, gdy silny wiatr i wysoka fala wypłukały piasek z dna przybrzeżnego. Linia brzegu cofnęła się miejscami o kilka metrów. To wystarczyło, by spod warstw osadów wydobyły się fragmenty dawnego krajobrazu. Najlepiej widoczne są systemy korzeniowe, wciąż tkwiące w podłożu, jakby drzewa dopiero co zostały ścięte. W rzeczywistości mają kilka tysięcy lat.

Spacerujący po plaży w rejonie miejscowości Łazy zatrzymują się instynktownie. Trudno przejść obok obojętnie, bo skala zjawiska jest duża. To nie pojedyncze pnie, ale całe pasmo odsłoniętego lasu, ciągnące się wzdłuż brzegu. Widać różnice w średnicy drzew, kierunki wzrostu, a nawet miejsca, gdzie korzenie splatają się ze sobą. Taki widok bardziej przypomina wykop archeologiczny niż zimową plażę.

Charakterystyczne jest też to, że las „znika” kilka metrów dalej, znów przykryty piaskiem i wodą. Granica między tym, co odsłonięte, a tym, co wciąż ukryte, jest ostra. To pokazuje, jak niewielka zmiana warunków wystarczy, by krajobraz zupełnie się przeobraził. Wystarczy spokojniejsza pogoda, by piasek wrócił na swoje miejsce, a las znów przestał być widoczny.

 

Las starszy niż linia brzegowa

To, co dziś widać na plaży, nie jest pozostałością po jednym kataklizmie ani efektem nagłego zalania. Ten las znikał powoli. Kilka tysięcy lat temu linia brzegowa przebiegała zupełnie inaczej, a tereny dzisiejszego wybrzeża były lądem porośniętym gęstą roślinnością. Drzewa rosły na stabilnym podłożu, w środowisku słodkowodnym lub lekko podmokłym, zanim poziom morza zaczął się stopniowo podnosić.

Zmiana nie była gwałtowna. Wraz z ociepleniem klimatu po ostatnim zlodowaceniu wody morskie zaczęły wdzierać się coraz dalej w głąb lądu. Najpierw pojawiły się rozlewiska i mokradła, potem słona woda zaczęła wypierać roślinność lądową. Drzewa obumierały, ale ich pnie i korzenie nie zostały zniszczone. Zostały przykryte kolejnymi warstwami osadów i piasku, odcięte od tlenu, zakonserwowane w naturalny sposób.

To właśnie dlatego dziś, po tysiącach lat, drewno wciąż zachowuje swoją strukturę. Pnie są masywne, ciężkie, często ciemne lub niemal czarne. Widać słoje, rozgałęzienia korzeni, miejsca, w których drzewa rosły blisko siebie. To zapis dawnego krajobrazu, zamknięty w materiale, który zwykle ulega szybkiemu rozkładowi.

Podobne odsłonięcia były już obserwowane w innych częściach polskiego wybrzeża, m.in. w rejonie Słowińskiego Parku Narodowego. Zawsze pojawiają się po silnych sztormach i zawsze mają charakter tymczasowy. To nie odkrycie w sensie naukowym, lecz naturalne „przypomnienie” o tym, że obecny kształt wybrzeża jest tylko jednym z wielu etapów w jego historii.

Dla geologów i przyrodników takie miejsca są ważnym źródłem wiedzy o dawnym środowisku, dla zwykłych spacerowiczów, rzadką okazją, by zobaczyć, jak wyglądał ten fragment Polski, zanim pojawiło się morze w formie, jaką znamy dziś. 

Zatopiony las nad Bałtykiem i pień drzewa odsłonięty na plaży po sztormie.
Fragment zatopionego lasu widoczny na plaży. Pnie i korzenie tworzą pas dawnych drzew, które rosły tu tysiące lat temu, zanim zmieniła się linia brzegowa.

Trzeba się spieszyć! To zjawisko chwilowe

Choć odsłonięcie zatopionego lasu robi wrażenie odkrycia, w rzeczywistości nie jest anomalią ani sensacją w sensie przyrodniczym. To efekt procesów, które na wybrzeżu zachodzą nieustannie, tylko zwykle pozostają niewidoczne. Sztormy nie „wydobywają” lasu z głębin, lecz zdejmują z niego warstwę piasku, która przez lata była nanoszona przez fale i prądy przybrzeżne.

Wystarczy kilka dni silnego wiatru z odpowiedniego kierunku, by dno przybrzeżne zostało wypłukane. Piasek przemieszcza się wtedy w inne miejsce, a starsze warstwy osadów zostają odsłonięte. Gdy warunki się zmieniają, proces działa w drugą stronę. Piasek wraca, przykrywa pnie i korzenie, a las ponownie znika pod powierzchnią plaży. Dlatego takie widoki są chwilowe i trudno przewidzieć, jak długo się utrzymają.

Istotne jest też to, że odsłonięty las nie tworzy jednolitej powierzchni. W jednych miejscach widać wyraźne pnie, w innych tylko fragmenty korzeni lub ciemniejsze plamy w piasku. To pokazuje, że dno było modelowane nierównomiernie, a dawna rzeźba terenu zachowała się w sposób nieciągły. To nie jeden moment w historii, lecz zapis wielu lat stopniowych zmian.

Z tego powodu przyrodnicy podkreślają, że takie miejsca należy obserwować, ale nie ingerować w nie. Drewno, które przetrwało tysiące lat dzięki naturalnym warunkom, po odsłonięciu zaczyna szybko wysychać i ulegać degradacji. Zabieranie fragmentów, przesuwanie pni czy próby „eksploracji” tylko przyspieszają ten proces. Najlepszym sposobem kontaktu z tym krajobrazem jest uważne przejście wzdłuż brzegu i pozostawienie go w stanie, w jakim odsłoniło go morze.

Fot. Shutterstock