werandcountry.pl weranda.pl
  • W podróży

Seszele na własną rękę. Jak zaplanować wyjazd do raju i nie zbankrutować?

autor: Natalia Jaros

Seszele od lat kojarzą się z luksusem, hotelami z katalogów i wakacjami poza zasięgiem przeciętnego podróżnika. Tymczasem rajski wyjazd na własną rękę da się tu zorganizować rozsądnie, wygodnie i z dużo większą swobodą niż w gotowym pakiecie.

Seszele od lat uchodzą za synonim luksusu niedostępnego dla przeciętnego śmiertelnika. Czas odczarować ten mit. Niezapomniany wyjazd na rajskie wyspy można zorganizować na własną rękę. Opowiem, jak zaplanować wakacje na Seszelach, nie zbankrutować i do tego świetnie się bawić.

Zapomnij o katalogach biur podróży, sztywnych grafikach zwiedzania i kurortach, którym brakuje autentycznego klimatu. Seszele najlepiej smakują wtedy, gdy odkrywasz je we własnym tempie, pijąc wodę z kokosa na dzikiej plaży albo gubiąc się na szlakach w dżungli. Organizacja takiego wyjazdu daje coś, czego nie kupisz w pakiecie all inclusive, prawdziwą wolność.

Zobacz nasze materiały wideo

Widok z pokoju na Praslin na palmy, tropikalną roślinność, jasną plażę i turkusowy ocean.
Noclegi typu self-catering na Praslin często mają największy luksus w cenie, bliskość plaży i widok na palmy zamiast hotelowego przepychu.

Seszele, archipelag 115 wysp. Którą wyspę wybrać?

Choć nazwa „Seszele” kojarzy się zazwyczaj z jednym, mitycznym punktem na mapie, w rzeczywistości to rozległy archipelag 115 wysp rozrzuconych na Oceanie Indyjskim, około 1600 kilometrów na wschód od brzegów Kenii i Tanzanii. Logistycznym sercem kraju jest wyspa Mahé. To tutaj znajduje się stolica, Victoria, oraz międzynarodowe lotnisko, na którym wylądujesz. Dla wielu osób podróżujących z biurami podróży Mahé staje się główną bazą wypadową, jednak muszę przyznać, że mnie ta wyspa najmniej przypadła do gustu, choć ma jeden spektakularny trekking.

Zdecydowanie więcej uwagi warto poświęcić dwóm pozostałym perłom archipelagu, Praslin oraz La Digue. Praslin wydaje się najlepszym kompromisem dla podróżnika szukającego odpoczynku, ale także bardziej aktywnych form spędzania czasu. Jest znacznie większa niż maleńkie La Digue, a jednocześnie o wiele mniej zurbanizowana i bardziej malownicza niż Mahé. Znajdziesz tu dwa rezerwaty, będące domem dla słynnej palmy Coco de Mer, oraz moją absolutnie ulubioną plażę na Seszelach, Anse Lazio.

Z kolei malutka La Digue to miejsce niemal wyjęte z wyobrażeń o beztroskich wakacjach i slow life. To tu znajduje się najczęściej fotografowana plaża świata, Anse Source d’Argent, zajmująca pierwsze miejsce w globalnych rankingach. Wbrew pozorom nie jest aż tak zatłoczona, jak można by się spodziewać przy jej popularności.

Moim sprawdzonym przepisem na idealny wyjazd był podział na 4–5 dni na La Digue, 4–5 dni na Praslin i 2 dni na Mahé.

Panorama wyspy Praslin z punktu widokowego Fond Ferdinand, z zielonymi wzgórzami, turkusową laguną i wyspami na horyzoncie.
Z punktu widokowego w rezerwacie Fond Ferdinand na Praslin dobrze widać, że Seszele to nie tylko plaże, ale też wzgórza, zatoki i gęsta tropikalna zieleń.

Kiedy lecieć na Seszele? Pogoda, monsuny i najlepszy termin

Najlepsze warunki na wyjazd na Seszele panują w kwietniu i maju oraz w październiku i listopadzie. To wtedy ocean jest najspokojniejszy, a pogoda idealna do snorkelingu.

Jeśli nie znosisz deszczu, unikaj przełomu roku. Jeśli jednak nie przeszkadza ci krótki, ciepły prysznic raz dziennie w zamian za soczystą zieleń, niższe ceny i nadal 5–6 godzin intensywnego słońca dziennie, możesz lecieć nawet w styczniu.

Przy planowaniu zarówno daty, jak i miejsca noclegu, czyli kierunku wybrzeża, warto uwzględnić sezonowość monsunów. Mają one bezpośredni wpływ na to, czy trafisz na krystaliczną wodę, czy na brzeg przetykany wodorostami. Od maja do września monsun południowo-wschodni nanosi algi na południowe wybrzeża, natomiast od grudnia do marca sytuacja się odwraca. Nie jest to zjawisko uciążliwe i nadal pozwala na swobodne kąpiele, ale warto wziąć je pod uwagę, jeśli chcemy złapać najbardziej fotogeniczne ujęcia turkusowego oceanu bez zielonych „warkoczy” przy brzegu.

Ostatnia uwaga dotyczy dobrej organizacji, która jest kluczowa, żeby rajski urlop nie zrujnował portfela. Planowanie oraz rezerwację przelotów, noclegów i promów warto zacząć z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Taki zapas czasu pozwala upolować najtańsze bilety lotnicze i zarezerwować najlepiej oceniane noclegi w rozsądnej cenie, co może obniżyć koszty nawet o kilka tysięcy złotych.

Wyjazd w ostatniej chwili, zwłaszcza w szczycie sezonu, nie tylko znacząco podniesie koszty, ale też wyraźnie ograniczy możliwości noclegowe i transport promowy. Szczególnie na La Digue czy Praslin miejsca znikają z kalendarzy błyskawicznie i z dnia na dzień mogą być nie tylko horrendalnie drogie, ale po prostu niedostępne.

Autorka tekstu odpoczywająca na kamieniu wśród tropikalnej roślinności, palm i granitowych skał na szlaku na Seszelach.
Seszele najlepiej odkrywać także poza plażą. W parkach i rezerwatach można wejść między palmy, granitowe głazy i gęstą zieleń, która daje odpoczynek od ostrego słońca.

Transport na Seszelach. Samolot, prom, autobus i rower

Podróż z Polski na Seszele to zazwyczaj od 13 do 15 godzin spędzonych w powietrzu i na lotniskach przesiadkowych, najczęściej w Dosze, Dubaju lub Abu Zabi. Choć nie ma bezpośrednich połączeń z Warszawy, siatka i jakość połączeń są bardzo wygodne. Ceny biletów w obie strony, w klasie ekonomicznej, wynoszą około 3000 zł za osobę.

Jeśli zdecydujecie się na tak zwany island hopping, transport między wyspami jest bardzo prosty. Dostępne są wewnętrzne przeloty, które pozwalają zobaczyć archipelag z lotu ptaka. Dla mnie, jako żeglarki, zdecydowanie lepszym wyborem był rejs promem. Jest tańszy, kosztuje około 250–300 zł za osobę za dłuższy odcinek, i bardziej malowniczy. Podczas takiego rejsu można wypatrzeć delfiny i latające ryby. Rezerwując bilet online, warto rozważyć transfer z lotniska do portu. To ogromne ułatwienie organizacyjne, a nawet w przypadku opóźnienia lotu łatwiej trafić na swój prom.

Na Mahé i Praslin świetnie działa transport publiczny. Bilet na jeden przejazd kosztuje około 3 zł, a sprawne poruszanie się ułatwia dedykowana aplikacja z rozkładami i możliwością śledzenia trasy autobusu w czasie rzeczywistym. To ważne, bo każdy przystanek jest „na żądanie”. Z kolei na La Digue głównym sposobem przemieszczania się jest rower. Wypożyczycie go za około 45 zł za dobę.

Pusta plaża Anse Lazio na wyspie Praslin z białym piaskiem, turkusowym oceanem, palmami i zielonym wzgórzem w tle.
Anse Lazio na Praslin pokazuje Seszele w najbardziej klasycznej wersji, z jasnym piaskiem, turkusową wodą i plażą, na której nawet w sezonie można znaleźć spokojny fragment tylko dla siebie.

Noclegi na Seszelach. Gdzie spać, co jeść i co przywieźć z wysp?

Noclegi są dostępne w każdym standardzie, na każdej z wymienionych wysp. Możecie postawić na absolutny luksus w modnym hotelu Kempinski na Mahé, gdzie doba kosztuje około 2000 zł, albo wybrać apartamenty typu self-catering. To zazwyczaj znakomicie wyposażone domki lub przestronne pokoje z łazienką, w których znajdziecie wszystko, co potrzebne, od klimatyzacji i pełnej kuchni po taras z widokiem na palmowy ogród albo ocean. Taki nocleg dla dwóch osób kosztuje od 300 do 550 zł za dobę. Ja najlepiej wspominam pobyt w Rosemary’s Guesthouse. To miejsce tuż przy plaży, ze śniadaniami serwowanymi z widokiem na ocean. Wspaniały gospodarz na ostatnią chwilę zarezerwował mi wejście na Anse Georgette, bo wstęp na plażę ma dzienne limity.

Kuchnia w guest housie przydaje się głównie do przygotowania śniadania przed wyruszeniem na plażę albo trekking. Prawdziwy smak wysp odkryjecie jednak w tak zwanych takeaway, popularnych punktach gastronomicznych, które wbrew nazwie często oferują stoliki na miejscu, choć w znacznie mniej formalnej oprawie niż klasyczne restauracje. Sycący posiłek dla jednej osoby kosztuje tam zazwyczaj od 20 do 40 zł. W menu królują owoce morza, choć sporo jest też kuchni indyjskiej. Moim numerem jeden jest sieć food trucków Leo’s Food Truck, którą znajdziecie zarówno na Mahé, jak i na Praslin. Ich specjalnością są genialne burgery rybne i krewetki w każdej formie.

Z Seszeli nie można wywozić muszli ani elementów rafy koralowej, za to można przywieźć opakowanie herbaty waniliowej, o której toczą się dyskusje na internetowych forach. Podobno najwięksi koneserzy przylatują na wyspy tylko po to, żeby uzupełnić jej zapasy.

Na Mahé znajdziecie też wytwórnię wyśmienitego rumu Takamaka, którą można zwiedzać. Na miejscu prowadzone są degustacje, a po wybraniu ulubionego trunku jest też możliwość zakupu, także z odbiorem na lotnisku.

Fot. N. Jaros