• W podróży
  • Od kuchni

Madryt - zwiedzanie szlakiem dobrego jedzenia

autor: Staszek Gieżyński | 17 lipca 2017
  • Środkowsa Hiszpania
  • Madrid Barajas
  • Euro

Gdy wejdziesz do pierwszego z brzegu madryckiego baru możesz mieć deja vu. Najpewniej zobaczysz drewniany lub obity cynkowaną blachą kontuar, pokryte sztuczną skórą stołki barowe, parę stolików, szerokie lustro na ścianie. Może pomyślisz o wycieczce do czeskiej Pragi, może o dworcu w Koluszkach w 1987 roku. Nie przejmuj się – dużo miejsc na które trafisz wędrując po mieście będzie wariacją na temat takiego wystroju wnętrz. Najważniejsze, że będzie pysznie. Rzuć okiem na szynkwas. Obok kranów z piwem zauważysz kilka pojemników, w nich przeróżne przekąski. Dalej może stać pojedynczy palnik, na którym paruje emaliowany garnek, w kącie uwędzona i wysuszona świńska noga na specjalnym stojaku. Poproś o „una cana” (obsługa na bank mówi tylko po hiszpańsku) i dostaniesz małą szklaneczkę zimnego piwa z kremową pianą na pół palca. Będzie i darmowa, drobna przekąska: garść marynowanych oliwek z perłowymi cebulkami, malutka porcja paelli albo trochę frytek wymieszanych z podsmażonym chorizo. Wszystko zależy od humoru i hojności właściciela. Do fajnego baru z dobrymi przekąskami może jeszcze wrócisz. Jeśli nie, wkoło są dziesiątki innych do wypróbowania.

Łatwo odnieść wrażenie, że madryckie życie krąży wkoło kawiarni, barów, knajp i restauracji. I taka jest prawda, ale niejeden przybysz z daleka wędrował ulicami miasta zagubiony i głodny. Powód jest prozaiczny: specyficzny rytm i rodzaj posiłków. Żeby cieszyć się Madrytem trzeba żyć w jego tempie.

7.00 – 11.00

Dzień zaczniesz od desayuno, czyli śniadania. Pewnie będziesz jeszcze spać, gdy około siódmej rano zrobią to tubylcy: wypiją po prostu kawę, ewentualnie zakąszając czymś niewielkim w rodzaju rogalika. Do jedenastej zdążą zgłodnieć, nadejdzie zatem czas na almuerzo – drugie śniadanie i więcej kawy. Wpadnij więc do najbliższej kawiarni, wypij kawę, zjedz croissanta. Możesz zajrzeć do Museo de Jamon, gdzie na miejscu lub na wynos zjesz kanapkę z wybranym rodzajem jamon czy chorizo. Obowiązuje kulinarna prostota, więc w pszennym paluchu znajdziesz tylko parę plastrów wędliny – bez masła, bez dodatków.

Podobnie będzie gdy w którymś z barów (renomą szczyci się Casa Rua przy calle de Ciudad Rodrigo) weźmiesz bocadillo de calamares. W takiej samej bułce znajdziesz po prostu gorące, opanierowane krążki kalmarów usmażone na chrupko. Ta kanapka jest jednym z jedzeniowych symboli miasta. Kalmary z frytury to pyszny pomysł, tym bardziej, że zbliża się już godzina...

12.00

… czyli do „La hora de Vermuth” - godzina wermutu. Popijających w południe wermut w Madrytczyków zaobserwujesz głównie przy niedzieli. Zwłaszcza jeśli pójdziesz na wielki Rastro Market – jednodniowy targ staroci, ubrań i innych cudowności, rozlewający się po starych uliczkach La Latiny. O wyznaczonej godzinie wszyscy przenoszą się do barów i knajp. Tu krany ze słodkim wermutem zainstalowane są tuż obok tych z piwem. Zazwyczaj naleją go do szklaneczki, dorzucą plasterek pomarańczy i dużą kostką lodu. W Taberna la Concha (calle Cava Baja, 7) podają go w szklance spryskanej odrobiną ginu z atomizera, zmieszany z kilkoma kroplami Campari.

O wyznaczonej godzinie wszyscy przenoszą się do barów i knajp. Tu krany ze słodkim wermutem zainstalowane są tuż obok tych z piwem.

Do tego obowiązkowa przekąska: wspomniana kanapka z kalmarami czy tosta – zapieczona połówka bułki z różnymi dodatkami: pastą oliwną, anchois, plastrem szynki. Możesz zjeść też parę beszamelowych krokietów z szynką, plasterki gotowanej ośmiornicy w oliwie czy grzankę z rybną wątróbką. To właśnie tapas: hiszpańskie przegryzki. Podobno „debiutowały” jako… ochrona przed insektami – Andaluzyjczycy przykrywali szklanki z winem kawałkiem chleba lub kiełbasy, aby nie powpadały im do nich muchy. Coś jest na rzeczy, skoro po dziś dzień tapas niemal zawsze (niezależnie od pory dnia) popija się alkoholem.

14.00

Po wermucie (nawet i bez niego ) można zgłodnieć, więc najwyższy czas na obiad, zwany „la comida”. To główny posiłek dnia i najbardziej obfity. O tej porze restauratorzy często proponują „menu del dia” - codzienny zestaw obiadowy. Do wyboru zwykle jest przystawka i danie główne, a do ceny często wliczajaą też chleb, deser i napój. Obiad to dobry czas by spróbować dań charakterystycznych dla Madrytu i w ogóle Hiszpanii. Zacznij od cocido madrilleno. To potrawka gotowana z wielu rodzajów mięsa z dodatkiem warzyw i ciecierzycy. Zgodnie z tradycją wszystkie składniki podaje się osobno, zaczynając od wywaru z gotowania, który trafia na stół z makaronem jako zupa.

Zjesz ją na przykład w Malacatin (calle de la Ruda, 5). Na callos (flaczki), morcillę (krwawą kiszkę – słodkawą, więc trochę nie na nasze podniebienie!) czy rabo de toro (duszony ogon wołowy) zajrzyj do działającej od 1835 roku Taberna Antonio Sanchez (Meson de Paredes 13). Tortillę - omlet z ziemniakami - znajdziesz właściwie w każdym barze. Dla mnie ta najlepsza ma przypieczony wierzch, w środku zaś jest kremowa i nie do końca ścięta. Puryści zjedzą ją tylko lekko osoloną, ale jeśli pragniesz więcej dodatków wybierz się do modnego Las Tortillas de Gabino przy Calle de Rafael Calvo, 20. Po obiedzie czas na obowiązkową sjestę! Nie musi oznaczać leżakowania, ale trzeba pamiętać że część biznesów na mieście będzie zamknięta. Po wypoczynku zaś...

17.00 – 18.00

… pora na więcej jedzenia! Nadchodzi podwieczorek, czyli „la merienda”. Zazwyczaj zjada się w tym czasie coś lekkiego: kanapkę czy owoc. Po co jednak zawracać sobie głowę zdrowym żywieniem, skoro można ruszyć do pobliskiego baru na aperitivo – kieliszek wina, szklaneczkę wermutu czy małe piwo. Na to ostatnie nikt nie mówi zgodnie ze słownikiem „cerveza”. Poproś o „cana” (piwo z beczki) lub „tercio” (małe piwo w butelce). Madrycka pogoda sprawia, że nie ma sensu pić  dużych piw – szybko się odgazują i zrobią ciepłe. Do napoju koniecznie trzeba coś małego przekąsić, by dotrwać do kolacji. Może klasyczne tapa w postaci boquerones (białych anchois)? To po prostu świeże sardele marynowane w occie i oliwie.

22.00 - ??

Kolację zjesz późno, nawet bardzo późno. Możesz usiąść po prostu w jednej restauracji, zamówić parę dań i kilka kieliszków wina. Sympatyczne i nowoczesne gotowanie znajdziesz choćby w Candela Resto, calle Amnistia 10 (koniecznie rezerwuj stolik!). Wieczór to jednak najlepszy czas na knajpianą wędrówkę. Taktyka jest prosta: ruchem konika szachowego przemieszczasz się od knajpy do knajpy. Wypijasz drinka, skubiesz tapas i ruszasz dalej. Zwyczajowe ( i najlepsze) trasy takich wypraw wiodą przez dzielnice La Latina i sąsiednią, multikulturowa Lavapies; albo przez młodzieżową Malasanę. Tradycyjne knajpki sąsiadują z nowoczesnymi, modnymi lokalami.

W Casa Amadeo (Plaza de Cascorro, 18) na wejściu przywita cię widok bulgocącego garnka ze ślimakami w paprykowym, pikantnym sosie. Za kilka euro dostaniesz ich miseczkę. Złap za wykałaczkę, przygotuj garść papierowych serwetek i do dzieła. Następne miejsca czekają. Zajrzyj do nieco schowanego na uboczu Casa Dani (calle Calatrava 11), miejsca niewielkiego i staromodnego (te kafelki na ścianach!) na parę plastrów sera manchego i szlachetnej jamon iberico de bellota. Podczas wędrówki nie zapomnij wypić ginu z tonikiem. Od jakiegoś czasu w Madrycie panuje istne ginowe szaleństwo, są nawet bary specjalizujące się w tym alkoholu.

Alternatywą dla nocnych spacerów są „mercados” czyli jedzeniowe targi. Zrobisz tu delikatesowe zakupy, ale przede wszystkim zjesz. Na licznych stoiskach znajdziesz zatrzęsienie tapas, wina, piwa i mocniejszych alkoholi. Wystarczy wybrać z każdego to na co przyjdzie ochota i schrupać stojąc przy ladzie lub przy wspólnym stoliku – najpewniej w gwarze i ścisku, bo mercados są szalenie popularne. Najpiękniejszy (stuletni budynek!) i ulubiony przez turystów jest Mercado de san Miguel obok Plaza Major.

fot. Shutterstock.com
fot. Shutterstock.com
fot. Shutterstock.com

Mieszkańcy Madrytu chętniej zaglądają do Mercado San Anton (Calle de Augusto Figueroa, 24). Do Mercado la Cebada (Plaza de la Cebada) przychodzi się raczej na zakupy, zaś dobrą zabawę i nieformalną atmosferę zapewnia Mercado de San Fernando (Calle de Embajadores 41). Tutaj nie tylko zjemy coś pysznego, ale i możemy poskakać w takt rytmów puszczanych przez djów, albo.. potańczyć swinga. Zabawa na madryckich ulicach może przeciągnąć się do późna w nocy.

Pamiętaj, że jutro też jest dzień. Spędzisz go w takim samym rytmie jak dzisiejszy. Choć pewnie znów opuścisz śniadanie o siódmej rano. 

 

Zostań z nami

Bądź na bieżąco